Archiwum kategorii ‘Blog Roku’
Teleecha Turnieju Blogowego
Miałem napisać, jeszcze przed konkursem Onet.pl taki mały poradnik: jak pozyskać esemesy na swój blog w Konkursie na Blog Roku 2008. Ale nie napisałem i zrobiłem błąd. Dla tej gry potrzebna jest stosowna taktyka, bo jednak zawsze to złotówka netto.
Nie to co w konkursie Wiadomości24, tam można głosować mailem. Ile masz maili – tyle masz głosów. A poczta jest w wielu serwisach darmowa. Więc wystarczy wyprodukować stosowną ilość kont pocztowych i oddać na siebie głosy. Wyklikać sobie odpowiednią, premiowaną pozycję.
Jeśli ktoś z Was wierzy, że można było dostać więcej niż kilkanaście SMS i zakwalifikować się do ocenianej grupy blogów w konkursie Onetu bez dodatkowych “machlojek” – jest głąbem. Ktoś kto ma paru znajomych czytelników, komentatorów, a nigdy, nawet przypadkiem, błądząc po sieci, nie wstrzeliliście się w jego blog, nie dostanie więcej niż parę esemesów. Nie wierzcie w cudowność i wyjątkowość blogów, które nagle się objawiły, bo ludzie je kochają i podziwiają. Głosy trzeba sobie wyrąbać siekierą. Ale ciągle się waham czy opowiadać o tym jak to zrobić. Czytaj resztę wpisu »
Połknąć czy wypluć?
Oto iście Hamletowskie pytanie, ale o tym za chwilę.
Trzy na dziewięć, to chyba przeciętny wynik. Bo taki trafiłem podając nieoficjalne wyniki konkursu na Blog Roku. Poprawię je niebawem, ale niech tymczasem sobie to moi biografowie odnotują. Bo ja mam sieciowych biografów. Którzy odnotowują i wyszukują, jak również punktują i monitorują wszystko co tu piszę. By potem wyłapać moje wpadki i niekonsekwencje. Co to jest do jasnej cholery!? To ja jakaś Jolka Rutowicz albo – za przeproszeniem – Doda jestem? Czytaj resztę wpisu »
Skutery zostały rozdane
Członkowie Wielkiej Kapituły Onetu, składającej się notabene z osobowości, wyznaczyli zwycięzców poszczególnych kategorii konkursowych w dorocznym konkursie na Blog Roku. Czytaj resztę wpisu »
Etap Ostatni Turnieju – EOT
Wracając do kwestii konkursowych, chciałbym napisać, że trwa trzeci etap głosowania. Konkretnie to jest tak, że wszystkie dziewięćdziesiąt blogów, które zakwalifikowały się do oceny jurorów, walczą o nagrodę Bloga Blogerów. Dziewięćdziesiąt, bo kategorii jest wprawdzie dziesięć, ale dla zawodników z kategorii “Teen” wyodrębniono specjalny dział Blog Teen Blogerów i tam dziesięć blogów walczy o tytuł i nagrodę. Taką samą jak w kategorii “dla dorosłych”, czyli laptopa.
O ile w ubiegłym roku na blogi, zwycięzców poszczególnych kategorii głosowali sami Internauci, w tym roku to zmieniono, dając Jury większe uprawnienia. Rozwiązanie jak każde ma swoje wady. Obstawiam, ze w tym roku organizatorzy dostaną w sumie mniej esemesów niż w ubiegłym. Tych przeznaczonych na cel charytatywny. Dlaczego?
W ubiegłym roku wygrałem głosowanie Internautów, a tym samym kategorię Kultura, uzyskując 700 głosów w trzecim etapie. I ten wynik osiągnąć było mi naprawdę trudno.

Dziś już widzę, że blog profesor Joanny Senyszyn przekroczył liczbę 1001 głosów. Joanna z tysiąca i jeden esemesów. Albo: Anna tysiąca esemesów. Tylko tę ostatnią niestety ścięto. Przypomnę, że w poprzednim etapie “blog” Stanisława Michalkiewicza osiągnął wynik w postaci 1988 esemesów. To rok zrodzenia się idei okrągłego stołu. I to był rekord drugiej tury. Pani Profesor zaś ma jutro 60 – te urodziny!
Napisałem w cudzysłowie “blog” przy Redaktorze, bowiem nie sądzę, że pan Michalkiewicz w ogóle wie co to blog. A że takowy pisze, dowiedział się najpewniej dopiero niedawno. Nie będę tu dyskutował na temat co blogiem jest, a co nie. Tu każdy ma swoją opinię.
Poglądy Michalkiewicza są mi bliższe niż myśli pani Joanny, jednak pojęcie “bloguje”, pasuje do niej bardziej. Michalkiewicz pisze lepiej, sprawniej, dowcipniej, ale to jego felietony z innych pism po prostu. Żaden tam blog. Choć, jak sądzę, ukochana Korwina Mikke – Profesoressa – też nie wchodzi u siebie w żadne interakcje z komentującymi. A tak wedle mnie winien wyglądać blog. Aktor musi współgrać z widzem. Muszą się uzupełniać i czuć ten sam rytm.
Myślę, że w przyszłym roku Onet to zmieni, choćby po to, by mógł się pochwalić większym dochodem z SMS przeznaczonym na pożyteczne sprawy.
Sam nawet nie namawiam do głosowania na mnie, ani na nikogo innego, choć widzę tam na pierwszej stronie, w pierwszej dwudziestce, dwa znajome blogi. Przy czym są to blogi z tych literackich, bezalkoholowych. A jak wiadomo, w literaturze ważne są te promile twórczości i kreatywności zawarte w krwi twórcy.
Dlaczego takie głosowanie nie jest dobre?
Wiadomo było, że Polityka zdominuje grę w tej części konkursu. W ferworze walki pani Joanna i pan Stanisław dojdą do paru tysięcy głosów, co dla normalnego, przeciętnego blogopisacza jest wynikiem nie do osiągnięcia. Więc, nawet takich jak ja, zadziornych graczy, od razu to zniechęci. Bo nagroda jest tylko jedna. Sądzę, ze Onet lepiej by zrobił, gdyby wyznaczył, nawet nieco mniejsze nagrody, ale dla każdej kategorii, tak jak wydzielił kategorię “Teen”. Wtedy byłoby więcej walki i więcej esemesów. Czyli Blog Roku w każdej kategorii, tak jak teraz, wyznaczony przez jurorów, plus Blog Blogerów w każdej kategorii.
Pomijam już fakt, że w walce pani Profesor i pana redaktora Michalkiewicza nie będzie wcale chodziło o jakość bloga, a o to, która racja jest najichniejsza i najsłuszniejsza politycznie.
No dobra, jeśli głosujemy esemesami, to wiadomo, że wygrywają ci, którzy mają najwięcej sympatyków, pieniędzy na karty czy rzeczywiście piszą lubiany blog.
Jednakże w tej grze będzie chodziło w końcowej fazie o to czy lewica postkomunistyczna ma rację, czy raczej UPR. I nie ma znaczenia, że każda z tych partii jest już dziś coraz bardziej kanapowa.
Internauci nie będą głosować na blogi, a na to czy powinna być kara śmierci, legalna aborcja, przyzwolenie na małżeństwa homoseksualne itd.
Tacy jak ja, którzy praktycznie mogą zorganizować sobie te kilkaset esemesów, pozostaną poza grą. Bo tu zwycięzca jest jeden i jedna nagroda. Więc o cóż mam walczyć? Namawiać Was do tego, byście jednak głosowali, by mój blog zakończył turniej na wyższej pozycji niż moje znajome z sieci? Te, które piszą literaturę?
Jeśli one chcą być wyżej, to ja też chcę, żeby tak było. Kiedy im to da satysfakcję, że wygrały ze mną, to mi też da.
W zasadzie wypadałoby mi napisać: Nie głosujcie na mnie, zagłosujcie na nie.
Problem w tym, że jeśli dla nich ta pozycja ma znaczenie, jeśli przez to czują się, że ich literatura jest większa, lepsza i piękniejsza, to zrobię im krzywdę. Bo jak wiadomo pisarki to wrażliwe kobiety.
Gdyby tak teoretycznie któraś nawet wygrała, to pojawiłyby się fale krytyki, masy lanserów na ich blogach, spamerów. Ich blogi zatraciłyby ten literacki wymiar, pewnie zaczęłyby filtrować komentarze. No i cała ich twórczość poszłaby na tapetę i została wyśmiana. Choćby przez tych, którzy przegrali, na przykład politykierów.
Nie powiem też byście na mnie nie głosowali, bo przecież to zabawa, która służy dobremu celowi. Więc, nieco obłudnie, napiszę: Głosujcie! Na kogokolwiek, byle dużo i często! Złoty dwadzieścia dwa dupy nie ma, a może coś tam przestawicie?
Tu -zaś sam, jeśli chodzi o ten blog – nikogo zachęcał nie będę, ani namawiał. Owszem, prywatnie, przy okazji powiem paru znajomym by zagłosowali.
W ubiegłym roku prosiłem, potem przychodzili do mnie i pisali: głosowaliśmy na twój blog, a ty go olałeś? Straciliśmy pieniądze na esemesy na twój blog o kulturze, a ty tu rzucasz mięsem?
W tej chwili jestem w komfortowej sytuacji i mam w dupie Wasze SMS. Politykierów nie prześcignę, ergo: laptopa nie wygram. Róbcie co chcecie. Jeśli ktoś czuje wewnętrzną potrzebę i chce zagłosować na mój blog, niech głosuje. Ja dziękował mu nie będę. Niczym nikomu się nie odwdzięczę.
Głosowanie trwa do 9 lutego, do godziny 12.00.
Myślę, że w przyszłym roku Onet zmodyfikuje nieco zasady, bo widać, że się starają, a pewne sprawy wychodzą dopiero w praniu. No ale w tym roku prać się mogą tylko nieliczni. A szkoda. Bo ja uwielbiam się prać.
proces7
Róże i zaraza
W polityce nie ma miłości. Jeśli ona już tam jest, to wcale nie jest romantycznie, nie jest nawet grzesznie i poza przyzwoleniem społecznym. Miłości w polityce nie są zbrukane, bo i owszem, pojawiają się nieznośne plotki, ale te skandale mają zupełnie inny wymiar niż pośród znanych ludzi rozrywki. Tam też ta miłość sprowadzona jest do parteru: do ciała, seksu i pieniędzy, ale nie ma tego tragizmu, wzruszeń, dramatycznych wydarzeń, które mogłyby poruszyć serca. Komentatorzy polityczni od razu doszukują się odniesień do jakichś konfliktów globalnych. Wiążą te uczucia z budżetem, polityką zagraniczną, walką o stołki. I to wcale jest nieczułe i nawet nieerotyczne. Totalnie nieliryczne.
I właśnie dlatego polityka mnie nie zajmuje. Rozumiem ludzi, którzy sądzą, że pisząc, komentując, poszukując spisków i walcząc o władzę, mogą uważać, że coś zmienią. A tak naprawdę, to brakuje im miłości, a pasja polityczna jest jej nikczemnym substytutem.
W przekonaniu tym utwierdziły mnie ostatnie, rzekome afery związane z konkursem Blog Roku.
Jak zawsze, najbardziej zaciekłe walki toczyły się na froncie dyskusji politycznych. Mniejsza z tym, że ja tego nie pojmuję, bo przecież jeśli blog wygra kategorię ‘”Polityka”, nie będzie to oznaczać, że wygrał wybory, że jego racja jest najbloguśniejsza. Ilość komentujących, wizytujących stronę polityka nijak nie jest skorelowana z poparciem dla niego w wyborach, zaryzykowałbym nawet tezę, że taka medialna internetowa popularność jest ujemnie skorelowana z ewentualną wysokością politycznego stołka.
W konkursie chodziło o to, że Joanna Senyszyn była adorowana przez Janusza Korwina Mikke. Oczywiście dla kogoś, kto nie ma w sobie za grosz romantyzmu i nigdy nie kochał, ani kochany nie był, cała sprawa wygląda na przekręt i aferę. Ale to nie tak.
Korwin Mikke zachęcał swoich fanów by głosowali na blogi “prawicowe” (bezalkoholowe;)), żeby nikt a nikt z lewicy do finałów się nie przecisnął. A strateg z niego niezgorszy, więc wiedział, że dzięki takiemu zabiegowi, wprowadzi do finałów jedyną kobietę, którą przewrotnie nazwał Czerwonym Cierniem. I śmiem twierdzić, że Joanna to niespełniona miłość Janusza. On, odrzucony z czerwonych salonów, walczy jak lew z komuchami, a tak naprawdę poszukuje atencji Profesoressy. Bo przecież socjalizmu nie wytrzebi z urzędów i umysłów, a być może któregoś dnia wyląduje w ramionach Joanny, która za kilka dni, bo 1 lutego, kończy sześćdziesiąt lat.
Młodzi będą się śmiać, ale ci, którzy czytali książkę – bądź widzieli film nakręcony na jej podstawie – “Miłość w czasach zarazy” (El amor en los tiempos del cólera) mogą spojrzeć na rzecz z zupełnie innej perspektywy. W tytułowej cholerze ujrzą czerwonkę, z którą walczy Janusz, a w cierniu, którym niby dla Janusza jest Joanna, dojrzą odniesienie do ciernistych dróg, przez które wiedzie trudna miłość. Ptaki ciernistych krzewów, per aspera ad astra itd.
Bo czyż Janusz nie przypomina Wam brzydkiego i smutnego, acz uroczego, nieudacznika Florentina Arizy, a Joanna wyrachowanej Ferminy Dazy?
Ja sądzę, że Janusz właśnie cały wypełniony jest – jak Florentino – miłością. Blog to tylko przykrywka, a tak naprawdę, skrycie to on pisze wiersze dla Joanny. O ptakach, kwiatach i różach, stąd te ciernie. I ona motywuje ten jego przewrotny poemat.
Bo przecież polityka – tak jak i pieniądze – nie jest celem, a tylko środkiem do osiągnięcia władzy, a ta z kolei ersatzem miłości. I Janusz cierpliwie czeka na swe spełnienie. Dziś zostawił tę swoją miłość, ten czerwony kwiat w otoczeniu wilków prawicy, bo chciał ją zobaczyć wyraźnie. Jak Florentino, który przemierzał setki kilometrów w czasach zarazy i pozostał wierny swej ukochanej. Te 622 kochanki, to był szczegół. Wielki statystyczny, nieistotny dodatek do prawdziwego uczucia.
Bo tak naprawdę w życiu liczy się tylko miłość, ona nas prowokuje, uświęca i uszlachetnia. I drogi są do niej cierniste. Ale ufam w to, że kiedyś Joanna i Janusz popłyną rzeką w górę i dół i spełni się to, czego najbardziej pragną. Jak kiedyś spełniło się dla Ferminy i Florentino. Będą pływać po rzece “przez całe życie”. Bo po wielu latach samotności, na przykład stu, po zarazach, po śmierciach patriarchów w ich jesieni, przychodzi czas na miłość, która trwa całe życie i którą jesteśmy wypełnieni. Nieświadomi tego faktu. Przez całe życie.
proces7
Konkurs i pożyteczni idioci
Pewnie niektórzy zauważyli, że nie robię tu żadnych kampanii reklamowych, nie nakłaniam nikogo do głosowania esemesem. Nie czynię tego nie tylko dlatego, że mam nieco doświadczenia w tej esemesowej grze i z moich obserwacji wynika, że jest to absolutnie nieskuteczne. Wstawiłem tylko informację, że gram i tyle.
Zauważyłem, że niektórzy blogopisacze, biorący udział w Turnieju Blogowym, zachęcają, pod każdą notką powielają numer, na który należy głosować. Polecają ich też znajomi blogowicze. Nikt nie będzie sięgał po telefon by nagrodzić tekst, który mu się spodobał, skoro może go czytać za darmo. Jeśli przed kioskiem postawicie puszkę na datki, zamiast kioskarki inkasującej pieniądze za prasę, gwarantuję Wam, że poniesiecie sromotne straty na takim kolportażu. Czytaj resztę wpisu »
Offowy i absurdalny proces
Mężczyźni z małymi, można nawet śmiało powiedzieć – absurdalnie offowymi – przyrodzeniami są wewnętrznie bardzo smutni i zazwyczaj to ludzie czujący odrzucenie społeczeństwa. Chciałem kiedyś koleżance z sieci powiedzieć komplement i napisałem jej, że ma offowy seksapil. Nie była zadowolona, po dziś dzień się do mnie nie odzywa. Choć ja napisałem jej to w dobrej wierze. Czytaj resztę wpisu »
Gra w kulki
Najpierw chodzi o to, żeby jak najwięcej tych kulek uzbierać. Im więcej masz kulek, tym lepszy masz blog.
Proces i Blog Roku
Sporo ludzi zagląda na mój blog Qui penis aquam turbat w związku ze zbliżającym się Konkursem Blog Roku 2008 organizowanym przez Onet.pl.
Nie bardzo jestem przekonany do startowania w tym konkursie. Wiem już na czym to polega, wygrałem swoją kategorię, no i nie wchodzi się dwa razy do tej samej blogosfery, która płynie jak rzeka szeroka i przez którą uśmiechamy się czasem do siebie.
W ubiegłym roku miałem plan, wiedziałem jak wygrać i po to startowałem. Żeby wygrać. Czytaj resztę wpisu »
Blog Roku 2008 – Osobowości i Konkurs

Podobnie jak w zeszłym roku, także i w tym, Onet.pl organizuje Konkurs: Blog Roku 2008. Niewiele się zmieniło w kwestii zasad. Może jedna, istotna różnica jest taka, że w trzecim etapie, juror – znawca danej dziedziny – sam wybierze Blog Roku z danej kategorii tematycznej. W zeszłym roku spośród dziesiątki blogów, które pozyskały największą ilość SMS, juror wyznaczał trzy, które nominował w ten sposób do miana pretendenta, kandydata na zwycięzcę Konkursu. Ale już o tym, który blog będzie najlepszy w danej kategorii decydowali Internauci, wybierając jeden spośród 25 blogów, które miały największą liczbę SMS – ów w ostatnim etapie.
Taki sposób rozstrzygnięcia Konkursu daje większą moc jurorom, ale jest mniej demokratyczny. Czytaj resztę wpisu »
Per aspera ad astra
Nie wiem czy ktoś z Was pamięta film, a w zasadzie serial Ptaki ciernistych krzewów. W tym wzruszającym filmie, romansie z 1983 roku (reżyseria Daryl Duke, tytuł oryginału Thorn Birds) główną rolę odegrał Richard Chamberlain, niezwykle przystojny amerykański aktor. Aktor, który rozkochał w sobie miliony kobiet, zresztą nie tylko wielbicielek tego serialu. Ćwierć wieku temu twórcy usiłowali już przełamywać pewne tabu, ale nie o to mi idzie. Dwadzieścia dwa lata później, bo w 2005 roku, Ang Lee, tajwański reżyser, nakręcił wzruszającą historię Brokeback Mountain. Czytaj resztę wpisu »
Na Chińczyka
Nazwę ten schemat, tę metodę “na Chińczyka”, choć pewnie nazwa nie jest jakaś super adekwatna. Zrozumiałem ją właśnie, nazwałem i zdefiniowałem jakieś dwanaście lat temu, podczas pobytu w Pekinie.
Już podczas lotu z Zurychu do Pekinu liniami Swissair zacząłem budować ramy mojej teorii. Wówczas w Boeingu 747 klasa w klasie ekonomicznej można było palić, ale tylko w tylnej części samolotu. Z przodu obowiązywał zakaz. Była to ta sama kabina, a podczas lotu nie wolno było palić na stojąco. W samolocie znajdowali się głównie Żółci, białych było kilkunastu plus oczywiście cała załoga. Czytaj resztę wpisu »
Bloguj mi piękny pedale
Tolerancja, Kabaret i leszczyków dwóch
Tolerancja jest jak koń, każdy widzi jaka jest. Przy czym tolerancja zaprojektowana przez wszelkie organizacje walczące na jej rzecz jest jak osioł, który miał być koniem. Więc kiedy myślę o tolerancji, jestem osłem. Jest to następstwo paradoksu kłamcy, bo kiedy koń Wam powie, że jest gejem, to mu nie dacie wiary, a i pewnie sam koń też się uśmieje. Natomiast jeśli osioł Was poinformuje o preferencjach seksualnych konia, być może się zastanowicie.
Zatem informuję, a raczej piszę. Czytaj resztę wpisu »
Qui penis aquam turbat
Nie chcę być źle zrozumiany, ale dyskusja w poprzedniej notce staje się dla mnie już nieczytelna. Zatem proponuję przenieść Wasze dywagacje piętro wyżej. Poza tym poprzednia notka zbyt długo okupowała szczyt lokalnego rankingu WordPressu, a przecież na pierwszą pozycję czekają notki z pilniejszymi sprawami.
Zamknę na jakiś czas dyskusję w poprzednim wątku najzwyczajniej z przyczyn technicznych. Źle otwiera się notka, jeśli zawiera tak dużą liczbę komentarzy. Czytaj resztę wpisu »
Blog Roku Epilog
W zasadzie mógłbym sprawę odłożyć ad acta i cieszyć się do końca mego blogowania plakietką Bloga Roku w kategorii Kultura. Obecnością w wykazie i reklamie Onetu i jakimiś tam sporadycznymi wejściami na blog, wynikającymi z owego faktu. Czytaj resztę wpisu »