wirtualne impresje

proces7

Archiwum kategorii ‘Wirtualne Paradoksy

Zmierzch blogoprzestrzeni

z 57 komentarzami

Nie będę pisał o tym jako to nie chce mi się pisać bloga. To mijałoby się z celem. Generalnie mam to w dupie, że chcecie sobie pogadać i wpisujecie głupawe komentarze pod moimi bezsensownymi notkami.
Mój przyjaciel kiedyś mówił mi, że mam dużą bezwładność. Że ciężko mnie wprowadzić w ruch, ale i też ciężko zatrzymać. Na jakieś wspólne urlopy przyjeżdżam ostatni, ale nigdy nie mogę się zebrać by wyjechać. To samo dotyczy imprez, seksu, uczuć itd., itp. Kiedyś intensywnie, bardzo intensywnie pisałem czaty, fora, dziś nie ma po tym śladu, nawet nie zerkam na czaty czy fora gazetowe. Z drugiej strony takie jakieś miejsce, w sieci, jest – w znakomitej większości przypadków – jedyną formą zachowania kontaktu z pseudonimami, z którymi zetknąłem się jako proces7 w swym wirtualnym życiu. Chodzi tu o takich co ich znam z wirtualnego widzenia, a takich kapitalna większość. Zagadaliśmy kiedyś i gdzieś do siebie w komentarzach, na czatach bądź forach. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

lipiec 22, 2009 at 11:12 pm

Blogowa rutyna

z 12 komentarzami

Nie powiem, że wcale, lecz niezwykle rzadko zaglądam w teksty, które napisałem w przeszłości. Kiedy mi się przypomni, że coś kiedyś na jakiś temat napisałem, linkuję to czasem, jako skojarzenie czy reklamę swej dawnej perspektywy. Ale i wtedy też nie czytam.
Większość rzeczy, szczególnie tych, które były nastawione na wysoki obrót, deprecjonuje się najzwyczajniej. Staje się w mych oczach czymś co warte jest jedynie śmietnika. W zasadzie to niewiele mam tekstów dawnych, które by się nie zdezaktualizowały. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

sierpień 16, 2008 at 6:47 pm

Kika

z 21 komentarzami

Kofeina i kobiecość antywirtualnie

Powinienem był raczej zacząć od wygłupów i eksperymentów pewnego faceta z La Manchy, od zupełnie nieerotycznej pornografii i zabawnego seksu i od śmierci, która nie wiadomo czy jest prawdziwa czy jest blagą, a nawet błazenadą. Zostawię to dla koneserów, rozróżnianie pozerstwa i ocenę tego.
Dla mnie chamstwo i wulgarność oraz oburzanie się na nie w sieci, są po prostu kiczem. Bardziej oburzanie się na nie. Nie ma w takiej rycerskości niczego wykwintnego, ani bohaterskiego. Nie ma w tym finezji, jest tępota i brak oceny przestrzeni. W obronie moralności w sieci może stanąć motherfucker, alfons i morderca w jednym, wystarczy mu login rycerz_na_białym_koniu albo jedyny_sprawiedliwy_obrońca_kobiecej_czci. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

październik 1, 2007 at 7:29 pm

Wielokominkowość w ciągłości blogów

z 33 komentarzami

kominek Tę grę odkryłem dawno, ale nie szukałem pretekstu, by o tym napisać. Kominek podoba się ludziom z tych samych i dokładnie identycznych powodów, z których nie podoba się innym. Jak supermarket albo serial telewizyjny.
Czy głupiejemy, bo nie chcemy czytać polityków, dziennikarzy, którzy częstokroć mizernie wypadają na tle blogowej rzeczywistości? Nie mam ochoty czytać moralizatorskich blogów propagandowych. Ludzie tworzący takie miejsca nie chcą dyskutować, chcą wyłuszczyć swoje i słuszne prawdy. Wystarczy wejść do nich, skomentować, popsioczyć na Kaczki, podrwić z Leppera i już jest się w klubie, ma się tę legitymację, nierzadko czerwoną książeczkę ze wstążeczką inteligenta.
Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

wrzesień 10, 2007 at 8:50 am

Siódmy Troll

z 31 komentarzami

Borges doskonale wiedział jak stać się nieśmiertelnym i to on opowiedział mi kiedyś historię, którą przyjąłem z niedbałym uśmiechem, może i nawet lekceważeniem. Kiedy opowiadał mi przewrotnie o tym, że to Henrik Ibsen uczynił Trolle nieśmiertelnymi, wiedziałem już o tych żyjących w Internecie. Nie lekceważę opinii ludzi w sieci, tak jak chętnie wsłuchuję się w ludowe opowieści Wikipedii.
Na podstawie tej niepełnej i nigdy już pewnie nieusystematyzowanej wiedzy mogę stwierdzić z całym przekonaniem, że jestem Trollem.
Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

lipiec 16, 2007 at 4:11 pm

Napisane w Wirtualne Paradoksy

O hipotezach dotyczących pseudonimów w sieci

z 16 komentarzami

Melancholia i wilgotność deszczu są jednymi z niewielu rzeczy w otaczającej mnie rzeczywistości, które mogę nazwać mianem „obiektywnych”. Są logiczne, wytłumaczalne, poznane i można je mierzyć. Póki co, są zupełnie niewirtualne.
Życie wirtualne składa się z hipotez, które pomagają mi budować obrazy i prawa. Każdy poznany i zapamiętany pseudonim w sieci jest moim domysłem na bazie którego buduję sobie wyobrażenie kogoś. Wtedy owo żyjące gdzieś przypuszczenie nabiera kształtu i zapachu. Sam sobie je nazywam w myślach, wyobrażam. Rozmiar i trwałość tej wewnętrznej sugestii nie zależą ode mnie i czasem są one tak silne, że nawet realna konfrontacja zmienia ten już określony w mej wewnętrznej systematyce pseudonim tylko chwilowo. Potem wracam do status quo ante hipotezy pseudonimu.
W przeciwieństwie do rzeczywistości, która interesująca być nie musi, hipoteza posiada ten obowiązek.
Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

czerwiec 24, 2007 at 7:58 pm

Napisane w Wirtualne Paradoksy

Czytelnicy

z 35 komentarzami

W różnych wirtualnych miejscach spotykam ludzi, którzy opowiadają o tym co aktualnie czytają lub wyliczają mi, ileż to oni przeczytali książek. Niektórzy chłoną te książki naprawdę w bardzo wręcz hurtowych ilościach. Potem czytam tych samych ludzi na blogach, forach, w przeróżnych miejscach, także na czacie i nie mogę pojąć, dlaczego tak kiepsko piszą. Są tak niespójni, nielogiczni i po prostu ogólnie byle jacy. Nawiązanie z nimi rozmowy, kontaktu słownego, polemiki staje się katorgą albo wręcz niemożliwe.
Próbując odpowiedzieć sobie na to pytanie, znalazłem trzy możliwości.
Pierwsza z nich, najbardziej korzystna dla analizowanej przeze mnie grupy, to taka, że nie posiadają oni wyrobienia i doświadczenia na forach, czatach i blogach. Jednakże wiele z tych osób posiada spory staż na przykład na czacie, co stawiałoby w wątpliwość tezę o kiepskim obyciu wirtualnym. Z drugiej strony sam już mam spory internetowy staż, a piszę na klawiaturze wciąż fatalnie, dwoma palcami praktycznie. Czasem trzema.
W drugim wariancie mej odpowiedzi uplasuję ludzi, którzy najwyraźniej konfabulują, a ich wiedza na temat tej całej literatury pochodzi z recenzji w kolorowych pismach albo wyszukiwarki internetowej. Taka wiedza „googlowa” jest dość specyficzna, bo przed komputerem pozwala nam łatwo kojarzyć fakty, zdarzenia, teorie, ale kiedy znajdujemy się poza dostępem do sieci, wszystko szlag trafia. Z drugiej strony patrząc, to w zasadzie dzisiejsza technologia umożliwia nam dostęp do Internetu nawet kiedy jesteśmy na safari, w toalecie, samochodzie, pociągu czy na plaży. Takie „ogranie” wirtualne pozwala symulować szeroką wiedzę w wszelkiego rodzaju quizach, grach on line. Krótko mówiąc, nasz program może w sieci podnosić nasze IQ i sprawiać, że wydajemy się innym inteligentniejsi niż w rzeczywistości jesteśmy. Jeśli jest to kontakt wirtualny to takie wspomaganie partnera w dyskusji nie jest złe dla nas. Czasem możemy zostać niemile zaskoczeni, gdy program zacznie szwankować. Inaczej mają się sprawy, gdy wirtualny kontakt zostaje zweryfikowany, choćby częściowo realnie. Przykładowo przez rozmowę głosową. Może być też odwrotnie, realne spotkanie może przynieść nieoczekiwane zaskoczenie in plus.
Trzecią możliwością, która w zasadzie mnie interesuje i o której chciałem właśnie napisać w tej notce jest wariant, w którym dane osoby istotnie te książki przeczytały, ale na przykład bez zrozumienia. Zaliczyły, nie wynosząc nic z treści, jakby przeszły obok. Z wiekiem zresztą gorzej zapamiętujemy. Może to też wynikać z zaniedbań w dzieciństwie czy też we wczesnej młodości. Tu zastosowałbym analogię do nauki języków obcych. Sami wiecie, że jako dzieciaki uczyliście się szybko, a ktoś kto próbuje opanować obcy język już jako dorosły, napotyka na trudności, jeśli w dzieciństwie się nie uczył.
Mam kumpla, który bardzo niewiele w życiu przeczytał, przede wszystkim szkolnych lektur. Pytał mnie, co ma czytać, żeby to jakoś nadrobić, już jako dorosły facet. Poleciłem mu kilka pozycji z puli znanych książek które lubiłem i je zapamiętałem. I wiecie co? On nie mógł tego Szekspira czy Cervantesa strawić. London, Hemingway byli zbyt infantylni, prości, a Czechow i Dostojewski mętni. Zrozumiałem jego i mój błąd. Na pewne książki jest określony w naszym życiu czas, potem tracą one przydatność do czytania. Historia zakochanych z Werony nie będzie zachwycać czterdziestolatki po przejściach i z pustym już brzuchem. Nie wzruszy i nie ujmie opowieść o studencie, który zarąbał starą lichwiarkę siekierą kogoś, kto obejrzał setki horrorów i kryminałów. Nie poruszy Wam się ziemia podczas miłości jak Robertowi i Marii, bo obejrzeliście tysiące erotycznych reklam, widzieliście kupę pornografii i macie inny smak. Znacie wymyślne techniki seksualne, przeczytaliście masę pism na ten temat, a poza tym po seksie na leśnej ziemi musielibyście leczyć już do końca Waszego zasranego życia chore korzonki i różnego rodzaju grzybice. Poza tym to w ogóle niehigieniczne.
Książka musi utrafić w odpowiedni moment naszego życia, wtedy nas ulepszy, uszlachetni, wzmocni. Potrzeba też do tego nieco analitycznych: wiedzy i zdolności, by skojarzyć, powiązać i uporządkować. Wtedy nasze wnętrze ma ten niepokój, tę dysharmonię i nasze serce i wątroba potrafią się uśmiechać. Może powinienem napisać „dusza”?
I chyba wtedy to jest to, co nazywamy szczęściem. A może i nie? I mieć wątpliwości i znowu wrócić do Biblii, mędrców, fizyków i teorii względności. I potem jeszcze raz i znowu. Skąd wziąć na to życia?

proces

Written by procesVII

kwiecień 26, 2007 at 11:10 am

Napisane w Wirtualne Paradoksy

Szpagaty, bluszcze i wirtualne koalicje

z 20 komentarzami

W kategoriach czata, wirtualnych komentarzy nie istnieje pojęcie przyjaźni, odwagi, miłości, a nade wszystko sprawiedliwości. Kiedy piszę tę notkę, uśmiecham się widząc znów kolejny paradoks. Bo stwierdzenie, że owe pojęcia nie istnieją w świecie wirtualnych gier, opiera się na logice zewnętrznej, realnej. Z perspektywy pozawirtualnej to sprawa ewidentna. Kto bywa na forach i czatach wie doskonale, że padają tam deklaracje o sympatii, przyjaźni czy miłości. Płyną szerokim potokiem słów zarówno komplementy jak i obelgi i znaczą one naprawdę niewiele. Słowa wirtualne w kontekście realnym mają wielokrotnie niższą moc, często ich energia bywa zupełnie obojętna dla czytającego. Sprawa komplikuje się, gdy wchodzimy w magiczną sferę sieci i zaczynamy poruszać się w obrębie jej algorytmów. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

kwiecień 21, 2007 at 7:34 pm

Napisane w Wirtualne Paradoksy

Mendy Procesowe

z 32 komentarzami

Zawdzięczam im wiele, stąd nie mogę nie poświęcić im notki. Cóż to takiego ta menda procesowa? Ujmując rzecz najoględniej są to osoby kryjące się za pseudonimami, których jedynym sensem czata i może nawet wirtualnego życia (realnego?), jestem ja. A raczej mój pseudonim. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

kwiecień 14, 2007 at 6:40 pm

Napisane w Wirtualne Paradoksy

Brzydcy dwudziestoletni i zwiędłe kwiaty

z 46 komentarzami

Sporo się błąkam po tych „czatoblogach”, zatem by jakiś pożytek z tego dla mnie i Was był, napiszę Wam o kobietach dojrzałych, takich po przejściach i ich wirtualnych (zapewne nie tylko) związkach z młodymi mężczyznami. Nic w tym dziwnego nie ma, młodzi pędzą za doświadczeniem, mają sporo energii, a te dojrzałe też pędzą, jeno w odwrotnym kierunku. W poszukiwaniu straconego czasu. Ale o zasadzie zachowania pędu, to już uczyliście się w szkole.
Wydawałoby się, że złego w tym nic nie ma, no wszak żyjemy w społeczeństwie tolerancyjnym, bez uprzedzeń. Pęd zależny jest od masy i prędkości, co teoretycznie winno preferować te z nadwagą i szybko się starzejące. Chyba jednak tak nie jest.
Spróbujcie Wy faceci cofnąć się w czasie i wyobrazić sobie Waszego kumpla ze studiów całującego się z Waszą matką. Nie tylko w usta. Zapewniam Was, że to naraziłoby Waszą szeroko pojętą tolerancję na próbę. A kobiety czytające tę notkę niech sobie wyobrażą ich synów w łóżku z ich koleżanką z pracy. Tę czterdziestoletnią koleżankę nago, której wydaje się, że pociąga dwudziestolatka. No i swego syna za dwadzieścia lat. Dojrzałego syna podającego ziółka na wzdęcia swej wybrance będącej na emeryturze. I jego machającego z ulgą wraz z jej wnukami ręką, kiedy ona stoi zgarbiona i oparta w oknie pociągu jadącego do Ciechocinka.
W wieku 19 lat miałem dziewczynę 10 lat starszą od siebie (tak mówiła, że ma 29 lat, a wtedy wierzyłem kobietom!), ale bałem się, że kumple się dowiedzą i mnie wyśmieją. Więc pogoniłem staruchę w diabły!

Obserwuję to na czacie, to niezwykłe przekłamanie w przekazie. Kiedy widzę tę dojrzałą kobietę, usiłującą w swej flirtowej naiwności widzieć w siebie podlotka, który tryska intelektem przed- w zasadzie dzieciakiem myślącym o zupełnie innym tryskaniu.
No i ten młodzieniec, który przytulony w myślach do jej cyca opowiada jej o swoich planach, marzeniach. O przyszłym, schrzanionym już życiu. Ano tak, bo piękny dwudziestoletni nie siedzi w pierwsze wiosenne noce ze starymi babami na czacie, nie rozsyła im subtelnej muzyki, nie opowiada im o jego hobby i nie wysyła im swoich fotek. Bo niby po co?
Ci młodzi, już dziś przegrani, choć jeszcze o tym niewiedzący, są klasycznym przykładem takich, którzy zrąbią dalszą część życia, przesiadując na czatach. Bo cóż oni opowiedzą swoim dzieciom o swej młodości?
- Wiesz synu, kiedy ja byłem młody, to polowałem na stare pasztety w sieci.
Tak powiedzą? Żałosne, prawda? Ale niestety prawdziwe.
Rozumiem też, że istnieje pewien rodzaj preferencji seksualnych, bo w porno stronach w sieci jest taka kategoria „Mature” (Older&Mature, gdzieś pomiędzy „owłosionymi” i „ciężarnymi”).
Dla tych co nie znają angielskiego, a przypadkiem trafią na owe strony chcę wyjaśnić, że owo „mature” nie oznacza, że te rozebrane panie są po maturze, choć nie jest to wykluczone.
Mogę zrozumieć, alkohol, seks i te sprawy, gdzieś tam jakaś przygoda. Ale kiedy mamuśka z synalkiem opowiada o kwiatach, miłości, zrozumieniu, partnerstwie, więzi? Przecież ona wychowała się w innej epoce, chodziła w dzieciństwie na inne filmy do kina. Chłopak już pewnie do kina nie chodzi, bo filmy ściąga z netu, a książki po co ma czytać? Skoro te najlepsze zekranizowano?
No dobra, mogą sobie opowiadać o muzyce i gotowaniu, no bo kobieta kawał życia w garach spędziła, a on marzy o karierze muzycznej, bo widział jak inni grają i mają z tego kasę, a ona go w tych debilnych marzeniach utwierdzi, bo jest cierpliwa.
Czat to idealne miejsce dla takich młodych żigolaków, bo damska klientela jest już wyselekcjonowana. Ale tylko pozornie. Wiadomo, że kobieta na czacie jest samotna, znudzona i przede wszystkim ma czas. Młody facet tego nie wie, że jak kobieta jest samotna to jest brzydka. Nie ma samotnych piękności, to brednie z seriali. Jeśli ma czas to albo nie ma pieniędzy, albo ma bogatego męża, którego chce zdradzić z jakimś młodym, nierozgarniętym, przewrażliwionym chłoptasiem, poszukującym w sieci mamuśki.

Znacie moje tezy, tyczące czata i wiecie, że według mnie, stali bywalcy takich miejsc to życiowi nieudacznicy, zwani przeze mnie czatowymi cipami. Zatem młody facet, siedzący na czatach to pinda z silnią. O ile rozumiem, jakkolwiek z trudem, starszych facetów, z przegranym życiem, użalających się swym wirtualnym powiernicom na życiowe troski, niekochającą żonę, niskie zarobki i wrednego szefa w pracy, to za diabła pojąć nie mogę tych młodych, którzy dobrowolnie skazują się na wirtualne Shawshank. Wyczekują na czatach owych kobiet z pustymi brzuchami i więdnącym ciałem. Godzinami, wieloma godzinami, w których mogliby zarobić kasę na wakacje na słonecznych plażach, pełnych opalonych, młodych, dziewczęcych ciał, pachnących południową bryzą bądź na czerwony kabriolet, na który zrywaliby młode, zwiewne laski na mieście.

Feministkom czy pyskatym betoniarom, które tu ewentualnie zajrzą od razu chcę powiedzieć, że nie będzie notki o sytuacji odwrotnej, bowiem jako zagorzały i wręcz fanatyczny feminista brzydzę się pisaniem o tym, jak starsi faceci, dzięki władzy, pieniądzom i doświadczeniu, wykorzystują młode i naiwne kobiety.

proces

Written by procesVII

marzec 22, 2007 at 8:30 am

Napisane w Wirtualne Paradoksy

I love the smell of napalm in the morning

z 23 komentarzami

Piszą o mnie dziś znowu, jestem już od dłuższego czasu na pierwszych stronach pism okołoczatowych. Zainspirowałem cały blog Kota, ten gość pisze tylko o mnie i moich relacjach na czacie. U Szarma to wiadomo, piszą wciąż o mnie wiersze i notki. Jaguś usiłuje już po raz drugi reanimować swoje Zmieszane, na moim ścierwie chce odrestaurować swą altankę. Miia się też postarała i mnie nie zawiodła. Notkę poświęciła mi też Isia na jej spokojnym i leżącym na uboczu blogu. Lubię tę robotę i tę grę. Czytam te blogi i wiem, że istnieję, niosą mnie w sercach i umysłach, twarzą ku niebu. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

marzec 20, 2007 at 8:44 pm

Napisane w Wirtualne Paradoksy