Archiwum kategorii ‘Wirtualne Zadupia’
Rozluźnij krawat
Internet schlebia naszym: niecierpliwości, braku konsekwencji i silnej woli. Tu mamy wszystko od razu, na nic nie musimy czekać. A jeśli czymś czujemy się zniecierpliwieni, z miejsca znajdujemy alternatywne rozwiązanie. O dawne niekonsekwencje, przewinienia nie musimy się martwić, bo pamięć nasza zawiera się w sporej części w wyszukiwarkach, a te łaskawe są dla treści popularnych. W najgorszym razie zmieniamy pseudonim, komputer, jego adres i zaczynamy wszystko od nowa. Z carte blanche. Tak jak świadek koronny, który dostaje nową tożsamość.

Strach jest najgorszym doradcą. Jeśli zaczniecie się obawiać o to czy wasze słowo kogoś urazi, dotknie, jeśli pozwolicie sieciowym prawnikom – cwaniaczkom po wieczorowych kursach na uniwersytecie w Psiej Wólce dyktować warunki w blogoprzestrzeni, obudzicie się z ręką w nocniku. Dlatego trzeba stanowczo, acz z rozwagą, reagować na przemoc administracyjną. Bezpieczni będziecie, jeśli sami tak będziecie się czuć.
Wedle mnie, tworzenie grup dyskusyjnych, wspólnych blogów i forów, sprzyja swoistemu zacieśnianiu więzi. Wszak jest się wtedy długo z grupą i siłą rzeczy dochodzi do wymiany prywatnych i poufnych informacji o innych. I to w pewnym stopniu ogranicza i degeneruje takie forum. Dochodzi w nim do wymiany treści zaszyfrowanych, przeznaczonych jedynie dla jednej lub kilku osób. Konsekwencją tego zaś jest niezrozumienie przebiegu dyskusji przez innych, co z kolei blokuje pozostałych, będących nie na bieżąco albo tych całkiem niezorientowanych. Wtedy nadchodzi – często wspominana przeze mnie – faza plateau. Nikt nowy nie dojdzie do nas, nic ciekawego się już nie wydarzy, taka myśl nasuwa się posępnie.
Ważnym jest też inny aspekt: prawdy czy opinie ogólne, mogą być odbierane – w takich zamkniętych kręgach – jako sygnały personalne. Przykładowo napiszę: wszystkie kobiety w sieci są grube i mają brzydkie uzębienie. Jeśli poznałem którąś z kobiet, bliżej, czy to tylko via net czy realnie, może ona odebrać tę opinię ad personam. Że na podstawie jej przypadku, metodą indukcji logicznej, wysnułem ten wniosek. Jeśli ktoś jest przewrażliwiony na swoim punkcie, ma do mnie zaufanie, a ponadto uważa się za kogoś z kim moje kontakty są bogate, na nic zda się tłumaczenie, że to przypadek, żart czy prowokacja. Jeśli zatem zależy nam na utrzymywaniu tych kontaktów, na spójności i stabilności grupy dyskusyjnej, musimy zachować ostrożność. Choć grupa dyskusyjna to najpewniej przesadzone określenie. Chodzi bardziej o krąg towarzyski czy o towarzystwo z sieciowej kafejki. No i ta wspomniana przeze mnie powściągliwość może stać się uciążliwa. Będzie mnie zniechęcać, nakaże ważyć słowa do tego stopnia, bym nie był podejrzany choćby o niedyskrecję.
Innym, całkowicie różnym, aspektem jest element władzy. I tu napiszę o moich intencjach, motywach, które skłoniły mnie do rezygnacji z administrowania na blogu Poltergeistem666. Lubię tamtejsze towarzystwo, dobrze się tam czuję, ale uczucie przewagi nad innymi uczestnikami w dyskusji – z racji tego, że miałem tam pewną władzę – ciążyło mi. I nie ma tu znaczenia, że jako administratorzy nie stosowaliśmy żadnych sankcji wobec pozostałych komentatorów.
Wobec grupy, jeśli jestem jak tam w składzie redakcyjnym, czuję się również zobowiązany do wypełniania moich obowiązków. A ostatnio nie jestem nadto twórczy, stąd nie byłem w stanie wypełniać przynależnych mi obowiązków. Po cóż mam być w redakcji, skoro prawie wcale tam nie piszę. Moim zdaniem czymś takim zawodzę resztę, korzystam z przywilejów administratora, nie wypełniając jego obowiązków. Może i nawet pasożytuję na reszcie w pewien sposób.
Pewne znaczenie, z mojego punktu widzenia wcale niemałe, ma to, że dzięki paru aktywistom z Bloksa i Gazety.pl mam opinię sieciowego rynsztokowca i trolla. Tym samym mój kiepski wizerunek może szkodzić osobom kooperującym ze mną. Likwidacja Cyca, forum Zawróceni w Czacie, blokady znajdujących się w mej wirtualnej bliskości loginów na Wykopie, Blipie, obsrywanie ich tam. Uporczywe, drobnomieszczańskie i maglowe donosy Olsa i chwilowa blokada loginów związanych z Wprost na WordPressie. Przykłady mógłbym mnożyć, część moich żali jest tu wypłakana na tym blogu. A ja sobie chcę popłakać i nie mam ochoty bywać w towarzystwie, które popiera takową cenzurę i magiel konfidencki w wykonaniu gazetowych Kup z Blipa i Wykopu. Ale mam też świadomość, że wypisując swoje żale narażałem też Poltergeista na ewentualne sankcje, co było – w pewnym sensie – nie fair. Po doświadczeniach jakich doznałem, nie są to bezpodstawne obawy. Rozumiem, że dla innych nudne, schematyczne i wręcz durne.
Oczywiście na Polterze będę pisał, rozmawiał, ale już bez tej presji wypełniania przypisanej mi szpalty redakcyjnej. Zawsze chętnie tam pogadam, o ile będę miał coś do powiedzenia albo nastrój na komplementy czy połów leszcza.
Nigdy nie piszę o tym czy mam czas, czy też nie. Przecież to widać i czuć. Jeśli mniej się udzielam, mam mniej czasu albo ochoty na blogopisanie. To chyba proste, więc po cóż informować o tym czytających?
Takie przetasowania, zmiany, paradoksalnie dobrze świadczą o ludziach tworzących miejsca w sieci. Bo to sygnał, że mamy do czynienia z indywidualistami, ludźmi nieprzeciętnymi, stąd nieco kapryśnymi. Choć jak wiadomo, czytelnik woli stabilizację, przewidywalność i bezpieczeństwo. Takie, choćby krótkotrwałe, stworzenie ciekawej grupy jest sukcesem. A wielu z Was brało udział w takich przedsięwzięciach, w których i ja miałem zaszczyt uczestniczyć. Sam mam zwariowaną i spiskową teorię internetowych dziejów i sądzę, że co duże, popularne, a za tym opiniotwórcze, zagraża władzy i ta będzie się starać to udupić, skanalizować. Likwidowali mi czaty, fora i blogi nie dlatego, że były złe, wulgarne czy prowadziły działalność przestępczą, a z zazdrości, zawiści i w trosce o bezpieczeństwo i popyt na własne usługi administrujących. No, ale to są nudne teorie, na które mogę sobie pozwolić na własnym zadupiu, bez obaw, że kogoś narażę, urażę czy znudzę. Bo przecież na tym blogu ja jestem dla mnie najważniejszy.
Aha i zapomniałem o tytule, który jak wiadomo sugeruje, że klient w krawacie jest mniej awanturujący się, ale i przez to bardziej sztywny. Poluzowany krawat jest na pewno idealnym kompromisem.
proces7
Gry blogowe
Nazywam te zabawy, tę formę taniej, wręcz burleskowej rozrywki, grami blogowymi. Zdaję sobie sprawę z faktu, że niewiele one mają wspólnego z grą, bo przecież gra daje rezultat, a rzadziej pozostaje nierozstrzygnięta. Gry blogowe z góry skazane są na brak obiektywnego – a raczej intersubiektywnego, ustalonego między graczami na wstępie – wyniku. Każda ze stron ustali ten wynik arbitralnie. Więc po co grać?
Mogłoby to być i kształcące, ale w treściach, bo w formach gry: strategiach i taktykach nie wymyśliłem jeszcze nic innego, czego nie wymyśliliby pokerzyści. Ale doskonale rozumiem, że dla kogoś nieobeznanego z grą, może to być odkrywcze. Dla mentalnego gracza, nie jest to zajmujące, może służyć raczej popisom, pokazom. Uważam się za naturalnego gracza, stąd muszę bardzo się starać i kontrolować by nie grać. I nie dziwią mnie odkrycia innych, którzy uważają się za graczy, tworząc własne, bardzo doraźne reguły. By dojść na przykład do konkluzji, że kanclerz wcale nie był z żelaza, a kurtyna też nie była żelazną. Ba! Ona nawet nie była kurtyną w żadnym sensie. Czytaj resztę wpisu »
Ofermy Peerelu
Mniej więcej każdy wie ile procent alkoholu zawierają pospolite i bardziej szlachetne trunki. Ale ile prawdziwych lat spędziłem na łonie Peerelu, wiem tylko ja. Bo tu nie chodzi tylko o lata metrykalne. Ani nie o niemerkantylne. Idzie tu właśnie o procent zawartości człowieka radzieckiego we mnie. Pewnie, że będę miał awersję, będę ostro dostrzegał tę radzieckość u innych, sam próbując usprawiedliwić swoją. Ale nie ma to tamto: urodziłem się w Układzie Warszawskim, w RWPG i tego nic nie zmieni. Nawet fakt, że umrę już gdzieś indziej. Choć tu tej pewności absolutnej nie mam. Mogę żyć – nie daj Boże – wystarczająco długo i zasypiać w jakimś deja vu. Czytaj resztę wpisu »
For Honey Bunny
Pewne sceny można powtarzać w nieskończoność, a sytuacja wygląda jak w uszkodzonej płycie. Można do tego dorabiać jakieś filozoficzne teorie, choćby Nietzschego, ale po co komplikować. Kiedy gram taką scenę, przeważnie ktoś namówiony przeze mnie do wspólnej blagi, nie wierzy, że ktoś jeszcze uwierzy w taką, wielokrotnie powtarzaną kwestię, że będzie ją postrzegał jako świeżą. Przyznam, że ja też nie wierzę i jedyne co mnie zaskakuje w tej scenicznej manufakturze, to reakcje ludzi. Czasem mam wrażenie, że oni wiedzą, a tylko grają. Chciałem innych zdezorientować, a oni wszyscy się zmówili i zagrali dla mnie. Jakkolwiek brzmi to nieco paranoicznie, myślę, że jest coś takiego, co każe ludziom bić brawa nawet po kiepskiej sztuce, jeśli zostaną stosownie zachęceni przez klakierów, w tej sytuacji, nawet wcale niewynajętych. Czytaj resztę wpisu »
Falstart
Sprawdziły się najczarniejsze scenariusze. Wszystko poszło tak źle, jak tylko źle mogło pójść. Gorzej być nie mogło. Ktoś założył blog na Bloksie i opublikował fotografie Pstro. Nigdy wcześniej nie widziałem tej kobiety, choć często znajduje się w jej wirtualnym pobliżu. Romansowaliśmy wielokrotnie, dochodziło między nami nawet do zbliżeń, bardzo intymnych. Aż tu nagle zobaczyłem jej fotki i czar prysł. Panie, tandeta, obciach i wiocha. Jakby żywcem wyjęta machająca flądra z Familiady. Rajstopki, koronki, króliczek na stoliczku. Wieś tańczy i śpiewa. Żegnaj Pamelo i Mydełko Fa w jednym. Bal w remizie i koło gospodyń czatowych. Czytaj resztę wpisu »
Iskanna Castro
Więc tak, oficjalna wersja jest taka, że Cyc (cyc.blox.pl) został zamknięty z mojej winy. Najpewniej skasowany, zatem chciałbym tu uczciwie pozbyć was złudzeń, a walkę o swoje prawa podejmiecie albo nie. Na pewno nie będę nikogo z tego powodu korumpował. Jeśli walczycie to o wolność, o pewne pryncypia w sieci, nie zaś o mój interes. Chcę by to było jasno sformułowane.
Niektóre kutwy do dziś łażą za mną, nasyłają na mnie swoje dzieci, bo wysłały na mój blog esemesa w ramach konkursu. SMS zasilił szkołę dla niewidomych dzieci, więc niech Licencja wyśle Starszą albo Młodszą do tej szkoły i niech stamtąd wezmą krzesło, gąbkę albo kredę. Niech zabiorą kubek na herbatę jakiemuś ślepemu dziecku. Cokolwiek, byle esemes się zwrócił.
Ja nic z wygranej nie mam. Nawet na tamtym blogu nie piszę, a kiedy pisałem nie było tam żadnych reklam, jedynie Pajacyk.
Więc jeśli rozważasz sprawę Cyca, to przemyśl to czego oczekujesz. Ja podziękuję ci za wsparcie, jeśli robisz to dla mnie – spadaj.
Mam ten problem, że panicznie obawiam się choroby na władzę. Ilekroć zyskam jakąś drobną rzeszę fanów, tak jak było przy paru okazjach typu: jakaś spektakularna notka, wspomniana wygrana w onetowskim Konkursie Blog Roku. Albo stworzenie bloga redakcyjnego czy dobrego forum.
Wtedy staram się zrazić do siebie parę osób, by nie popaść w samouwielbienie, chorobę na sukces czy władzę. Wszystko to oczywiście w kontekście stricte wirtualnym rzecz jasna.
Mam też awersję do słodkich ciumków i uwielbień. Lubię i chcę, by konsensusy rodziły się w zgrzytach i ogniu. Drapanie się po plecach mnie mierzi. W życiu wszystko przychodziło mi lekko, stąd w jego wirtualnej części chcę mieć nieco pod górkę.
Zatem, jak już wspomniałem, oficjalna wersja jest taka, że poszło o fotografię Iskanny, po opublikowaniu której zaraz zamknięto blog. Przypominam, że fotografia była dostępna w sieci, zatem prawa nie złamałem, stąd pieprzenie o prawnikach Agory to chory wymysł administracji. Fotografia nie była zabezpieczona, ani nie było przy niej ostrzeżenia, iż nie wolno jej kopiować.
Na siłę, przy złej woli administratora, mogłem naruszyć jedynie prawo do własności intelektualnej. Ale nie jest to żadna kradzież, bowiem ona ma fotkę i ja ją miałem przez moment na dysku. Ale już wyrzuciłem do kosza.
Jeśli na blogu umieszczę wiersz Szymborskiej, to być może naruszę prawo autorskie, ale przecież nie ukradnę tego wiersza, bo autorką pozostanie Wisława Szymborska. Inaczej rzecz by się miała, gdybym poetce ukradł rower. Wtedy ona nie ma roweru, a ja mam. Jeśli wstawię tu jej wiersz, przepisany z jej tomiku poezji, naruszę prawo autorskie, ale nie ukradnę. Bo ona wciąż ten wiersz będzie mieć, będzie jej.
W fotografii najpewniej poszło o to, że była ona w jakiś sposób obsceniczna, jej treść zawierała coś co nie jest zgodne z dobrymi obyczajami, jest obleśne i naganne moralnie. Wybaczcie, ale ja w tej fotografii nic takiego rażącego i demoralizującego dostrzec nie mogę.
Nie może tak być, iż z powodu jednej fotki, zamykają cały blog, bez słowa wyjaśnienia. Napisali jeden mail, potem drugi, w którym informują mnie, iż przekazali sprawę do prawników Agory S.A. Minął miesiąc, zero korespondencji, blog zamknięty.
Zgodzę się z tym, iż fotografia Iskanny mogła być brzydka i razić niektórych, choć ja tak nie sądzę. Ale powiedzcie mi: czy policja może zatrzymać wasz samochód i wlepić wam mandat za to, że na przednim siedzeniu wieziecie teściową, która jest szpetna? I zagrażacie w ten sposób bezpieczeństwu ruchu drogowego?
Chodzi też o to, że blog tworzyliśmy w sporej grupie, więc całkiem nie fair jest takie traktowanie ludzi, użytkowników Bloksa. Sam bloguję już w tym serwisie ponad dwa lata.
Jeśli piszemy o jakimś łamaniu praw do własności intelektualnej czy praw autorskich, to prędzej złamano nasze prawa, bo była tam cała kupa naszej twórczości. Z przeważającą większością kupy. Teraz jakiś administrator Bloksa, który ma dostęp do Cyca, bo my go nie mamy, może go opublikować jako swoją książkę i zgarnąć za to kupę kasy. To kto tu łamie prawo autorskie?
Na Cycu korzystaliśmy z materiałów dostępnych w sieci, nikt z nas nie umieszczał fotografii objętych jakimś zakazem. Cytowane były fragmenty z sieci, wraz z podanymi linkami źródłowymi.
Cyc był miejscem spotkań towarzyskich, włożyłem weń masę trudu. Stanowił punkt kontaktowy dla ludzi będących na emigracji, samotnych, nierzadko chorych i zniedołężniałych. Cierpiących. Takich, którzy nie mają umiejętności i możliwości posługiwania się Internetem na poziomie jego katów: Olsa i Iskanny. Zamknięcie go wywołało u wielu starszych ludzi, takich jak ja, depresję. Spotęgowaną przez trudny jesienny czas i niepokojącą sytuację na rynkach finansowych.
Administrator nie jest nieomylny, pamiętajcie o tym. Wszyscy ludzie związani z tym blogiem są na innych serwisach (Wykop, Blogfrog, Blip) traktowani jak trolle, przestępcy internetowi. Bo co? Bo narazili się żandarmerii agorowej? A to bardzo źle świadczy o tych serwisach. Notki na Wykopie kasowane były na wniosek administratorów Gazety.pl, Alkacja została na powitanie obesrana na Blipie. Usunięto Cyca i Cycoramę z Blogfroga.
Jestem przekonany, iż niepochlebna wypowiedź na temat serwisów tworzonych przez Iskannę (między innymi: Blubry, Znam.to) będzie rodzić takie następstwa. Radzę zatem omijać je z daleka. Bo jeśli skomentujecie coś nie po myśli twórczyni serwisu, mogą was spotkać surowe sankcje w innych wirtualnych miejscach. Takie jakie dotykają was za komentowanie moich i naszych blogów, za współtworzenie Cyca.
Nie nazwę tego cyberbullyingiem, ale z pewnością jest to forma apartheidu w sieci. Bo sankcje dotykają nas za zamknięty bezpodstawnie blog. Tak jakby karano nas za to, że nasi dziadkowie urodzili się w Afryce. Bo restrykcje administratorów Agory sięgają na Wykop, Blogfrog i Blip.
Nie lękajcie się i róbcie swoje, sieć jest miejscem dla wolnych ludzi i jest wielką przestrzenią. Nie mają żadnego prawa prześladować was za to, iż ja zamieściłem obsceniczną fotografię. Tym bardziej, iż większość wcale nie uważa jej za niestosowną czy pornograficzną.
Jeśli administrator Bloksa ma możliwość zamknięcia blogu w taki sposób, że właściciel traci do niego dostęp, to tylko źle świadczy o serwisie. O jego niedoskonałości i daje zbyt duże kompetencje administracji. Autor traci swoje notatki, notatki innych, komentarze. A może ten blog był wart Nobla albo choćby Nike?
Chamscy i pierdzący, co wykazałem w poprzedniej notce, administratorzy Agory nie będą budować standardów w sieci. Wiem, że ich macki sięgają daleko, ale ja nie dam się zastraszyć. Nic złego nie uczyniłem. Na ich chamstwo i przemoc oraz stosowanie blogowego apartheidu odpowiem ogniem.
proces7
Licencja na walenie konia
Nie do pomyślenia, prawda? Żeby ktoś wpadł na pomysł ograniczenia nam dostępu do naszych narządów płciowych? Potraficie sobie to wyobrazić, by masturbacja była na kartki albo obciążona akcyzami i podatkiem od wartości dodanej?
Powinienem zacząć od banału i napisać, że Internet wyprzedza rzeczywistość i jest zapowiedzią przyszłości w życiu realnym. Ale i niesie za sobą anachronizmy, które już dawno przebrzmiały, a jednak są tacy, którzy próbują innych do tego przekonywać.
Bo sieć zapowiada i wyraża tolerancję, wolność, ale jest też miejscem spełnienia faszystów i ludzi wyznających politykę apartheidu blogowego.
Ostatnio jestem smutny, bo nie ma Kawci, ona była niezastąpiona, wspierała mnie, bez niej nie wyobrażam sobie dziś funkcjonowania wspólnych blogów, forów czy czatów. Za stary jestem, a ona była moim prawym cyckiem i zajmowała się tą całą techniczno – marketingową stroną tego mlecznego biznesu. Naszej wirtualnej milky way.
Napiszę jeszcze o tym niebawem, ale wspomnę tylko, że kiedy ona była, mogłem mieć tysiące pomysłów, wiedziałem, że mnie wspomoże, nawet w realizacji najdurniejszej idei. Dodawała mi skrzydeł, teraz oklapłem. Sama zabrała skrzydła i poleciała do nieba, jak biedroneczka.
Cieszę się, poprzez tę gorycz człeka samotnego, bo odchowała dzieciaki, przetrwała czas domowego kurnika, a i mnie przy okazji pozwoliło to na zaszczyt przebywania w pobliżu wirtualnym Kawci. Zajęła się życiem, a nie umieraniem, jak my, tu na blogach.
Trzymam za nią kciuki i zostanie w mojej pamięci jak inne fajne dziewczyny, które miały fajny biust i można było z nimi konie kraść.
Tak nawiasem mówiąc, to nigdy nie myślałem o tej chwili, wydawało mi się, że Kawa jest pancerna, trwała jak bunkier, ciężka ogromna i pot z niej spływa. Taki pociąg pancerny, ale odleciała jebaniutka. Z taką ciężką dupą tak lekko i zwinnie się wzbiła bezszelestnie. A to przecież było do przewidzenia, znałem to zjawisko jako dzieciak, który nie mógł pojąć jakim cudem wzbijają się w powietrze stalowe, potężne ptaki, przekraczające barierę dźwięku i ileś tam Machów.
Kawciu tęsknię!
Alkacja próbuje mnie pocieszać jak umie. To dobra kobieta, choć wie, że Kawci mi nie zastąpi, bo jakże napar z alkacjowych listeczków może zastąpić silną dawkę kofeiny w espresso. Znacie piosenkę “Expresso Love” Dire Straits?
W latach osiemdziesiątych, kiedy na towarze było napisane: “made in Japan” albo “made in Swiss”, znaczyło, że to dobre, można było brać w ciemno. Dziewczyny mojej młodości z całą pewnością były “made in heaven”. All of them.
Wiem, że expresso to nie to samo co espresso, ale do love bardziej pasuje espresso niźli cappuccino. Cappuccino to jakby masturbacja, jakby porno. Takie ulotne związki wirtualne są krótkie, nawet jeśli to espresso doppio albo lungo.
Cappuccino czy café latte, kojarzą mi się jednak bardziej z Porno Tube, tam się wszystko pieni i jest słodko, bezaromatycznie.
No i wreszcie do rzeczy.
Alkacja, żeby mnie pocieszyć, dała mi uprawnienia na blogasku Poltergeist666, zwanych przez złośliwców “Plotkiem666″ (albo Pokemonem666). Wstawiłem notkę, zacząłem komentować i nagle naszła mnie ochota, by zabanować. Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba, zupełnie tego nie planowałem. Chciałem zobaczyć jak to jest być katem. Usunąłem kilka chamskich wpisów Licencji i jeden mój chamski. Potem wykreśliłem kilka wpisów Valmonta, który reklamował swoją stronkę. I zmodyfikowałem też dwa komentarze, dopisałem, że Valmont poszedł walić konia, a Licencja ma wilgotną muszelkę. Bardzo ich to oburzyło, Licencja jest bardzo wzniosła, a wilgotna muszelka nie mieści się w jej dulskiej percepcji. Bo to Dulska. Srać na zewnątrz, ale własny domek ma być nieskalany. Założę się, ze Licencja ma dwie córki o imionach: Mela i Hesia. Zakopuje i tuszuje własne smrody, by wybielić się przed kim? Wyjątkowo odrażający typ babiszona.
Oczywiście Valmonta też ubodło owo walenie konia, bo jakże to on, który przywdział zbroję ma trzepać kapucyna? Zbroję, wziął miecz, przybrał nick sirlancelota. Rozumiem, go, wyglądałoby to dość żałośnie, masturbacja w opuszczonej przyłbicy, ręce zajęte mieczem, a fotografia pochwy licencji na tarczy. No i ta skrzypiąca zbroja człowieka z lastryko na nagrobku.
Przyznam, że w tym samym dniu Licencja zabanowała mnie na jej blogu, a Valmont jest wielkim zwolennikiem cenzury. Nawet donosił na mnie na forum “O forum” Agory, że nie cenzuruję swojego forum, a powinienem. Oczywiście jako właściciel forum, o czym się później dowiedziałem – w świetle prawa – nie mam obowiązku niczego cenzurować.
Ale na Polterrgeiście, zwanym “Polterem” postanowiłem działać zgodnie z zasadami norm współżycia społeczno – polityczno – seksualnego i wszystkie komentarze, które uważałem za niestosowne – usuwałem. Nie było tego wiele, raptem kilka, nawet jeden mój własny, który uznałem, iż łamie regulamin. Znacie jakiegoś admina, który by sam skreślił własny wpis i przyznał się, że złamał regulamin?
Jako admin na Polterze, patrzyłem na ich zgodność z ogólnie przyjętymi zasadami, kulturą, więc nie oszczędziłem też siebie.
Zabawa trwała raptem kilkadziesiąt minut i powiem Wam, że takie cenzurowanie wciąga! To jest jak marihuana, jak jazda po pijaku, przekraczanie prędkości. Wspaniałe uczucie. Potrzebne mi to było, bym zrozumiał nieco psychikę administracji. Czułem się jak esesman na rampie: ty do gazu, a ty do baraku.
Oczywiście przepraszam Alkację, że wykorzystałem jej chwilę słabości i naciągnąłem ją na uprawnienia administracyjne. Rankiem przyszła Pstro, poprawiła komentarze tak, jak sugerowali jej Walmont, Licencja i Koń Walony (WaLicKo sp. z o.o.) i wszystko gra. W sumie chaos ten trwał kilka godzin. Pstro uporządkowała blog, opanowała sytuację, pojawiło się kilka nicków, które wyraziły głęboki aplauz i zaakceptowanie dla działań Pstro, która – paradoksalnie – ocenzurowała mnie. Nie muszę chyba sugerować, że zanotowałem, kto co i jak tam pisał. I tych ludzi, nie chcę widzieć na moim blogu. Ci, których nie chcę widzieć, wiedzą o co chodzi. W przeciwieństwie do innych gospodarzy naszych wspólnych blogów: Kawci, Ali, Pstro, George Eliot czy Pokera, ja umiem powiedzieć bez cienia zażenowania “spierdalaj”. Idiotce napiszę, że jest idiotką, a głąbowi, iż głąbem jest. Więc szanujcie się i nie narażajcie się na moje epitety, i trzymajcie się z dala od tego miejsca.
Nie umiem uzasadnić swych cenzorskich zapędów, po prostu kasowałem. Licencja skasowała mój komentarz na jej blogu, bowiem stwierdziła, że jest głupi, a poza tym, jej szwagierka jest chora. Może to obudziło we mnie cenzora? I chęć odwetu?
Dla mnie to trochę niepojęte, bo skoro byłem adminem na blogu, to mogłem cenzurować, tym bardziej, że chodziło o ludzi, którzy są wielkimi zwolennikami cenzury. Dla mnie skreślanie moich wpisów i donoszenie na kumpli, oszukiwanie kobiet, tak jak czyni to Sirlancelot, są chamskie, więc kasowałem chamkę i chama. Żeby być sprawiedliwym, skasowałem również mój komentarz, który uznano za chamski.
Cenzurowanie jest niczym innym jak zmianą treści, a w gestii cenzora pozostaje ocena tego co jest właściwe, a co nie.
Poltergeist666 został zamknięty, nie wiem co się będzie nadal działo, ale zdarzenie uświadomiło mi jedną przykrą rzecz: jestem beznadziejnym cenzorem. Zupełnie nie nadaję się do sprawowania tej funkcji.
Co zgodnie potwierdziła znakomita większość komentatorów na owym blogu.
proces7
Kopałem cię dziś rano
Być może, gdzieś pomiędzy jednym a drugim blogiem, gdzieś w pobliżu, kręcą się ludzie, którzy zastanawiają się skąd we mnie taka determinacja by wypominać innym sprawę likwidacji mojego forum “Zawróceni w Czacie” w Agorze.
Pominąwszy sprawę istnienia ludzi w wirtualnym pobliżu czy między blogami, gra tyczy zupełnie innej rzeczy niż moje personalne rozgrywki, moje ambicje czy aspiracje. Szukam odpowiedzi na pytanie, które brzmi:
Czy ludzie tworzący ze mną forum byli producentami li tylko wyłącznie spamu, czy jednak to pisanie miało wartość. Czytaj resztę wpisu »
Na linii ognia
Nie bardzo umiem uporządkować ten mój świat blogowy czy tam w ogóle wirtualny. Szwendam się nieskładnie i bez wyraźnej koncepcji, co zresztą widać i czuć. I chyba właśnie dokładnie tak powinno to wyglądać. Czytaj resztę wpisu »
Marszczenie fraglesa albo fraglesowanie gruchy
Dostałem tu parę sygnałów od moich komentatorów, że niejaki Fraglesi – prowadzący bloga w lokalnej platformie WordPressu – należy w niej do najsłynniejszych cenzorów i bananowych kacyków – sław typu takich co do z glana po gościach walą. Niektórzy nazywają go nawet Banglesi.
Otóż, sądzę, że nasz blogowy faszysta jest najpewniej – w życiu prywatnym, tym pozablogowym, które chętnie na swoim blogu opisuje – całkiem fajnym gościem. Ogólnie ludzie z Pomorza i Kaszub są fajni. Ja chciałem się o nim wypowiedzieć w wymiarze wirtualnym. Bo dla mnie jest on pseudonimem, tak jak Wy wszyscy. Czytaj resztę wpisu »
Blogowe Lampucery
Lampucera kojarzy mi się z taką bufetową w przepoconym fartuszku WARS-u. Kawa w szklance, taka parzona “śrutówa” albo jakiś rozpuszczalny szajs z mleczkiem w kubeczku z misiem. I “lipstick on the glass”. Słowo “wieśniara” pewnie gdzieś oscyluje wokół pojęcia “lampucery”. Mógłbym sporo pisać o wieśniarach, lampucerach i innego typu betoniarach, bowiem należę do wybitnych znawców tematu. Wieśniarę łatwo rozpoznać na wczasach na południu Europy, albo w Północnej Afryce i gdy bierzemy na urlopie hotel w wersji all included. One są zawsze na czas, jak człowiek spóźni się kwadrans, to potrafią wypić całą kawę i wpierdolić wszystkie lody i ciasteczka, choć pindy się wszystkie odchudzają, ale to przecież opłacone, więc trzeba skorzystać na maksa. Polki są wybitnymi wieśniarami w tej kategorii, choć nie ustępują Niemkom. Najgroźniejsze są te ze wschodnich landów oraz Polki, które wyemigrowały do Republiki Federalnej. Są one skłonne bowiem do porządku, służalczości i rozwiniętego systemu socjalnego. Lampucera lubi Ordnung, a każda nieskładna impresja, wywołuje u niej alergiczne reakcje. Film o miłości ma być filmem o miłości, nie ma tam miejsca na smutne i niejednoznaczne zakończenie. Seriale nie powinny się nigdy kończyć, a Taniec z gwiazdami winien być wieczny jak Mleczna Droga.
W takiej wersji wczasów, w której wszystko jest z góry opłacone, wieśniary też zamawiają gówniane drinki, bo są za darmo, po których na pewno mają biegunkę. Lampucera też będzie na człowieka patrzeć jak na idiotę, gdy ten rano pije piwo a nocą espresso przy barze. W percepcji lampucery taki rytm napojów jest niedopuszczalny. Lampucery niechętnie przyswajają obce kultury i języki. One uważają, że obowiązkiem greckiego kelnera czy barmana jest znajomość niemieckiego. Można taką nieco wypuścić, bowiem w wersji niektórych wczasów, część alkoholi, nie tych lokalnych, jest płatna.Taka nieświadoma lampucera stawia Campari czy inne gówniane Cinzano wszystkim wokół, nie będąc świadomą, że to płatne. Barmani nie wyprowadzają zwykle z błędu takiej nieświadomej sponsorski. Niezwykle przyjemnym uczuciem jest spoglądać znad szklaneczki piwa, na jej minę, kiedy barman podaje jej rachunek na trzysta euro. Oczywiście ta znosi to z godnością, wyjmuje kartę i płaci. No ale przyjemnie jest sobie wyobrazić jej bezsenną noc i opierdol, który dostanie niebawem od małżonka.
Taka chętnie się fotografuje na tle piramid, na kupie kamieni, zwanej Akropolem. Te foty są jakby wpisane w jej obowiązek. Ona by nie przeżyła, gdyby będąc w Paryżu nie zrobiła fotki na tle Eiffla. Można odnieść wrażenie, że w zasadzie tylko po to tam pojechała.
Lampucery są idealnym materiałem do wypuszczania, uwielbiam przy takich w samolocie opowiadać o katastrofach lotniczych i udawać że gadam przez komórkę. Najlepiej po arabsku.
Wpadają wtedy w panikę, która charakteryzuje się wypiekami na szyi. Lampucera jest potencjalnie niezwykle precyzyjnym trybikiem każdego totalitarnego systemu. Stanowi ona idealny materiał na administratorkę forum, czata, albowiem banuje i cenzuruje z niezwykłym refleksem i jakby to określił mój nieodżałowany mentor i dobroczyńca Szarm: działa jak dobrze naoliwiony faszysta.
Lampucery mają brzydkie stopy i nadwagę, i pocą się, wprawdzie niezbyt obficie, ale na smugach potu w przeróżnych bruzdach ich ciała, niezwykle szybko osiada lepki kurz. Poprzez zapach perfum można u nich, w parzyste dni miesiąca, poczuć stęchły odór przeterminowanego sera marki Gouda.
***
Jakoś w tym stylu kiedyś scharakteryzowałem wirtualną lampucerę, indagowany na moim forum o definicję tego zjawiska.
Natknąłem się na szereg takich lampucer i bigotek w moich blogowych podróżach. Przykładem może być jedna taka z Bloksa, która pisze, że tylko martwe ryby płyną z prądem. W rzeczy samej, kiedy zawitałem na ten blog, poczułem zapach nieświeżej ryby, a jak wiadomo, nieświeżą rybą pachną tylko dwie rzeczy, jedną z nich jest nieświeża ryba.
Ta meńska, ruda flądra, kiedy zobaczyła mnie pierwszy raz, stwierdziła, iż trolluję. Ona, bowiem działa jak owa dobrze naoliwiona faszystka (by Szarm) i wiedziała o moim trollowaniu, nim cokolwiek dowiedziała się na mój temat.
Trolling, podobnie jak spinning służy dla połowu ryb drapieżnych, a nie śniętych rybć pipć, które nadają się jedynie na pakowanie w konserwy i karmę dla psów. No i à propos zwierząt, lampucera ta zachęca do pomocy koniom, które potem najpewniej zjada. Koninożercze babsko.
Cóż proces uczynił takiego złego? Ano na blogach, kiedy komentujemy, pojawia się pole na link. Wstawiłem tam link, który akurat często jest lansowany. Zrobiłem to po to by nie być podejrzewanym o fakt reklamowania swojego bloga.
To rude, fałszywe babsko, wezwało od razu administrację Bloksa i zażądało zbanowania moich wszystkich IP. Choć na blogu Polarnego pisałem zalogowany, jak zwykle, jako proces7.
Wyzywała mnie od “bydła”, “gnoi” co wystukała swoimi obleśnymi, niczym Frankfurter Allgemeine Wurst, dłońmi. Zresztą sami zobaczcie na fotografię, te dłonie są stworzone do banowania, do którego notabene nawoływała ta Marga77. Bezerotyczne i aseksualne dłonie bezdusznej, dobrze naoliwionej, służalczej klępy. Nazywając mnie “aż tak chorym”, czym podnosiła sobie swoje ego i nawilżała zapewne swą wyschniętą macicę. Nienawiść, którą zapełniła sobie pusty i niechciany brzuch.
Oczywiście usłużny i lokajowaty Polarny usunął mój komentarz, kiedy ta wykrzykiwała: trolii nalezy tepic, amen und howgh!!!
Und Sieg Heil, nasunęło mi się zrazu, kiedy przeczytałem tego rudego mohera, korzystającego z gościnności Hesji.
Bigotek i lampucer typu Marga77 spotkałem wiele na mych wirtualnych szlakach. Zdziwiło mnie, że Harry usunął komentarz i wypisywał mi jakieś ostrzeżenia Capsem. Myślę, że jego bawi taplanie się w błotku, ale nie na jego słodziutkim blogasku. On wtedy może pokazać swoją niezależność i skomentować. Polarny nieraz był na stronie głównej, a blog taki zabawny i zwariowany nie jest, jakby to autor mógł sugerować, bowiem w pole linkowe wstawiamy dowolny link, nie zawsze zabawny. Jaki zechcemy. Ten, który wstawiłem, należał akurat do jakiejś, agresywnie się lansującej, smutnej rury. Zdziwiło mnie to podejście gospodarza, który chciał być bardziej rydzy dla flądry niż Rydzyk. Bo Lampucera77 wzbudzać może jedynie litość i żal. No cóż, takie łatwe do zmanipulowania, wypełnione nienawiścią, bo żaden facet takiej niczym nie wypełni, zawsze zachowywały się jak masa opisywana przez José Ortegę y Gasseta. Jak ryby w puszce, podążające frachtowcem ku portowi przeznaczenia. Opłacone free on board. Może to i dobrze, że to rude cargo kiedyś zapakowano i wysłano do Frankfurtu. Nie spotkam jej tu, w Polsce na swej drodze. Są jak widać też pozytywne aspekty emigracji i eksportu cuchnących i niekobiecych fląder za granicę.
proces7
Troll Hunter DNO
Łowca Trolli czyli Dziecko Neostrady Ols (DNO)
Nigdy dokładnie nie umiałem zdefiniować dzieci neostrady, a natrafiłem na takiego jednego, z pokolenia neo, na dodatek mającego władzę. Tym dzieckiem jest Ols – administrator Blox.pl, definiujący mnie jako trolla, siebie jako troll huntera. Wszędzie go pełno, skrzętnie usuwa i cenzuruje wszystkie niepochlebne informacje na temat administracji Blox, na przykład tu, mój list usunięty z forum “O Blox.pl”. Godzina późna, tekst jednak musiał zawierać coś, co należało ocenzurować, wyciąć: Czytaj resztę wpisu »
Claretta i sobotni chaos
Tak jak podejrzewałem, poprzednia notka wyskoczyła na pierwszą pozycję w lokalnych notowaniach WordPressu. Nawet mój blog, który zwykle szybuje w okolicach 20 – 40 -go miejsca w rankingu, wskoczył na piątą pozycję. Czytaj resztę wpisu »
Blogerem jestem
Nie podobają mi się teksty naszpikowane linkami, choć sam dostosowuję się do trendu i wstawiam adresy różnych stron, ale czy to ma sens?
Może i ma, w sensie polecenia czegoś ciekawego, bo autor pozostaje w nadziei, że może ktoś kliknie. Ale gdy zrozumienie sensu notki i całości wypowiedzi autora zdeterminowane jest przestudiowaniem tego co zalinkował? Linkującego, jak twierdzą forowani przez portale, absolutnie nie boli, ot dwa ruchy myszką, ale mnie jako czytelnika boli. Czytaj resztę wpisu »
Syndykat
Wiecie co uwielbiam w blogowaniu? To, że ci wytrawni blogerzy, kiedy wkurzą się na kogoś takiego jak ja, mniej znanego, piszą o tym ogólnikowo, tak, żebym przypadkiem nie złapał jakiegoś wejścia. By broń Boże nie wymienić mego pseudonimu czy co najgorsze – linka.
Tak było w konkursie Blog Roku, bali się w Blox.pl wymienić hasła “Onet” i zachęcić ludzi do startowania. Czytaj resztę wpisu »