Archiwum kategorii ‘Blogowe Idiotyzmy’
Nie klikam w reklamy na blogach
A pojawiło się tego sporo, niczym grzybów po deszczu. Cena będzie spadać, a i sporo robaczywych też się trafi.
Jeszcze nie tak dawno, kiedy blogopisanie pochłaniało mnie w znacznym stopniu, zastanawiałem się – pewnie inni blogopisacze też to czynią – jak pisać. Czy robić to regularnie bez względu na to czy mam coś do opowiedzenia? Używać chodliwych i miłych wyszukiwarkom fraz by pozyskać wysoką pozycję, która dawałaby złudną satysfakcję, że jestem chętnie czytany? Przyjemność iluzoryczna, ale jednak miłe uczucie. Choć już dziś dla mnie to obojętne. Czytaj resztę wpisu »
Nasza Klasa na Blox.pl
Nieważne kto ma rację, ważne kto ma restaurację. Pewnie wielu z Was spotkało się z tym powiedzeniem, a kto się nie spotkał, odczuł to na sobie. Na pewno niejednokrotnie. I albo mu to przeszkadzało, albo nie. Czytaj resztę wpisu »
Gry blogowe
Nazywam te zabawy, tę formę taniej, wręcz burleskowej rozrywki, grami blogowymi. Zdaję sobie sprawę z faktu, że niewiele one mają wspólnego z grą, bo przecież gra daje rezultat, a rzadziej pozostaje nierozstrzygnięta. Gry blogowe z góry skazane są na brak obiektywnego – a raczej intersubiektywnego, ustalonego między graczami na wstępie – wyniku. Każda ze stron ustali ten wynik arbitralnie. Więc po co grać?
Mogłoby to być i kształcące, ale w treściach, bo w formach gry: strategiach i taktykach nie wymyśliłem jeszcze nic innego, czego nie wymyśliliby pokerzyści. Ale doskonale rozumiem, że dla kogoś nieobeznanego z grą, może to być odkrywcze. Dla mentalnego gracza, nie jest to zajmujące, może służyć raczej popisom, pokazom. Uważam się za naturalnego gracza, stąd muszę bardzo się starać i kontrolować by nie grać. I nie dziwią mnie odkrycia innych, którzy uważają się za graczy, tworząc własne, bardzo doraźne reguły. By dojść na przykład do konkluzji, że kanclerz wcale nie był z żelaza, a kurtyna też nie była żelazną. Ba! Ona nawet nie była kurtyną w żadnym sensie. Czytaj resztę wpisu »
Aferzystki i plagiat
W jednej z poprzednich moich notek, zatytułowanej Obabakoak świadomie i z premedytacją splagiatowałem tytuł zbioru opowiadań Bernardo Atxagi. Czego zresztą nie kryłem i nawet – wedle mnie – poleciłem tę książkę. Stąd, jeśli ktoś zakupi egzemplarz książki baskijskiego pisarza, przyniosę mu korzyść. Potem za kilka godzin jedna baba z WordPressu oskarżyła drugą babę, też z tej platformy, o splagiatowanie jakiegoś wiersza. Jedna baba drugiej babie i niby nic się na stało, niech sobie z tymi grabiami w dupskach paradują i niech im trzeszczą, na zdrowie. Czytaj resztę wpisu »
Jedzcie dorsze
Mężczyźni, a raczej osobnicy płci męskiej, piszący blogi, są często nadto dowartościowywani komentarzami kobiet, które piszą im różne drobne kłamstewka. Ot po prostu, by mieć z kim pogadać. Facet pisze blog, schodzi się płeć piękna i komentuje, pusząc piórka jak kurki przed kogucikiem. I potem jemu może się zdawać, że jest ważny, wielki, pisze mądre i potrzebne rzeczy.
Gówno prawda. Po prostu w blogosferze, szczególnie tej pamiętnikarskiej, poruszającej tematykę społeczno – seksualno – uczuciową, plącze się dużo więcej kobiet niż mężczyzn. Czytaj resztę wpisu »
Kukułka, dzięcioł i gumiak
Nie mam zamiaru komentować jakoś szczególnie ostatnich wydarzeń, z tego tu wirtualnego pobliża, choć jak zawsze zaznaczam, trudno tu pisać o jakimś pobliżu w jakimkolwiek sensie. No cóż, niebawem są święta, to się tam będziecie mlaskać i karteczki sobie wysyłać, będziecie się bratać, jednoczyć wybaczać i całować. Pewnie to i też mnie w jakiś sposób dotknie.
Ostatniej notki Alkacji, w której ta londyńska kelnereczka daje mi żółtą kartkę, nawet nie będę komentował, niech se pokazuje, ale żółte, nieświeże majteczki. I nie mnie. Nawet nie mam zamiaru dyskutować z tym gumiakiem – Alą. Czytaj resztę wpisu »
Ile wart jest bloger?
1500 PLN (słownie: jeden tysiąc pięćset złotych), tyle zarabia miesięcznie najczęściej odwiedzany blogowicz w Blox.pl. Jest to kwota brutto i wypłacana przez Agorę S.A. na podstawie umowy o dzieło.
Taką informację pozyskałem wczoraj, od pracownika firmy na Czerskiej, niejakiego M.O. Prosił o zachowanie anonimowości, pozwolił podać tylko inicjały.
Oczywiście ci, którzy wiedzą, jaki dochód przynoszą reklamy z Google czy tam inne klikania, mogą sądzić, że to wiele. Czytaj resztę wpisu »
Królewna Procesja i Siedmiu Krasnoludków
Sprawa Hotelu Lonstar staje się coraz głośniejsza na tym wirtualnym zadupiu, jaki tworzą pewne kamienne kręgi towarzystw wzajemnej adoracji i reasekuracji blogowych.
Dostaję listy z pytaniami, jestem indagowany na priv, czy aby to mnie i moje życie autor tam opisuje.
Pominę stek bredni, w których sugerujecie mi, że Lonstar, autor bloga Krasnoludkowa jest jednym z moich siedmiu krasnali ogrodowych, tym siódmym, brakującym ogniwem w teorii Krasnala. A na jego blogu znajdują się portrety przodków Lonstara, które miałyby rzekomo przypominać mu o jego dziedzictwie. I teraz właśnie, kiedy wyrwał się ze swej karłowatej niewoli i dzięki impresjom w Hotelu Lonstar, uzyskał wymiar kingsajz. I to na dodatek dzięki moim dostawom proco cockty.
Weźcież się puknijcie w łeb! Autor oświadczył jasno i wyraźnie, że podobieństwa do osób czy zdarzeń realnych w jego blogowej operze mydlanej są zupełnie przypadkowe. Napisał też, że nie jestem na tym blogu adminem. Jeśli ktoś założy blog, może oddać hasła i wówczas traci wszelkie uprawnienia. Przyjrzyjcie się najpierw meandrom prowadzenia bloga na WordPressie, a potem stawiajcie pytania i snujcie swe wizje.

Padają oskarżenia, że skorumpowałem Lonstara i nakazałem mu prowadzić ten blog by zwiększyć sobie popularność. Cóż za wierutne bzdury!
Oświadczam, że obecnie nie mam nic wspólnego z tamtym blogiem. Nawet tam nie komentuję, by nie narazić się na dodatkowe pomówienia i oszczerstwa.
Niektórzy nawet w swych fantazjach posunęli się tak dalece, iż domniemają jakobym był ojcem autora. Ojcem, którego nigdy nie miał okazji poznać, bowiem porzuciłem jego matkę, podczas gdy ta była jeszcze brzemienną. I teraz ów mści się za to schrzanione, krasnoludkowe dzieciństwo, które w żadnym razie nie przypominało bajki. Ależ macie fantazję! A kiedy przeglądam tamtejsze komentarze, widzę ile w Was nienawiści i tej okrutnej i durnej Schadenfreude.
Któż mógł wymyślić historię jakobym był zdolny do spłodzenia krasnala? Uważacie mnie za czarnoksiężnika? I czy słyszał ktoś z Was aż tak nieprawdopodobną, acz nie powiem, wzruszającą historię: syn odnalazł swego ojca w blogosferze. Ojca, którego nigdy nie widział!
Czy mój skromny i nic nieznaczący plemnik mógł zabłąkać się w świecie baśni i dokonać cudu? Cudu na miarę waginy wszech czasów? Przedostać się do skutego lodami łona w krainie śniegu? Niczym lodołamacz z napędem atomowym? Odpowiedzcie sobie na to pytanie.
Nawet Pudelek czy Pardon nie wymyśliliby takiej chały. Ale Wy owszem. Świadczy to jedynie o tym, że jesteście totalnymi durniami.
Ostrzegam, jeśli ktoś w tej sprawie będzie pisał do mnie listy bądź wypytywał mnie na komunikatorze o dalszy bieg zdarzeń, zablokuję, zignoruję i wywalę na zbity pysk!
Zresztą nawet, no załóżmy, gdyby historia z cudownie odnalezionym ojcem Lonstara była prawdziwa, to czy autor przedstawiałby swojego starego w tak niekorzystnym i ułomnym, wręcz w karłowato – krasnoludowym świetle? Żaden przyzwoity i szanujący się krasnal ogrodowy nie będzie srał do swojego ogródka.
Blog Hotel Lonstar jest mi zupełnie nie na rękę, ponieważ stawia mnie w niekorzystnym świetle. Zakładając, że jest on satyrą na mnie tworzoną przez tego skrybę.
Jak wiecie od dawna pracuję w sieci na swoje dostojne, wręcz monumentalne i nieskalane image. Więc jakiż sens miałoby dla mnie wspieranie, linkowanie czy w ogóle istnienie tego bloga? Czy myślicie, że dziś w dobie twardego i brutalnego marketingu grafomanów blogowych, byłoby mnie stać na taką drwinę z mych Czytelników i Komentatorów?
Wiem, że nie przekonam tych, którzy uważają mnie za kłamcę, bo dla nich zawsze będę blagierem i klownem.
I niech myślą, że to mój blog. Ale chyba są tu jakieś dobre i szanujące mnie duszyczki, które mi uwierzą, że z Hotelem Lonstar nie mam absolutnie nic wspólnego. To robota wrogich sił, wichrzycieli, mącicieli i elementu antyspołecznego! Zachowajcie olimpijski spokój i lodowe oblicze królowej śniegu. Jak u braci Grimm.
Ufam, iż są jeszcze tacy, którzy mnie cenią i szanują. Oni będą wiedzieć, że to nie moja robota, ta cała, obrzydliwa i żenująca farsa, opera za trzy zafajdane, blogowe, szaro – mydlane grosze.
proces7
Kompleks Kominka
Cały ten fenomen Kominka leży w tym, że część ludzi nie wnika w tamtejsze teksty, treści komentarzy, a jedynie zerka na ten blog. Niewielu zadało sobie trud jakiejś głębszej analizy tekstu. Jak i spojrzenia na to miejsce z pewnych perspektyw, gdzie widać jak na dłoni, że chodzi o to, by zyskać przypadkowe wizyty z wyszukiwarek. Bo, nie kryjmy, ale takich na Bloksie jest przeważająca część. Trafiają, bo szukają cipki albo kutasa, a nie Kominka. Fenomen to taki sam jak Frytka, Pudelek czy Rutowicz. Po prostu upychane namolnie i z konsekwencją szajs i kicz.
Przypomina mi to pielgrzymki turystów na Akropol, zachwycających się “zapachem przeszłości” i kupą kamieni wokół fundamentów. Nawet drzewo oliwne nie jest Ateny, bo to spaliło się od ognia tureckiej armaty, ostrzeliwującej Akropol z sąsiedniego wzgórza. Byłem, zaliczyłem, ciachnąłem fotkę, jest się czym pochwalić znajomym na imieninach u cioci.
Wielu sądzi, że blog Kominka to knot, ale po jakimś czasie dochodzi do wniosku: No coś w tym jest, skoro ten blog jest tak wysoko notowany. No coś w tej Frytce czy Joli Rutowicz musi być, skoro mają taką pudelkową popularność.
Wielu zerka by zobaczyć, cóż tam takiego jest, skoro portale cytują, polecają, powołują się, a blog, a właściwie dwa blogi Kominka wiodą – praktycznie nieprzerwanie – w rankingu Bloksa. Platformy Blox.pl, której Kominek jest sztandarem.
Początkowo ten blog znajdował się w kategorii “dla dorosłych”, przez co przyciągał wyszukiwarki. Wstawienie bloga do tej kategorii, opatrzenie go stosownym ostrzeżeniem, powoduje wzrost odwiedzin o jakieś 30 – 40%.
Więc do sedna: inteligentni ludzie dochodzą w końcu do wniosku, że jednak coś w tym musi być i zdają się na demokratyczny głos ludu.
Przykładem może być Magda Hartman, która cytując Kominka, pisząc tekst na podstawie jego blogowej notki, wstawia fotografię Glanca z pacynką, opatrując ją sygnałem jakoby była ona fotografią autorstwa Kominka.
(se kliknij i se powiększ)
Należy mieć na uwadze rzecz jedną: takie serwisy czytają ludzie pozbawieni umiejętności logicznego myślenia bądź na jakiś czas – właśnie w trakcie czytania takich informacji – pozbawieni zdolności do jakichkolwiek analiz.
No bo jak Kominek mógł sfotografować brzuchomówcę? Niedługo przed aktem samobójstwa in spe? Fotka kradziona, umieszczona najpewniej bez zgody samobójcy, ale redaktor Pardonu może brać kradzione bez pardonu bądź kupować u pasera. To jest dozwolone.
Oczywiście Magda Hartman nie musi myśleć bowiem założyła, że uczynił to autor bloga – Kominek. To samo w wypadku redaktor Internetu z Gazety. Przy czym tam, pod inną fotografią Glanca jako źródło widnieje enigmatyczny “Internet”. To bezpieczna zagrywka, można wstawiać kradzione fotografie, bez zgody zainteresowanego, powołując się – jak na redaktora Internetu przystało – na źródło jakim jest źródłowa źródlaność i oczywista oczywistość dla redaktora Internetu, czyli – Internet.
Kominek stosuje ten wybieg, wstawiając fotografie nie swojego autorstwa, pisząc, że nadesłał mu je ktoś z sieci. Wymienia nawet pseudonim.
Mnie również nadesłano fotografię, którą wybrałem spośród tysięcy maili z fotografiami różnych autorów, jakie codziennie otrzymuję na mą skrzynkę:

Powyżej obraz, który nadesłał mi jeden z komentatorów o pseudonimie i_girasoli.
Jeżeli to Ty namalowałeś ten obraz, możesz napisać do mnie maila, zdejmę go, bo szanuję prawa autorskie oraz prawo do własności intelektualnej.
I proszę moich Czytelników by nie nadsyłali mi kradzionych fotografii.
Na koniec mała ciekawostka.
Mój blog cyc.blox.pl skasowano, ponad dwa miesiące temu uczynił to admin Ols. Najpierw w mailu poinformowano mnie, że:
Sprawa treści publikowanych na Pańskich blogach została przekazana do Działu Prawnego Agora SA. W ciągu najbliższych dni zostanie Panu przedstawione stanowisko Agora SA w powyższej sprawie.
Moich blogach? Teraz zauważyłem. Mam jeszcze jeden blog w Bloksie. Więc oba są w Dziale Prawnym Agory S.A.? Przypomnę iż od blokady Cyca upłynęło już prawie 80 dni. Niektórzy potrafią w tym czasie dokonać podróży dookoła świata, ale prawnicy Agory nie są jakimiś orłami. Skoro w osiemdziesiąt dni nie potrafią uporać się z jednym blogiem. Może firma z Czerskiej poszuka nowej kancelarii prawnej? Mogę jakąś polecić.
Cyc piął się w rankingach, mieliśmy niesamowity i wzbijający nas wręcz w geometrycznym postępie pęd. Lawinowo rosnącą liczbę odwiedzin. No, niestety, nigdy nie byłem zapraszany, wraz z adminem Olsem do radia TOK FM, by udzielić wywiadu na temat blogosfery. Nigdy też nie zlinczowałem tu żadnego redaktora znanego pisma. Nigdy nie parałem się jak Kominek żebractwem. Stąd musieli mi ukręcić cyca, bowiem zagrażaliśmy – ja i redakcja Cyca – kominkowej supremacji na Bloksie. Obawiam się, że uczynią to z każdym blogiem, który nieco rozbudzi wyszukiwarki i zagrozi liderom kontrolowanym przez administrację.
Na Bloksie nikt ze znanych nie wspomina nawet o Kominku, bo to konkurencja, obawiają się zapewne podnieść mu – i tak wysokie już – notowania. Mnie skasowano blog, którym biłem się jak lew o ranking, stąd teraz mogę spokojnie nabijać mu liczniki i tankować w blog Kominka. (Tu ukłony i brawa dla Olsa za finezyjną politykę marketingową). Po cóż walczyć o wejścia na Bloksie i tak, leszcze, zyskacie co najwyżej trzecią pozycję, o ile wcześniej was nie skasują.
W czasie, kiedy Kominek notował swój blog w kategorii “dla dorosłych”, zyskując dzięki temu popularność, bo na przykład umieścił Britney Spears z odsłoniętą cipką, stąd Google notowały go wysoko. Cipka Britney ta sama, a kategoria już nie. Blog Kominka nagle okazał się mieć treści, które mogą być dostępne dla nieletnich.
Dominacja Kominka na Bloksie, w wielu kategoriach, prowadzi też do pewnego zniechęcenia innych do walki o – choćby krótkotrwałe – liderowanie. Chyba, że weźmiemy pod uwagę blog Onanizm i My, który jest poprawny politycznie, nie to co Cyc i zawiera opisy: nudziłem się i zwaliłem konia albo ogłoszenia typu: poszedłem na czat, zapraszam dojrzałe, które chcą zobaczyć jak tryskam do kamerki. No i linki do stronek pornograficznych. Całe mnóstwo linków do wyjątkowo obleśnej pornografii.
Przy okazji pytanie dla inteligentnych: Czy link może być pornograficzny?
Dzięki przejściu Kominka do otwartej kategorii top1000, blog Onanisty wiedzie teraz w rankingu top18 Bloksa, stanowiąc wyśmienitą wizytówkę dla tego serwisu.
Quo vadis Gazeto?
proces7
Suma, która nie może być większa niż jeden
A jeśli oni mieli rację? I Siwa słusznie zamknęła forum ‘”Zawróceni w Czacie”? Zrobiła to dla naszego dobra, a co za tym idzie, dla dobra ludzkości?
Może to Ols jest szlachetnym policjantem i zamykając nam blog, uchronił świat od zła i parszywego rynsztoka?
Pewnie nikt z Was nie wziął tego pod uwagę, prawda? Czytaj resztę wpisu »
Sowa, Malaga i Horodyńska
Pablo Picassso urodzony w andaluzyjskiej Maladze był leworęczny, był również dyslektykiem. Tego twórcy kubizmu nie trzeba prezentować. Można obejrzeć jego obrazy i grafiki w wielu miejscach na świecie. A najprościej w sieci.

Picasso i jego uratowana sowa
(c) © PHOTO MICHEL SIMA /RUE DES ARCHIVES
Picasso chętnie malował ptaki. Stąd dał swej córce imię Paloma, co w języku hiszpańskim znaczy gołąb. Po mieszkaniu Picassa fruwały gołębie , może to było jego inspiracją? Paloma Picasso jest znaną projektantką mody. W blogosferze również występuje – na Bloksie, znana polska projektantka mody – Joanna Horodyńska

Agencja My Photo
Prowadzi w Blox.pl blog sponsorowany, na którym prezentuje swe modowe wrażenia. Wyposażona w specjalny aparat telefoniczny z cyber sexem, fotografuje ważne wydarzenia w świecie celebrytek. Nie wiem czy lubi gołębie i czy była kiedykolwiek w Maladze. Nic mi również nie wiadomo o tym, czy pani Joanna uratowała jakąś sowę. I czy lubi się troszczyć o ptaszki.
Niemniej, powyższe wywody mogą sugerować istnienie korelacji pomiędzy światem mody i ornitologią.
proces7
Wyblogować bezsens blogowania
Najtrudniej zacząć, a palce mam ciężkie i niezgrabne. Pewnie ludzie piszący, cokolwiek i gdziekolwiek, miewają takowe dylematy. Pisać albo nie pisać? Oto jest pytanie! Czytaj resztę wpisu »
Marszczenie fraglesa albo fraglesowanie gruchy
Dostałem tu parę sygnałów od moich komentatorów, że niejaki Fraglesi – prowadzący bloga w lokalnej platformie WordPressu – należy w niej do najsłynniejszych cenzorów i bananowych kacyków – sław typu takich co do z glana po gościach walą. Niektórzy nazywają go nawet Banglesi.
Otóż, sądzę, że nasz blogowy faszysta jest najpewniej – w życiu prywatnym, tym pozablogowym, które chętnie na swoim blogu opisuje – całkiem fajnym gościem. Ogólnie ludzie z Pomorza i Kaszub są fajni. Ja chciałem się o nim wypowiedzieć w wymiarze wirtualnym. Bo dla mnie jest on pseudonimem, tak jak Wy wszyscy. Czytaj resztę wpisu »
Bloguj mi piękny pedale
Tolerancja, Kabaret i leszczyków dwóch
Tolerancja jest jak koń, każdy widzi jaka jest. Przy czym tolerancja zaprojektowana przez wszelkie organizacje walczące na jej rzecz jest jak osioł, który miał być koniem. Więc kiedy myślę o tolerancji, jestem osłem. Jest to następstwo paradoksu kłamcy, bo kiedy koń Wam powie, że jest gejem, to mu nie dacie wiary, a i pewnie sam koń też się uśmieje. Natomiast jeśli osioł Was poinformuje o preferencjach seksualnych konia, być może się zastanowicie.
Zatem informuję, a raczej piszę. Czytaj resztę wpisu »
Bujajcie się
Kiedy sobie tu siedzę, paląc papieroska za papieroskiem, a aromat Lavazzy espresso płynie mi w powietrzu nad klawiaturą, wszystko jest dla mnie oczywiste. Bo ja wiem co jest grane, wiem również, że inni wiedzą lepiej. Mnie to zupełnie nie przeszkadza. Nawet czasem cieszy mnie ta wiedza innych, w której mnie odkrywają, dochodzą samego sedna, istoty rzeczy zjawiska jakim jest proces7 w sieci. Czytaj resztę wpisu »
