wirtualne impresje

proces7

Archiwum kategorii ‘Raport z umierania na czacie

Czatowe Zaduszki

z 43 komentarzami

Pamiętam to jeszcze z moich czatowych czasów, kiedy byłem tam częstym gościem. Przez jednych znienawidzonym, bo sporo takich było, którzy czynili wszystko by się mnie stamtąd pozbyć. Wykorzystywali swe znajomości i układziki, by mnie na owych czatach blokować.
Ale byli też tacy, mniej liczni wprawdzie, którzy mnie tam wyczekiwali, niczym proroka i chłonęli każde moje durne i bzdurne słowo.
Takie czaty obserwowałem wiele lat, mniej lub bardziej regularnie, z przerwami i różną intensywnością, praktycznie studiowałem je w latach 2002 do 2007 i zdawało mi się, że wiem na czym one polegają. Ta pięciolatka, niczym plan pięcioletni doczeka się kiedyś swego sprawozdania, choć nie wiem czy tu i gdzie, i jak.
Pięć lat to niewiele, ale można było sporo zaobserwować i dla kogoś kto interesował się problematyką, zmiany te były kolosalne, wręcz rewolucyjne. Tak jak dla mnie.

Pierwszy raz odwiedziłem czaty, ot tak z ciekawości, z głupia frant, jesienią 2002 roku. Wyszukiwarki nie były wówczas bardzo popularne, stąd ludzie nie byli tak oczytani i nie umieli wypowiadać się na każdy temat jak dziś. Był to czat Interii.pl, który był tak napisany, że nie można było tam nic wklejać: tekstów, linków. Po prostu “copy/paste” nie działało.
Potem, z czasem popularne stawały się obrazy z kamerek, rozmowy głosowe i szereg innych gadżetów, które miałyby ten czat ułatwić, uczynić bardziej przyjaznym, a nade wszystko bardziej demokratycznym. I poczynić tę kochaną przez nas iluzję egalitaryzmu.
O ile obrazy z kamerek były wzruszające, a często z początku zupełnie paraliżowały mój czatowy pęd i dezorientowały, to na przykład rozmowy głosowe najczęściej niosły za sobą rozczarowanie. Nie, nie zawsze, rzadko, niezwykle sporadycznie zdarzało się jednak, że ludzie gadają lepiej niż piszą.
Niemniej ta wiedza quizowa była przeważnie u adwersarza drastycznie mniejsza niż podczas rozmowy pisanej, na czacie. Szczególnie zaś w oknie ogólnym czata.
Tak jak też często bywałem w mylnym błędzie, że skoro ktoś dużo cytuje w jakimś obcym języku, to ten język zna i może w nim gadać. Nic bardziej błędnego. Laski, które cytowały znanych obcokrajowców w oryginale, nie kumały co ja do nich mówię w danym języku. Początkowo myślałem, że ze mną coś nie tak albo te gadane komunikatory tak diabelnie wszystko zniekształcają. Ale nie. Skoro rozumieli mnie indagowani o drogę kierowcy tirów czy kelnerzy obcych krajów, to dlaczego miałaby mnie nie rozumieć inteligencja i ludzie z wyższym wykształceniem. Bo tak wynikało z moich czatowych ankiet, większość, a nawet prawie cała większość czatowych stworzonek miała wyższe wykształcenie.

Nieraz zdarzyło mi się zażartować, by któraś pokazała na przykład cycki w kamerce. Czasem ten żart był taki dość pruski i niezbyt subtelny, bo pisałem: nikt mnie nie kocha, jestem taki samotny, nie widziałem wiele lat rozebranej dla mnie i tylko dla mnie kobiety.
Takie seanse i różnego rodzaju striptizy były pewnie o wiele bardziej krępujące dla mnie, niż dla czatowej striptizerki. Często się czerwieniłem i opuszczałem obraz na pasek. No i oczywiście czułem się zobowiązany powiedzieć coś w stylu: o tak, jesteś piękna i wyjątkowa.
Trudno mi było potem powiedzieć do takiej już widzianej artystki scen czatowych, że na przykład jest ciężką dupą, samotną starą prukwą czy pasztetem. Bo przecież w taki sposób naruszyłbym tajemnicę spowiedzi wizualnej.
Inna rzecz, że akurat te, które miałem okazję oglądać w pełni wdzięków i walorów, tych bardziej lub mniej intelektualnych, były po prostu ładne. Ale oczywiście może to być moje bardzo subiektywne spojrzenie, bo jak powszechnie wiadomo jestem niespełnionym, napalonym i śliniącym się na widok nagiej kobiety, starym capem.

Sądzę, że nie jest to tylko mój subiektywny pogląd i ogląd na rzecz, bo czaty dla młodzieży, przykładowo na O2.pl, praktycznie nie istnieją, to samo tyczy czatów tematycznych, a nawet towarzyskich. Tak też jest na Interii, gdzie królują czaty z kamerkami i cyberseksem. Na gazecie czaty zdechły, bo były zarządzane przez tę samą ekipę co dziś agorowe blogi i fora, więc nie wróżę im sukcesów.
Upadają nawet czaty dla dojrzałych, gdzie przecież schodzą się pijące do monitorów, przegrane życiowo alkoholiczki czy też ludzie, którzy na emeryturze pozwolili sobie na odrobinę luksusu i wykupili internetowe łącze w promocji. I poszukują w tych sanatoriach skarbów, białych i czarnych kruków i wron, które przecież już nikogo nie rozdziobią. A stary Bruno nie chce ruszyć na piwo, bo już go tam nie brakuje. Bruno, stary kwiat, który zawsze myślał, że porusza się w czacie. Nie podejrzewał i nie chciał wierzyć w to, iż był w centrum, bo on był punktem odniesienia w tym układzie inercjalnym. Czat krążył wokół niego, ruchem miarowym, jednostajnym i całkiem prostoliniowym.

proces7

Written by procesVII

listopad 22, 2008 at 2:24 pm

Różnice kursowe

z 224 komentarzami

Tak one wyglądają u tych różanopalcych, lazurowych, perłowych, perlistych i ulotnych. Jak sądzę, z wysokości 8091 m n.p.m.  Przynajmniej z perspektywy tej zwiewnej i nieoceniającej ludzi, tylko poglądy:

01:40:08 ~annapurna_v: Procesowi do Pokera brakuje ćwierć metra wzrostu i kilkunastu pkt.IQ

Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

październik 30, 2008 at 10:36 am

O chłopcu, który chciał zostać blogerem

z 37 komentarzami

Ludzie w sieci opowiadają o tym co robią. Koloryzując to stosownie, ubarwiając. Taka opisana kolorowo prawda o naszym życiu, może faktycznie tę naszą egzystencję poprawić. Bo jakimż jest świat? Takim jak go widzimy, czujemy, czy takim jakim jest de facto? No i nieuniknione pytanie: jaki jest stan faktyczny naszego świata.
Nieliczni spośród tych co mnie czytają, zauważyli, że nie piszę o tym jak się czuję, co jadłem na kolację, czym się zajmuję. Krótko mówiąc: niewiele piszę o sobie. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

lipiec 17, 2008 at 5:49 pm

O błędnym i bezimiennym bohaterze

z 66 komentarzami

W pobliżu miejsc gdzie bywam, choć w zasadzie tu nie ma żadnego pobliża w sensie pełnym, a nawet geometrycznym czy geograficznym, ludzie piszą. Czasem coś dopiszę, częściej przeczytam. Tu i tam albo tam i tu, pojawiły się głosy o jakimś pojedynku, który miałbym toczyć z pseudonimem – widmem, jaki pojawił się na moim blogu. I nie tylko na moim.
I znowu wpadam w pułapkę, bo fraza “mój blog” wydaje mi się być nieuprawnioną. Tak, owszem, teraz notka jest moja, ale kiedy puszczę ją w tęczową przestrzeń, czyli na mój blog albo jego pobliże, przestaje być moją. Jest moją w równym stopniu co gazeta – brukowiec, który kupicie w kiosku. Możecie na nią zerknąć, obejrzeć notowania gwiazd i nieruchomości, i wyrzucić do kosza. Możecie też zapakować w nią kanapki z salcesonem na majówkę. Cokolwiek. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

maj 3, 2008 at 7:26 pm

The Last Picture Show

z 26 komentarzami

Dużo słów o czacie na tym blogu. Taką miał genezę i o życiu wirtualnym miał opowiadać. Pewnie, że czat nie jest zjawiskiem, przestrzenią nad którą warto się bardziej zastanawiać niż nad uchylonym rąbkiem sukienki gwiazdy mediów z objawionym w obiektywie paparazziego kawałkiem jej cycka. Prawdopodobnie obserwowanie czata nie jest też zajęciem cudowniejszym niż pokazywanie byłego prezydenta pijanego na jakimś wykładzie. Być może ciekawsze jest czytanie wysokonakładowych pism, które na akrach reklamowych upraw wstawiają drobne teksty o kochanicach byłych polityków i samochodach innych ważnych ludzi, którzy tańczyli na lodzie i wstrząsnęli światem. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

styczeń 6, 2008 at 10:53 am

Urzędnik i dziewczyna z kolonialnego sklepu

z 8 komentarzami

Pewnego dnia włączę Internet, wejdę na znajome czaty, blogi czy fora. I w tym dniu dowiem się, że umarł ktoś piszący pod jakimś pseudonimem, usłyszę, że był kochającym mężem, zasłużonym i spokojnym urzędnikiem biurowym. Uśmiechniętym, ciepłym dla innych, a ci którzy powiedzą, że znali go realnie, wyrażą o nim serdeczne opinie i żal. Opowiedzą o jego różnych ważnych dokonaniach dla społeczeństwa, o jego bólu i odwadze z jaką znosił swe cierpienia i lęki. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

listopad 28, 2007 at 9:33 pm

Chłopczyk i Kat

z 13 komentarzami

woods_hangmanHistoria zna wielu sierżantów. Słowo to ma dla mnie miłe brzmienie, dźwięczy też ładnie w innych językach. Poza pewną szorstkością, wynikającą ze znaczenia, ma miłą, melodyjną kolorystykę. A jaki może być najpiękniejszy dzień życia dla sierżanta, który był katem?
Sądzę, że dla sierżanta, a właściwie starszego sierżanta (Master Sergeant) Johna C. Woodsa (na zdjęciu obok), najpiękniejszym dniem, a właściwie nocą, była ta 16 września 1946 roku. Tak też niedługo potem miał powiedzieć ten urodzony w San Antonio zawodowy kat. W swojej piętnastoletniej karierze kata wykonał 347 wyroków śmierci, ale wspomniana noc była wyjątkowa, albowiem Teksańczyk powiesił, między 1.01 a 2.46 tego dnia, skazanych przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze takich tuzów III Rzeszy jak: Hans Frank, Wilhelm Frick, Alfred Jodl, Ernst Kaltenbrunner, Wilhelm Keitel, Joachim von Ribbentrop, Alfred Rosenberg, Fritz Sauckel, Arthur Seyss-Inquart, Julius Streicher. Hermann Goering i Martin Bormann uniknęli przygotowanej przez niego pętli. Zlecenie sądu opiewało na tuzin, Woods nie wykonał go kompletnie, bowiem dwóch ze skazanych, z różnych przyczyn, nie stawiło się na egzekucję. Kat musi przygotować sznur, zważyć skazanego, czasem wykonać próbę z workiem. Przykładowo do niedawna w Polsce, taki sznur po przygotowaniu go przez kata, deponowano w zalakowanej kopercie. Przy tej metodzie wykonywania wyroków śmierci stosuje się zapadnię i opracowany w Wielkiej Brytanii tzw. “długi sznur”. Po odsunięciu zapadni, skazany opada, sznur się napręża i następują: przerwanie rdzenia kręgowego na odcinku szyjnym, natychmiastowa utrata przytomności i śmierć. Nie wiem dlaczego wieszani w tym dniu przez sierżanta delikwenci wisieli po kilkanaście minut. Sądzę, że wynikało to z jakichś, nieznanych mi procedur. Po śmierci mogło bić jeszcze serce, więc jeśli lekarz na tej podstawie stwierdzał zgon, to zostawiano zwłoki skazańca na jakiś czas wiszące. Woods wykonywał wyroki na dwóch szubienicach, te średnie pięć minut między egzekucjami, starczałoby mu na wypalenie papierosa. Niestety nie wiem, czy Teksańczyk palił. Nie wierzę różnym ludziom, którzy dziś twierdzą, że skazani naziści dusili się w męczarniach przez te kilkanaście minut. Bo takie legendy też krążą.
Franz Kafka pisał, że “kat ma zawsze złą reputację”, ale Woods wykonywał zlecenie, może rozkaz Trybunału Wojskowego, być może najbardziej znanego i uznanego sądu w historii świata. Trybunału, który uznał też za zbrodnicze takie organizacje jak: SS, Gestapo, część NSDAP oraz SD. I my ten wyrok po dziś dzień akceptujemy, respektuje go ogromna większość cywilizowanego świata. Z relacji świadków, którzy znali sierżanta, a właściwie starszego sierżanta, urodzonego w 1903 roku, kata Trzeciej Armii Stanów Zjednoczonych, wynika, że dla Jamesa Woodsa był to najlepszy dzień w życiu. Z mojego punktu widzenia był to na pewno najważniejszy dzień w jego życiu.
Tak jak dla zmarłego przed kilkoma dniami Paula Tibbetsa, najważniejszym dniem musiał być 6 sierpnia 1945 roku, kiedy pilotował superfortecę B-29 nazwaną przez niego, od nazwiska panieńskiego jego matki Enola Gay, kiedy jego bombardier zwolnił przełącznik i Little Boy opuścił luk bombowca. Takiej egzekucji chyba już nigdy nie zanotowano, bowiem w ciągu kilku chwil poranka, zabito 80 tysięcy, a według źródeł japońskich nawet 140 tysięcy ludzi. Egzekucja była dość przypadkowa, bowiem dowództwo USAF brało pod uwagę też inne miasta: Kukurę i Nagasaki, a także początkowo Niigatę. Nagasaki pozwolono jeszcze żyć przez kilkadziesiąt godzin, a dla mieszkańców Hiroszimy piękne i bezchmurne niebo było wyrokiem śmierci, bowiem meteorolodzy Amerykańskich Sił Powietrznych uznali, że to miasto nada się najbardziej do promiennej egzekucji. Gdyby mieszkańcy miasta wiedzieli co ich czeka, może modliliby się do ich Boga o gorsze niebo. O to by padał wieczny deszcz, by zawsze było ciemno i słońce niewidoczne, nigdy nie eksplodowało.
Co ja bym zrobił, gdybym znalazł się na te kilka minut w ciele Paula Tibbetsa, czy może jego bombardiera Thomasa W. Ferebee? Gdybym jakimś cudem cofnął czas, by móc się znaleźć 10 500 metrów nad Hiroszimą, przy prędkości maszyny 440 km/h? Widziałbym w dole snujące się o poranku miasto, miniaturowe uliczki, domki jak w dziecięcych klockach. Czy “pomyliłbym się” i otwarł później luk, czy powiedziałbym chłopakom, że jednak wracamy, że coś nie tak z bombą? Symulowałbym awarię silników i nakazał wrzucić bombę do oceanu? Wtedy ten dzień, nad pięknym, słonecznym niebem Hiroszimy byłby też najważniejszym i najpiękniejszym dniem mego życia. Ale nikomu nie mógłbym o tym powiedzieć. Musiałbym to nosić w sobie do końca życia, żeby przeżyć. To byłby warunek konieczny mego przetrwania i zachowania tej cudownej kompozycji: miniaturowego miasta pode mną, czystego nieba, jak w dziecięcych baśniach i uśmiechniętego chłopaka z mojej załogi, unoszącego do góry kciuk. Kciuk, który mówi, że wszystko jest dobrze, że już za chwilę będzie jeszcze jaśniej.
Bo pamiętam, że te literki Żółtków brzmią jak słowo “dobrze”, kiedy zsumuje się znaczek przedstawiający kobietę i symbol dziecka. Wtedy taka kompozycja znaczków w języku mandaryńskim znaczy, że jest dobrze. A pisząc “dziecko”- sam nie wiem dlaczego- wyobrażam sobie małego chłopca.

proces

Written by procesVII

listopad 6, 2007 at 9:47 am

Kiedy będziesz zasypiał

z 40 komentarzami

[...] w chwili gdy po tylu, tylu latach jałowych złudzeń zaczął przeczuwać, że człowiek nie żyje, kurwa, tylko przeżywa innych, że zbyt późno uczy się, iż najdłuższego i najużyteczniejszego życia starcza li tylko na to, by nauczyć się żyć [...]
pozostał na zawsze ze swoim łagodnym gwizdem przepukliny starego nieboszczyka, wyrwany z korzeniami uderzeniem śmierci, lecąc pośród ciemnego szelestu ostatnich zlodowaciałych liści swojej jesieni ku ojczyźnie mroków prawdy zapomnienia, ze strachu uczepiony zgniłych strzępów szmat opończy śmierci i obcy krzykom oszalałych tłumów, które wyległy na ulice, śpiewając hymny radości radosnej nowiny o jego śmierci, i obcy na zawsze i na nigdy muzyce wolności i petardom wesela, i dzwonom chwały, które ogłosiły całemu światu dobrą nowinę, że nieobliczalny czas wieczności dobiegł wreszcie końca.

Gabriel García Márquez, Jesień patriarchy [1975 rok]

Ludzie, których znam, twierdzą, że nigdy nikomu nie życzyli śmierci, że to niegodne i nieludzkie. Nie zgadzam się z tym, albowiem w moim życiu byli ludzie, którym życzyłem rychłej śmierci. Paradoksalnie “rychły” to taki, który nastąpi wkrótce, zatem jeśli umieranie miałoby być bolesne, to jest to życzenie, które raczej wypowiada się przyjacielowi. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

listopad 2, 2007 at 11:21 am

Niekryminalna opowieść o śmierci prowincjonalnego bibliotekarza

z 40 komentarzami

Pasja narracji jest dla mnie jednym z głównych elementów budujących wirtualny świat. Ten ciąg opowiadania i jego przeróżnych kombinacji, a może nawet wariancji z powtórzeniami, jeśli jest bezładny, to z pewnością niepowtarzalny i unikalny. Zatem ci, którzy twierdzą, że wszystko już było, że powtarzamy się, może i nawet wpadamy w pułapkę plagiatu, muszą być w błędzie. Chyba, że potrafili uporządkować wszystkie zasoby internetowej dyskusji.
Nie umiem odpowiedzieć na większość pytań, a chcę wiedzieć i to właśnie powoduje u mnie ten niepohamowany impuls, instynkt życia. Bo opowiadanie to życie, wszystko może się zdarzyć, a przeplatana dygresjami narracja tworzy świat, pewnie nie tylko ten w obrębie sieci.
Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

wrzesień 21, 2007 at 8:15 pm

Finały oper wirtualnych

z 16 komentarzami

Czy pseudonimy w necie umierają? Pewnie na czacie tak, skoro sam próbuję tu pisać raport z umierania w sieci.
Każdy z nas prowadził rozważania na temat śmierci, wielu z nas ocierało się o nią, czasem zupełnie nieświadomie. Wielu obserwowało umieranie bliskich. Czytaliśmy, oglądaliśmy w wiadomościach o śmieciach ważnych ludzi i o przerwaniu istnienia dużych, czasem wielkich liczb istnień. Echo tragedii nie jest skorelowane z liczbą śmierci. Wszystko zależy od tego, jak nam ową śmierć sprzedadzą. Bo śmierć się dziś sprzedaje. Przykładem dobrze sprzedanej śmierci była tragedia WTC i śmierć Papieża. Tsunami i jego ofiary sprzedały się już gorzej.
Media czekają na umieranie, bo to niezły interes. Najlepiej, jeśli tragedia sprzedana jest w dobrym nakładzie. Wtedy daje to szanse powrotu na scenę wielu zużytym artystom w celu nagrania piosenki, z której dochód przeznaczy się na pomoc rodzinom ofiar, jeśli nie aktualnych to przyszłych tragedii.
Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

czerwiec 18, 2007 at 8:34 pm

Syntetyczny sen

z 10 komentarzami

Emil budził się szybko, zawsze przed nastawionym na wczesne godziny ranne budzikiem. Wymykał się szybko do łazienki, by nie zerkać na śpiącą z otwartymi ustami Michele. W swym zamiłowaniu do syntetycznego świata, ten moment był przykry, jednak lata nauczyły go skrzętnie omijać tę fałdę schematu dnia. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

czerwiec 2, 2007 at 12:07 am

Leaving Las Locomotivos

z 25 komentarzami

Pierwsze, majowe promienie słoneczne były tego roku tym kolczastym i piekącym zwiastunem niepewności. Jeszcze wczoraj nie umieliśmy tego nazwać, a może tylko nie chcieliśmy. Spoglądałem na tych ludzi, w tym brudnym powietrzu, wylegających na ulice miasta i miałem jakieś wewnętrzne przekonanie, że oni wiedzą. Ich rosołowe, półmartwe twarze pochylone nad szklankami mętnego wina były niespokojne. A może mnie się tak tylko zdawało, w tej nierzeczywistej przestrzeni? Twarze zmęczonych, grających w warcaby czy pokera starców spoglądały w kierunku martwych torów na skraju miasteczka. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

maj 28, 2007 at 8:27 pm

El Alamein

z 22 komentarzami

Wirtualne wojny bezsprzecznie wszyscy lubią i każdy wie, że przynoszą one szereg korzyści. Prawie wszystkim. Nawet tym, którzy apelują o pokój i myślę, że fałszywie twierdzą, iż tych wojen chcą uniknąć. Ogromna większość czatowego życia to plotki, podchody, prowokacje i starcia. Reszta to spam i niezwykle rzadkie istotne dyskusje. Na wojnie jak na wojnie, jedni korzystają, choćby zapełniając swoimi przemyśleniami ich wirtualne miejsca, innym wydaje się, że tracą. Z całą pewnością korzystają firmy, które dostarczają blogów, forów i czatów. To one de facto są jedynymi pewnymi i realnymi wygranymi. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

kwiecień 24, 2007 at 6:39 pm

Tlenowa Inkwizycja

z 43 komentarzami

Wyobrażacie sobie sytuację, że administracja serwisu blogowego wchodzi na Wasz blog i usuwa zeń komentarze Waszych znajomych. Kasuje Wasze wpisy? Nie dlatego, że ma jakiś nakaz, że dokonaliście jakiegoś przestępstwa. Tylko dlatego, że ma taki kaprys. Nie wyobrażacie sobie tego, prawda? Tak czyni administracja o2.pl sp. z o.o.
Jaka jest jej wiarygodność? Sami oceńcie. Portal ten daje możliwość tworzenia prywatnych czatów, które są przez zarówno zarządzających komunikatorem, jak i administrację traktowane jako obszary autonomiczne, w które administracja owych czatów w żadnym razie nie ingeruje. Co zresztą stwierdza sama w stosownym regulaminie:

12. Bardzo ważne: Nie ingerujemy w sprawy związane z pokojami utworzonymi przez użytkowników komunikatora Tlen.pl. Macie możliwość tworzenia pokoi własnych oraz pełną swobodę działania, otrzymujecie zatem całkiem porządny instrument do rozmów i rozrywki. Korzystajcie z tego w sposób rozsądny i rozważny. Pamiętajcie, że swobody pociągają za sobą także pewne obowiązki i konsekwencje. Nie jesteśmy tutaj od tego, by rozwiązywać sprawy wynikające z nieumiejętnego korzystania z czatów (nie podawajcie osobom obcym swoich loginów, nie podawajcie swoich danych teleadresowych – sami jesteście odpowiedzialni za skutki udzielenia takich informacji) Administracja czata ani też o2 nie ponoszą za to żadnej odpowiedzialności.

A jak wygląda rzeczywistość? Pojawia się Super User (oznakowany na fioletowo), administrator globalny czatów o2.pl i usuwa z pokoju prywatnego użytkownika. Pokoju prywatnego, który ma swoją administrację i swoje zasady. Diabli wiedzą po co i dlaczego to robi. Sam ingerujący bezprawnie w zasady naszego pokoju, którego właścicielem- założycielem (ownerem- redem) jest Nadja, stwierdza, iż się pomylił. W czym się pomylił i po co w ogóle wchodził do owego pokoju? Tu mały fragment czata, z Poniedziałku Wielkanocnego:

fon_dragon_ban.jpg

W moim dawnym blogu kilkukrotnie opisywałem sytuację, kiedy Super Userzy, czyli administratorzy globalni, łamali ową zasadę i likwidowali pokoje prywatne, w które nie mieli prawa wcale ingerować.
Właścicielem pokoju jest Nadziejka, pokój nazywa się proces7 i dodam, że jest to najbardziej dynamicznie rozwijający się pokój czatów o2.pl. Obecnie pod względem frekwencji zajmuje trzecią pozycję pośród pokojów grupy „Dla dojrzałych (po 30-tce)”. Nie muszę dodawać, iż w interesie firmy jest rozwój i wzrost frekwencji, bowiem o2.pl ma z tego żywe pieniądze(reklamy). A może muszę jednak to podkreślić? Może o2.pl nie chce zarabiać i bardziej zainteresowana jest robieniem nas w balona?
Czy mamy pewność, że pewnego dnia na nasze komunikatory nie wejdą administratorzy firmy o2.pl sp. z o.o. i nie zweryfikują Waszej listy kontaktowej? Nie zlikwidują Wam komunikatora? Może pogrzebią sobie w naszym koncie e -mail? Sądzę, że jest to możliwe, bo mam ku temu podstawy. I jestem bardzo sceptyczny jeśli chodzi o gwarancje i zapewnienia tyczące dyskrecji czy komfortu, które daje firma oferująca ów komunikator.

proces7

Written by procesVII

kwiecień 10, 2007 at 12:06 pm

Proces Indukcji Nielogicznej – Mój PIN

z 3 komentarzami

“Ale na gardle jego spoczęły ręce jednego z panów, gdy drugi tymczasem wepchnął mu nóż w serce i dwa razy w nim obrócił. Gasnącymi oczyma widział jeszcze K., jak panowie, blisko przed jego twarzą, policzek przy policzku, śledzili ostateczne rozstrzygnięcie. „Jak pies!” – powiedział do siebie: było tak, jak gdyby wstyd miał go przeżyć.”

Franz Kafka
Proces
Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

styczeń 10, 2007 at 5:13 am