Archiwum kategorii ‘Instrukcje’
Plusy, włoski i Włochy
Rzadko zwracam uwagę na jakiekolwiek reklamy, szczególnie te telewizyjne, po prostu niewiele telewizji w mym życiu.
Ale na tę reklamę zwróciłem uwagę. Podobne zresztą skojarzenie miała moja internetowa znajoma. Która notabene mi ów film poleciła. Za co moja wdzięczność będzie ją ścigać do końca jej dni. Lub moich.
Pewnie świadomie, twórcy owej reklamy, nawiązali klimatem i formą do filmu “Malena” z Monicą Bellucci w tytułowej roli. Obraz Giuseppe Tornatore sprzed dziewięciu lat nie jest jakimś powalająco – wzruszającym romansem, dramatem też nie jest. Bynajmniej w sensie hollywoodzko – serialowym. Nostalgiczny, w swym niezwykłym, sycylijskim klimacie. No ale o samym filmie możecie poczytać. Cierpliwi mogą obejrzeć, jeśli tego nie uczynili. Bo “Maleną” się delektuje, prawie dwie godziny, ale nie podnieca czy wzrusza. Jeśli nawet ten obraz porusza, czyni to permanentnie, bez flar i kołowrotów.
Przy czym, jeśli potraktować Włochów jako europejskich indywidualistów, gdzie stosunkowo kiepsko przyjmują się masowe marki, to – jak podejrzewam – nie wybraliby największej, masowej sieci telefonii komórkowej. No, ale reklama ma swoje prawa. Aha, o tym, że nie lubię słów: trailer oraz spot, chyba już Wam gdzieś pisałem, prawda?
Zwróciłem też szczególną uwagę na jedną rzecz. I to było, przyznaję, zasadniczą inspiracją dla napisania tej notatki. Mianowicie, w ostatniej sekwencji reklamy Plusa, kobieta podnosi ramię i widać, że ma dość obfite włosy pod pachami. Co dziś stanowi rzadkość u kobiet. Dziś już nawet faceci się tam często depilują. Ja niestety nie, mam tam wilgotną, tropikalną dżunglę. Być może to przebiegłość twórców spotu, bo – z tego co mi wiadomo – tylko my Polacy i Węgrzy, nie nazywamy Włoch Italią. Lub płynącą z tego słowa, podobną nazwą. Zresztą Włosi w rewanżu określają niemiecki oraz Niemców mianem tedesco.
Włochy, Włosi bierze się pewnie z tego, że mieszkańcy Italii, którzy przybyli wraz z Boną Sforzą, tą która poślubiła Zygmunta, co był stary i miał dzwon, byli jakoś bardziej owłosieni niż Polacy. Choć ja nie wiem czy wówczas ktokolwiek się depilował. Na bank nie pod pachami, co dla dzisiejszych kobiet jest standardową czynnością higieniczną.
Bywałem często w Vigevano, w Lombardii. Tam urodziła się Bona Jeśli wierzyć mieszkańcom tego miasta, to powstał tam, pierwszy po drugiej wojnie światowej, burdel. Pod Vigevano uprawia się także ryż. Owszem, jest tam sporo wilgoci, stąd zimy oraz lata są parszywe. Nie sądzę by lombardzki ryż był tańszy od tajskiego. No ale mamy przecież Unię, która dba o to by dofinansowywać rolnictwo.
Prawdopodobnie te włosy rosną, niczym mech, od wilgoci. Ale Sycylia jest przecież raczej sucha. I dlatego Sycylijczykom chce się często pić, nawet w czasach prohibicji w USA sprzedawali napoje spragnionym.
Może i dobrze, kobiety się mniej pocą, a szczególnie nad morzem, stąd takie włoski Włoszki, mogą być nawet całkiem seksowne. To ich plus dodatni.
proces7
Nie klikam w reklamy na blogach
A pojawiło się tego sporo, niczym grzybów po deszczu. Cena będzie spadać, a i sporo robaczywych też się trafi.
Jeszcze nie tak dawno, kiedy blogopisanie pochłaniało mnie w znacznym stopniu, zastanawiałem się – pewnie inni blogopisacze też to czynią – jak pisać. Czy robić to regularnie bez względu na to czy mam coś do opowiedzenia? Używać chodliwych i miłych wyszukiwarkom fraz by pozyskać wysoką pozycję, która dawałaby złudną satysfakcję, że jestem chętnie czytany? Przyjemność iluzoryczna, ale jednak miłe uczucie. Choć już dziś dla mnie to obojętne. Czytaj resztę wpisu »
Zmierzch blogoprzestrzeni
Nie będę pisał o tym jako to nie chce mi się pisać bloga. To mijałoby się z celem. Generalnie mam to w dupie, że chcecie sobie pogadać i wpisujecie głupawe komentarze pod moimi bezsensownymi notkami.
Mój przyjaciel kiedyś mówił mi, że mam dużą bezwładność. Że ciężko mnie wprowadzić w ruch, ale i też ciężko zatrzymać. Na jakieś wspólne urlopy przyjeżdżam ostatni, ale nigdy nie mogę się zebrać by wyjechać. To samo dotyczy imprez, seksu, uczuć itd., itp. Kiedyś intensywnie, bardzo intensywnie pisałem czaty, fora, dziś nie ma po tym śladu, nawet nie zerkam na czaty czy fora gazetowe. Z drugiej strony takie jakieś miejsce, w sieci, jest – w znakomitej większości przypadków – jedyną formą zachowania kontaktu z pseudonimami, z którymi zetknąłem się jako proces7 w swym wirtualnym życiu. Chodzi tu o takich co ich znam z wirtualnego widzenia, a takich kapitalna większość. Zagadaliśmy kiedyś i gdzieś do siebie w komentarzach, na czatach bądź forach. Czytaj resztę wpisu »
Cyberseks
Kiedyś, dawno temu, oglądałem w niemieckiej telewizji program o pilotach myśliwców. Było tam kilka historii o latających chłopakach, ich życiu. Jednak te samoloty robiły nieco huku, chroniąc bezpieczeństwa Republiki Federalnej. Więc obywatele protestowali. Generalnie wywalczyli to, że samoloty te latały rzadziej nocą i na wyższych pułapach. Osiągnięto kompromis i punkt równowagi pomiędzy skutecznością obrony powietrznej kraju, a spokojem mieszkańców niemieckich miast. Czytaj resztę wpisu »
Siemaneczko Świrki!
No i jestem, wróciłem na łono blogosfery. Wiem, że wielu z Was było zaniepokojonych. Tu, z tego miejsca chciałbym podziękować wszystkim moim wirtualnym kumpelom i kumplom. To było fajne uczucie mieć Was w wirtualnym pobliżu. Choć sami wiecie, jak to jest z tym pobliżem, trudno tu mówić o jakimś pobliżu w ogóle. Czytaj resztę wpisu »
Tomorrow belongs to me
Nawet nie bardzo chce mi się odnosić do sekwencji cytowanych przez Dział Prawny Agory, które miałyby uzasadnić skasowanie mojego bloga Cyc. Są to zdania wyciągnięte spośród dziesiątek tysięcy komentarzy, które się tam pojawiły. Niektóre konteksty pamiętam. Idzie rzecz jasna o listę przestępstw popełnionych przeze mnie, które podano mi w uzasadnieniu skasowania mojego bloga, a które zacytowałem w notce poniżej. Czytaj resztę wpisu »
Nasza Klasa na Blox.pl
Nieważne kto ma rację, ważne kto ma restaurację. Pewnie wielu z Was spotkało się z tym powiedzeniem, a kto się nie spotkał, odczuł to na sobie. Na pewno niejednokrotnie. I albo mu to przeszkadzało, albo nie. Czytaj resztę wpisu »
Teleecha Turnieju Blogowego
Miałem napisać, jeszcze przed konkursem Onet.pl taki mały poradnik: jak pozyskać esemesy na swój blog w Konkursie na Blog Roku 2008. Ale nie napisałem i zrobiłem błąd. Dla tej gry potrzebna jest stosowna taktyka, bo jednak zawsze to złotówka netto.
Nie to co w konkursie Wiadomości24, tam można głosować mailem. Ile masz maili – tyle masz głosów. A poczta jest w wielu serwisach darmowa. Więc wystarczy wyprodukować stosowną ilość kont pocztowych i oddać na siebie głosy. Wyklikać sobie odpowiednią, premiowaną pozycję.
Jeśli ktoś z Was wierzy, że można było dostać więcej niż kilkanaście SMS i zakwalifikować się do ocenianej grupy blogów w konkursie Onetu bez dodatkowych “machlojek” – jest głąbem. Ktoś kto ma paru znajomych czytelników, komentatorów, a nigdy, nawet przypadkiem, błądząc po sieci, nie wstrzeliliście się w jego blog, nie dostanie więcej niż parę esemesów. Nie wierzcie w cudowność i wyjątkowość blogów, które nagle się objawiły, bo ludzie je kochają i podziwiają. Głosy trzeba sobie wyrąbać siekierą. Ale ciągle się waham czy opowiadać o tym jak to zrobić. Czytaj resztę wpisu »
Jajecznica à la Agora

Ralph Orlowski/Getty Images
Dziś wielką hossę przeżywają blogi kulinarne, to i ja dorzucę swoje jajeczko na patelnię.
Kiedy pisałem na jednym z blogów, prowadzonych przez pracownika Agory, że firma z Czerskiej jest radziecka, właściciel mnie zabanował. Gdy wspomniałem o bezsensowności szału zakupowego i bezcelowości utrzymywania i tworzenia niektórych serwisów, skasowali mi blog. Napisali, że złamałem prawo i dali do Działu Prawnego Agory. Blog tkwi już tam od pięciu miesięcy. Tkwi, a jaja na bekonie stygną.
Wcześniej pisałem o tym jak to Redaktorzy Internetu Gazety buszują po Blipie i Wykopie, w czasie gdy gazetową pocztę zalewa spam, a serwery padają.
Wszędzie w sieci ich było pełno, poruszali się po niej jak rasowi trolle, choć przecież tam kilka etatów “tępicieli trolli”. Bo to ci sami byli.
Teraz protestują, bo Zarząd Agory, w ramach oszczędności nie da im ciepłych jaj. Pewnie wyszedł z założenia, że mają swoje. Prawdę mówiąc, to mógłbym tam wymienić paru ludzi, którzy nawet do hodowli kur się nie nadają. Niektóre redaktorki mogłyby se cycki co najwyżej usmażyć.

Jeszcze nie tak dawno bluzgali na Kaczki, a może przyjdzie im kacze jaja z patelni wylizywać, w ramach oszczędności rzecz jasna.
Dziennik donosi, że firma z Czerskiej ma zamiar zwolnić 300 osób.
Dziennik odczuwa coś na kształt Schadenfreude, ale: nie śmiej się Dzienniczku z cudzego wypadku. Przyjdzie i na ciebie kryska.
Wspominałem o tym wielokrotnie, że Agora ma nadto rozhulane koszty. Jest zbyt zbiurokratyzowana, a taki moloch jest mało elastyczny. O schrzanionym akcjonariacie i o tym, że nie grozi im nawet wrogie przejęcie, czy o bezczelności i bucie niektórych pracowników, nie będę dziś pisał.
Takie konglomeraty, holdingi są dobre w czasach hossy i prosperity, bo ułatwiają walkę z konkurencją. Spasione pieniędzmi wielkie koncerny kupują co się da, inwestują. W gorszych czasach łatwiej przeżyć mniejszym. Niektórzy zapewne pamiętają internetowy krach z 2000 roku, nie takie molochy wtedy upadały.
Oczywiście nie życzę im źle, ale kto ich kupi? Kto ma tyle pieniędzy. A jak nawet ma, to wytnie tam wszystko w pień, bo będzie chciał zarobić. Zmiażdży koszty i wywali jeszcze więcej ludzi.
Wojtek Orliński, zanim mnie zabanował za tę agorową radzieckość, zapytał mnie co miałem na myśli używając tego określenia dla Agory. Więc wyjaśnię. Bo tam przez bana szansy nie dostałem. Człowiek radziecki to jest taki co sam nie ma a “komu niszczy”.
Otóż, powiedzmy, że dzięki temu, że jaj nie będzie, zyska się kilka miejsc pracy. Ale oni wolą jaja i zwolnienia. Więc nie będzie ani jaj, ani dodatkowych miejsc pracy. I to jest ta radziecka mentalność. Totalny brak kooperacji z korporacją. W małej firmie, z ludzkim wymiarem, wyszedłby prezes, powiedziałby i ludzie by zrozumieli.
Pracownicy podpisują petycje, bo nie ma jaj. Niech jedzą kawior albo krewetki, skoro nie ma jajek!
Może Adam Michnik przypomniałby im co to “solidarność”? Wyszedłby tam gdzieś na agorową mównicę i powiedział: nie ma jajek, jak Bonaparte mówił do ludu o chlebie.
Tak przy okazji, gdyby zasiedli przy jakiejś okrągłej patelni z jajecznicą, to czy Redaktor siedziałby w tym samym miejscu, co dwadzieścia lat temu, czy raczej po drugiej stronie Spiegeleier?
Fakt, że pracownicy Gazety wybitnie nudzą się w pracy. Ale powiedzmy sobie szczerze, oni uzależnili pracodawcę od siebie i jeśli będą zwolnienia, serwisy społecznościowe, którymi jesteśmy zainteresowani, mogą na tym ucierpieć. Weźmy taki Blox.pl. Ja jestem gotów się poświęcić i przeżyć te ciężkie lata bez tych, którzy blogi kasują. A co mi tam! Niech stracę!
Bez tych, którzy codziennie w trudzie i mozole dobierają blogi do Syndykatu i na główną stronę portalu też przeżyję. Poświęcę się!
Gdyby byli dla mnie milsi, to ja tu mam całe stada kur. To i jaj bym im nasmażył. Są tu jakieś chętne z czystymi patelniami? Na bekonie, na masełku. A jeśli Redaktorzy Internetu i ci ich wszyscy Project Managerowie bez tych ciepłych posiłków z wkładką nie będą mieć siły do pracy w: plotkach, groszkach i motylkach, to ja pociągnę za nich, za darmo. Bez jaj. Czy Cudowne Kurki Moje (CKM) mi pomogą? Pomożecie?
proces7
Etap Ostatni Turnieju – EOT
Wracając do kwestii konkursowych, chciałbym napisać, że trwa trzeci etap głosowania. Konkretnie to jest tak, że wszystkie dziewięćdziesiąt blogów, które zakwalifikowały się do oceny jurorów, walczą o nagrodę Bloga Blogerów. Dziewięćdziesiąt, bo kategorii jest wprawdzie dziesięć, ale dla zawodników z kategorii “Teen” wyodrębniono specjalny dział Blog Teen Blogerów i tam dziesięć blogów walczy o tytuł i nagrodę. Taką samą jak w kategorii “dla dorosłych”, czyli laptopa.
O ile w ubiegłym roku na blogi, zwycięzców poszczególnych kategorii głosowali sami Internauci, w tym roku to zmieniono, dając Jury większe uprawnienia. Rozwiązanie jak każde ma swoje wady. Obstawiam, ze w tym roku organizatorzy dostaną w sumie mniej esemesów niż w ubiegłym. Tych przeznaczonych na cel charytatywny. Dlaczego?
W ubiegłym roku wygrałem głosowanie Internautów, a tym samym kategorię Kultura, uzyskując 700 głosów w trzecim etapie. I ten wynik osiągnąć było mi naprawdę trudno.

Dziś już widzę, że blog profesor Joanny Senyszyn przekroczył liczbę 1001 głosów. Joanna z tysiąca i jeden esemesów. Albo: Anna tysiąca esemesów. Tylko tę ostatnią niestety ścięto. Przypomnę, że w poprzednim etapie “blog” Stanisława Michalkiewicza osiągnął wynik w postaci 1988 esemesów. To rok zrodzenia się idei okrągłego stołu. I to był rekord drugiej tury. Pani Profesor zaś ma jutro 60 – te urodziny!
Napisałem w cudzysłowie “blog” przy Redaktorze, bowiem nie sądzę, że pan Michalkiewicz w ogóle wie co to blog. A że takowy pisze, dowiedział się najpewniej dopiero niedawno. Nie będę tu dyskutował na temat co blogiem jest, a co nie. Tu każdy ma swoją opinię.
Poglądy Michalkiewicza są mi bliższe niż myśli pani Joanny, jednak pojęcie “bloguje”, pasuje do niej bardziej. Michalkiewicz pisze lepiej, sprawniej, dowcipniej, ale to jego felietony z innych pism po prostu. Żaden tam blog. Choć, jak sądzę, ukochana Korwina Mikke – Profesoressa – też nie wchodzi u siebie w żadne interakcje z komentującymi. A tak wedle mnie winien wyglądać blog. Aktor musi współgrać z widzem. Muszą się uzupełniać i czuć ten sam rytm.
Myślę, że w przyszłym roku Onet to zmieni, choćby po to, by mógł się pochwalić większym dochodem z SMS przeznaczonym na pożyteczne sprawy.
Sam nawet nie namawiam do głosowania na mnie, ani na nikogo innego, choć widzę tam na pierwszej stronie, w pierwszej dwudziestce, dwa znajome blogi. Przy czym są to blogi z tych literackich, bezalkoholowych. A jak wiadomo, w literaturze ważne są te promile twórczości i kreatywności zawarte w krwi twórcy.
Dlaczego takie głosowanie nie jest dobre?
Wiadomo było, że Polityka zdominuje grę w tej części konkursu. W ferworze walki pani Joanna i pan Stanisław dojdą do paru tysięcy głosów, co dla normalnego, przeciętnego blogopisacza jest wynikiem nie do osiągnięcia. Więc, nawet takich jak ja, zadziornych graczy, od razu to zniechęci. Bo nagroda jest tylko jedna. Sądzę, ze Onet lepiej by zrobił, gdyby wyznaczył, nawet nieco mniejsze nagrody, ale dla każdej kategorii, tak jak wydzielił kategorię “Teen”. Wtedy byłoby więcej walki i więcej esemesów. Czyli Blog Roku w każdej kategorii, tak jak teraz, wyznaczony przez jurorów, plus Blog Blogerów w każdej kategorii.
Pomijam już fakt, że w walce pani Profesor i pana redaktora Michalkiewicza nie będzie wcale chodziło o jakość bloga, a o to, która racja jest najichniejsza i najsłuszniejsza politycznie.
No dobra, jeśli głosujemy esemesami, to wiadomo, że wygrywają ci, którzy mają najwięcej sympatyków, pieniędzy na karty czy rzeczywiście piszą lubiany blog.
Jednakże w tej grze będzie chodziło w końcowej fazie o to czy lewica postkomunistyczna ma rację, czy raczej UPR. I nie ma znaczenia, że każda z tych partii jest już dziś coraz bardziej kanapowa.
Internauci nie będą głosować na blogi, a na to czy powinna być kara śmierci, legalna aborcja, przyzwolenie na małżeństwa homoseksualne itd.
Tacy jak ja, którzy praktycznie mogą zorganizować sobie te kilkaset esemesów, pozostaną poza grą. Bo tu zwycięzca jest jeden i jedna nagroda. Więc o cóż mam walczyć? Namawiać Was do tego, byście jednak głosowali, by mój blog zakończył turniej na wyższej pozycji niż moje znajome z sieci? Te, które piszą literaturę?
Jeśli one chcą być wyżej, to ja też chcę, żeby tak było. Kiedy im to da satysfakcję, że wygrały ze mną, to mi też da.
W zasadzie wypadałoby mi napisać: Nie głosujcie na mnie, zagłosujcie na nie.
Problem w tym, że jeśli dla nich ta pozycja ma znaczenie, jeśli przez to czują się, że ich literatura jest większa, lepsza i piękniejsza, to zrobię im krzywdę. Bo jak wiadomo pisarki to wrażliwe kobiety.
Gdyby tak teoretycznie któraś nawet wygrała, to pojawiłyby się fale krytyki, masy lanserów na ich blogach, spamerów. Ich blogi zatraciłyby ten literacki wymiar, pewnie zaczęłyby filtrować komentarze. No i cała ich twórczość poszłaby na tapetę i została wyśmiana. Choćby przez tych, którzy przegrali, na przykład politykierów.
Nie powiem też byście na mnie nie głosowali, bo przecież to zabawa, która służy dobremu celowi. Więc, nieco obłudnie, napiszę: Głosujcie! Na kogokolwiek, byle dużo i często! Złoty dwadzieścia dwa dupy nie ma, a może coś tam przestawicie?
Tu -zaś sam, jeśli chodzi o ten blog – nikogo zachęcał nie będę, ani namawiał. Owszem, prywatnie, przy okazji powiem paru znajomym by zagłosowali.
W ubiegłym roku prosiłem, potem przychodzili do mnie i pisali: głosowaliśmy na twój blog, a ty go olałeś? Straciliśmy pieniądze na esemesy na twój blog o kulturze, a ty tu rzucasz mięsem?
W tej chwili jestem w komfortowej sytuacji i mam w dupie Wasze SMS. Politykierów nie prześcignę, ergo: laptopa nie wygram. Róbcie co chcecie. Jeśli ktoś czuje wewnętrzną potrzebę i chce zagłosować na mój blog, niech głosuje. Ja dziękował mu nie będę. Niczym nikomu się nie odwdzięczę.
Głosowanie trwa do 9 lutego, do godziny 12.00.
Myślę, że w przyszłym roku Onet zmodyfikuje nieco zasady, bo widać, że się starają, a pewne sprawy wychodzą dopiero w praniu. No ale w tym roku prać się mogą tylko nieliczni. A szkoda. Bo ja uwielbiam się prać.
proces7
Konkurs i pożyteczni idioci
Pewnie niektórzy zauważyli, że nie robię tu żadnych kampanii reklamowych, nie nakłaniam nikogo do głosowania esemesem. Nie czynię tego nie tylko dlatego, że mam nieco doświadczenia w tej esemesowej grze i z moich obserwacji wynika, że jest to absolutnie nieskuteczne. Wstawiłem tylko informację, że gram i tyle.
Zauważyłem, że niektórzy blogopisacze, biorący udział w Turnieju Blogowym, zachęcają, pod każdą notką powielają numer, na który należy głosować. Polecają ich też znajomi blogowicze. Nikt nie będzie sięgał po telefon by nagrodzić tekst, który mu się spodobał, skoro może go czytać za darmo. Jeśli przed kioskiem postawicie puszkę na datki, zamiast kioskarki inkasującej pieniądze za prasę, gwarantuję Wam, że poniesiecie sromotne straty na takim kolportażu. Czytaj resztę wpisu »
Gra w kulki
Najpierw chodzi o to, żeby jak najwięcej tych kulek uzbierać. Im więcej masz kulek, tym lepszy masz blog.
Proces i Blog Roku
Sporo ludzi zagląda na mój blog Qui penis aquam turbat w związku ze zbliżającym się Konkursem Blog Roku 2008 organizowanym przez Onet.pl.
Nie bardzo jestem przekonany do startowania w tym konkursie. Wiem już na czym to polega, wygrałem swoją kategorię, no i nie wchodzi się dwa razy do tej samej blogosfery, która płynie jak rzeka szeroka i przez którą uśmiechamy się czasem do siebie.
W ubiegłym roku miałem plan, wiedziałem jak wygrać i po to startowałem. Żeby wygrać. Czytaj resztę wpisu »
Zapping
W moim Słowniku wyrazów obcych (PWN, Warszawa 2002) nie ma tego słowa, jest za to w internetowej wersji Słownika wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych Władysława Kopalińskiego:
zapping ang., rozrywka polegająca na bezustannym przerzucaniu się z kanału na kanał w odbiorze telewizji. Czytaj resztę wpisu »
Proces który wstrząsnął światem
Jeśli myślicie, że ja jestem jedynym znanym procesem świata, jesteście w błędzie. Znalazłem – moim zdaniem niezwykle ciekawą – stronę, w które profesor Douglas O. Linder z Wydziału Prawa Uniwersytetu Missouri – Kansas City (UMKC) przedstawił najsłynniejsze procesy historii