wirtualne impresje

proces7

Archiwum kategorii ‘Impresje Procesa

Rozluźnij krawat

z 13 komentarzami

Internet schlebia naszym: niecierpliwości, braku konsekwencji i silnej woli. Tu mamy wszystko od razu, na nic nie musimy czekać. A jeśli czymś czujemy się zniecierpliwieni, z miejsca znajdujemy alternatywne rozwiązanie. O dawne niekonsekwencje, przewinienia nie musimy się martwić, bo pamięć nasza zawiera się w sporej części w wyszukiwarkach, a te łaskawe są dla treści popularnych. W najgorszym razie zmieniamy pseudonim, komputer, jego adres i zaczynamy wszystko od nowa. Z carte blanche. Tak jak świadek koronny, który dostaje nową tożsamość.

bezpieczenstwo

Strach jest najgorszym doradcą. Jeśli zaczniecie się obawiać o to czy wasze słowo kogoś urazi, dotknie, jeśli pozwolicie sieciowym prawnikom – cwaniaczkom po wieczorowych kursach na uniwersytecie w Psiej Wólce dyktować warunki w blogoprzestrzeni, obudzicie się z ręką w nocniku. Dlatego trzeba stanowczo, acz z rozwagą, reagować na przemoc administracyjną. Bezpieczni będziecie, jeśli sami tak będziecie się czuć.
Wedle mnie, tworzenie grup dyskusyjnych, wspólnych blogów i forów, sprzyja swoistemu zacieśnianiu więzi. Wszak jest się wtedy długo z grupą i siłą rzeczy dochodzi do wymiany prywatnych i poufnych informacji o innych. I to w pewnym stopniu ogranicza i degeneruje takie forum. Dochodzi w nim do wymiany treści zaszyfrowanych, przeznaczonych jedynie dla jednej lub kilku osób. Konsekwencją tego zaś jest niezrozumienie przebiegu dyskusji przez innych, co z kolei blokuje pozostałych, będących nie na bieżąco albo tych całkiem niezorientowanych. Wtedy nadchodzi – często wspominana przeze mnie – faza plateau. Nikt nowy nie dojdzie do nas, nic ciekawego się już nie wydarzy, taka myśl nasuwa się posępnie.
Ważnym jest też inny aspekt: prawdy czy opinie ogólne, mogą być odbierane – w takich zamkniętych kręgach – jako sygnały personalne. Przykładowo napiszę: wszystkie kobiety w sieci są grube i mają brzydkie uzębienie. Jeśli poznałem którąś z kobiet, bliżej, czy to tylko via net czy realnie, może ona odebrać tę opinię ad personam. Że na podstawie jej przypadku, metodą indukcji logicznej, wysnułem ten wniosek. Jeśli ktoś jest przewrażliwiony na swoim punkcie, ma do mnie zaufanie, a ponadto uważa się za kogoś z kim moje kontakty są bogate, na nic zda się tłumaczenie, że to przypadek, żart czy prowokacja. Jeśli zatem zależy nam na utrzymywaniu tych kontaktów, na spójności i stabilności grupy dyskusyjnej, musimy zachować ostrożność. Choć grupa dyskusyjna to najpewniej przesadzone określenie. Chodzi bardziej o krąg towarzyski czy o towarzystwo z sieciowej kafejki. No i ta wspomniana przeze mnie powściągliwość może stać się uciążliwa. Będzie mnie zniechęcać, nakaże ważyć słowa do tego stopnia, bym nie był podejrzany choćby o niedyskrecję.

Innym, całkowicie różnym, aspektem jest element władzy. I tu napiszę o moich intencjach, motywach, które skłoniły mnie do rezygnacji z administrowania na blogu Poltergeistem666. Lubię tamtejsze towarzystwo, dobrze się tam czuję, ale uczucie przewagi nad innymi uczestnikami w dyskusji – z racji tego, że miałem tam pewną władzę – ciążyło mi. I nie ma tu znaczenia, że jako administratorzy nie stosowaliśmy żadnych sankcji wobec pozostałych komentatorów.
Wobec grupy, jeśli jestem jak tam w składzie redakcyjnym, czuję się również zobowiązany do wypełniania moich obowiązków. A ostatnio nie jestem nadto twórczy, stąd nie byłem w stanie wypełniać przynależnych mi obowiązków. Po cóż mam być w redakcji, skoro prawie wcale tam nie piszę. Moim zdaniem czymś takim zawodzę resztę, korzystam z przywilejów administratora, nie wypełniając jego obowiązków. Może i nawet pasożytuję na reszcie w pewien sposób.
Pewne znaczenie, z mojego punktu widzenia wcale niemałe, ma to, że dzięki paru aktywistom z Bloksa i Gazety.pl mam opinię sieciowego rynsztokowca i trolla. Tym samym mój kiepski wizerunek może szkodzić osobom kooperującym ze mną. Likwidacja Cyca, forum Zawróceni w Czacie, blokady znajdujących się w mej wirtualnej bliskości loginów na Wykopie, Blipie, obsrywanie ich tam. Uporczywe, drobnomieszczańskie i maglowe donosy Olsa i chwilowa blokada loginów związanych z Wprost na WordPressie. Przykłady mógłbym mnożyć, część moich żali jest tu wypłakana na tym blogu. A ja sobie chcę popłakać i nie mam ochoty bywać w towarzystwie, które popiera takową cenzurę i magiel konfidencki w wykonaniu gazetowych Kup z Blipa i Wykopu. Ale mam też świadomość, że wypisując swoje żale narażałem też Poltergeista na ewentualne sankcje, co było – w pewnym sensie – nie fair. Po doświadczeniach jakich doznałem, nie są to bezpodstawne obawy. Rozumiem, że dla innych nudne, schematyczne i wręcz durne.
Oczywiście na Polterze będę pisał, rozmawiał, ale już bez tej presji wypełniania przypisanej mi szpalty redakcyjnej. Zawsze chętnie tam pogadam, o ile będę miał coś do powiedzenia albo nastrój na komplementy czy połów leszcza.

Nigdy nie piszę o tym czy mam czas, czy też nie. Przecież to widać i czuć. Jeśli mniej się udzielam, mam mniej czasu albo ochoty na blogopisanie. To chyba proste, więc po cóż informować o tym czytających?

Takie przetasowania, zmiany, paradoksalnie dobrze świadczą o ludziach tworzących miejsca w sieci. Bo to sygnał, że mamy do czynienia z indywidualistami, ludźmi nieprzeciętnymi, stąd nieco kapryśnymi. Choć jak wiadomo, czytelnik woli stabilizację, przewidywalność i bezpieczeństwo. Takie, choćby krótkotrwałe, stworzenie ciekawej grupy jest sukcesem. A wielu z Was brało udział w takich przedsięwzięciach, w których i ja miałem zaszczyt uczestniczyć. Sam mam zwariowaną i spiskową teorię internetowych dziejów i sądzę, że co duże, popularne, a za tym opiniotwórcze, zagraża władzy i ta będzie się starać to udupić, skanalizować. Likwidowali mi czaty, fora i blogi nie dlatego, że były złe, wulgarne czy prowadziły działalność przestępczą, a z zazdrości, zawiści i w trosce o bezpieczeństwo i popyt na własne usługi administrujących. No, ale to są nudne teorie, na które mogę sobie pozwolić na własnym zadupiu, bez obaw, że kogoś narażę, urażę czy znudzę. Bo przecież na tym blogu ja jestem dla mnie najważniejszy.
Aha i zapomniałem o tytule, który jak wiadomo sugeruje, że klient w krawacie jest mniej awanturujący się, ale i przez to bardziej sztywny. Poluzowany krawat jest na pewno idealnym kompromisem.

proces7

Written by procesVII

październik 13, 2009 at 12:29 am

Galerianki z dworca Zoo i pianiści

z 16 komentarzami

Wbrew pozorom, sprawa Romana Polańskiego będzie mieć swe moralne, etyczne i – być może nawet – prawne następstwa. Przecież Lokator mógł iść w zaparte, zmienić zeznania, powiedzieć, że do niczego jednak wówczas nie doszło. Wielu polityków tak czyni. Idą w zaparte i już. Przykłady znacie. Skoro prezydentowi Billowi Clintonowi udało się wykluczyć seks oralny z relacji seksualnych w pełnym sensie, być może i seks analny będzie kiedyś w ten sposób zrelatywizowany. Wszakże taki rodzaj seksu nie grozi ciążą. No i kobieta nie traci dziewictwa podczas takiej penetracji. Zresztą – powiedzmy sobie szczerze – małolaty robią chłopakom loda i nie jest przez nich traktowane jako coś zobowiązującego. Ułatwieniem jest brak zagrożenia niechcianą ciążą i związany z tym brak potrzeby antykoncepcji. Przy innego rodzaju pieszczotach czy formach relacji seksualnych, kobieta pozostaje dziewicą. W zamierzchłych i wymarłych kulturach było to nawet wymagane od kobiety, cnotę traciła w noc poślubną. A każda inna forma zbliżenia – poza klasyczną – pozwalała jej owe dziewictwo zachować i nie musiała się przed mężem tłumaczyć.

Tak sobie myślę, że gdyby Polańskiego uniewinniono, wielu znanych artystów, polityków mogłoby dokonać tego typu coming outu. Przyznać się do takowych relacji z przeszłości. Przypomnijcie sobie, ci którzy jeszcze pamiętają i żyją, jak to w naszym dzieciństwie czy młodości homoseksualizm nie był społecznie akceptowany. Wiele bram towarzyskich pozostawało zamknięte dla gejów. Dlatego musieli się z tym ukrywać. Stopniowe oswajanie tematu, ujawnianie własnych upodobań seksualnych przez  znanych i sławnych ludzi, rozmiękczyło sprawę, oswoiło i ujarzmiło poglądy społeczne, i dziś, w wielu kręgach, bycie gejem jest nawet trendy czy tam jazzy. Ale na to trzeba było wielowiekowej ewolucji w naszym myśleniu.

Doskonale też pamiętam czasy, kiedy byłem w wieku ofiary gwałtu twórcy “Noża w wodzie”, no może ciut starszy, wiele rzeczy było dozwolonych, w zasadzie wszystko, co nie groziło ciążą. Kiedy byłem młody, a było to cholernie dawno, antykoncepcja nie była tak popularna jak dziś.
Ponadto, zbiegiem okoliczności dochodzi do całej tej – rozszerzonej już przecież – dyskusji niedawna prezentacja filmu “Galerianki” Katarzyny Rosłaniec. Cudo kinematografii to nie jest, ale otwiera pewien problem, który z pewnością spowoduje szereg dyskusji. Rozmów, przykładów, odwołań, które z pewnością zmienią, zmodyfikują, o ile nie zrewolucjonizują, nasze poglądy na tę kwestię. Na pewno rozszerzą perspektywę.
Przyznam, że temat dziewczyn z centrów handlowych jest dla mnie nowy, dowiedziałem się o nim z mediów. Być może dlatego, że nie bywam w galeriach, a jeśli już bywam, to tak marzę, żeby się stamtąd wydostać, że nie zwracam uwagi na kręcące się tam laski. Znam się świetnie na burdelach, jestem wybitnym ekspertem w sprawach prostytucji, co kiedyś wam niezbicie wykażę, ale o tym galeriańskim procederze do niedawna nie miałem zielonego pojęcia. Jest to oczywiście świetna reklama dla wszelakich centrów handlowych, bo nawet taki odporny na reklamę i nowoczesne trendy beton jak ja, odwiedzę parę galerii i być może zakupię nieco świecidełek i gadżetów. Skoro Polański mógł, a nawet go to zainspirowało do dalszej, wspaniałej notabene, twórczości, to i ja spróbuję.

O galeriankach dowiedziałem się relatywnie niedawno, ale oba przypadki, ten twórcy “Pianisty” jak i dziewczyn z galerii, pozostają dla mnie w ścisłym związku.
I od razu przywołują w pamięci, doskonały niemiecki film “Wir Kinder vom Bahnhof Zoo” (My dzieci z dworca Zoo, historia Christiane F). Film zrobił Ulrich Edel w 1981 na podstawie książki pod tym samym tytułem. A historię spisali dziennikarze “Sterna”, na podstawie zapisów magnetofonowych z Christiane F. (Christiane Vera Felscherinow).

My, dzieci z dworca Zoo

My, dzieci z dworca Zoo

Tam wprawdzie problem jest poważniejszy, bo dotyka kwestii prostytucji nieletnich narkomanów, którzy są zmuszeni przez nałóg do świadczenia usług seksualnych za pieniądze.

Dwa kadry z filmu “My, dzieci z dworca Zoo”

ChristianeF

Wir_Kinder_vom_Bahnhof_Zoo Film prawie tak stary jak grzech Polańskiego, ale naprawdę polecam, a szczególnie tym, którzy mają dzieci w nastoletnim wieku. Zdobądźcie dla swoich pociech ten film, a nie pożałujecie. Sami też przy okazji obejrzyjcie. Możliwe, że dzięki temu, wspomnianemu przeze mnie, obrazowi, unikniecie wielogodzinnych pogadanek moralizujących ze swoimi dziećmi, a będziecie mieć czas na szperanie w blogoprzestrzeni. Jakże cenny czas. Pewne sprawy wam się powiążą zespolą, odnajdziecie nowe konteksty.
Na pewno też zmienicie perspektywę w spojrzeniu na Galerianki oraz nieszczęsny przypadek (curious case) Romana Polańskiego.

proces7

Written by procesVII

październik 6, 2009 at 9:44 pm

Pięć franków, biały lokator i lolita

z 131 komentarzami

Ponoć istnieje tajny projekt, który przewiduje kasowanie blogasków, które nie zajęły stanowiska w sprawie Lokatora, aktualnego Le Locataire zuryskiego więzienia. Więzień ten, czekający na ewentualną ekstradycję do Stanów Zjednoczonych, dostaje dziennie pięć franków szwajcarskich kieszonkowego, plus ciuchy i żarcie, rzecz jasna.

Fünffranken

Za pięć franków można kupić paczkę fajek, takich poślednich, bo średnio kosztują 6.50 CHF. No ale w więzieniu to się pali byle co chyba.
Tak przy okazji, pięć franków, tyle że francuskich, miał bohater “Białego” z tryptyku “Trzy kolory”. Wprawdzie były to franki francuskie, ale akcja “Lokatora” rozgrywa się przecież w Paryżu, tak jak notabene fragment “Białego”. Białego jak śnieg, który ma oznaczać równość. Równość wobec prawa, w którą Krzysztof Kieślowski wątpi. Dziwne to jest, że Kieślowski tak we wszystko wątpił, nawet w istnienie Boga, a jego filmy są mimo to takie dobre.
Karol Karol – grany przez Zbigniewa Zamachowskiego – zużywa trzy franki na telefon (dokładnie 2.80 FRF) do – wtedy już – byłej żony. W pewnym sensie jest to seks telefon, ale przecież nie będę Wam opowiadał całego filmu.

Sprawę wszyscy znacie, ja zaś tylko spieszę z uzupełnieniem. Chcę wykazać, że jestem pełnoprawnym i zdyscyplinowanym członkiem blogoprzestrzeni, więc wspomnę o tym nożu w wodzie czy zębie ukrytym w ścianie.
Kto pamięta “Lokatora”, wie, że bohater Trelkovsky, grany przez Polańskiego, skacze dwa razy, tak jak listonosz pukał dwa razy, a z oboma sprawami związana jest poniekąd osoba Jacka Nicholsona z “Chinatown”. Polański pukał chyba tylko raz i to ponoć od tyłu.

Anagramy i zagadki były zaś specjalnością pisarza i szachisty Vladimira Nabokova. Tego samego specjalisty od literatury, szachów i nimfetek, który podsunął pomysł Adrianowi Lyne, a wcześniej Stanleyowi Kubrickowi. I – niestety – Romanowi Polańskiemu. Gdyby w owym czasie, te trzydzieści lat temu z hakiem, Polański nakręcił film o tym, co naprawdę był uczynił nie czyniąc tego zarazem, wówczas idę o każdy zakład, że dostałby Oscara. Bo jest wielki.
Brnę sobie po tych wariacjach nie na temat i nieścisłościach, bo ja nie zajmę żadnego stanowiska w kwestii Romana Polańskiego. Sądzę, że zajmowanie stanowiska, nawet przez przyjaciół wielkiego reżysera, tylko mu szkodzi. Wiadomo: nagonka na pedofilów i – idąca za tym – chęć pokazania nieuchronności i powagi kary, zmusi sądy do surowości. Szwajcarzy mają z Amerykanami na pieńku przez te całe tajne konta i żydowskie pieniądze, więc będzie to dla nich medialna szansa dla rehabilitacji. Wprawdzie sądy są niezawisłe, ale, że zacytuję fragment z ‘Białego’: widzę światełko w tunelu. Współżycie z nieletnimi jest karalne też w Szwajcarii, więc potrzeby ekstradycji nie ma. Proces może odbyć się u Helwetów.
Hipokrytą nie będę i powiem szczerze, że wykorzystanej wiele lat temu dziewczynki wcale mi nie żal, a i bardzo się cieszę, że Polański nie spędził wówczas kawału życia w jakimś więzieniu, tylko zrobił doskonałe filmy, którymi mogłem się delektować. Raduję się, że umknął amerykańskiemu wymiarowi sprawiedliwości i życzyłbym mu by nadal umykał.
Przy okazji chciałbym wam napisać, że to co zrobił reżyser, nie ma nic wspólnego z pedofilią. Pedofilia nie jest karalna, tak posiadanie penisa nie jest gwałtem. Nie każdy pedofil jest przestępcą i nie każdy uprawiający seks z nieletnią jest pedofilem. Więc nie czytajcie głąbów, którzy piszą o tym w ten sposób. Oni nie rozróżniają pojęć: warunek konieczny i wystarczający.

Media sugerują, że reżyser jest już stary i miał pecha, że szwajcarska policja złapała go przed śmiercią. Ale bohater “Lokatora”, kiedy okazało się, że pierwszy skok z okna przeżył, wczołguje się po raz drugi do swojego mieszkania i skacze drugi raz. Nie, nie chcę tu wyrażać absolutnie żadnej opinii. Że Roman Polański swoje przeszedł w życiu i ten fragment po dokonaniu przestępstwa, a może nawet zbrodni, za którą niektórzy chcieliby go wykastrować chemicznie, to właśnie takie wczołgiwanie się po raz wtóry by się unicestwić.
Osobiście sądzę, że proces i surowy wyrok dla Romana Polańskiego jest na rękę politykom walczącym o swoje elektoraty, stąd obstawiam, że będzie z nim źle.
Swoją drogą to dziwne, że ten nóż z wody, ten ząb ze ściany (to była jedynka) wyjęto teraz… Nie wierzę w to, że wcześniej, przez ponad trzydzieści lat nie było sprzyjających okoliczności ku temu. W sumie polskie służby specjalne mogły go przechwycić u nas w kraju i wytargować za niego jakąś tarczę albo zniesienie wiz do USA. Cokolwiek by wleźć Jankesom w dupę. Tyle, że tym dorosłym, legalnie.

Tak właśnie wygląda przestrzeń blogowa, piszący komentują dane wydarzenie. W zasadzie piszą o tym samym, tak samo, korzystają z podobnych źródeł i toczy się gra: kogo wyszukiwarki polubią. Zupełnie nieistotnym jest co i jak i czy odniosę się do kwestii Lokatora. Ważne jest to, ilu ludzi tu zerknie. I rację mają ci, którzy mają więcej fanów albo czytelników. Więc co tu mówić o blanc égalité w opiniach. A sędziowie i politycy są przecież też ludźmi, takimi jak my. Kieślowski miał rację w “Białym”, równość wobec prawa w demokracji to mrzonka. I ja tu nie wyrażam osądu, bo ci którzy są na wolności, zawsze będą mieć rację nad tymi za kratkami. Choć często sam nie wiem, po której stronie krat jestem. Przecież Humbert Humbert (u Kieślowskiego też jest Karol Karol) Nabokova spisał swe wspomnienia w więzieniu, tęskniąc za swą Dolores Haze. Nimfetką – lolitką, która zmarła w wieku lat siedemnastu w Wigilię, przy porodzie. Niedługo po Humbercie, który zmarł na zawał serca w więzieniu, w roku 1952, trzydzieści osiem dni przed Dolores.

lolita_lyne

Jeremy Irons w roli Humberta Humberta i Dominique Swain jako Lolita – Dolores Haze. Adrian Lyne, 1997.

Taka miłość czy pożądanie do nimfetek to Skaza, którą może znacie, też z J. Ironsem. Tam winowajca sam siebie karze zsyłką. A kobietę – femme fatale – gra Juliette Binoche, Kieślowska Trójkolorowa, choć jak najbardziej niebieska.
Te związki, te aluzje, paradoksy, komedie i tragedie, przypadki, niesprawiedliwości i życie w grzechu, i przestępstwie, i w potępieniu albo kontrowersji, tworzą wielką literaturę i magiczne kino, które kocham. Roman Polański na pewno mnie do tej miłości inspirował, kiedy czytałem o nim jeszcze jako piękny i dwudziestoletni. Bo Hłasko o nim wspominał, jakby ktoś nie wiedział. Ponoć potrafił zagrać wszystko. Może on wciąż gra, a być może nawet reżyseruje. A my czekamy w napięciu. Bo tak pięknie to wszystko się składa i przeplata, przebarwia i lśni.

proces7

Written by procesVII

październik 1, 2009 at 7:16 am

Nieklasyczne gry medialne

z 15 komentarzami

Pisanie otwartego pamiętnika, akces w blogoprzestrzeni czy też tworzenie nieklasycznych mediów. Jakkolwiek to nazwać, wszystko to ma nas uratować przed codziennością. Codzienność, powszedniość, przeciętność to okropności, potworności, które są najgorsze ze wszystkich przykrości, jakich doświadczamy.
Kiedy wspomniałem o “nieklasycznych mediach”, pewnie jakoś ułamkowo i podświadomie, próbowałem zdefiniować medium jakim jest Internet. Bo cała reszta to klasyka. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

wrzesień 6, 2009 at 9:33 pm

Zmierzch blogoprzestrzeni

z 57 komentarzami

Nie będę pisał o tym jako to nie chce mi się pisać bloga. To mijałoby się z celem. Generalnie mam to w dupie, że chcecie sobie pogadać i wpisujecie głupawe komentarze pod moimi bezsensownymi notkami.
Mój przyjaciel kiedyś mówił mi, że mam dużą bezwładność. Że ciężko mnie wprowadzić w ruch, ale i też ciężko zatrzymać. Na jakieś wspólne urlopy przyjeżdżam ostatni, ale nigdy nie mogę się zebrać by wyjechać. To samo dotyczy imprez, seksu, uczuć itd., itp. Kiedyś intensywnie, bardzo intensywnie pisałem czaty, fora, dziś nie ma po tym śladu, nawet nie zerkam na czaty czy fora gazetowe. Z drugiej strony takie jakieś miejsce, w sieci, jest – w znakomitej większości przypadków – jedyną formą zachowania kontaktu z pseudonimami, z którymi zetknąłem się jako proces7 w swym wirtualnym życiu. Chodzi tu o takich co ich znam z wirtualnego widzenia, a takich kapitalna większość. Zagadaliśmy kiedyś i gdzieś do siebie w komentarzach, na czatach bądź forach. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

lipiec 22, 2009 at 11:12 pm

Marius Septus z Apulli

z 19 komentarzami

Po dwunastu latach służby w armii, Marius Septus postanowił zrezygnować z dalszego pobytu w Judei i zakończyć kontrakt. Dowódca centurii nie czynił specjalnych trudności i tak pozytywnie rozpatrzone podanie przesłał do kwatermistrzostwa.
Kwestor legionowy kiedy podpisywał dokument nie miał bladego pojęcia kim jest Septus. Zupełnie nie kojarzył go z tym drobnym zamieszaniem, by nie rzec – skandalikiem w armii, związanym z kradzieżą z grobu zwłok pewnego skazańca. Jego kolegów z centurii bardziej interesowała sprawa niespłaconych długów, bowiem Septus lubił się napić, nie miał szczęścia w grze w kości, ale miał za to słabość do szczupłych i gładkich jeruzalemskich kurewek. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

kwiecień 11, 2009 at 9:02 pm

Scenki z sieciowych seriali

z 50 komentarzami

Miałem dziesiątki, może nawet setki przeróżnych wirtualnych romansów i naprawdę, tylko nieliczne kończyły się jakimś spotkaniem. Na palcach jednej ręki przedwojennego drwala można takie przypadki wyliczyć.
W zasadzie to na czaty kobiety przychodzą tylko flirtować, rzadziej szukają jakiegoś przygodnego seksu czy uczucia. Te sprawy są dla mnie jakby nadal wirtualne, bo nawet, gdy dochodziło między taką kobietą a mną do jakichś intymności, zawsze mówiły mi, z łzami w oczach: proces, jesteś cudowny. Nawet jak wyznawały mi miłość, to mówiły: proces, kocham cię. Żadna nie używała mojego imienia, które przecież mam całkiem fajne. Czytaj resztę wpisu »

Easy Rider

z 26 komentarzami

Ciekaw jestem jaka część blogopisaczy uważa się za swobodnych jeźdźców tej wirtualnej autostrady. Bo tak naprawdę, wsiadając do tego pociągu zwanego przeze mnie blogoprzestrzenią, godzicie się na skrócenie Waszej wolności. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

marzec 8, 2009 at 10:26 am

Miłość zbrukana nad Tamizą

z 79 komentarzami

Zupełnie nie rozumiem tych oburzeń i ekscytacji związanych z nową narzeczoną naszego byłego premiera Kazimierza. To jest normalna biologia i facet się takim rzeczom nie może oprzeć. Nie jest tajemnicą, że większość mężczyzn zdradza swoje partnerki, a już najbardziej i najczęściej zdradzają je ci, których takie afery cieszą. Takich, którzy o sprawie Kazia piszą i obłudnie go potępiają. Bo wiadomo: skoro były premier, człowiek znany w mediach, a na dodatek katolik, który zawsze cenił sobie wartości rodzinne, zdradza i porzuca, to ja też mogę. Jest to poniekąd usprawiedliwienie dla facetów, którzy wszyscy, jak jeden mąż, to czynią. Czasem są to mniejsze przygody i fascynacje, niekiedy wizyty w agencjach towarzyskich, lecz zdarzają się także poważniejsze miłości, które rozbijają dotychczasowe związki.
I to jest nasza męska udręka, nasz krzyż, który musimy dźwigać. I nie ma co się oburzać czy mieć pretensje. To jakby do kobiet koło pięćdziesiątki mieć żal o to, że mają menopauzę.
Marcinkiewicz ma trójkę dorosłych dzieci, czwarte też już prawie dorosłe, więc co?
Czy to jest jego wina, że ma starą żonę, z którą nie ma wspólnego języka, zainteresowań i pasji. Gdyby żona Marcinkiewicza dbała o siebie, była młodsza i interesująca, nigdy by jej nie zostawił.
Niektórzy zastanawiają się, co Kaziu zrobi za dwadzieścia lat, kiedy będzie miał siedemdziesiątkę, a jego nowa narzeczona będzie po czterdziestce. Jak to co zrobi? Pogoni staruchę! I znajdzie nową, młodszą. Mężczyzna musi mieć inspirację. Biologia nas tak skonstruowała, że facet może płodzić długo, kobiety, niestety, w pewnym wieku stają się bezpłodne. Owszem, można mieć żal do Matki Natury, że tak ułożyła świat i stworzyła kobietę i mężczyznę, można mieć żal, że istnieją odstępstwa od norm, jak na przykład homoseksualizm. Ciekaw jestem, co by się stało, gdyby Marcinkiewicz rozwiódł się z żoną dla kochanka? Czy wtedy zawistne antykościelne i lewicowe – wrogie mu – postaci też by go krytykowały? Za to, że jest gejem i się wcześniej nie ujawnił?
Taka radość i rozdmuchiwanie sprawy zamyka się jak zwykle w paradoksie. Lewica i antyklerykałowie się cieszą, ale z czego? Z tego, że Marcinkiewicz sobie znalazł nową laskę i jest szczęśliwy? Czy może z nieszczęścia jego żony? Która, jak już napisałem, sama sobie jest winna.
Powinien się czaić, jak wielu znanych polityków i zdradzać żonę potajemnie? Padł ofiarą własnych zasad i źle pojętej uczciwości. To teraz po nim jeżdżą.

Donald Tusk po wygranych wyborach mówił, że najważniejsza w życiu jest miłość. I sądzę, że trzeba iść za głosem serca w tych sprawach, a nie rozsądku.
Zofia Kucówna śpiewała w Kabarecie Starszych Panów piosenkę Jerzego Wasowskiego “Kaziu zakochaj się” i się był zakochał Kaźmirz. A że jest facetem uczciwym i prawym, poinformował o tym małżonkę.
Notabene, były mąż Zofii Kucówny, Adam Hanuszkiewicz też wymienił – wprawdzie już nie Kucówną, ale inną Zofię, kolejną żonę – Rysiówną na młodszą od siebie o trzydzieści lat Magdalenę Cwenówną. Magdalenę, tak jak rzekę po której pływali spóźnieni kochankowie u Marqueza w “Miłości w czasach zarazy”.
(Czytelnicy zasugerowali mi w komentarzach, że Hanuszkiewicz miał dotychczas cztery żony, Kucówna była zaś trzecią.)

Problem jest w tym, że kobiety nie czują tych męskich niuansów i skomplikowanych aspektów wierności. Zauważcie, że wszystkie żony Hanuszkiewicza były “ówny”, a dwie Zofie nawet. Czyż to nie objaw wierności?
Bo mężczyzna tak do końca nie opuszcza kobiety, zawsze zostaje ona w jego sercu. Mamy większe serca od kobiet, a poligamia wcale nie jest jakimś tam wymysłem ideologicznym, a normalną konsekwencją działania natury.

Inna sprawa, że rzecz stała się w Londynie, a jak wiadomo, wyjechał tam pośledni element naszego społeczeństwa. Wprawdzie dzięki temu masowemu eksodusowi, Polska została nieco oczyszczona ze zbędnego i pasożytniczego elementu, ale polscy londyńczycy robią nam tam obciach na sto brytyjskich funciaków. Wiele kobiet wyjechało tam po prostu tylko po to by się gzić. Bo jak wspominałem kiedyś już, u faceta ten pęd ku kobietom to biologia, na którą nie mamy wpływu, chyba żeby nas – jak to radził Premier – wykastrować. Chemicznie rzecz jasna, żeby nie bolało. Tego procesu nie da się powstrzymać, tak jak u kobiety nie można zatrzymać starzenia się, miesiączki czy późniejszej menopauzy. Jeśli kobiety znajdują sobie młodszych, są to zwykłe fanaberie, chęć eksperymentowania wbrew naturze. Co tu dużo gadać, jest to po prostu zwykłe kurewstwo.

Marcinkiewicz zachował się elegancko, z klasą i uczciwie, choć głupio i naiwnie.  Zapewni żonie i jednemu jeszcze niepełnoletniemu dziecku godziwe życie. Powiedział prawdę, kupił obrączki dwie, a inni niech żal rzucą za siebie. Może kiedyś, jak już się wyszaleje, jak już przeminie ten jego czas, którzy my mężczyźni musimy jako ten Chrystusowy Krzyż nosić, wróci do żony, dzieci i wnuków. Bo przecież ta jego nowa narzeczona wiecznie młoda nie będzie.

Jak wspominałem w poprzedniej mojej notatce, najważniejsza w życiu jest miłość, olać to co piszą dziennikarze polityczni. Miłość, która trwa przez całe życie. Bo mężczyźni tak kochają, całym sobą, są – jak Florentino Ariza Marqueza – wypełnieni miłością. I czasem jest jej tak dużo, że wypływa ona z naszego serca na wiele kobiet.
Czasem przeraża mnie wręcz ten ogrom miłości, którą mam w duszy, boję się, że ona napęcznieje tak bardzo, że roztrzaska mi mózg albo każe sercu eksplodować.

proces7

Written by procesVII

styczeń 28, 2009 at 9:11 pm

Róże i zaraza

z 17 komentarzami

elamorcolera W polityce nie ma miłości. Jeśli ona już tam jest, to wcale nie jest romantycznie, nie jest nawet grzesznie i poza przyzwoleniem społecznym. Miłości w polityce nie są zbrukane, bo i owszem, pojawiają się nieznośne plotki, ale te skandale mają zupełnie inny wymiar niż pośród znanych ludzi rozrywki. Tam też ta miłość sprowadzona jest do parteru: do ciała, seksu i pieniędzy, ale nie ma tego tragizmu, wzruszeń, dramatycznych wydarzeń, które mogłyby poruszyć serca. Komentatorzy polityczni od razu doszukują się odniesień do jakichś konfliktów globalnych. Wiążą te uczucia z budżetem, polityką zagraniczną, walką o stołki. I to wcale jest nieczułe i nawet nieerotyczne. Totalnie nieliryczne.
I właśnie dlatego polityka mnie nie zajmuje. Rozumiem ludzi, którzy sądzą, że pisząc, komentując, poszukując spisków i walcząc o władzę, mogą uważać, że coś zmienią. A tak naprawdę, to brakuje im miłości, a pasja polityczna jest jej nikczemnym substytutem.
W przekonaniu tym utwierdziły mnie ostatnie, rzekome afery związane z konkursem Blog Roku.
Jak zawsze, najbardziej zaciekłe walki toczyły się na froncie dyskusji politycznych. Mniejsza z tym, że ja tego nie pojmuję, bo przecież jeśli blog wygra kategorię ‘”Polityka”, nie będzie to oznaczać, że wygrał wybory, że jego racja jest najbloguśniejsza. Ilość komentujących, wizytujących stronę polityka nijak nie jest skorelowana z poparciem dla niego w wyborach, zaryzykowałbym nawet tezę, że taka medialna internetowa popularność jest ujemnie skorelowana z ewentualną wysokością politycznego stołka.

W konkursie chodziło o to, że Joanna Senyszyn była adorowana przez Janusza Korwina Mikke. Oczywiście dla kogoś, kto nie ma w sobie za grosz romantyzmu i nigdy nie kochał, ani kochany nie był, cała sprawa wygląda na przekręt i aferę. Ale to nie tak.
Korwin Mikke zachęcał swoich fanów by głosowali na blogi “prawicowe” (bezalkoholowe;)), żeby nikt a nikt z lewicy do finałów się nie przecisnął. A strateg z niego niezgorszy, więc wiedział, że dzięki takiemu zabiegowi, wprowadzi do finałów jedyną kobietę, którą przewrotnie nazwał Czerwonym Cierniem. I śmiem twierdzić, że Joanna to niespełniona miłość Janusza. On, odrzucony z czerwonych salonów, walczy jak lew z komuchami, a tak naprawdę poszukuje atencji Profesoressy. Bo przecież socjalizmu nie wytrzebi z urzędów i umysłów, a być może któregoś dnia wyląduje w ramionach Joanny, która za kilka dni, bo 1 lutego, kończy sześćdziesiąt lat.
Młodzi będą się śmiać, ale ci, którzy czytali książkę – bądź widzieli film nakręcony na jej podstawie – “Miłość w czasach zarazy” (El amor en los tiempos del cólera) mogą spojrzeć na rzecz z zupełnie innej perspektywy. W tytułowej cholerze ujrzą czerwonkę, z którą walczy Janusz, a w cierniu, którym niby dla Janusza jest Joanna, dojrzą odniesienie do ciernistych dróg, przez które wiedzie trudna miłość. Ptaki ciernistych krzewów, per aspera ad astra itd.

Bo czyż Janusz nie przypomina Wam brzydkiego i smutnego, acz uroczego, nieudacznika Florentina Arizy, a Joanna wyrachowanej Ferminy Dazy?
Ja sądzę, że Janusz właśnie cały wypełniony jest – jak Florentino – miłością. Blog to tylko przykrywka, a tak naprawdę, skrycie to on pisze wiersze dla Joanny. O ptakach, kwiatach i różach, stąd te ciernie. I ona motywuje ten jego przewrotny poemat.
Bo przecież polityka – tak jak i pieniądze – nie jest celem, a tylko środkiem do osiągnięcia władzy, a ta z kolei ersatzem miłości. I Janusz cierpliwie czeka na swe spełnienie. Dziś zostawił tę swoją miłość, ten czerwony kwiat w otoczeniu wilków prawicy, bo chciał ją zobaczyć wyraźnie. Jak Florentino, który przemierzał setki kilometrów w czasach zarazy i pozostał wierny swej ukochanej. Te 622 kochanki, to był szczegół. Wielki statystyczny, nieistotny dodatek do prawdziwego uczucia.
Bo tak naprawdę w życiu liczy się tylko miłość, ona nas prowokuje, uświęca i uszlachetnia. I drogi są do niej cierniste. Ale ufam w to, że kiedyś Joanna i Janusz popłyną rzeką w górę i dół i spełni się to, czego najbardziej pragną. Jak kiedyś spełniło się dla Ferminy i Florentino. Będą pływać po rzece “przez całe życie”. Bo po wielu latach samotności, na przykład stu, po zarazach, po śmierciach patriarchów w ich jesieni, przychodzi czas na miłość, która trwa całe życie i którą jesteśmy wypełnieni. Nieświadomi tego faktu. Przez całe życie.

proces7

Written by procesVII

styczeń 26, 2009 at 9:47 pm

Plan ratunkowy dla przemysłu porno

z 48 komentarzami

Larry Flynt, twórca pierwszego pisma pornograficznego w Stanach Zjednoczonych Ameryki, zwrócił się z prośbą do Kongresu o dofinansowanie branży rozrywkowej “dla dorosłych”. Chodziło mu o kwotę 5 miliardów dolarów. Amerykanie nazywają miliardy bilionami. W Europie bilion to 10 do 12 potęgi (1 000 000 000 000),  zaś u nich 1 z dziewięcioma zerami(1 000 000 000).  Stąd w USA mają bilionerów, choć wedle naszej nomenklatury takich nie ma na świecie.
Twórca Hustlera to  człowiek o barwnej biografii, uwielbiany przez jednych za niezłomność w walce o wolność słowa, znienawidzony przez innych za szerzenie pornografii. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

styczeń 23, 2009 at 7:22 pm

Medialny format człowieka

z 7 komentarzami

Dawno temu w Peerelu było mniej więcej wiadomo co i jak. Kiedy sobie znani robią jaja, a kiedy są poważni. Przy czym tych znanych i popularnych ludzi za – świętej pamięci – komuny było jakby mniej. Bo ta celebrytość była reglamentowana, jak wiele innych produktów, nie tylko luksusowych. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

styczeń 22, 2009 at 11:30 pm

Pilotka czyli te wspaniałe kobiety w swych latających maszynach

z 22 komentarzami

Czuję, że mam inny sposób czytania newsów niż większość. Słyszę, czytam i widzę często informację z szyldem Palikot, dużo go w mediach. Ale nie wiem dokładnie co on tam powiedział i jak to zostało zinterpretowane. Głosowałem na niego, tak jak na Dzięcioła, albowiem od dawna głosuję na Donalda Tuska. Ale nie mam zdania na temat aktualnego rządu, w zasadzie dla mnie go nie ma. Ważne, że mi nie przeszkadzają. Niech nic nie robią i prześpią tę kadencję, ilekroć politycy się za coś biorą, spieprzą to.
Inna rzecz, że na panów posłów Dzięcioła i Palikota głosowałem jakby nieświadomie.
Wracając do czytania informacji, to jest tak: widzę często PALIKOT, więc anagramuję słowo i dostaję rzeczownik PILOTKA (scrabble’owa siódemka!). Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

styczeń 17, 2009 at 9:10 am

Procesa wirtualne impresje

z 20 komentarzami

Nigdy nie wiem jak działa takie odnoszenie się do czyjejś wypowiedzi w innym miejscu w sieci. Z jednej strony polecam jakiś blog, ktoś zostaje więcej razy przeczytany, stąd – jak wnioskuję – winien być zadowolony. Z drugiej strony kradnę mu niejako komentarze. Przynajmniej ten jeden – mój.
Mam tendencję do przewidywania skrajności, stąd oczyma wyobraźni widzę blogpisaninę, zwaną dumnie i astronomicznie wręcz: blogosferą, jako notki bez komentarzy. Bo każdy może przecież w sposób wolny i nieskrępowany konwencją nie swojego bloga napisać opinię u siebie. Nie narażając się na bany, szykany, blokady i tym podobne wirtualne nieprzyjemności. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

styczeń 12, 2009 at 4:51 pm

Dr Cyc

z 28 komentarzami

15 grudnia ubiegłego roku pojawiła się informacja prasowa o obronionym doktoracie na temat blogosfery. Ukazała się na łamach Centrum Prasowego Agory.
Autorem pracy jest doktor Jan Zając z UW, a temat pracy brzmi ‘”Przestrzeń społeczna blogosfery: Znaczenie pozycji w sieci i reakcji otoczenia dla blogowania”.
Informacja Agory zaczyna się słowami:

Jeśli pierwszy wpis na blogu zostanie skomentowany, to taki blog ma większe szanse na “długie życie”, więcej komentarzy oraz odnośników z innych miejsc w internecie – wynika z obronionego doktoratu.

Mniemam iż autor pracy badał blogi metodami matematycznymi, a nie posługiwał się subiektywnym kryterium jakościowym. Liderem w rankingu Bloksa jest blog Kominotki, który posiada 0 (słownie:  zero) komentarzy, a odnośnika do tego bloga nie widziałem nigdzie.
Oczywiście wypowiedzi autorytetów w tej dziedzinie możecie poczytać w sieci wpisując w Google stosowną frazę. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

styczeń 2, 2009 at 8:54 am