Archiwum kategorii ‘Qui penis aquam turbat?’
Ania Mucha i Oskar
Wczoraj obejrzałem w telewizji “Listę Schindlera”, Korzystając z mego kosztownego abonamentu, paszportu do bieżących wydarzeń kulturalnych i tych mniej kulturalnych, które zapewnia mi moje kochane i opiekuńcze państwo.
Ale nie będę pisał o tym jak mogłem się – dzięki ukochanemu memu rządowi i zarządowi TVP – delektować niesamowitymi rolami Ralpha Fiennesa i Bena Kingsleya.
Oskar Schindler, grany u Spielberga przez Liama Neesona
Hauptsturmfuehrer (kapitan) Amon Goeth, grany przez Ralpha Fiennesa
Grała tam też Anna Mucha, była zauważalna w swej epizodycznej roli, choć być może to sugestia, nie pamiętam bym ją dostrzegł, gdy widziałem film pierwszy raz. Nabokov przed ‘Lolitą’ też nie sprzedawał się tak dobrze jak po. Owszem, nazwiska aktorki nie kojarzyłem, ale pamiętałem jej twarz z serialu “Matki, żony i kochanki”, przy czym ona wówczas była jeszcze za młoda by być jedną z trójcy tytułowej. Grała córkę jednej z matek, żon i kochanek.
U Stevena Spielberga w impresji o Oskarze Schindlerze była brzydką okularnicą, to samo w serialu. Ale grzeczną i posłuszną dziewczynką. Co może być budujące dla dzisiejszych zakompleksionych nastolatek, bowiem Mucha wyrosła na laskę, która dziś macha cyckami w którymś jesiennym wydaniu Playboya.
W sprawę jej amerykańskich kontaktów zamieszany byli Roman Polański i Andrzej Wajda. Ale zbadanie związków między lolitką, Polańskim, Nabokovem i członkiem z żelaza, pozostawiam faktom, taktom, pudelkom, przekrojom i politykom. One specjalizują się w tych tak zwanych penetracjach analnych albo inaczej: dziennikarstwem i felietonami z dupy strony.
W Playboyu Ania wymachuje dumnie nie tylko cyckami, ale i błyszczy swą księżycową pupą w pełni, a i zakamarki waginy można tam obaczyć.
Mnie jakoś nie pasuje ten algorytm od Polańskiego, Spielberga czy Machulskiego do Playboya. Może powinno być odwrotnie w tym kalejdoskopie? Choć kiedy ma się pokazywać, kiedy będzie już starą i uznaną aktorką? Ale za lat kilka może się zdarzyć to, co przydarzyło się mnie z Melanie Tressler, kiedy to córka owej niemieckiej czwartorzędnej aktoreczki wynalazła na moim blogu zdjęcie swojej dwudziestoparoletniej mamusi z Playboya z lat osiemdziesiątych. I jej pełnomocnik zażądał ode mnie usunięcia tej fotki, argumentując żądanie, że córka nie chce oglądać gołej mamusi. Usunąłem, bo dobry ze mnie człowiek, a poza tym cykam się, że Qui penis –a mi skasują znienacka, tak znienacka jak wyjeżdża czołg.
Wniosek?
Pasztetowe i zakompleksione nastolatki, nie traćcie nadziei, przypomnijcie sobie historie o Kopciuszku i brzydkim kaczątku i spójrzcie na historię Anki Muchy. Muszki wprawdzie nie zamieniają się w ptaki, ale larwy w motyle tak, a te motylki to później wędrują do brzuszków i łaskoczą, zupełnie jak muchy, które niektórzy mają w nosach i oczach. Ci którzy mają w oczach, bardzo często o tym nie wiedzą, bo nie widzą tych muszek, albowiem mają właśnie muchy w oczach. Muszka jest też w szerbince karabinu, a kiedy zostanie idealnie spasowana z nią, wtedy się strzela i trafia (o ile nie ma w oczach much, bo wówczas pudłuje).
Inny wniosek płynący z mych finezyjnych i bystrych przemyśleń jest taki, że gdyby Samanta Gailey wcześniej zagrała, a potem się rozebrała – jak Ania Mucha to uczyniła – może byłaby dziś sławna. No i przede wszystkim nasz ulubiony Polański by nie siedział.
Pamiętajcie dziewczyny, najpierw rola, potem striptiz i seks. A rola jak to rola, trza orać i siać, by zebrać plony. Czego wszystkim, jesiennym, rozkwitającym i przekwitającym kobietom z całego serca życzę.
proces7
Mały ptaszek
Penis brzmi jakoś bardzo oficjalnie. A cycuś, fifok, pyrtek czy ptaszek nadto kolokwialnie. Kutas zaś staropolsko i archaicznie. Fiut ordynarnie. Fallus zaś jak określenie prosto z książki do biologii i pretensjonalnie. Zostawmy zatem fallusa owadom i prowincjonalnym, niespełnionym, gminnym artystom. W każdym razie wiadomo o co chodzi.
Wielkość przyrodzenia ma ogromne znaczenie dla naszego życia, jego rozmiar zawsze determinuje nasze zachowania, przyszłą karierę oraz najzwyczajniej i po prostu: nasze szczęście. Bo jeśli masz małego, masz przesrane, należysz do niższej kasty w męskiej części społeczeństwa. Kobiety – mamuśki – będą cię pocieszać, że małe jest piękne, że ważna jest czułość, doświadczenie, delikatność i technika, ale to gówno prawda. Kiedy przychodzi co do czego, kobiety zawsze wybierają większego, w innym razie wiadomo, że lecą na kasę albo już rzeczywiście nie mają innego wyjścia. I w swej desperacji, w poszukiwaniu swojego ptaszka, który mógłby na stałe zamieszkać w ich gniazdku, wybiorą ciebie.
Wielkość, zarówno długość jak i grubość, przenoszone są drogą genów. Jeśli twój ojciec ma (miał) małego, ty też będziesz takim nieszczęśnikiem i na nic zdadzą się lamenty, daremne żale. Szczwana natura selekcjonuje to jednak, bo przecież kobiety nie chcą małych, stąd rozmnażają się, tacy posiadacze mizernych fiutków, znacznie słabiej niż pozostali.
Swoją drogą dziwię się jednemu: w portalach gejowskich obserwuję szczególny nacisk na ekspozycję wielkich penisów. Sądzę, że ze względów technicznych, wielkie i grube stanowią przeszkodę w seksie homoseksualistów. Poza tym przewrotna natura pozwala im marnować te pożądane przez kobiety geny.
Można szukać, bardzo nielicznych, pozytywnych aspektów wynikających z posiadania małego prącia. Małe łatwo zaparkować, o czym wiedzą kobiety, chętnie kupujące niewielkie, kompaktowe samochody do jazdy miejskiej. Krąży legenda, że faceci kupują wielkie terenówy albo vany do miejskiej jazdy, bo to szpan i jakby przedłużenie penisa. To samo tyczy stójkowych i żandarmów, którzy mogą nosić pały. Służą one wprawdzie dla wzbudzania respektu i szacunku, ale i czasem do bicia. Myślę, że przekłada się to również na wirtualne życie i kompleks wirtualnej pały. Im więcej banujesz, cenzurujesz, kasujesz, tym bardziej obnażasz mizerię twej wyschniętej krewetki. Ale pamiętaj, od tego ci nie urośnie! Gumową pałą nie zapłodnisz kobiety! Być może dasz radę ją zaspokoić, jeśli umiesz wibrować, ale tego – powiem szczerze – nie wiem dokładnie.
Miałem takiego znajomego, który ma tak wielkiego, nawet w stanie spoczynku, że bił nim swoją małżonkę. Nie, co to to nie, nie były to jakieś mocne razy, jak te wymierzane pięścią czy tępym narzędziem, ale – z relacji bitej kobiety – wiem, że praktyki te powodowały u niej niezbyt wielki, ale uciążliwy i tępy ból w okolicach szczęki i pośladków. Nieszczęsna musiała zapomnieć o orgazmach, bo na sam widok męskiego członka, stawała się sucha niczym wargi, chorego na malarię Pigmeja na sawannie.
Innym, pozytywnym, z tych nielicznych aspektów malizny fallusa jest to, że przez większość naszego życia jednak mały pozostaje w spoczynku, nieużywany, więc te chwile przykrości da się jakoś znieść. Dla impotentów jest to też radocha, bo przecież szkoda by było, gdyby duży nie stawał. Zawsze wtedy można pomyśleć o innych ze zdezelowaną potencją, posiadaczy dużych: No i chuj ci z tego, że masz wielkiego, hę?
Jeśli masz zdezelowane auto, którym i tak nie da się jeździć, to nie ma znaczenia co stoi na parkingu: mercedes czy beemka, czy fiesta albo polo.
Dobra, małe wszędzie upchniesz, nawet w najciaśniejsze i najbardziej mroczne zakamarki, masz mniejsze szanse na przenoszenie tych nieszczęsnych genów, ale to tylko niewielkie pocieszenie. W tym twoim wielkim nieszczęściu, na które nie znajdziesz nijakiego ratunku, a wspomniane przeze mnie pozytywy, mogą jedynie tymczasowo ukoić twą nieszczęśliwą i obolałą duszę.
Jakie są drogi ucieczki przed tym piętnem małego ptaszka?
Możesz pić, wtedy wszystko wydaje się większe, ładniejsze, wówczas zaakceptujesz też większość kobiet, tych, których po trzeźwemu nigdy byś nie zniósł. Albo – tak jak ja – uciec w wirtualny świat i udawać super kochanka, znawcę erotyki, poskramiacza wirtualnych suczek, kocic i lwic. Od tego wprawdzie się nie powiększy, ale ukoi ból, niczym olejek goździkowy przyłożony do zęba. Ale to działa na chwilę, potem – prędzej czy później – udajesz się do dentysty. Ale piszę o zębach, bo jeśli chodzi o przyrodzenie, to nie ma mowy o leczeniu, implantach czy, nie daj Boże, o ekstrakcji. A korony to są dobre duńskie albo szwedzkie. Królem ani carem nie będziesz. Rasputinem też nie.
Możesz, czego nie radzę czynić, zwalić całą winę na kobiety, które przecież mają wielkie jak studnie czy kratery wulkanów. Jednak statystyki są wredne i nieubłagalne.
Z małym penisem, prędzej czy później wpadniesz w depresję, żona zacznie cię zdradzać, a jeśli do tego jesteś biedny, zostawi cię. Wtedy, nie dość, że będziesz małym, to na dodatek samotnym fiutem. Zaczniesz brać leki antydepresyjne, które obniżają potencję, mały ci się skurczy, będzie ci go trudno odnaleźć pośród włosów łonowych przed siusianiem. I ty zaczniesz się kurczyć wraz z nim w tej twej siermiężnej i nieszczęsnej doli. Uśmiechając się jednak czasem, pogrążony w marzeniach o pięknych i nęcących kobietach, których nigdy nie będziesz miał. Pozostaną twym niespełnionym snem o potędze. Bo urodziłeś się z piętnem i musisz z nim dotrwać końca swych dni, co – być może – całkiem niedługo już potrwa.
proces7
Miranda warning
Kiedy “puszczali” “Przypadek” Kieślowskiego i “Przesłuchanie” z Krystyną Jandą (Boże jak można mieć na imię Kryśka!?) byłem gówniarzem. Oglądałem to w kinie Mikro w Krakowie. Nawet nie wiem jaka to ulica była. Zapomniałem. W innych kinach ich nie było, zakazane były.
W tym kinie śmierdziało, ale tam był pianista i grał, warto było tam bywać. Było duszno i cuchnęło potem i przedtem, a ja mam fobię zapachową, jak źle pachnie to uciekam. Jerzy Stuhr tam mieszkał, gdzieś blisko. Pamiętam, że mieszkał tak blisko, że nawet nie miał skarpet jak wchodził do pobliskiego baru po albo przed seansem. Ja nie piłem wówczas, jeszcze nie umiałem pić. Piłem dla szpanu ajerkoniak. Co za syf! Czytaj resztę wpisu »
Mistrzowie Cenzury
Byłbym całkiem zapomniał przedstawić wyniki sondy, którą zaproponowałem już ponad miesiąc temu na tym moim wirtualnym zadupiu.
Mnie one nie zaskoczyły, no może troszkę:

Konfidenci Blogoprzestrzeni
Zainspirował mnie pewien tekst Slimka, który on może uznać za niezbyt istotny w swej blogowej twórczości. Chodzi o to co w tytule: donosić czy nie donosić? Jeśli widzimy blog, który w jakiś tam sposób może łamać regulamin i zasady, to czy powinniśmy złożyć stosowny donos? Do odpowiednich władz? Czytaj resztę wpisu »
Terapie Trolla
Ludzie pytają mnie co z tymi blogami na Blox.pl. Chodzi im o: Terapie i Co, o Qui penis aquam turbat mało kto pyta, raczej tylko bliscy znajomi. W takich wypadkach można odnieść wrażenie, że się interesują, ale myślę, iż takie zainteresowanie kończy się wraz z otwarciem blogów. Wiem to z doświadczenia. Przywracanie do życia trupów to nie jest najlepsza strategia. Czytaj resztę wpisu »
Cyc
Tak jak niektórym to obiecałem, przedstawiam list z Działu Prawnego Agory, dotyczący blokady Cyca (cyc.blox.pl). Mail dostałem 5 marca 2009, blog został zablokowany 8 września 2008. Więc minęło prawie pół roku, ale doczekałem się. Oto stanowisko Agory, ja tymczasem powstrzymam się od komentarza:
Szanowny Panie,
Zgodnie z treścią § 9 ustęp 2 „Regulaminu korzystania z serwisu Blox.pl” Agora zastrzega sobie prawo do usuwania blogów w przypadku naruszania przez ich autorów zapisów § 6 Regulaminu.
Prowadzony przez Pana blog cyc.blox.pl został zablokowany ze względu na naruszenie § 6 Regulaminu, zgodnie z którym, niedopuszczalne jest podejmowanie na stronach blogów działań, w tym w szczególności zamieszczanie treści sprzecznych z prawem, uznanych powszechnie za naganne moralnie, społecznie niewłaściwe lub naruszające zasady Netykiety. Bez wątpienia publikowane na Pańskim blogu wpisy takie jak:
Może Cię dadzą na główną kiedyś z Twoimi zjebanymi wierszykami, bo umiesz lizać. Ode mnie won. Nie chcę lizusów. Idź do adminów, oni lubią takie lizanie. Spadówa.
Tak jest, jeśli nie zmienia się władz, jeśli chamkom oddaje się w ich brutalne łapska forum. Wszystkie dyskusje kontrolują Evita_duarte lub Bene_gesserit, nie jest istotne czy to ta sama osoba, bo dwie betoniary nie tworzą kobiety – feministki. Dlaczego interes forum Agory ma cierpieć z powodu niespełnienia i zgorzknienia tych dwóch betoniar? To są właśnie owe skostniałe układy, gdzie dresiary opanowały forum i takie wirtualne miejsce, staje się martwe, choć na zewnątrz może się zdawać, ze żyje. Dla Siwej taka sytuacja jest wygodna, ma spokój, betoniary naprodukowały po kilkanaście loginów i na zewnątrz gra.
Prawda jest smutna i przykra, bo owe betoniary mieszają tylko swoje gówno. Zero kobiecości, antywdzięk i smród tępych i zaniedbanych babsztyli. Tak w skrócie można scharakteryzować to umierające miejsce. Feministyczne prosektorium.
To samo jest z blogiem Zajebistki, która ma obecnie szóstą pozycję. Takich zajebistych, piszących durne dialogi w sieci jest masa, wybrali ten, bo babę znają. Może sypiają razem?
Pierdol się, Sofijka.
Teraz mamy dwie możliwości, albo administracja i kierownictwo Wykopu są gejami (Drożdżyński, fanzonun itd) albo są wrednymi homofobami.
Określiłbym członków dyskusji na Wykopie tak: banda wrednych pedałów, którzy przynoszą wstyd przyzwoitym polskim gejom w sieci.
uznać należy za naganne moralnie, społecznie niewłaściwe oraz naruszające zasady Netykiety, co więcej wpisy te naruszają dobra osobiste oraz wypełniają znamiona ściganych na drodze postępowania karnego przestępstw: zniesławienia (art. 212 § 1 KK: „Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną nie mającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie, karze ograniczenia albo pozbawienia wolności do roku.”, art. 212 § 2 KK: „Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.”) oraz znieważenia (art. 216 § 1 KK: „Kto znieważa inną osobę w jej obecności albo choćby pod jej nieobecność, lecz publicznie lub w zamiarze, aby zniewaga do osoby tej dotarła, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.”, art. 216 § 2 KK: „Kto znieważa inną osobę za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.”).
Z poważaniem
M. Kowalczak
Dział Prawny
Segment Internet
Agora SA
Fałszywi eksperci
Czy kat i cenzor winni być osobami publicznymi? No właśnie nie wiem. Mnie się zdaje, że mogą być nimi jedynie w amerykańskich filmach sensacyjnych czy innych serialach. Bo jeśli celebryci kopią mi dupę jak zomowcy, to ja mam prawo się przeciwstawić. Mam prawo, a nawet obowiązek, napisać co o tym sądzę.
Wyobrażacie sobie sytuację, że doradca podatkowy czy inwestycyjny ma równocześnie możliwość zamykania firm i tworzenia doraźnego prawa gospodarczego? Sytuację, w której policjant arbitralnie ustala, które informacje są wartościowe dla społeczeństwa? Ustala nawet spis kanonów literatury. “Hrabia Monte Christo” i “Skazani na Shawshank” byliby z pewnością na liście lektur zakazanych. “Rewizor” Gogola może nawet. No dobra, pamiętacie może film “Żandarm z St. Tropez” z Louisem de Funèsem i dalsze, kryminalne perypetie tego sympatycznego, francuskiego łysola. Ale to była filmowa ballada. Czytaj resztę wpisu »
Rynsztok
Dyskusja w sieci będzie dotąd interesująca, będzie ludzi pasjonować, póki będziemy się różnić. Wyznawać inne standardy, inaczej patrzeć na świat.
“Tam gdzie są bogacz i biedak, zawsze powstanie dobry film”, tak kiedyś mówił Cesare Zavattini. A było to ponad pół wieku temu i nic od tamtych czasów się nie zmieniło. Czytaj resztę wpisu »
Zamach w Monachium
Obiecywałem sobie, że nie będę zajmował się tematyką właściwą dla pism plotkarskich i innego typu brukowców. I nawet widzę, że żaden blogopisacz czy publicysta, który chce być poważnie traktowany, a nie strugać błazna, nie pisze o sprawie zamachu monachijskiego. No bo powiedzmy sobie szczerze, to tematyka plotkarska, nadająca się do pism dla gospodyń domowych i innych duperelowatych miejsc. Mam złe mniemanie o tych, którzy piszą cokolwiek na ten temat. Poza serwisami informacyjnymi i pudelkopodobnymi. Ale nic to, zeszmacę się trochę i wypowiem się w tym temacie. Czytaj resztę wpisu »
Połknąć czy wypluć?
Oto iście Hamletowskie pytanie, ale o tym za chwilę.
Trzy na dziewięć, to chyba przeciętny wynik. Bo taki trafiłem podając nieoficjalne wyniki konkursu na Blog Roku. Poprawię je niebawem, ale niech tymczasem sobie to moi biografowie odnotują. Bo ja mam sieciowych biografów. Którzy odnotowują i wyszukują, jak również punktują i monitorują wszystko co tu piszę. By potem wyłapać moje wpadki i niekonsekwencje. Co to jest do jasnej cholery!? To ja jakaś Jolka Rutowicz albo – za przeproszeniem – Doda jestem? Czytaj resztę wpisu »
Skutery zostały rozdane
Członkowie Wielkiej Kapituły Onetu, składającej się notabene z osobowości, wyznaczyli zwycięzców poszczególnych kategorii konkursowych w dorocznym konkursie na Blog Roku. Czytaj resztę wpisu »
Etap Ostatni Turnieju – EOT
Wracając do kwestii konkursowych, chciałbym napisać, że trwa trzeci etap głosowania. Konkretnie to jest tak, że wszystkie dziewięćdziesiąt blogów, które zakwalifikowały się do oceny jurorów, walczą o nagrodę Bloga Blogerów. Dziewięćdziesiąt, bo kategorii jest wprawdzie dziesięć, ale dla zawodników z kategorii “Teen” wyodrębniono specjalny dział Blog Teen Blogerów i tam dziesięć blogów walczy o tytuł i nagrodę. Taką samą jak w kategorii “dla dorosłych”, czyli laptopa.
O ile w ubiegłym roku na blogi, zwycięzców poszczególnych kategorii głosowali sami Internauci, w tym roku to zmieniono, dając Jury większe uprawnienia. Rozwiązanie jak każde ma swoje wady. Obstawiam, ze w tym roku organizatorzy dostaną w sumie mniej esemesów niż w ubiegłym. Tych przeznaczonych na cel charytatywny. Dlaczego?
W ubiegłym roku wygrałem głosowanie Internautów, a tym samym kategorię Kultura, uzyskując 700 głosów w trzecim etapie. I ten wynik osiągnąć było mi naprawdę trudno.

Dziś już widzę, że blog profesor Joanny Senyszyn przekroczył liczbę 1001 głosów. Joanna z tysiąca i jeden esemesów. Albo: Anna tysiąca esemesów. Tylko tę ostatnią niestety ścięto. Przypomnę, że w poprzednim etapie “blog” Stanisława Michalkiewicza osiągnął wynik w postaci 1988 esemesów. To rok zrodzenia się idei okrągłego stołu. I to był rekord drugiej tury. Pani Profesor zaś ma jutro 60 – te urodziny!
Napisałem w cudzysłowie “blog” przy Redaktorze, bowiem nie sądzę, że pan Michalkiewicz w ogóle wie co to blog. A że takowy pisze, dowiedział się najpewniej dopiero niedawno. Nie będę tu dyskutował na temat co blogiem jest, a co nie. Tu każdy ma swoją opinię.
Poglądy Michalkiewicza są mi bliższe niż myśli pani Joanny, jednak pojęcie “bloguje”, pasuje do niej bardziej. Michalkiewicz pisze lepiej, sprawniej, dowcipniej, ale to jego felietony z innych pism po prostu. Żaden tam blog. Choć, jak sądzę, ukochana Korwina Mikke – Profesoressa – też nie wchodzi u siebie w żadne interakcje z komentującymi. A tak wedle mnie winien wyglądać blog. Aktor musi współgrać z widzem. Muszą się uzupełniać i czuć ten sam rytm.
Myślę, że w przyszłym roku Onet to zmieni, choćby po to, by mógł się pochwalić większym dochodem z SMS przeznaczonym na pożyteczne sprawy.
Sam nawet nie namawiam do głosowania na mnie, ani na nikogo innego, choć widzę tam na pierwszej stronie, w pierwszej dwudziestce, dwa znajome blogi. Przy czym są to blogi z tych literackich, bezalkoholowych. A jak wiadomo, w literaturze ważne są te promile twórczości i kreatywności zawarte w krwi twórcy.
Dlaczego takie głosowanie nie jest dobre?
Wiadomo było, że Polityka zdominuje grę w tej części konkursu. W ferworze walki pani Joanna i pan Stanisław dojdą do paru tysięcy głosów, co dla normalnego, przeciętnego blogopisacza jest wynikiem nie do osiągnięcia. Więc, nawet takich jak ja, zadziornych graczy, od razu to zniechęci. Bo nagroda jest tylko jedna. Sądzę, ze Onet lepiej by zrobił, gdyby wyznaczył, nawet nieco mniejsze nagrody, ale dla każdej kategorii, tak jak wydzielił kategorię “Teen”. Wtedy byłoby więcej walki i więcej esemesów. Czyli Blog Roku w każdej kategorii, tak jak teraz, wyznaczony przez jurorów, plus Blog Blogerów w każdej kategorii.
Pomijam już fakt, że w walce pani Profesor i pana redaktora Michalkiewicza nie będzie wcale chodziło o jakość bloga, a o to, która racja jest najichniejsza i najsłuszniejsza politycznie.
No dobra, jeśli głosujemy esemesami, to wiadomo, że wygrywają ci, którzy mają najwięcej sympatyków, pieniędzy na karty czy rzeczywiście piszą lubiany blog.
Jednakże w tej grze będzie chodziło w końcowej fazie o to czy lewica postkomunistyczna ma rację, czy raczej UPR. I nie ma znaczenia, że każda z tych partii jest już dziś coraz bardziej kanapowa.
Internauci nie będą głosować na blogi, a na to czy powinna być kara śmierci, legalna aborcja, przyzwolenie na małżeństwa homoseksualne itd.
Tacy jak ja, którzy praktycznie mogą zorganizować sobie te kilkaset esemesów, pozostaną poza grą. Bo tu zwycięzca jest jeden i jedna nagroda. Więc o cóż mam walczyć? Namawiać Was do tego, byście jednak głosowali, by mój blog zakończył turniej na wyższej pozycji niż moje znajome z sieci? Te, które piszą literaturę?
Jeśli one chcą być wyżej, to ja też chcę, żeby tak było. Kiedy im to da satysfakcję, że wygrały ze mną, to mi też da.
W zasadzie wypadałoby mi napisać: Nie głosujcie na mnie, zagłosujcie na nie.
Problem w tym, że jeśli dla nich ta pozycja ma znaczenie, jeśli przez to czują się, że ich literatura jest większa, lepsza i piękniejsza, to zrobię im krzywdę. Bo jak wiadomo pisarki to wrażliwe kobiety.
Gdyby tak teoretycznie któraś nawet wygrała, to pojawiłyby się fale krytyki, masy lanserów na ich blogach, spamerów. Ich blogi zatraciłyby ten literacki wymiar, pewnie zaczęłyby filtrować komentarze. No i cała ich twórczość poszłaby na tapetę i została wyśmiana. Choćby przez tych, którzy przegrali, na przykład politykierów.
Nie powiem też byście na mnie nie głosowali, bo przecież to zabawa, która służy dobremu celowi. Więc, nieco obłudnie, napiszę: Głosujcie! Na kogokolwiek, byle dużo i często! Złoty dwadzieścia dwa dupy nie ma, a może coś tam przestawicie?
Tu -zaś sam, jeśli chodzi o ten blog – nikogo zachęcał nie będę, ani namawiał. Owszem, prywatnie, przy okazji powiem paru znajomym by zagłosowali.
W ubiegłym roku prosiłem, potem przychodzili do mnie i pisali: głosowaliśmy na twój blog, a ty go olałeś? Straciliśmy pieniądze na esemesy na twój blog o kulturze, a ty tu rzucasz mięsem?
W tej chwili jestem w komfortowej sytuacji i mam w dupie Wasze SMS. Politykierów nie prześcignę, ergo: laptopa nie wygram. Róbcie co chcecie. Jeśli ktoś czuje wewnętrzną potrzebę i chce zagłosować na mój blog, niech głosuje. Ja dziękował mu nie będę. Niczym nikomu się nie odwdzięczę.
Głosowanie trwa do 9 lutego, do godziny 12.00.
Myślę, że w przyszłym roku Onet zmodyfikuje nieco zasady, bo widać, że się starają, a pewne sprawy wychodzą dopiero w praniu. No ale w tym roku prać się mogą tylko nieliczni. A szkoda. Bo ja uwielbiam się prać.
proces7
Róże i zaraza
W polityce nie ma miłości. Jeśli ona już tam jest, to wcale nie jest romantycznie, nie jest nawet grzesznie i poza przyzwoleniem społecznym. Miłości w polityce nie są zbrukane, bo i owszem, pojawiają się nieznośne plotki, ale te skandale mają zupełnie inny wymiar niż pośród znanych ludzi rozrywki. Tam też ta miłość sprowadzona jest do parteru: do ciała, seksu i pieniędzy, ale nie ma tego tragizmu, wzruszeń, dramatycznych wydarzeń, które mogłyby poruszyć serca. Komentatorzy polityczni od razu doszukują się odniesień do jakichś konfliktów globalnych. Wiążą te uczucia z budżetem, polityką zagraniczną, walką o stołki. I to wcale jest nieczułe i nawet nieerotyczne. Totalnie nieliryczne.
I właśnie dlatego polityka mnie nie zajmuje. Rozumiem ludzi, którzy sądzą, że pisząc, komentując, poszukując spisków i walcząc o władzę, mogą uważać, że coś zmienią. A tak naprawdę, to brakuje im miłości, a pasja polityczna jest jej nikczemnym substytutem.
W przekonaniu tym utwierdziły mnie ostatnie, rzekome afery związane z konkursem Blog Roku.
Jak zawsze, najbardziej zaciekłe walki toczyły się na froncie dyskusji politycznych. Mniejsza z tym, że ja tego nie pojmuję, bo przecież jeśli blog wygra kategorię ‘”Polityka”, nie będzie to oznaczać, że wygrał wybory, że jego racja jest najbloguśniejsza. Ilość komentujących, wizytujących stronę polityka nijak nie jest skorelowana z poparciem dla niego w wyborach, zaryzykowałbym nawet tezę, że taka medialna internetowa popularność jest ujemnie skorelowana z ewentualną wysokością politycznego stołka.
W konkursie chodziło o to, że Joanna Senyszyn była adorowana przez Janusza Korwina Mikke. Oczywiście dla kogoś, kto nie ma w sobie za grosz romantyzmu i nigdy nie kochał, ani kochany nie był, cała sprawa wygląda na przekręt i aferę. Ale to nie tak.
Korwin Mikke zachęcał swoich fanów by głosowali na blogi “prawicowe” (bezalkoholowe;)), żeby nikt a nikt z lewicy do finałów się nie przecisnął. A strateg z niego niezgorszy, więc wiedział, że dzięki takiemu zabiegowi, wprowadzi do finałów jedyną kobietę, którą przewrotnie nazwał Czerwonym Cierniem. I śmiem twierdzić, że Joanna to niespełniona miłość Janusza. On, odrzucony z czerwonych salonów, walczy jak lew z komuchami, a tak naprawdę poszukuje atencji Profesoressy. Bo przecież socjalizmu nie wytrzebi z urzędów i umysłów, a być może któregoś dnia wyląduje w ramionach Joanny, która za kilka dni, bo 1 lutego, kończy sześćdziesiąt lat.
Młodzi będą się śmiać, ale ci, którzy czytali książkę – bądź widzieli film nakręcony na jej podstawie – “Miłość w czasach zarazy” (El amor en los tiempos del cólera) mogą spojrzeć na rzecz z zupełnie innej perspektywy. W tytułowej cholerze ujrzą czerwonkę, z którą walczy Janusz, a w cierniu, którym niby dla Janusza jest Joanna, dojrzą odniesienie do ciernistych dróg, przez które wiedzie trudna miłość. Ptaki ciernistych krzewów, per aspera ad astra itd.
Bo czyż Janusz nie przypomina Wam brzydkiego i smutnego, acz uroczego, nieudacznika Florentina Arizy, a Joanna wyrachowanej Ferminy Dazy?
Ja sądzę, że Janusz właśnie cały wypełniony jest – jak Florentino – miłością. Blog to tylko przykrywka, a tak naprawdę, skrycie to on pisze wiersze dla Joanny. O ptakach, kwiatach i różach, stąd te ciernie. I ona motywuje ten jego przewrotny poemat.
Bo przecież polityka – tak jak i pieniądze – nie jest celem, a tylko środkiem do osiągnięcia władzy, a ta z kolei ersatzem miłości. I Janusz cierpliwie czeka na swe spełnienie. Dziś zostawił tę swoją miłość, ten czerwony kwiat w otoczeniu wilków prawicy, bo chciał ją zobaczyć wyraźnie. Jak Florentino, który przemierzał setki kilometrów w czasach zarazy i pozostał wierny swej ukochanej. Te 622 kochanki, to był szczegół. Wielki statystyczny, nieistotny dodatek do prawdziwego uczucia.
Bo tak naprawdę w życiu liczy się tylko miłość, ona nas prowokuje, uświęca i uszlachetnia. I drogi są do niej cierniste. Ale ufam w to, że kiedyś Joanna i Janusz popłyną rzeką w górę i dół i spełni się to, czego najbardziej pragną. Jak kiedyś spełniło się dla Ferminy i Florentino. Będą pływać po rzece “przez całe życie”. Bo po wielu latach samotności, na przykład stu, po zarazach, po śmierciach patriarchów w ich jesieni, przychodzi czas na miłość, która trwa całe życie i którą jesteśmy wypełnieni. Nieświadomi tego faktu. Przez całe życie.
proces7
Medialny format człowieka
Dawno temu w Peerelu było mniej więcej wiadomo co i jak. Kiedy sobie znani robią jaja, a kiedy są poważni. Przy czym tych znanych i popularnych ludzi za – świętej pamięci – komuny było jakby mniej. Bo ta celebrytość była reglamentowana, jak wiele innych produktów, nie tylko luksusowych. Czytaj resztę wpisu »