wirtualne impresje

proces7

Archiwum kategorii ‘feminizmy i mizoginie

Blogerka

z 34 komentarzami

Zastanawiałem się czy można stworzyć portret przeciętnego i typowego blogera, zwanego przeze mnie “blogopisaczem”. To pewnie trudna sprawa. Choć na pewno nie do zrobienia, istnieje pewien typ człowieka podatny na swego rodzaju ekshibicjonizm, ale i też posiadającego w sobie potrzebę akceptacji. Lub, najzwyczajniej, kogoś kto chce pogadać, ględzić, pogawędzić. Naturalnie ów wspomniany przeze mnie ekshibicjonizm nie ma nic wspólnego z tym całym obnażaniem się. Choć nie wykluczam, że striptizerki – amatorki czy faceci pokazujący fiuty w parkach, również piszą blogi.

Kiedyś pisałem dość obszerne opracowania na temat kobiet z sieci. Szereg z nich zostało wykorzystanych dla przeróżnych prac licencjackich, magisterskich, a nierzadko do poważniejszych dysertacji naukowych.
Przeciętna kobieta żyjąca aktywnie i zaznaczająca swoją obecność w erze www, waży 10% więcej niż przeciętna dla jej wieku, jest również 7 lat starsza, niż  za jaką się podaje (45 letnia korzysta najchętniej z pseudonimu “gorąca kotka37 albo 38″. Na blogach jest cała masa 28 – latek. Kiedy byłem chłopcem, moja mama miała 28 lat przez jakieś 6 – 7 lat. 28, no bo już doświadczona, być może niegłupia, a jeszcze nie taka stara.
Sprytna blogopisaczka poleci na tej “dwudziestce ósemce” jakieś 9 lat. Czyli prawie do czterdziestki. Pięćdziesięciolatki nie kończą pięćdziesiątki do wieku emerytalnego mężczyzn (65 lat). Mówią, że są “po 40 –tce”. A kobiet o wiek się nie pyta, stąd nigdy nie wiadomo, ile po tej czterdziestce są. Średnio 11 – 12 lat.

To tak dla orientacji, ostatnio zaś moje badania koncentrują się na korelacjach pomiędzy blogopisarką, a tym, jaka jest w łóżku. Nie mam jeszcze pełnych wyników badań (ochotniczki chcące poświęcić się trochę badaniom są mile widziane rzecz jasna), bo to trochę musi potrwać, ale kilka zależności zdaje mi się być pewniakami. Im większe przywiązanie kobiety do bloga, do swej marki, tym bardziej drętwa jest w tych – jakby to moja terapeutka powiedziała – i n t y m n y c h  sprawach. Przeciętna i popularna blogowiczka jest zimną dupą, ma szereg kompleksów i nierzadko jest bardzo zaniedbana: posiada wyraźne braki w uzębieniu, pachnie nieświeżo oraz ma takie różne zwały i oponki.
Nie chcę do mych wywodów nadto mieszać kwestii urody, bo w ogóle można wyjść z założenia, że ładne dziewczyny nie mają niczego sensownego do szukania na blogach.

A jak mają się sprawy tematyki blogowej do kobiecego erotyzmu?
Mnie to bardzo zaskoczyło, ale najlepsze i najsmaczniejsze są kobiety piszące o kuchni, dłubiące swoje pamiętniczki z pracy, pieprzące głupotki, wcale niedbające o popularność i ani ciut nieprzywiązane do miejsc czy marek. Przy czym one często pojawiają się na bardzo krótko i trudno je uchwycić w blogosferze. Szkoda. Bo zimne dupy siedzą non stop i nudzą.

W wielu z nas istnieje ten paradoks double bind, w poszukiwaniu oryginalności, nieblogowych blogów. W tym szaleństwie, w poszukiwaniu indywidualizmu, czegoś wyjątkowego, miotamy się tak, jakbyśmy chcieli pozbyć się własnego cienia. W gruncie rzeczy i w końcowym efekcie zbieramy się tam, gdzie coś się dzieje, wcale nie chcemy niczego odkrywać, włazimy w największe blogowe i portalowe kaszany.

Wracając do autorów blogów, które są kobietami, znamiennym jest to, że te piszące o seksie, nie mają o nim zielonego pojęcia. Na pierwszy rzut oka jest to niedorzeczne, absurdalne. Dziwiłem się bardzo, gdy takie napotykałem na swej długiej i nużącej drodze. Ale potem jakoś to logicznie sobie uzasadniłem: facet, który ma świetną orientację w stronach erotycznych, pornograficznych, zna sporo takowej literatury i kinematografii, poznał szereg adresów i zaliczył całą masę agencji towarzyskich, wcale nie musi być dobrym kochankiem. Co notabene wiem z autopsji.
Nie czytuję kryminałów, ale sądzę, że autor bestselleru w tej tematyce wcale nie musi być przestępcą czy poszukującym go detektywem. Może być zwykłą kurą z nadwagą i pisać bardzo popularne rzeczy.

chocolat

A faceci – tak jak kobiety – idealizują sobie, wizualizują i widzą drapieżną kocicę w koronkach i aksamitach kombinacji podniecających słów.
Żaden rozsądny facet nie szuka sobie partnerki czy kobiety na gorący numerek na blogu. Jeśli już w sieci to w jakimś mniej zobowiązującym i bardziej przypadkowym miejscu (czat, ogłoszenie towarzyskie itd.).
Owszem na blogach, w komentarzach, na forach można poflirtować, jeśli ktoś to lubi, ale paradoksalnie, takie praktyki oddalają nas bardziej niż zbliżają. Potem już te kontakty wcale nie różnią się od egzaltacji i podnieceń występujących przy oglądaniu filmów erotycznych, czytaniu romansów czy mocnych porno – powieści. Pewnego dnia wszystko zamienia się w serial albo krzykliwy tabloid. Tak jak wszystko w naszej mizernej zachodniej cywilizacji.

proces7

Written by procesVII

listopad 7, 2009 at 7:10 pm

Scenki z sieciowych seriali

z 50 komentarzami

Miałem dziesiątki, może nawet setki przeróżnych wirtualnych romansów i naprawdę, tylko nieliczne kończyły się jakimś spotkaniem. Na palcach jednej ręki przedwojennego drwala można takie przypadki wyliczyć.
W zasadzie to na czaty kobiety przychodzą tylko flirtować, rzadziej szukają jakiegoś przygodnego seksu czy uczucia. Te sprawy są dla mnie jakby nadal wirtualne, bo nawet, gdy dochodziło między taką kobietą a mną do jakichś intymności, zawsze mówiły mi, z łzami w oczach: proces, jesteś cudowny. Nawet jak wyznawały mi miłość, to mówiły: proces, kocham cię. Żadna nie używała mojego imienia, które przecież mam całkiem fajne. Czytaj resztę wpisu »

Miłość zbrukana nad Tamizą

z 79 komentarzami

Zupełnie nie rozumiem tych oburzeń i ekscytacji związanych z nową narzeczoną naszego byłego premiera Kazimierza. To jest normalna biologia i facet się takim rzeczom nie może oprzeć. Nie jest tajemnicą, że większość mężczyzn zdradza swoje partnerki, a już najbardziej i najczęściej zdradzają je ci, których takie afery cieszą. Takich, którzy o sprawie Kazia piszą i obłudnie go potępiają. Bo wiadomo: skoro były premier, człowiek znany w mediach, a na dodatek katolik, który zawsze cenił sobie wartości rodzinne, zdradza i porzuca, to ja też mogę. Jest to poniekąd usprawiedliwienie dla facetów, którzy wszyscy, jak jeden mąż, to czynią. Czasem są to mniejsze przygody i fascynacje, niekiedy wizyty w agencjach towarzyskich, lecz zdarzają się także poważniejsze miłości, które rozbijają dotychczasowe związki.
I to jest nasza męska udręka, nasz krzyż, który musimy dźwigać. I nie ma co się oburzać czy mieć pretensje. To jakby do kobiet koło pięćdziesiątki mieć żal o to, że mają menopauzę.
Marcinkiewicz ma trójkę dorosłych dzieci, czwarte też już prawie dorosłe, więc co?
Czy to jest jego wina, że ma starą żonę, z którą nie ma wspólnego języka, zainteresowań i pasji. Gdyby żona Marcinkiewicza dbała o siebie, była młodsza i interesująca, nigdy by jej nie zostawił.
Niektórzy zastanawiają się, co Kaziu zrobi za dwadzieścia lat, kiedy będzie miał siedemdziesiątkę, a jego nowa narzeczona będzie po czterdziestce. Jak to co zrobi? Pogoni staruchę! I znajdzie nową, młodszą. Mężczyzna musi mieć inspirację. Biologia nas tak skonstruowała, że facet może płodzić długo, kobiety, niestety, w pewnym wieku stają się bezpłodne. Owszem, można mieć żal do Matki Natury, że tak ułożyła świat i stworzyła kobietę i mężczyznę, można mieć żal, że istnieją odstępstwa od norm, jak na przykład homoseksualizm. Ciekaw jestem, co by się stało, gdyby Marcinkiewicz rozwiódł się z żoną dla kochanka? Czy wtedy zawistne antykościelne i lewicowe – wrogie mu – postaci też by go krytykowały? Za to, że jest gejem i się wcześniej nie ujawnił?
Taka radość i rozdmuchiwanie sprawy zamyka się jak zwykle w paradoksie. Lewica i antyklerykałowie się cieszą, ale z czego? Z tego, że Marcinkiewicz sobie znalazł nową laskę i jest szczęśliwy? Czy może z nieszczęścia jego żony? Która, jak już napisałem, sama sobie jest winna.
Powinien się czaić, jak wielu znanych polityków i zdradzać żonę potajemnie? Padł ofiarą własnych zasad i źle pojętej uczciwości. To teraz po nim jeżdżą.

Donald Tusk po wygranych wyborach mówił, że najważniejsza w życiu jest miłość. I sądzę, że trzeba iść za głosem serca w tych sprawach, a nie rozsądku.
Zofia Kucówna śpiewała w Kabarecie Starszych Panów piosenkę Jerzego Wasowskiego “Kaziu zakochaj się” i się był zakochał Kaźmirz. A że jest facetem uczciwym i prawym, poinformował o tym małżonkę.
Notabene, były mąż Zofii Kucówny, Adam Hanuszkiewicz też wymienił – wprawdzie już nie Kucówną, ale inną Zofię, kolejną żonę – Rysiówną na młodszą od siebie o trzydzieści lat Magdalenę Cwenówną. Magdalenę, tak jak rzekę po której pływali spóźnieni kochankowie u Marqueza w “Miłości w czasach zarazy”.
(Czytelnicy zasugerowali mi w komentarzach, że Hanuszkiewicz miał dotychczas cztery żony, Kucówna była zaś trzecią.)

Problem jest w tym, że kobiety nie czują tych męskich niuansów i skomplikowanych aspektów wierności. Zauważcie, że wszystkie żony Hanuszkiewicza były “ówny”, a dwie Zofie nawet. Czyż to nie objaw wierności?
Bo mężczyzna tak do końca nie opuszcza kobiety, zawsze zostaje ona w jego sercu. Mamy większe serca od kobiet, a poligamia wcale nie jest jakimś tam wymysłem ideologicznym, a normalną konsekwencją działania natury.

Inna sprawa, że rzecz stała się w Londynie, a jak wiadomo, wyjechał tam pośledni element naszego społeczeństwa. Wprawdzie dzięki temu masowemu eksodusowi, Polska została nieco oczyszczona ze zbędnego i pasożytniczego elementu, ale polscy londyńczycy robią nam tam obciach na sto brytyjskich funciaków. Wiele kobiet wyjechało tam po prostu tylko po to by się gzić. Bo jak wspominałem kiedyś już, u faceta ten pęd ku kobietom to biologia, na którą nie mamy wpływu, chyba żeby nas – jak to radził Premier – wykastrować. Chemicznie rzecz jasna, żeby nie bolało. Tego procesu nie da się powstrzymać, tak jak u kobiety nie można zatrzymać starzenia się, miesiączki czy późniejszej menopauzy. Jeśli kobiety znajdują sobie młodszych, są to zwykłe fanaberie, chęć eksperymentowania wbrew naturze. Co tu dużo gadać, jest to po prostu zwykłe kurewstwo.

Marcinkiewicz zachował się elegancko, z klasą i uczciwie, choć głupio i naiwnie.  Zapewni żonie i jednemu jeszcze niepełnoletniemu dziecku godziwe życie. Powiedział prawdę, kupił obrączki dwie, a inni niech żal rzucą za siebie. Może kiedyś, jak już się wyszaleje, jak już przeminie ten jego czas, którzy my mężczyźni musimy jako ten Chrystusowy Krzyż nosić, wróci do żony, dzieci i wnuków. Bo przecież ta jego nowa narzeczona wiecznie młoda nie będzie.

Jak wspominałem w poprzedniej mojej notatce, najważniejsza w życiu jest miłość, olać to co piszą dziennikarze polityczni. Miłość, która trwa przez całe życie. Bo mężczyźni tak kochają, całym sobą, są – jak Florentino Ariza Marqueza – wypełnieni miłością. I czasem jest jej tak dużo, że wypływa ona z naszego serca na wiele kobiet.
Czasem przeraża mnie wręcz ten ogrom miłości, którą mam w duszy, boję się, że ona napęcznieje tak bardzo, że roztrzaska mi mózg albo każe sercu eksplodować.

proces7

Written by procesVII

styczeń 28, 2009 at 9:11 pm

Pilotka czyli te wspaniałe kobiety w swych latających maszynach

z 22 komentarzami

Czuję, że mam inny sposób czytania newsów niż większość. Słyszę, czytam i widzę często informację z szyldem Palikot, dużo go w mediach. Ale nie wiem dokładnie co on tam powiedział i jak to zostało zinterpretowane. Głosowałem na niego, tak jak na Dzięcioła, albowiem od dawna głosuję na Donalda Tuska. Ale nie mam zdania na temat aktualnego rządu, w zasadzie dla mnie go nie ma. Ważne, że mi nie przeszkadzają. Niech nic nie robią i prześpią tę kadencję, ilekroć politycy się za coś biorą, spieprzą to.
Inna rzecz, że na panów posłów Dzięcioła i Palikota głosowałem jakby nieświadomie.
Wracając do czytania informacji, to jest tak: widzę często PALIKOT, więc anagramuję słowo i dostaję rzeczownik PILOTKA (scrabble’owa siódemka!). Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

styczeń 17, 2009 at 9:10 am

Niedźwiedzica i cukier

z 121 komentarzami

Próbowałem znaleźć jakieś uniwersalne odniesienie – w literaturze bądź filmie – do pewnej znamiennej sytuacji w relacjach damsko męskich. Można nawet powiedzieć, że poszukiwałem klasyki, wręcz wzorcowego przykładu, znajdującego się w kanonach kina czy książki.
Chodzi najogólniej o sytuację: ona młoda, bez doświadczeń, bagażu, a on dojrzały, wręcz stary, zmęczony sceptyczny i z dystansem do swych przeszłości i przyszłości.
Czasem po prostu natrafiam na taką sytuację i chcę takiej młodej dziewczynie wyjaśnić moje postrzeganie sprawy. No bo jak wiadomo czasem tworzą się takie więzi. Młoda kobieta zaczyna się mną interesować, mi to schlebia, podnosząc moje ego i – choćby na chwilę – tworzy się obietnica, przypuszczenie, możliwość, że coś nastąpi. No i ja wtedy próbuję się odwołać do klasyki gatunku, do jakiegoś kanonu. Żeby naświetlić jej sytuację. Chodzi mi tu o to, co rozgrywa się w moim umyśle i co ja uważam, że dzieje się u niej w głowie. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

grudzień 23, 2008 at 3:35 pm

Jedzcie dorsze

z 78 komentarzami

Mężczyźni, a raczej osobnicy płci męskiej, piszący blogi, są często nadto dowartościowywani komentarzami kobiet, które piszą im różne drobne kłamstewka. Ot po prostu, by mieć z kim pogadać. Facet pisze blog, schodzi się płeć piękna i komentuje, pusząc piórka jak kurki przed kogucikiem. I potem jemu może się zdawać, że jest ważny, wielki, pisze mądre i potrzebne rzeczy.
Gówno prawda. Po prostu w blogosferze, szczególnie tej pamiętnikarskiej, poruszającej tematykę społeczno – seksualno – uczuciową, plącze się dużo więcej kobiet niż mężczyzn. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

grudzień 8, 2008 at 9:16 pm

Matki, suki i kochanki

z 69 komentarzami

Nie sądzę by ten specyficzny typ kobiet zrodziła sieć: czaty, blogi czy fora. Myślę, że gdyby nie został wynaleziony Internet, te monstra odnalazłyby równie odrażającą i haniebną drogę ucieczki.
Jak rozpoznać taki typ, sieciowej matki suki, poszukującej wirtualnych kochanków, a przez to dowartościowania się, uznania ich za artystki czy sieciowe damy?
Spędzają one całe dnie w różnych wirtualnych miejscach z przyszykowanymi ripostami, poszukujące mizernego tła w postaci zbłąkanego chamstwa czy psotnego dziecka neostrady. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

listopad 26, 2008 at 7:13 pm

Per aspera ad astra

z 74 komentarzami

Nie wiem czy ktoś z Was pamięta film, a w zasadzie serial Ptaki ciernistych krzewów. W tym wzruszającym filmie, romansie z 1983 roku (reżyseria Daryl Duke, tytuł oryginału Thorn Birds) główną rolę odegrał Richard Chamberlain, niezwykle przystojny amerykański aktor. Aktor, który rozkochał w sobie miliony kobiet, zresztą nie tylko wielbicielek tego serialu. Ćwierć wieku temu twórcy usiłowali już przełamywać pewne tabu, ale nie o to mi idzie. Dwadzieścia dwa lata później, bo w 2005 roku, Ang Lee, tajwański reżyser, nakręcił wzruszającą historię Brokeback Mountain. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

listopad 24, 2008 at 8:10 pm

Cipka zwana waginą

z 108 komentarzami

Nie miałem nigdy cierpliwości do analiz czy empirycznego badania skomplikowanych konstrukcji. Wagina czyli kobieca pochwa była i jest dla mnie obszarem niezbadanym. To znaczy nie do końca, bo coś tam wiem, powierzchownie zwiedzałem, ale powiedzmy na zasadzie: używasz samochodu, nawet dbasz o niego, ale nie wiesz co jest pod maską. Nie wiesz jak ten skomplikowany napęd, mechanizm pracują, a korzystasz z przyjemności jazdy czy nawet delektujesz się mijanymi krajobrazami, dźwiękiem – prawie niesłyszalnym – silnika, może czasem szmerem opon.
Przy czym zestawienie w pełni trafione nie jest, bo samochód w tym wypadku nie jest twoją własnością, nawet jakbyś zapłacił za niego krocie. Wręcz przepłacił. Jazda wypożyczonym samochodem, dzierżawionym, taksówką czy poruszanie się komunikacją miejską, byłyby też nie do końca zręcznym zestawieniem. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

czerwiec 12, 2008 at 7:29 am

Napisane w feminizmy i mizoginie

Tagged with , ,

Defendo

z 15 komentarzami

Defendo ma dziś urodziny, a kobieta ta, urocza dama, współtworzyła ze mną długi czas forum “Zawróceni w Czacie”. Pozwolę sobie zatem na pewną retrospekcję Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

czerwiec 10, 2008 at 8:01 am

Motyw

z 120 komentarzami

Kiedyś pytałaś mnie, w którąś z jesiennych, pewnie całkiem niepoetycznych, bo niedżdżystych i niemglistych nocy jak ja to czuję, za co chciałbym być podziwiany, pożądany, lubiany. Instynktownie czułem jakąś wadę w tym pytaniu. Skazę, która nie pozwoli tobie właściwie postawić pytania, ani mnie nieunikania odpowiedzi. Przy czym to jest tak, że pragnienie jest i nie ma beznadziei i bezsilności w niemożności. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

maj 2, 2008 at 5:18 pm

Napisane w feminizmy i mizoginie

Tagged with ,

Eva i Clara

z 23 komentarzami

Co łączy te dwie kobiety? Na pierwszy rzut oka pewne oczywiste sprawy, obydwie były kochankami, a jedna nawet przez jeden dzień żoną, dwóch mężczyzn, którzy na wiele lat po wojnie stali się symbolami zła, ludźmi, których w największym stopniu obciąża się za największą tragedię jaką spotkała ludzkość w jej historii – drugą wojnę światową.
Dla człowieka śpiącego snem spokojnego, uczciwego, pamiętającego o fakcie złożenia zeznania podatkowego na koniec miesiąca kwiecień w zasadzie to wystarczy. Można też odczuwać niepokój, jaki ja odczuwam i zastanowić się, dlaczego te kobiety zginęły. Przecież żadna z nich nie dokonała zbrodni przeciw ludzkości, żadna nikogo nie zamordowała. Obie popełniły grzech, tę samą winę, kochały i pozostały u boku swych wybraków do końca ich dni. Dwie te kobiety w momencie ich śmierci miały po trzydzieści trzy lata, jak Chrystus, bowiem zarówno Claretta jak i Eva, urodziły się w lutym 1912 roku. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

kwiecień 25, 2008 at 4:57 pm

Napisane w feminizmy i mizoginie

Tagged with

Siódma Cipa

z 19 komentarzami

Ilekroć czytam blog pisany przez osobnika, któremu wydaje się, że jest płci męskiej, słyszę jęczenie. Zawodzenie nastolatki, której nikt nie rozumie. Poważnie, słyszę taki wysoki głos, biadolącej dziewczyny albo baby – żony chłopa co ją bije. Rzężenie zdezelowanego silnika na wysokich obrotach. Wszak blogi to pamiętniki, a takowe pisały właśnie w mej młodości dziewczyny. Może w przedszkolu miałem kilka dni pamiętnik, póki mi nie zarąbali, ale potem? Skądże!
Jakby na to nie spojrzeć, facet piszący bloga – o ile nie jest to blog stricte mający charakter notatek informacyjnych – jest smętną, męską cipą. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

marzec 9, 2008 at 10:33 am

Listku alkacji, nie miałeś racji

z 19 komentarzami

Mam pewien problem, niemały, bo chciałbym napisać o paru ciekawych i ważnych rzeczach, ale jakoś mi blog przestał konweniować z tematyką pierwotną, czyli impresjami z czata. Pasowałoby otworzyć nowy, jednak mam już blog na Blox, jako drugi, gdzie wspomaga mnie aktualnie Zyzania. Blog jest dla dorosłych, a zaczął się niewinnie- Historią Jednego Playboya. Ale tam też nie chcę pisać o czacie. Wypadałoby otworzyć jeszcze jeden, a potem jeszcze jeden, bo czasem ktoś mnie natchnie, zasugeruje albo zainspiruje. Tak jak dziś, zainspirowała mnie komentarzem Zyzania. I w zasadzie tam powinienem pociągnąć temat, no ale tam piszemy blog erotyczny.
Często nawet obawiam się siadać do pisania notek, bo zawsze napiszę o czymś innym niż pierwotnie zamierzałem. No bo pisać o czacie, o tych duperelach? Czy to wypada? Czy nie będę wtedy trollem? Czyż użeranie się z głąbami z czata bądź forum nie jest zajęciem małym, niegodnym i całkiem niecudownym?
Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

grudzień 14, 2007 at 10:57 am

Impresja dla Ewy

z 20 komentarzami

Kiedyś w wielkim kinie, w całkiem starym i obskurnym mieście, obejrzałem film, w towarzystwie całkiem nieprzeciętnej kobiety. Było to „Pragnienie miłości” Jerzego Antczaka. Być może nie zapamiętałbym tego filmu, gdyby nie jedna rzecz, która zdarzyła się pięć lat temu, kiedy wychodziliśmy z sali kinowej wypełnionej etiudami i polonezami, gdzie rubato mazurków unosiło się lekką smugą aż po kinkiety lampionów oświetlających wyjście z sali. Otwarcie drzwi wyjściowych brutalnie odwróciło czas i przestrzeń. Przed drzwiami czekał tłum gotowy na kolejny seans, a kobieta obok mnie, była cała we łzach, opuchnięta i skurczona. Zasłoniła twarz przed fleszami, przed wścibskimi jupiterami. Sam byłem poza tym algorytmem mojej agorofobii. Miałem matowe oczy, odporne na światło. Wtedy pomyślałem sobie, że ten moment zawiera w sobie coś niezwykłego, co spowoduje jakieś dodatkowe napięcie u przyszłych widzów, spoglądających na kobietę we łzach, wychodzącą z sali kinowej. Wtedy, w tych ułamkach świetlnych sekund dotarło do mnie, dlaczego Fryderyk Chopin tak zachwyca i dlaczego wielkim kompozytorem był. Ten kadr, zatrzymany w moim umyśle, wtargnął we mnie poza moją wolą, nawet tą żelazową. Ta twarz we łzach byłaby najlepszą reklamą dla muzyki Fryderyka. Oblicze niezwykłej domowej kury, która w zjadła ten fast food razem ze mną i wychodziła nasycona dźwiękiem, a dla mnie ta kompozycja zachowanego obrazu, jej łez i muzyki płynącej za mną, będzie już na zawsze kojarzyć się z osobliwym trójkątem: miłość, kobieta i muzyka. To są właśnie te odkrywcze chwile i, może nawet kiczowato- pompatyczne sceny, które przechowuję i potrafią one eksplodować jakimś takim nieokreślonym przyzwoleniem dla wzruszenia. Zmysły w równowadze, a wtedy wolno wszystko i to jest takie proste i zrozumiałe.
Tu w zasadzie mógłbym przerwać swoją opowieść, ale… Chcę by ona to przeczytała, a dla przywołania tej sceny sprzed pięciu lat, potrzebuję światła, więcej światła i wielu twarzy statystów. Którzy zagrają ze mną dla tego jednoosobowego audytorium.

Dlatego wspomnę o pewnej historii, prostej historii z życia blogów, która zdarzyła się całkiem nie tak dawno, bym przywołał tu tłum patrzących na jej wstydliwe, zapłakane oczy. By ta scena rozegrała się raz jeszcze, już w innym teatrze, z innymi rekwizytami, przy innej obsadzie, ale będzie to mój spektakl dla niej.
W tym niezgorszym pretekście chodzi o to, że pewien redaktor Przekroju napisał w swoim artykule o jednej z czołowych postaci polskiej blogosfery. Pan redaktor Chaciński, bo tak się nazywa, napisał niezbyt pochlebny tekst o Kominku. Niektórzy następujące po tym wydarzenia nazwaliby „linczem” na redaktorze, co moim zdaniem prawdą nie jest. Doszło tu do zwykłego nieporozumienia, albowiem, nie umniejszając Bartkowi Chacińskiemu, który wypowiada się w mediach na temat blogosfery, muszę napisać, że mija on się z prawdą albo napisał tekst li tylko po to, by wypromować sobie swój blog na WordPress, którego pewnie wielu czytelników blogosfery nie widziało. I istotnie blog znalazł się na piątej pozycji w lokalnym rankingu, choć tematyka, aczkolwiek fachowa i oparta na niekiepskich notkach, jest dość niszowa jak na przeciętnego czytelnika. Dzięki temu zajściu na styku blogosfery i papierowych mediów- przynajmniej ja- zajrzałem na blog i poczytałem, całkiem niezgorsze teksty o muzyce. Przekroju nie kupowałem pewnie od 20 lat, zatem w czwartek, trzynastego dnia miesiąca grudnia, zmienię tę złą marketingową passę tygodnika, mej subiektywnej perspektywy. Zatem korzyść niewątpliwa dla wszystkich. Może to i wstyd, ale przyznam się Wam, że gdyby nie Kominek, to ja w ogóle do śmierci pewnie nie wiedziałbym, kto to jest Bartek Chaciński.
To jest bolesna prawda, z którą trudno się pogodzić, ale link do bloga Bartka znajduje się na głównej stronie pisma, które jest szóstym polskim tygodnikiem w rankingu. Pisze, płacą mu za to, ma reklamę w czasopiśmie, a jednak o jego istnieniu i o jego blogach dowiedziałem się u Kominka. Który pisze z pasji narracji, czyli z tego samego powodu co ja.
Mnóstwo osób z mojego otoczenia pyta mnie, dlaczego zależy mi na rankingu. Trudno mi jest odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Kiedy gram w lidze okręgowej, chcę wejść wyżej, wspinać się po szczeblach i dojść do pierwszej ligi i grać w pucharach. Dla mnie rywalizacja jest czymś tak oczywistym, mam to we krwi, więc to raczej ja powinienem zadawać pytanie: dlaczego tobie nie zależy na rywalizacji?
Gołym, blogowym okiem też widać, że by wypromować sobie blog, tak jak uczynił to Bartek, trzeba napisać o Kominku, tuzie blogosfery, dzięki temu, przeciętniacy siódmi, zerkną na jego blog i być może kupią polecaną przez niego płytę czy kolejny numer pisma i staną się jego regularnymi czytelnikami. Z pewnością ja należę do tej grupy.
Przy czym nie jest istotne czy tekst będzie pochlebny czy nie, ważne by Kominek chciał go dostrzec. Bo on jest tym przeciętnym odbiorcą, podejrzliwym i wnikliwym. Nieufnym. Na nic się zdadzą apele, że powinniśmy słuchać klasyki, że kino lepsze od seriali i programów rozrywkowych ściągających miliony widzów. Ludzie przeciętni w swej nieprzeciętności olewają dywagacje na temat czy Doda i Wiśniewski są gorsi od nieznanej większości niszowej, a być może pięknej muzyki.
Blogosfera to inna przestrzeń, myślę, że prawdziwsza od tego co piszą o niej w gazetach. I nie chodzi mi o prawdę absolutną, a o fakty, bo na blog o nagich gwiazdach mediów zajrzą miliony, a na blog o muzyce Verdiego czy filmach von Triera, nie zerknie nikt. Bez stosownej promocji będą to blogi niewidoczne dla wyszukiwarek i komentatorów.
A kiedy już zerknie, musi mieć zapakowane to co piękne, choćby nie wiem co.
Tak podać i oprawić umie pewna kobieta, dla której piszę ten tekst. Ona pokazała mi jak kochać Fryderyka i nakazała rozumieć, że Chopin to nie tylko portret z banknotów czy etykietka na butelce wódki. Ona nauczyła mnie tego instynktownie, nieświadomie. Łzami na twarzy opowiedziała mi, że to było piękne. Bez uciążliwego i nieznośnego dydaktyzmu, powiedziała mi całą prawdę o kobietach i muzyce. Tę opowieść gram teraz dla niej. Lekko i na palcach.

proces7

Written by procesVII

grudzień 11, 2007 at 7:30 am