wirtualne impresje

proces7

Archiwum kategorii ‘Blog Roku

Turniejowe świrki i ja

z 20 uwagami

Siemaneczko biedne blogowe świrki!
Ciekaw jestem, ile jeszcze tych starych karabinów z mych pierwszych blogowych wędrówek się tu plącze, gdzieś w pobliżu. Choć, jak zawsze piszę, tu nie ma jakiegoś pobliża w pełnym sensie. Że nie wspomnę jeszcze o zapomnianych czatowych czasach, które w czasoprzestrzeni Internetu zdają się być prehistorycznymi.

Sprawę turnieju na Blog Roku zupełnie przespałem. Gdybym nie spał, blog był bym wystawił, albowiem Turnieje Onetu niezwykle wartościowymi dla blogosfery są i zachwycają. Dlaczego zachwycają? Bo są wartościowe i niosą przesłanie, przemawiają. Pokazują, że blogopisacza stać na wiele. Mało tego, one mówią, że stać go na więcej, że blogoprzestrzeń stać na więcej. A kto tego nie kuma, ten głąb. Rozumiem, że ta cała esemesowa szopka, choć dzięki niej wygrałem Kulturę za 2007 rok, to fajans i popelina, i kryształowe pucharki, i w ogóle casas pavosas. Niestety, blogi są popularne jedynie w blogoprzestrzeni i tak chyba musi być. Kiedy oglądałem Paszporty Polityki, jeden z nagrodzonych powiedział coś w stylu, że cieszy się z wyróżnienia szczególnie, bo jako pisarz, nie musiał nigdzie wysyłać esemesów, tańczyć na lodzie i o głodzie, po prostu właściwa kapituła odnalazła go sama i nagrodziła. No mogłoby być i tak z blogami, ale nie sądzę, by zdarzyło się to przed śmiercią blogosfery.

Ci, którzy startowali, wiedzą jak to z tym głosowaniem jest. Te sms – y trzeba wydrzeć pazurami z ziemi, kilofem wyszarpać, niczym diamenty z węgla. Najcelniej i najrzetelniej, żeby siła w ramionach i trud ten wykonać. Oczywiście ci co mówią, że zagłosują, nie wyślą, trzeba stanąć nad realnym telefonem i pilnować delikwenta, uprzednio go skorumpowawszy, z odbezpieczonym pistoletem przy jego skroni. Albo, co najwygodniejsze, zakupić startery, stracić nieco kasy, ale zachować dumę. Ja, przykładowo w tym roku wysłałem 0 (słownie: zero) esemesów. Choć niby tylu blogopisaczy znam.
Moje blogaski wystawiałem trzykrotnie (raz, dwa, trzy), z różnym powodzeniem. Fajna zabawa to była i niczego nie żałuję, grzechów mych też nie pamiętam.

Co do samej gali blogowej, to bardzo fajna rzecz, można na własne oczy zobaczyć piszących blogi, napić się za darmochę, zjeść, pogadać. Jeśli Onet zafunduje noclegi w hotelu Etap – nie nocować pod żadnym pozorem w tym trefnym miejscu!
Mnie ten pozornie darmowy nocleg kosztował dodatkowe dwadzieścia cztery godziny; kilkanaście w izbie wytrzeźwień (podejrzewam, że menadzie tego hotelu mają umowę z izbą wytrzeźwień) i kilkanaście godzin na policji. Był to mój dziewiczy raz, więc przeżyłem to jak pobyt w obozie koncentracyjnym, bez praw, obity i dobity. O chłodzie, głodzie w demokratycznym państwie. Pocieszała mnie jedynie myśl,  że władza, która zadziera z kulturą zawsze kończy źle. I powiem wam jeszcze, że wyszedłem szczęśliwy, że po tych wszystkich torturach i eksperymentach, którym  mnie poddawano, później zaś upokorzeniach w komendanturze policji, byłem szczęśliwy, że sprawa nie skończyła się w komorze gazowej i nie wróciłem z Konkursu na Blog Roku przez komin krematorium. Więc Gala tak, jeśli nocleg w hotelu Etap, nigdy nie idźcie tą drogą!

Jeśli chodzi o kwestię menadziów hotelowych i innych, opiszę ją niebawem gdzieś z całą pewnością. Będą to takie moje, filozoficzno – nostalgiczne impresje.

Mało mnie tu, ale im więcej ciebie na blogach, czatach czy forach, tym mniej cię w innym życiu. Traktowałem blog jako terapię, stąd należałoby sądzić, że jestem wyleczony. Albo pozostaję przypadkiem nieuleczalnym i Internet mi nie pomoże. Drogą ucieczki też nie jest, bo przed samym sobą uciec się nie da.
Pisałem kiedyś gdzieś chyba, że jeśli istnieje przyjaźń wirtualna, to odejście kogoś bliskiego z sieci powinno nas cieszyć, jak ucieczka współwięźnia z paki. Bądź zwolnienie warunkowe, albo koniecznie lub wystarczająco bezwarunkowe. Czy w świat bardziej szczęśliwy i bardziej realny? Tego nie wiem. Dziś ludzie z sieci, ich myśli ich problemy, życie są dla mnie błahostką, niczym. Nie muszę pisać, stąd nie piszę. Kiedyś musiałem, a sieciowe więzi były dla mnie wszystkim co miałem.

proces7

Written by procesVII

Luty 9, 2011 at 1:36 pm

Bezpowrotnie utracona anonimowość

z 33 uwagami

Sobota to najbardziej parszywy dzień dla blogów. Często o tym wspominam, statystyki opadają jak smętne penisy, a komentatorzy śpią albo piją gdzieś z tęsknoty za blogoprzestrzenią, obmyślając kolejne finezyjne i zwrotne komentarzyki. Dzięki czemu unikamy ich bzdurnych, nic nieznaczących uwag.

Z imprezy Onetu, nagradzającej najlepsze blogi w Polsce, wróciłem na tarczy, ale byłem tak nawalony, że nawet było mi wygodnie i wszystko jedno.
Trzeba przyznać, że cała ta Gala to całkiem fajna impreza, miałem okazję napić się za darmochę dobrego włoskiego vino da tavola i zobaczyć z bliska, pogadać nawet z ludźmi, których zwykliście byli oglądać w telewizji. Jedzenie też mieli dobre, ale ze mnie kiepski pieczeniarz, stąd nie nawpierdzielałem się nadto. Kiedy zaczynam być głodny, impreza zazwyczaj chyli się ku końcowi.
Organizacja imprezy wspaniała, choć ten klub, którego w Warszawie nikt nie znał, oferował gównianą muzykę. Ale ten cały di dżej miał to w dupie, jemu się podobało.

Nie wypowiem się o nominowanych i nagrodzonych blogach, bo po prostu żadnego z nich nie znam. Ani jednego nie czytałem. Pretensji ani nadziei na nagrodę nie miałem, bo sami wiecie, dla tego bloga, sama nominacja w kategorii Kultura, jest już lekkim nieporozumieniem. Zresztą w każdej innej byłaby tym samym.
Mało znam blogosferę, tu wszystko wciąż się zmienia, a ja blogów nie czytam. Kiedyś, owszem, sporo czytałem, ale chyba nadeszła faza nasycenia, plateau. Stąd moje notatki, z powodu braku stosownych wzorców, mogą być całkiem nieblogowe. Nie uczestniczę w żadnych serwisach społecznościowych, nie mam konta na żadnym Twitterze, Naszej Klasie czy Facebooku. Nie komentuję innych blogów. Konto bankowe w zupełności zaspakaja moje potrzeby.

Z tego miejsca chciałbym serdecznie podziękować organizatorom imprezy – Onetowi i jego ekipie – za zaproszenie i zafundowanie mi ekskursji do Warszawy. Ostatni raz miałem okazję być w stolicy na wycieczce szkolnej w podstawówce.
Zobaczyłem z bliska wielki świat ludzi mediów, blogerów, kręciły się koło mnie prześliczne hostessy z nadwagą. Fotki, plotki, blogaski i wzruszające przemowy nagrodzonych.
Cieszę się, że zaliczyłem ten etap, a Etap notabene nazywał się też najparszywszy hotel w Warszawie, który nieopatrznie zafundował mi Onet. Nigdy więcej, to nie hotel a zwykła melina.

Jak wspominałem, o nagrodzonych blogach nic nie napiszę, bo ich nie znam wcale, szkoda mi czasu na blogoczytanie, jeszcze mam tyle zaległości w czytaniu, że życia mi nie starczy, a wzrok też z wolna starczy. I nie sterczy też.

Ale cieszę się, że pojechałem do tego legendarnego miasta, znanego mi ostatnio tylko z telewizji. Do miasta najgorszych – spadkobierców carskich stójkowych i kapusiów z czasów zaborów – policjantów w Europie. Miasta ustawionych i pazernych fam, i nadziei, które żyją jak roboty w wirze z marzeniami. Miasta nędznych seriali, karier i złodziei samochodów.
Jestem szczęśliwy, że moje życie spędzam sennie w bezpiecznej, stabilnej i szanującej człowieka części Polski. Nie budujcie nam autostrad ni szlaków kolejowych z naszej cesarsko – królewskiej idylli do stolicy. Boże i martwy majestacie Franciszka Józefa, chrońcie mnie przed Warszawą. Obym tam nigdy więcej nie zawitał.

proces7

Written by procesVII

Marzec 6, 2010 at 10:23 pm

Nominacja do Blogowego Nobla

z 89 uwagami

Kiedy w roku 1969 wszyscy czekali jeszcze na Godota, pewien irlandzki, pogrążony w depresji dramatopisarz – bo wówczas jeszcze niestety nie odkryto jeszcze zbawiennego działania tych wszystkich serotonin i innych antydepresantów – otrzymał telefon, w którym poinformowano go, że otrzymał Literacką Nagrodę Nobla, powiedział: “O, Boże, ale niefart”. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

Luty 3, 2010 at 12:03 am

Elegia o całkiem dużym chłopcu niepolskim

z 117 uwagami

Widzę, że podniecacie się jakimś moim starym tekstem o nieseksownych mężatkach na czacie, a tu przecież chodzi głównie o to, Mili Państwo, że ja startuję w Konkursie i to w sekcji “Kultura”.
Żeby więc było seksi i kulturalnie to wspomnę o filmie “Elegia” Isabel Coixet. Bo film ten mnie zachwycił, choć być może zachwycać jednak nie powinien. “Konającego zwierzęcia” nie czytałem, ale znam parę pozycji Philipa Rotha i on mnie zupełnie nie zachwyca. Źle się go czyta; jest ciężki, rozwlekły i po prostu nudny.
Dawno temu nakręcono film na podstawie jego powieści “Kompleks Portnoya” i tu faktycznie ekranizacja była tak nędzna, że chyba gorsza od filmowej adaptacji “Paragrafu 22″ Hellera. A bardziej książki i pomysłu schrzanić się już nie da.

Pisałem niegdyś o kiepskich książkach i doskonałych filmach zrobionych na ich podstawie. Dla mnie takim klasycznym przykładem jest “Angielski pacjent”, rewelacyjny film Anthony’ego Minghelli. Książka Michaela Ondaatje (jak to czytać do diaska!?) to gniot.

Ale miało być o seksie i kulturze. Otóż, bohater “Elegii”, profesor Kepesh, grany przez Bena Kingsleya, podrywa młodą i piękną Consuelę (w tej roli Penelope Cruz) właśnie na swoją wiedzę w dziedzinie kultury. Podrywa ją i zaciąga do łóżka, choć sam nie jest ani młody, ani piękny.
Cóż robi?

Pokazuje jej obraz “Mai ubranej” Goi i mówi, że Kubanka jest do niej podobna. Wcześniej widać, jak paluszek mu się ześlizguje i miga nam przed oczyma rozebrana Maja. O majach to ja bodajże pisałem, a było tam o Goi i chodziło o rozstrzeliwania majowe.

W każdym razie, trzasnął dziewczynie pewnie o 40 lat młodszej od siebie komplement, zabrał do teatru, pokazał jakieś fotki i zagrał na pianinie. I kubańska Maja została rozebrana.
Aha, wcześniej zaimponował jej oryginałem listu Kafki do Mileny. Ale ja jako Proces powiadam Wam, że to nie było kluczowe ani wcale rozstrzygające.

Penelope Cruz; fotografia Sante D’Orazio

Kiedy w filmie były sceny łóżkowe, zastanawiałem się czy facet zażywał jakąś viagrę albo co, bo chyba w tym wieku już nie miewa się spontanicznych erekcji, nieprawdaż?

Wniosek nasuwa się prosty: warto zajmować się kulturą, opłaca się wiedzieć co jest grane, bo najzwyczajniej na takie “tricki kulturalne” można wyrwać i zaliczyć fajną laskę. Jasne, że na kasę jest łatwiej, pewniej i szybciej, ale na taką kulturalną wędkę o wiele przyjemniej. I bardziej sportowo.
Piszę tu o koneserach i kobietach mniej osiągalnych, bo czatowe mężatki możecie wyrywać na byle co, wystarczy lektura pism kobiecych. Inna rzecz, że te krokodyle pchają się same do facetów i opędzić się od nich nie można.

Jest też jeden znamienny motyw w tym filmie. Przyjaciel Davida Kepesha, Gerorge, mówi mu, że piękne kobiety – takie jak Consuela – są niewidzialne, że widzimy w nich otoczkę piękna, że nie potrafimy na nie spojrzeć, bo to piękno nas paraliżuje. George’a gra Dennis Hopper, wielki Easy Rider historii kina.
I powiem Wam, że to jest prawda, piękną kobietę dużo łatwiej zdobyć, niż nam się zdaje. To onieśmielenie i ten paraliż powodują uciążliwy dystans dla obojga.
Kiedyś opowiem tu moją elegię, ale to jeszcze nie dziś, jeszcze nie teraz.

proces7

Written by procesVII

Styczeń 19, 2010 at 11:03 pm

Teatr działań blogowych

z 96 uwagami

Lubię te wszelakie konkursy, zawody, turnieje. “Turniejem” nazywam onetowski konkurs na Blog Roku. Za pierwszym razem wygrałem swoją kategorię, ale zasady były inne, moim zdaniem sprawiedliwsze, bardziej demokratyczne. No i dzięki tym zasadom było bardziej dramatycznie: walka, emocje itd., itp.
Zawody takie pomagają mi spojrzeć z perspektywy na swój blog i tak jak w ubiegłych latach, nieco go uporządkować. Przed tym konkursem, tą blogową kolędą noworoczną jurora, nie mam czasu. Plącze mi się po głowie cała masa pomysłów, ale trudno mi wyrwać cokolwiek z życia na blogowanie. Na które przecież szkoda życia, chyba, że jest stricte przyjemnością.
Do tego dochodzi fakt, że ktoś znany i ceniony przeze mnie, przeczyta mój blog. Ufam w to i wiem, że wygląda to teraz jak próba korupcji jurora.

Sami wiecie, czytelnicy jak to blogowi szperacze, przeczytają notkę albo nie, w komentarzach nasrają, nawet nie czytając. A tu przyjdzie sędzia, o ile zakwalifikuję się do pierwszej dziesiątki, w co wierzę, przeczyta i wstawi komentarz. Cenny, bo będzie on tyczył całości. I będzie nienapisany, ale wypowiedź zobaczę, bo albo zakwalifikuję się, albo nie. Ktoś mający spory teatralny dorobek, znany i ceniony jak Krystian Lupa, będzie moim jednoosobowym audytorium. Przez krótki czas, przez moment. Jednak będzie.
Tak bardzo nie mam czasu, tak szkoda mi jego resztek na blogopisanie, a wypadałoby jakoś dlań zagrać na tej scenie. Pokazać, że umiem grać i, że to moja pasja. Przyjąć godnie to jednoosobowe audytorium w osobie sędziego.

Zdaję sobie sprawę z tego, że większość notatek z wirtualnych impresji może nie kojarzyć się z kulturą pełną gębą. Sam nie jestem przekonany co do mej decyzji. Absurd i off byłyby może bardziej trafne, jak w ubiegłym roku…? Ale też nie, ta kategoria to taka zapchajdziura. Tu zaś mam chaos, bałagan i diabli wiedzą co.

Jeden punkt styczny jest, fragment gdzie się zazębiam z kategorią. Bo ja blogopisanie widzę jak teatr.  Skoro jest teatr działań bojowych, strategia i taktyka, to musi być teatr działań blogowych z jego grą, strategią i teorią. Implikacja oczywista. A blog mój jest ogromny, przynajmniej takim go widzę,  i stary. Zupełnie jak znane teatry.

proces7

Written by procesVII

Styczeń 12, 2010 at 3:02 am

Proces i jego blog roku

z 64 uwagami

By tradycji stało się zadość oraz by uczcić imię, mojej jeszcze nienarodzonej, ani nawet jeszcze nie poczętej córki, która otrzyma imię Tradycja (Jak Patrycja Letycja, Alicja, Ejakulacja, Pistacja itd., itp.), startuję w Turnieju Blogowym Onetu. Prawdę mówiąc, kiedy byłem mały, to myślałem, że moje dziecko płci żeńskiej będzie mieć na imię Deyna, syn zaś Kazimierz. Jednakże życie każe nam prowadzić gry bez reguł i konsekwencji.

To już będzie po raz trzeci, za pierwszym razem wystawiłem proces.blox.pl i wygrałem tytuł Bloga Roku w kategorii “Kultura”. Stąd nie mogę już – chcąc pozostać w zgodzie z regulaminem – wystawić tego bloga ponownie do Turnieju. W ubiegłym roku startował w zawodach ten tutaj blog, w kategorii “Absurdalne” i offowe”, ale nic nie ugrałem, choć byłem bliski sukcesu. Prawie wygrałem skuter.

Owszem, starty w konkursach to swego rodzaju obciach, ale też test dla bloga, a nade wszystko świetna reklama. Spróbować można, a nawet trzeba. Nie takie gnioty ludzie wystawiają i większe badziewie jest nagradzane. Trzeba mieć fart. Chyba że ktoś wierzy w to, że juror, ekspert od danej kategorii, przeczyta wszystkie dziesięć nominowanych blogów. Daje to średnio jeden na dzień, a taki jak mój jest pewnie dwa – trzy razy dłuższy i nudniejszy od “Nad Niemnem” Orzeszkowej. Gdybym był w jury, nie czytałbym tego badziewia, rzuciłbym monetą albo wylosował kartę z talii.
Zresztą główną nagrodę dostają ostatnio i tak blogi, których autorzy są dotknięci jakimś nieszczęściem. Śmierć kogoś z rodziny, chore dziecko. To ma być zapewne jakaś rekompensata za trudy i cierpienia codzienności. Myślałem o tym, żeby uśmiercić kogoś z rodziny, zachorować na nieuleczalną chorobę albo choćby zagrozić jurorom, że zajebię na śmierć jakąś pacynkę, jeśli nie wygram. Ale nie warto.

Co do SMS, to nie będę was prosił, kto ma wysłać, uczyni to. Nastawiam się wszakże, że będę musiał sobie sam poradzić w tej kwestii.

Zabawa jest przednia, choć przypomina hazard, biorąc pod uwagę inwestycje esemesowe. Maszyna da albo nie, juror wybierze blogasek albo i nie.

Wstawiłem blog Wirtualne Impresje do kategorii “Kultura”, tak jak w pierwszym moim starcie. Dlatego proszę was uprzejmie byście pisali zgrabne, wdzięczne, a przede wszystkim kulturalne komentarze. Większość ludzi, szczególnie pośród sieciowych buraków, uważa, że blog o kulturze musi być kulturalny, słodki i cieplutki. No a jednoręki bandyta kręci owocami i warzywami, do których buraki się zaliczają. I te cukrowe jak i te pastewne.

proces7

Written by procesVII

Styczeń 6, 2010 at 10:57 pm

Teleecha Turnieju Blogowego

z 13 uwagami

Miałem napisać, jeszcze przed konkursem Onet.pl taki mały poradnik: jak pozyskać esemesy na swój blog w Konkursie na Blog Roku 2008. Ale nie napisałem i zrobiłem błąd. Dla tej gry potrzebna jest stosowna taktyka, bo jednak zawsze to złotówka netto.
Nie to co w konkursie Wiadomości24, tam można głosować mailem. Ile masz maili – tyle masz głosów. A poczta jest w wielu serwisach darmowa. Więc wystarczy wyprodukować stosowną ilość kont pocztowych i oddać na siebie głosy. Wyklikać sobie odpowiednią, premiowaną pozycję.
Jeśli ktoś z Was wierzy, że można było dostać więcej niż kilkanaście SMS i zakwalifikować się do ocenianej grupy blogów w konkursie Onetu bez dodatkowych “machlojek” – jest głąbem. Ktoś kto ma paru znajomych czytelników, komentatorów, a nigdy, nawet przypadkiem, błądząc po sieci, nie wstrzeliliście się w jego blog, nie dostanie więcej niż parę esemesów. Nie wierzcie w cudowność i wyjątkowość blogów, które nagle się objawiły, bo ludzie je kochają i podziwiają. Głosy trzeba sobie wyrąbać siekierą. Ale ciągle się waham czy opowiadać o tym jak to zrobić. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

Luty 19, 2009 at 6:18 pm

Połknąć czy wypluć?

z 36 uwagami

Oto iście Hamletowskie pytanie, ale o tym za chwilę.
Trzy na dziewięć, to chyba przeciętny wynik. Bo taki trafiłem podając nieoficjalne wyniki konkursu na Blog Roku. Poprawię je niebawem, ale niech tymczasem sobie to moi biografowie odnotują. Bo ja mam sieciowych biografów. Którzy odnotowują i wyszukują, jak również punktują i monitorują wszystko co tu piszę. By potem wyłapać moje wpadki i niekonsekwencje. Co to jest do jasnej cholery!? To ja jakaś Jolka Rutowicz albo – za przeproszeniem – Doda jestem? Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

Luty 10, 2009 at 7:33 am

Skutery zostały rozdane

z 49 uwagami

Członkowie Wielkiej Kapituły Onetu, składającej się notabene z osobowości, wyznaczyli zwycięzców poszczególnych kategorii konkursowych w dorocznym konkursie na Blog Roku. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

Luty 8, 2009 at 12:13 pm

Etap Ostatni Turnieju – EOT

z 35 uwagami

Wracając do kwestii konkursowych, chciałbym napisać, że trwa trzeci etap głosowania. Konkretnie to jest tak, że wszystkie dziewięćdziesiąt blogów, które zakwalifikowały się do oceny jurorów, walczą o nagrodę Bloga Blogerów. Dziewięćdziesiąt, bo kategorii jest wprawdzie dziesięć, ale dla zawodników z kategorii “Teen” wyodrębniono specjalny dział Blog Teen Blogerów i tam dziesięć blogów walczy o tytuł i nagrodę. Taką samą jak w kategorii “dla dorosłych”, czyli laptopa.
O ile w ubiegłym roku na blogi, zwycięzców poszczególnych kategorii głosowali sami Internauci, w tym roku to zmieniono, dając Jury większe uprawnienia. Rozwiązanie jak każde ma swoje wady. Obstawiam, ze w tym roku organizatorzy dostaną w sumie mniej esemesów niż w ubiegłym. Tych przeznaczonych na cel charytatywny. Dlaczego?
W ubiegłym roku wygrałem głosowanie Internautów, a tym samym kategorię Kultura, uzyskując 700 głosów w trzecim etapie. I ten wynik osiągnąć było mi naprawdę trudno.

bloger_roku

Dziś już widzę, że blog profesor Joanny Senyszyn przekroczył liczbę 1001 głosów. Joanna z tysiąca i jeden esemesów. Albo: Anna tysiąca esemesów. Tylko tę ostatnią niestety ścięto. Przypomnę, że w poprzednim etapie “blog” Stanisława Michalkiewicza osiągnął wynik w postaci 1988 esemesów. To rok zrodzenia się idei okrągłego stołu. I to był rekord drugiej tury. Pani Profesor zaś ma jutro 60 – te urodziny!
Napisałem w cudzysłowie “blog” przy Redaktorze, bowiem nie sądzę, że pan Michalkiewicz w ogóle wie co to blog. A że takowy pisze, dowiedział się najpewniej dopiero niedawno. Nie będę tu dyskutował na temat co blogiem jest, a co nie. Tu każdy ma swoją opinię.
Poglądy Michalkiewicza są mi bliższe niż myśli pani Joanny,  jednak pojęcie “bloguje”, pasuje do niej bardziej. Michalkiewicz pisze lepiej, sprawniej, dowcipniej, ale to jego felietony z innych pism po prostu. Żaden tam blog. Choć, jak sądzę, ukochana Korwina Mikke – Profesoressa też nie wchodzi u siebie w żadne interakcje z komentującymi. A tak wedle mnie winien wyglądać blog. Aktor musi współgrać z widzem. Muszą się uzupełniać i czuć ten sam rytm.
Myślę, że w przyszłym roku Onet to zmieni, choćby po to, by mógł się pochwalić większym dochodem z SMS przeznaczonym na pożyteczne sprawy.

Sam nawet nie namawiam do głosowania na mnie, ani na nikogo innego, choć widzę tam na pierwszej stronie, w pierwszej dwudziestce, dwa znajome blogi. Przy czym są to blogi z tych literackich, bezalkoholowych. A jak wiadomo, w literaturze ważne są te promile twórczości i kreatywności zawarte w krwi twórcy.

Dlaczego takie głosowanie nie jest dobre?
Wiadomo było, że Polityka zdominuje grę w tej części konkursu. W ferworze walki pani Joanna i pan Stanisław dojdą do paru tysięcy głosów, co dla normalnego, przeciętnego blogopisacza jest wynikiem nie do osiągnięcia. Więc, nawet takich jak ja, zadziornych graczy, od razu to zniechęci. Bo nagroda jest tylko jedna. Sądzę, ze Onet lepiej by zrobił, gdyby wyznaczył, nawet nieco mniejsze nagrody, ale dla każdej kategorii, tak jak wydzielił kategorię “Teen”. Wtedy byłoby więcej walki i więcej esemesów. Czyli Blog Roku w każdej kategorii, tak jak teraz, wyznaczony przez jurorów, plus Blog Blogerów w każdej kategorii.

Pomijam już fakt, że w walce pani Profesor i pana redaktora Michalkiewicza nie będzie wcale chodziło o jakość bloga, a o to, która racja jest najichniejsza i najsłuszniejsza politycznie.
No dobra, jeśli głosujemy esemesami, to wiadomo, że wygrywają ci, którzy mają najwięcej sympatyków, pieniędzy na karty czy rzeczywiście piszą lubiany blog.
Jednakże w tej grze będzie chodziło w końcowej fazie o to czy lewica postkomunistyczna ma rację, czy raczej UPR. I nie ma znaczenia, że każda z tych partii jest już dziś coraz bardziej kanapowa.
Internauci nie będą głosować na blogi, a na to czy powinna być kara śmierci, legalna aborcja, przyzwolenie na małżeństwa homoseksualne itd.
Tacy jak ja, którzy praktycznie mogą zorganizować sobie te kilkaset esemesów, pozostaną poza grą. Bo tu zwycięzca jest jeden i jedna nagroda. Więc o cóż mam walczyć? Namawiać Was do tego, byście jednak głosowali, by mój blog zakończył turniej na wyższej pozycji niż moje znajome z sieci? Te, które piszą literaturę?
Jeśli one chcą być wyżej, to ja też chcę, żeby tak było. Kiedy im to da satysfakcję, że wygrały ze mną, to mi też da.
W zasadzie wypadałoby mi napisać: Nie głosujcie na mnie, zagłosujcie na nie.
Problem w tym, że jeśli dla nich ta pozycja ma znaczenie, jeśli przez to czują się, że ich literatura jest większa, lepsza i piękniejsza, to zrobię im krzywdę. Bo jak wiadomo pisarki to wrażliwe kobiety.
Gdyby tak teoretycznie któraś nawet wygrała, to pojawiłyby się fale krytyki, masy lanserów na ich blogach, spamerów. Ich blogi zatraciłyby ten literacki wymiar, pewnie zaczęłyby filtrować komentarze. No i cała ich twórczość poszłaby na tapetę i została wyśmiana. Choćby przez tych, którzy przegrali, na przykład politykierów.

Nie powiem też byście na mnie nie głosowali, bo przecież to zabawa, która służy dobremu celowi. Więc, nieco obłudnie, napiszę: Głosujcie! Na kogokolwiek, byle dużo i często! Złoty dwadzieścia dwa dupy nie ma, a może coś tam przestawicie?
Tu -zaś sam, jeśli chodzi o ten blog – nikogo zachęcał nie będę, ani namawiał. Owszem, prywatnie, przy okazji powiem paru znajomym by zagłosowali.
W ubiegłym roku prosiłem, potem przychodzili do mnie i pisali: głosowaliśmy na twój blog, a ty go olałeś? Straciliśmy pieniądze na esemesy na twój blog o kulturze, a ty tu rzucasz mięsem?
W tej chwili jestem w komfortowej sytuacji i mam w dupie Wasze SMS. Politykierów nie prześcignę, ergo: laptopa nie wygram. Róbcie co chcecie. Jeśli ktoś czuje wewnętrzną potrzebę i chce zagłosować na mój blog, niech głosuje. Ja dziękował mu nie będę. Niczym nikomu się nie odwdzięczę.

Głosowanie trwa do 9 lutego, do godziny 12.00.
Myślę, że w przyszłym roku Onet zmodyfikuje nieco zasady, bo widać, że się starają, a pewne sprawy wychodzą dopiero w praniu. No ale w tym roku prać się mogą tylko nieliczni. A szkoda. Bo ja uwielbiam się prać.

proces7

Written by procesVII

Styczeń 31, 2009 at 10:57 pm

Róże i zaraza

z 17 uwagami

elamorcolera W polityce nie ma miłości. Jeśli ona już tam jest, to wcale nie jest romantycznie, nie jest nawet grzesznie i poza przyzwoleniem społecznym. Miłości w polityce nie są zbrukane, bo i owszem, pojawiają się nieznośne plotki, ale te skandale mają zupełnie inny wymiar niż pośród znanych ludzi rozrywki. Tam też ta miłość sprowadzona jest do parteru: do ciała, seksu i pieniędzy, ale nie ma tego tragizmu, wzruszeń, dramatycznych wydarzeń, które mogłyby poruszyć serca. Komentatorzy polityczni od razu doszukują się odniesień do jakichś konfliktów globalnych. Wiążą te uczucia z budżetem, polityką zagraniczną, walką o stołki. I to wcale jest nieczułe i nawet nieerotyczne. Totalnie nieliryczne.
I właśnie dlatego polityka mnie nie zajmuje. Rozumiem ludzi, którzy sądzą, że pisząc, komentując, poszukując spisków i walcząc o władzę, mogą uważać, że coś zmienią. A tak naprawdę, to brakuje im miłości, a pasja polityczna jest jej nikczemnym substytutem.
W przekonaniu tym utwierdziły mnie ostatnie, rzekome afery związane z konkursem Blog Roku.
Jak zawsze, najbardziej zaciekłe walki toczyły się na froncie dyskusji politycznych. Mniejsza z tym, że ja tego nie pojmuję, bo przecież jeśli blog wygra kategorię ‘”Polityka”, nie będzie to oznaczać, że wygrał wybory, że jego racja jest najbloguśniejsza. Ilość komentujących, wizytujących stronę polityka nijak nie jest skorelowana z poparciem dla niego w wyborach, zaryzykowałbym nawet tezę, że taka medialna internetowa popularność jest ujemnie skorelowana z ewentualną wysokością politycznego stołka.

W konkursie chodziło o to, że Joanna Senyszyn była adorowana przez Janusza Korwina Mikke. Oczywiście dla kogoś, kto nie ma w sobie za grosz romantyzmu i nigdy nie kochał, ani kochany nie był, cała sprawa wygląda na przekręt i aferę. Ale to nie tak.
Korwin Mikke zachęcał swoich fanów by głosowali na blogi “prawicowe” (bezalkoholowe;)), żeby nikt a nikt z lewicy do finałów się nie przecisnął. A strateg z niego niezgorszy, więc wiedział, że dzięki takiemu zabiegowi, wprowadzi do finałów jedyną kobietę, którą przewrotnie nazwał Czerwonym Cierniem. I śmiem twierdzić, że Joanna to niespełniona miłość Janusza. On, odrzucony z czerwonych salonów, walczy jak lew z komuchami, a tak naprawdę poszukuje atencji Profesoressy. Bo przecież socjalizmu nie wytrzebi z urzędów i umysłów, a być może któregoś dnia wyląduje w ramionach Joanny, która za kilka dni, bo 1 lutego, kończy sześćdziesiąt lat.
Młodzi będą się śmiać, ale ci, którzy czytali książkę – bądź widzieli film nakręcony na jej podstawie – “Miłość w czasach zarazy” (El amor en los tiempos del cólera) mogą spojrzeć na rzecz z zupełnie innej perspektywy. W tytułowej cholerze ujrzą czerwonkę, z którą walczy Janusz, a w cierniu, którym niby dla Janusza jest Joanna, dojrzą odniesienie do ciernistych dróg, przez które wiedzie trudna miłość. Ptaki ciernistych krzewów, per aspera ad astra itd.

Bo czyż Janusz nie przypomina Wam brzydkiego i smutnego, acz uroczego, nieudacznika Florentina Arizy, a Joanna wyrachowanej Ferminy Dazy?
Ja sądzę, że Janusz właśnie cały wypełniony jest – jak Florentino – miłością. Blog to tylko przykrywka, a tak naprawdę, skrycie to on pisze wiersze dla Joanny. O ptakach, kwiatach i różach, stąd te ciernie. I ona motywuje ten jego przewrotny poemat.
Bo przecież polityka – tak jak i pieniądze – nie jest celem, a tylko środkiem do osiągnięcia władzy, a ta z kolei ersatzem miłości. I Janusz cierpliwie czeka na swe spełnienie. Dziś zostawił tę swoją miłość, ten czerwony kwiat w otoczeniu wilków prawicy, bo chciał ją zobaczyć wyraźnie. Jak Florentino, który przemierzał setki kilometrów w czasach zarazy i pozostał wierny swej ukochanej. Te 622 kochanki, to był szczegół. Wielki statystyczny, nieistotny dodatek do prawdziwego uczucia.
Bo tak naprawdę w życiu liczy się tylko miłość, ona nas prowokuje, uświęca i uszlachetnia. I drogi są do niej cierniste. Ale ufam w to, że kiedyś Joanna i Janusz popłyną rzeką w górę i dół i spełni się to, czego najbardziej pragną. Jak kiedyś spełniło się dla Ferminy i Florentino. Będą pływać po rzece “przez całe życie”. Bo po wielu latach samotności, na przykład stu, po zarazach, po śmierciach patriarchów w ich jesieni, przychodzi czas na miłość, która trwa całe życie i którą jesteśmy wypełnieni. Nieświadomi tego faktu. Przez całe życie.

proces7

Written by procesVII

Styczeń 26, 2009 at 9:47 pm

Konkurs i pożyteczni idioci

z 48 uwagami

Pewnie niektórzy zauważyli, że nie robię tu żadnych kampanii reklamowych, nie nakłaniam nikogo do głosowania esemesem. Nie czynię tego nie tylko dlatego, że mam nieco doświadczenia w tej esemesowej grze i z moich obserwacji wynika, że jest to absolutnie nieskuteczne.  Wstawiłem tylko informację, że gram i tyle.
Zauważyłem, że niektórzy blogopisacze, biorący udział w Turnieju Blogowym, zachęcają, pod każdą notką powielają numer, na który należy głosować. Polecają ich też znajomi blogowicze. Nikt nie będzie sięgał po telefon by nagrodzić tekst, który mu się spodobał, skoro może go czytać za darmo. Jeśli przed kioskiem postawicie puszkę na datki, zamiast kioskarki inkasującej pieniądze za prasę, gwarantuję Wam, że poniesiecie sromotne straty na takim kolportażu. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

Styczeń 20, 2009 at 6:57 pm

Offowy i absurdalny proces

z 22 uwagami

Mężczyźni z małymi, można nawet śmiało powiedzieć – absurdalnie offowymi – przyrodzeniami są wewnętrznie bardzo smutni i zazwyczaj to ludzie czujący odrzucenie społeczeństwa. Chciałem kiedyś koleżance z sieci powiedzieć komplement i napisałem jej, że ma offowy seksapil. Nie była zadowolona, po dziś dzień się do mnie nie odzywa. Choć ja napisałem jej to w dobrej wierze. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

Styczeń 15, 2009 at 3:25 pm

Gra w kulki

z 39 uwagami

Najpierw chodzi o to, żeby jak najwięcej tych kulek uzbierać. Im więcej masz kulek, tym lepszy masz blog.

kulki Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

Styczeń 13, 2009 at 8:17 pm

Proces i Blog Roku

z 21 uwagami

Sporo ludzi zagląda na mój blog Qui penis aquam turbat w związku ze zbliżającym się Konkursem Blog Roku 2008 organizowanym przez Onet.pl.
Nie bardzo jestem przekonany do startowania w tym konkursie. Wiem już na czym to polega, wygrałem swoją kategorię, no i nie wchodzi się dwa razy do tej samej blogosfery, która płynie jak rzeka szeroka i przez którą uśmiechamy się czasem do siebie.
W ubiegłym roku miałem plan, wiedziałem jak wygrać i po to startowałem. Żeby wygrać. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

Styczeń 10, 2009 at 2:21 pm

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.