Archiwum kategorii ‘Zawróceni w Czacie’
Wirtualne pały
Pamiętam, a było to kilka lat temu, kiedy jeszcze istniała Konfraternia, Szarm organizował taki konkurs na Wirtualne Pały. Chodziło o ludzi na czacie O2.pl, którzy znaleźli swój najwyższy poziom kompetencji jako czatowi siepacze. Byli jakby do tego stworzeni, wyssali to z mlekiem matki, a czat dopiero ukazał te ich talenty i najwyższy poziom awansu w strukturach społecznych. Tacy urodzeni bananiarze.
W dziale Wirtualne Pały znajdowały się pseudonimy z czata, które uważały, że zło można zabanować, zlikwidować i nie będzie już potem nic, na czatach zasadzi się kwiaty i znajdziemy się w jakiejś wymarzonej, szczęśliwej krainie. Urokiem czatujących i miodem płynącej.
Podczas moich wirtualnych podróży w portalu Gazeta.pl natknąłem się
na takich, których misją, obsesją, a nawet powołaniem, stało się banowanie. Bez możliwości cenzury byliby oni jakby niepełni i nieprawdziwi. Obawiam się, że w realnym życiu żadne z nich nie zarządzało tak potężnymi zasobami ludzkimi, kryjącymi się za pseudonimami, jak właśnie tu w sieci.
Nie chodzi tu też o nerwowe dziewuszki kasujące swoje blogaski, ani o innych takich, co to chcą mieć porządeczek w ogródeczku i rację na swoim blogu. Większość taka w sumie jest, komentarze tam są w szyku defiladowym, pełno w nich ciepła i wymiany uprzejmości. No i czyż taki blogopisacz może kłamać, netykietę złamać? Chyba nie.
No dobra, ad rem. Moje nominacje wyglądają tak:
Naczelny Żandarm Bloksa – Ols. Strażnik moralności, dobrego smaku i manier. Wsławił się egzekucją Cyca naszego ukochanego. Gdy dostrzegł swój błąd, próbował Cyca w rynsztok zgrabnie i sprytnie obrócić.
Szefowa grup szturmowych forum Gazety – Siwa. Znana z ze zniszczenia najpopularniejszego i najlepiej zorganizowanego forum Gazety Zawróceni w Czacie. Jednym kliknięciem przekreśliła kilkadziesiąt tysięcy listów, twórczość i pracę kilkudziesięciu ludzi kryjących się za setkami pseudonimów. Forum to wcześniej było nagradzane agorowymi gwiazdkami, było to coś, było wydarzenie. Jeden list, który ją obrażał, wystarczył jej na unicestwienie społeczności, budowanej dziesiątkami tysięcy listów i ponad dwuletnią pracą.
Trzeci niech będzie Kominek, od dawna chełpił się swą władzą i dla niego banowanie jest też formą moderowania, prowokowania dyskusji. No dobra, jego może umieszczam bardziej w celach reklamowych, kiedyś on mnie reklamował, zareklamuję go i ja.
Epigon Kominka Wojciech “Plonk” Orliński. Autor bloga WO (Ekskursje w dyskursie). On też upodobał sobie banowanie, które rubasznie zwie “plonkowaniem”. Podpatrzył u Kominka, pozazdrościł mu popularności i robi to samo. Uczynił z banowania ideologię. Tę najsłuszniejszą. Sam chełpi się faktem, że wyglądem przypomina Ernsta Röhma.
Dalej mamy Eelę, autorkę bloga o Warszawie, ale z blogowania jest mniej znana, mimo usilnych starań Żandarmerii Gazetowej, która jak może promuje jej blog.
Eela rozpoznawalna jest jako “Giwi Gorący Kubek”, oberpolicmajster forum “Kraj”. Gorący kubek, bowiem znana jest ze swego upodobania do gadżetów, więc wszelakie promocje Agory rozchodzą się w jej dłoniach niczym ciepłe bułeczki. I dla innych pod dachem forum i Bloksa nie starcza. Muszą wybierać inne niebo.
Na koniec wstawię Evitę Duarte, cenzorkę i szefową forum “Feminizm” w Gazeta.pl. Dziewczyny tamtejsze, używające bardzo chmurnych i szumnych pseudonimów, mają osobliwy sposób traktowania klientów. Najpierw wchodzi jakaś dyżurna jej koleżanka i nazywa nowego, potencjalnego dyskutanta “gównem” albo stwierdza, że to co on pisze to bzdury, bo “świnia latać się nie nauczy”. I delikwent, który – całkiem nieświadomie i niechcący – wszczął awanturę, dostaje bana.
Większość z tych nominowanych przeze mnie to wspólni znajomi, na pewno wirtualni. Stanowią oni jakoby przyczynek do budowy grup szturmowych bądź specjalnego aktywu, może i nawet przyszłego biura politycznego. Kiedy już w Gazecie nastanie nowe, a jutro pomaszerują dalej. Dopóki nie padnie na kolana ostatni troll.
Gry blogowe
Nazywam te zabawy, tę formę taniej, wręcz burleskowej rozrywki, grami blogowymi. Zdaję sobie sprawę z faktu, że niewiele one mają wspólnego z grą, bo przecież gra daje rezultat, a rzadziej pozostaje nierozstrzygnięta. Gry blogowe z góry skazane są na brak obiektywnego – a raczej intersubiektywnego, ustalonego między graczami na wstępie – wyniku. Każda ze stron ustali ten wynik arbitralnie. Więc po co grać?
Mogłoby to być i kształcące, ale w treściach, bo w formach gry: strategiach i taktykach nie wymyśliłem jeszcze nic innego, czego nie wymyśliliby pokerzyści. Ale doskonale rozumiem, że dla kogoś nieobeznanego z grą, może to być odkrywcze. Dla mentalnego gracza, nie jest to zajmujące, może służyć raczej popisom, pokazom. Uważam się za naturalnego gracza, stąd muszę bardzo się starać i kontrolować by nie grać. I nie dziwią mnie odkrycia innych, którzy uważają się za graczy, tworząc własne, bardzo doraźne reguły. By dojść na przykład do konkluzji, że kanclerz wcale nie był z żelaza, a kurtyna też nie była żelazną. Ba! Ona nawet nie była kurtyną w żadnym sensie. Czytaj resztę wpisu »
For Honey Bunny
Pewne sceny można powtarzać w nieskończoność, a sytuacja wygląda jak w uszkodzonej płycie. Można do tego dorabiać jakieś filozoficzne teorie, choćby Nietzschego, ale po co komplikować. Kiedy gram taką scenę, przeważnie ktoś namówiony przeze mnie do wspólnej blagi, nie wierzy, że ktoś jeszcze uwierzy w taką, wielokrotnie powtarzaną kwestię, że będzie ją postrzegał jako świeżą. Przyznam, że ja też nie wierzę i jedyne co mnie zaskakuje w tej scenicznej manufakturze, to reakcje ludzi. Czasem mam wrażenie, że oni wiedzą, a tylko grają. Chciałem innych zdezorientować, a oni wszyscy się zmówili i zagrali dla mnie. Jakkolwiek brzmi to nieco paranoicznie, myślę, że jest coś takiego, co każe ludziom bić brawa nawet po kiepskiej sztuce, jeśli zostaną stosownie zachęceni przez klakierów, w tej sytuacji, nawet wcale niewynajętych. Czytaj resztę wpisu »
37927
Tak, wyprztykałem się, wypaliłem, zblakłem, zgasłem i spopieliłem. Nie umiem powiedzieć czy mi się coś udało, czy to tylko był stracony czas. Choć grałem, a zdawało mi się, że słyszą to inni, słyszą i czują. A chwil takich było niewiele z tym niezgorszym graniem. Warto było dla tych paru chwil.
Błądziłem, kiedy oczekiwałem lojalności, a ze zdumieniem patrzyłem na brak konsekwencji innych, a słowo wdzięczność jeno wdzięcznie i dźwięcznie brzmi. Powinienem był bardziej skoncentrować się na sobie, bo przecież ja dla mnie jestem najważniejszy. Ja i moja wolność, której klawisze czy inne krawężniki wirtualne nie są w stanie mi zabrać, choćby skradli mi wszystkie moje słowa. Choćby tłukli moje myśli aż po unicestwienie, to muzyka ta mi będzie grać i brzmieć. W sercu i umyśle.
Czuję ulgę, gdy my i nasze zastępuję dziś ja i moje. Bo wina jest moja, kolejny raz przegrałem, może nigdy nie wygrywałem, choć czułem, że tak się dzieje.
Ale jakież to ma znaczenie w ostatecznym rozrachunku, które i tak zawsze będzie doraźnym i prowizorycznym? Nadto pędziłem, złapałem zadyszkę, bo przeceniłem swe siły.
Daję sobie spokój ze wspólnymi, redakcyjnymi blogami. Ci, którzy mi to odradzali, twierdząc, iż się nie nadaję, mieli rację. Dziękuję Wam za nauczkę, za lekcję pokory.
Zamówiłem u Reda taki mały kilof, choć na geologii się nie znam. No i oczywiście plakat z Ritą Hayworth.
Kiedyś wyślę Wam pocztówkę. Nie czekajcie.
proces7
Czatowe Zaduszki
Pamiętam to jeszcze z moich czatowych czasów, kiedy byłem tam częstym gościem. Przez jednych znienawidzonym, bo sporo takich było, którzy czynili wszystko by się mnie stamtąd pozbyć. Wykorzystywali swe znajomości i układziki, by mnie na owych czatach blokować.
Ale byli też tacy, mniej liczni wprawdzie, którzy mnie tam wyczekiwali, niczym proroka i chłonęli każde moje durne i bzdurne słowo.
Takie czaty obserwowałem wiele lat, mniej lub bardziej regularnie, z przerwami i różną intensywnością, praktycznie studiowałem je w latach 2002 do 2007 i zdawało mi się, że wiem na czym one polegają. Ta pięciolatka, niczym plan pięcioletni doczeka się kiedyś swego sprawozdania, choć nie wiem czy tu i gdzie, i jak.
Pięć lat to niewiele, ale można było sporo zaobserwować i dla kogoś kto interesował się problematyką, zmiany te były kolosalne, wręcz rewolucyjne. Tak jak dla mnie.
Pierwszy raz odwiedziłem czaty, ot tak z ciekawości, z głupia frant, jesienią 2002 roku. Wyszukiwarki nie były wówczas bardzo popularne, stąd ludzie nie byli tak oczytani i nie umieli wypowiadać się na każdy temat jak dziś. Był to czat Interii.pl, który był tak napisany, że nie można było tam nic wklejać: tekstów, linków. Po prostu “copy/paste” nie działało.
Potem, z czasem popularne stawały się obrazy z kamerek, rozmowy głosowe i szereg innych gadżetów, które miałyby ten czat ułatwić, uczynić bardziej przyjaznym, a nade wszystko bardziej demokratycznym. I poczynić tę kochaną przez nas iluzję egalitaryzmu.
O ile obrazy z kamerek były wzruszające, a często z początku zupełnie paraliżowały mój czatowy pęd i dezorientowały, to na przykład rozmowy głosowe najczęściej niosły za sobą rozczarowanie. Nie, nie zawsze, rzadko, niezwykle sporadycznie zdarzało się jednak, że ludzie gadają lepiej niż piszą.
Niemniej ta wiedza quizowa była przeważnie u adwersarza drastycznie mniejsza niż podczas rozmowy pisanej, na czacie. Szczególnie zaś w oknie ogólnym czata.
Tak jak też często bywałem w mylnym błędzie, że skoro ktoś dużo cytuje w jakimś obcym języku, to ten język zna i może w nim gadać. Nic bardziej błędnego. Laski, które cytowały znanych obcokrajowców w oryginale, nie kumały co ja do nich mówię w danym języku. Początkowo myślałem, że ze mną coś nie tak albo te gadane komunikatory tak diabelnie wszystko zniekształcają. Ale nie. Skoro rozumieli mnie indagowani o drogę kierowcy tirów czy kelnerzy obcych krajów, to dlaczego miałaby mnie nie rozumieć inteligencja i ludzie z wyższym wykształceniem. Bo tak wynikało z moich czatowych ankiet, większość, a nawet prawie cała większość czatowych stworzonek miała wyższe wykształcenie.
Nieraz zdarzyło mi się zażartować, by któraś pokazała na przykład cycki w kamerce. Czasem ten żart był taki dość pruski i niezbyt subtelny, bo pisałem: nikt mnie nie kocha, jestem taki samotny, nie widziałem wiele lat rozebranej dla mnie i tylko dla mnie kobiety.
Takie seanse i różnego rodzaju striptizy były pewnie o wiele bardziej krępujące dla mnie, niż dla czatowej striptizerki. Często się czerwieniłem i opuszczałem obraz na pasek. No i oczywiście czułem się zobowiązany powiedzieć coś w stylu: o tak, jesteś piękna i wyjątkowa.
Trudno mi było potem powiedzieć do takiej już widzianej artystki scen czatowych, że na przykład jest ciężką dupą, samotną starą prukwą czy pasztetem. Bo przecież w taki sposób naruszyłbym tajemnicę spowiedzi wizualnej.
Inna rzecz, że akurat te, które miałem okazję oglądać w pełni wdzięków i walorów, tych bardziej lub mniej intelektualnych, były po prostu ładne. Ale oczywiście może to być moje bardzo subiektywne spojrzenie, bo jak powszechnie wiadomo jestem niespełnionym, napalonym i śliniącym się na widok nagiej kobiety, starym capem.
Sądzę, że nie jest to tylko mój subiektywny pogląd i ogląd na rzecz, bo czaty dla młodzieży, przykładowo na O2.pl, praktycznie nie istnieją, to samo tyczy czatów tematycznych, a nawet towarzyskich. Tak też jest na Interii, gdzie królują czaty z kamerkami i cyberseksem. Na gazecie czaty zdechły, bo były zarządzane przez tę samą ekipę co dziś agorowe blogi i fora, więc nie wróżę im sukcesów.
Upadają nawet czaty dla dojrzałych, gdzie przecież schodzą się pijące do monitorów, przegrane życiowo alkoholiczki czy też ludzie, którzy na emeryturze pozwolili sobie na odrobinę luksusu i wykupili internetowe łącze w promocji. I poszukują w tych sanatoriach skarbów, białych i czarnych kruków i wron, które przecież już nikogo nie rozdziobią. A stary Bruno nie chce ruszyć na piwo, bo już go tam nie brakuje. Bruno, stary kwiat, który zawsze myślał, że porusza się w czacie. Nie podejrzewał i nie chciał wierzyć w to, iż był w centrum, bo on był punktem odniesienia w tym układzie inercjalnym. Czat krążył wokół niego, ruchem miarowym, jednostajnym i całkiem prostoliniowym.
proces7
Na Chińczyka
Nazwę ten schemat, tę metodę “na Chińczyka”, choć pewnie nazwa nie jest jakaś super adekwatna. Zrozumiałem ją właśnie, nazwałem i zdefiniowałem jakieś dwanaście lat temu, podczas pobytu w Pekinie.
Już podczas lotu z Zurychu do Pekinu liniami Swissair zacząłem budować ramy mojej teorii. Wówczas w Boeingu 747 klasa w klasie ekonomicznej można było palić, ale tylko w tylnej części samolotu. Z przodu obowiązywał zakaz. Była to ta sama kabina, a podczas lotu nie wolno było palić na stojąco. W samolocie znajdowali się głównie Żółci, białych było kilkunastu plus oczywiście cała załoga. Czytaj resztę wpisu »
Zawrócony oskarża publicznie
Nie będę hipokrytą i nie powiem, że nie cieszę się z powodu upadku forów związanych z czatami O2.pl.
Kiedy istnieli “Zawróceni”, codziennie coś się działo. Były lepsze i gorsze tematy, ale przede wszystkim czułem chęć i pasję. Powstawały kontr – fora, opozycyjne i konkurencyjne w stosunku do tego, które prowadziłem. Było przede wszystkim czuć powiązanie z czatami Tlenu, dyskusja przedłużała się, w mniej lub bardziej konwencjonalny sposób dyskutowano o różnych problemach czatowego życia. Czytaj resztę wpisu »
Kopałem cię dziś rano
Być może, gdzieś pomiędzy jednym a drugim blogiem, gdzieś w pobliżu, kręcą się ludzie, którzy zastanawiają się skąd we mnie taka determinacja by wypominać innym sprawę likwidacji mojego forum “Zawróceni w Czacie” w Agorze.
Pominąwszy sprawę istnienia ludzi w wirtualnym pobliżu czy między blogami, gra tyczy zupełnie innej rzeczy niż moje personalne rozgrywki, moje ambicje czy aspiracje. Szukam odpowiedzi na pytanie, które brzmi:
Czy ludzie tworzący ze mną forum byli producentami li tylko wyłącznie spamu, czy jednak to pisanie miało wartość. Czytaj resztę wpisu »
Defendo
Defendo ma dziś urodziny, a kobieta ta, urocza dama, współtworzyła ze mną długi czas forum “Zawróceni w Czacie”. Pozwolę sobie zatem na pewną retrospekcję Czytaj resztę wpisu »
Claretta i sobotni chaos
Tak jak podejrzewałem, poprzednia notka wyskoczyła na pierwszą pozycję w lokalnych notowaniach WordPressu. Nawet mój blog, który zwykle szybuje w okolicach 20 – 40 -go miejsca w rankingu, wskoczył na piątą pozycję. Czytaj resztę wpisu »
Zawrócone Impresje I
Bez swojego ogrodnika, który zadba o rabatki i inne takie duperele związane z pielęgnacją ogrodu, każde forum uschnie. Uśnie też, kiedy nie będzie miało tematu głównego, tematu szkieletu, który niekoniecznie musi być wiodącym, wcale nie musi być często poruszany, ale musi istnieć jako motto albo jako instytut odwoławczy.
Zorganizowanie takiego miejsca to kupa włożonego weń czasu, więc musi przyświecać temu jakiś cel nadrzędny. Nawet jeśli takiego nie ma, trzeba go sobie spreparować. Czytaj resztę wpisu »
Zawróceni w Czacie
Będę tu zmieniał nagłówki dla tych, którzy tu zerkają, a nie są zainteresowani moimi notatkami, takimi co to ze mną chwilę chcą pogadać, powiedzieć: cześć, proces, co słychać. Chwilę poudawać, że się ze sobą witamy, że pytamy o nasze samopoczucie.
Myślę, że te strony co jakiś czas będę zmieniał, zostaną one w zasobach bloga, będzie do nich link. Będę zmieniał, o ile będziecie gadać.
Magnolcia została pokrzywdzona, bo twierdzi, że odkąd pojawił się w nagłówku do niej link, podwoiła jej się, a może potroiła liczba wejść, zatem pozostawię tu link do niej na parę dni.
Istotnym wydarzeniem kulturalnym na forum Catch 22 była prezentowana przez
Alkację “Galeria Znaleziona” więc do niej także zapraszam.
Informujcie mnie o wydarzeniach kulturalnych na Waszych blogach, forach i podajcie linki, bo dziś, w dobie nowych generacji w sieci, nie jestem w stanie wszystkiego ogarnąć. Wszystkiego tego, co chcielibyście bym dostrzegł.
W poszukiwaniu straconych listów
Być może źle się wyraziłem w ostatniej notce, a być może jesteście niektórzy przewrażliwieni. A może to tylko kwestia priorytetów. Rozumiem, że dla niektórych z Was sieć jest tylko rozrywką i potrzebujecie siąść na blogach i forach jak na serialu, w którym być może coś fajnego się zdarzy. Kogoś zamordują, ktoś zginie w wypadku, załamie się czyjaś kariera zawodowa, a rodzina się odwróci od ulubionego bohatera. Lub wydarzy się jakaś inna, cudowna rzecz dla widza.
Dla mnie twórczość, czy może lepiej – działalność w necie, ma określoną strategię. Czytaj resztę wpisu »
Żegnaj Forum
Zbłądziłem. Po ingerencji w moje forum przez adminów z Agory powinienem był zbojkotować tamtejsze miejsce. Nic nie otwierać, nie kombinować z “Zawróconymi”, nie dumać kogo wpuścić, a kogo nie. Czytaj resztę wpisu »
KFC
Czyli
Kity Forumowo Czatowe
Nie da się pisać forum o wszystkim. Bo wtedy jest o niczym. Stąd moja niechęć do jakichkolwiek wypowiedzi w owym miejscu. Moja koncepcja na “forum o czacie” upadła.
Weźmy taką Defendo, lokalną liderkę Forum Pokera. Pisze ona, że Kahneman dowiódł nieracjonalności naszych decyzji, a klasyczna ekonomia poniosła klęskę.
Oznaczałoby to mniej więcej to, że dano komuś Nobla za uzasadnienie, iż decyzje ekonomiczne są zawsze nieracjonalne. Czytaj resztę wpisu »
