wirtualne impresje

proces7

Cyberseks

z 29 komentarzami

Kiedyś, dawno temu, oglądałem w niemieckiej telewizji program o pilotach myśliwców. Było tam kilka historii o latających chłopakach, ich życiu. Jednak te samoloty robiły nieco huku, chroniąc bezpieczeństwa Republiki Federalnej. Więc obywatele protestowali. Generalnie wywalczyli to, że samoloty te latały rzadziej nocą i na wyższych pułapach. Osiągnięto kompromis i punkt równowagi pomiędzy skutecznością obrony powietrznej kraju, a spokojem mieszkańców niemieckich miast.
Pointa była taka: I w końcu Niemcy mogą spać spokojnie.
Bardzo spodobała mi się ta dwuznaczność wniosku, a w zasadzie nawet dychotomia. Przy czym w zdaniu: Niemcy mogą spać spokojnie, o ile w języku polskim nie wiadomo czy chodzi o kraj, czy też o ludzi narodowości niemieckiej, o tyle w języku niemieckim jest to sprawa rozpoznawalna ( Deutschland, die Deutschen).
Takie było moje skojarzenie tyczące tytułu tej notatki. Jakieś marzenia o lataniu, wyobrażanie sobie nocnych lotów, uda rozwinięte niczym skrzydła B747, a ten “garb” w górnej części samolotu jest ukryty, niczym wszelkie mankamenty ciała widoczne dla realnego świata. Takie poddanie się fantazji i jakaś stymulacja odlotu. Bo chyba taka jest istota cyberseksu, żeby te wspólne preferencje i marzenia jakoś zsynchronizować. Ciężka dupa partnerki i wielki brzuch faceta chowają się automatycznie zaraz po starcie. Niczym podwozie. A te zaokrąglone silniki sztuk cztery, kiedy oczy są zamknięte szeroko, mogą być całkiem prawdziwe w fantazjach. To trudna sztuka iluzji i naprawdę trzeba mieć kupę wyobraźni. Szczególnie tyczy to kobiet, bo – jak wiadomo – u facetów odbywa się to bardziej mechanicznie. Nie potrzebują długiego pasa startowego. Praktycznie mogą zaraz polecieć i równie szybko lądują. Najczęściej z jednorazowym wytryskiem paliwa.

b747

Wielokrotnie się zastanawiałem czy takie erotyczne słowno, czasem słowno – wizualno – głosowe igraszki są kontaktem seksualnym w sensie pełnym. Jak to zidentyfikować? Ano, wystarczy sobie odpowiedzieć na pytanie: Czy cyberseks jest zdradą partnera? Bo jeśli tak jest, to oznacza, że jest to jednak jakaś forma relacji seksualnej. Z drugiej strony większość ludzi nie wierzy w cyberseks, degraduje go do nieistotnej roli, wyrażając się o nim z pogardą. Z tego wniosek, że ta większość nie powinna być zazdrosna o swoich partnerów – będących w mniejszości notabene – jeśli takowi zabawiają się w ten sposób w sieci. Jeśli opowieści blogowe nie mają obowiązku być prawdziwymi, to również te całe romanse, flirty i emocje nie muszą być rzeczywiste. To tak jakby mąż był zazdrosny o żonę, że masturbuje się pod prysznicem. Słowa sieciowych fagasów, ich obrazy, dźwięki są jedynie dodatkiem. Jak kafelki albo płyn do kąpieli.
Ba! Mogą wpływać pozytywnie na sam realny związek, urozmaicać go, inspirować. Tworzyć nowe perspektywy. Prowokować pomysły, słowa, pobudzać.
Dlatego ja unikam flirtów w sieci, bo wiem jakie znaczenie one mają dla kobiet. Pobajeruję taką, skomplementuję, czasem szepnę jakąś sprośność albo czułostkę, a ta pinda – taka rozgrzana i wilgotna – pobiegnie do męża, rzucając mi czułego całuska na dobranoc. Przyjdzie do niego z odwaloną grą wstępną, przez takiego frajera jak ja. I ja wtedy czuję się wydymany, a jak wiadomo, Pana Procesa mogą dymać tylko kobiety wybitne. Jedna na milion.

Owszem, może się zdarzyć, że takie latanie może uzależnić, może nawet niektórzy chcą odlecieć na zawsze. Ale ogólnie wszystkie te flirty, cyberseksy oceniłbym pozytywnie i poszukał płynących z nich inspiracji dla związków. No wiecie, coś w rodzaju studiowania sztuki kochania czy tam Kamasutry. Nie wspomnę o ludziach samotnych i możliwości – dzięki właśnie tym erotycznym grom sieciowym – iluzji pobycia z drugą osobą.
Rozmowy na czatach, komunikatorach, blogach często sprowadzają się do erotyki. Kobiety korumpują facetów iluzoryczną obietnicą seksu, mężczyźni zaś dają im za to atencję w postaci flirtu. Taka niepisana wymiana barterowa. I jest to uczciwe, obie strony się dowartościowują, a nierzadko działa ten cyberseks jak lampka wina przed. Oczywiście nie tyczy to alkoholików, dla których ta lampka może być zgubna, ani ludzi o wyjątkowo słabej głowie, bo oczywiście można przedawkować. Generalnie jednak wino jest dla ludzi i jego lampka dla poprawy strawności realnego partnera czy pobudzenia wspólnego krążenia nikomu nie zaszkodzi.
Można dyskutować o jakości wina czy o upodobaniu do alkoholi w ogóle. Są też kwestie jakości i smaku. Co kto lubi. A notka i tak miała być o samolotach. Ale jak wiadomo, prędzej czy później, każdy wywód sprowadza się do seksu. Jeśli się kiedyś zorientujecie, że Wasi partnerzy zaczynają gdzieś tam latać, możecie spać spokojnie. Jesteście bezpieczni.

proces7

Written by procesVII

maj 1, 2009 @ 10:11 pm

Odpowiedzi: 29

Subscribe to comments with RSS.

  1. cyt. cyberseksy oceniłbym pozytywnie i poszukał płynących z nich inspiracji dla związków…. może dodaj : znudzonych związków ,albo ze zwyklej ciekawości jak to jest , bo wtedy to ma sens … no chyba ze cyt. Nie wspomnę o ludziach samotnych i możliwości … iluzji pobycia z drugą osobą. Tutaj się zgodzę ;)

    koya123

    maj 1, 2009 at 10:34 pm

  2. Kamasutro123
    Związki z definicji są nudne. Od samego początku.

    procesVII

    maj 1, 2009 at 10:51 pm

  3. hahaahahhahaha :D no fakt Proces, co ja tam wiem, jeden związek raz na 15 lat, żenada …

    a`propos latania, to ponoć spadanie jest w tym temacie lepsze, zwiastuje przeżywane te no… szczytowanie / i nie mowa tutaj o wspinaczce górskiej/

    koya123

    maj 1, 2009 at 10:56 pm

  4. Ilości osób przebywających w pokojach erotycznych świadczą o potrzebie i przydatności.Zapewne gdyby tam mocniej wejść w temat i zacząć wnikliwie badać dlaczego jest takie zapotrzebowanie na cyberseks, doszlibyśmy to jakiś konkretnych wniosków, a tak jedynie możemy się domyślać, dlaczego ludzie czerpią przyjemność z takich kontaktów.Pisząc takich umiejscawiam cyberseks pomiędzy masturbacją a stosunkiem z drugą osobą. Kiedyś usłyszałam,że lepszy cyberek niż numerek w agencji, bo i taniej i syfa się nie chwyci.Mnie interesuje powiązanie cyberseksu z pierwotną naturą , czyli instynktem człowieka, nad którym jak wiadomo czuwa , czyli w pewnym sensie ogranicza, kultura , cywilizacja , religia , etyka ? taka mała batalia między Homo erectus a Homo sapiens;)

    justyna

    maj 2, 2009 at 8:31 am

  5. Nie sądzę by tu ilości loginów czy nicków mogły cokolwiek oznaczać, Justyno. Tak jak ilość powstających blogów nie jest skorelowana z tym co ludzie w swej masie mają do powiedzenia.

    a tak jedynie możemy się domyślać, dlaczego ludzie czerpią przyjemność z takich kontaktów

    Ja się nie domyślam, bo sporo wiem na ten temat, testowałem to na sobie wielokrotnie. Prowadziłem szereg obserwacji i z pewnością o tym napiszę. Kiedyś.

    procesVII

    maj 2, 2009 at 10:24 am

  6. Czekam z niecierpliwością bo ciekawa jestem Twoich doświadczeń w cyberseksie.

    justyna

    maj 2, 2009 at 11:36 am

  7. Ja zaś uzbroję się w cierpliwość. Poza tym muszę przemyśleć to co napisałeś.

    kawa3603

    maj 2, 2009 at 12:14 pm

  8. Doskonale wiem, ze nikt z Was nie ma żadnych doświadczeń w materii jaką jest cyberseks. Nie spodziewajcie się jednak pieprznych i prowokujących wypieki i wilgotność opowieści. Będą to raczej suche, tępe analizy.

    procesVII

    maj 2, 2009 at 10:16 pm

  9. w pokoju Seks poznałam kobietę w pewnym stoponiu uzależnioną od cyberseksu. Dużo mi opowiadała o sobie, swoich nieprzeciętnie dużych potrzebach seksualnych, o tym jak jej własny mąż choć cudowny, fantastyczny , świetny jako mąż i ojciec dzieciom nie był w stanie dać jej pełnej satysfakcji, bo on lubił “po bożemu”
    Twierdziła , że realnie nigdy nie zdradziła.

    Wbrew pozorom uważam, że poruszyłeś dosyć skomplikowany temat.

    A zdrada? Wystarczy zapytać żony czy męża czy czuliby się zdradzeni gdyby ich partnerzy uprawiali cybra. Sądzę, że to kwestia odrobinę indywidualna.

    sofijkaa

    maj 3, 2009 at 12:02 pm

  10. No właśnie Sofijko: Czy zdrada jest wtedy jeśli ktoś czuje się zdradzany, czy jeśli zdradzający ma poczucie winy?

    procesVII

    maj 3, 2009 at 2:29 pm

  11. myślę, że jedno i drugie. Sądzę, że to rozbija się o definicję lojalności, stawiane granice, poczucie bezpieczeństwa, zaufanie, podejście do wielu spraw itd. To złożony temat i dotyczy głównie umowy pomiędzy osobami bezpośrednio zainteresowanymi. Czasem trzeba znaleźć złoty środek, zarówno w kwestii seksu jak i innych obszarów życia.
    Tak byłoby idealnie, a życie jak wiadomo pisze różne scenariusze.. :)

    sofijkaa

    maj 3, 2009 at 3:06 pm

  12. Zdrada z uczuciem, że jest się zdradzanym nie jest na pewno w każdym przypadku zdradą. Może być obsesją, prawda?
    Poruszacie temat rzekę. Myślę, że jednak z odczuciami i poczuciem winy ma ona wiele wspólnego. Nie przy domniemanej zdradzie, ale w wypadku, gdy wiemy o fakcie jej zaistnienia. Czy można zdradzać myślami? Jestem przy odpowiedzi na NIE. Jednak myśli mogą do niej prowadzić… Nie przekroczyć cienkiej czerwonej linii?

    kawa3603

    maj 3, 2009 at 3:38 pm

  13. No i wyobraźcie sobie sytuację, że zdradzacie, wy nie czujecie winy, ale czuje ta druga strona. Jest dobrze? Warto było?

    kawa3603

    maj 3, 2009 at 3:40 pm

  14. …jeśli żonę ciągle boli głowa, a później ma miesiączkę, to wcale się nie dziwię ,że małżonek szuka “pocieszenia”. Akcja i reakcja, w tym wypadku brak akcji;)Podobnie ma się w przypadku cuchnącego piwskiem leniwca kanapowego , zwanego kiedyś mężem:)O jakiej zdradzie mówimy ? to jest grzech zaniedbania o potrzeby drugiej strony.

    justyna

    maj 3, 2009 at 6:58 pm

  15. Tu się zgadzam, zaniedbanie wcześniejsze jednego z małżonków też jest zdradą. Zdradą współmałżonka. Jeśli samemu się zdradza i zrobiło się wybór czy można zarzucać drugiej stronie zdradę? W takim wypadku to układ, swoiste przyzwolenie i zgoda.

    winnata

    maj 3, 2009 at 7:03 pm

  16. Oho, Kawcia i Justyna, kto by pomyślał, że takie ostre jesteście? I takie wyzwolone. Niech mnie!

    procesVII

    maj 3, 2009 at 7:12 pm

  17. W którym miejscu byłam ostra?
    Muszę to powtórzyć!

    kawa3603

    maj 3, 2009 at 7:47 pm

  18. Chciałam napisać coś w temacie cyberków z Procesem, ale może lepiej napiszę do niego na priva, bo mąż jest zazdrosny… ;)

    Ama

    maj 4, 2009 at 11:05 am

  19. Na temat zdrady wiem niewiele. Nie umiem zdradzić, ale potrafię odejść.
    Cyberseks nie budzi we mnie niechęci, pod warunkiem, że obu “wysokim, układającym się stronom” towarzyszą emocje zbliżone(czasem nawet większe) do tych, które wywołuje realny seks. Dlaczego nie? Kompensacja rozwiązuje więcej problemów niż alkohol, a z reguły jest znacznie tańsza.
    Jeśli zaś komuś nie podoba się, że mąż/żona wirtualnie sobie hasa, to niech pomyśli,czego partnerowi brak w realu i mu to da. A poza tym – przecież to zawór bezpieczeństwa – koncentrując się na wirtualnym seksie, nie szukają sobie realnych kontaktów, chociaż…czasem cyberseks kończy się rzeczywistym spotkaniem, potężną zdradą i potężnym kacem lub nowym związkiem. I dobrze ;)

    defendo

    maj 4, 2009 at 1:04 pm

  20. czyli korzyści własne ponad wszystko, Def;)

    niedawno czytałam artykuł, gdzie mąż namawiał żonę do zdrady, ale w jego obecności. czyli nie-zdrady..

    sofijkaa

    maj 4, 2009 at 4:03 pm

  21. Czyli sumując Defendo: jest to forma masturbacji, bardziej niebezpieczna od innych rodzajów.

    No to nie odpowiadam tu, Ama, bo przecież mąż zazdrosny.

    To jest to zdrada czy nie zdrada, jeśli następuje za namową partnera? Sofijko?

    procesVII

    maj 4, 2009 at 9:35 pm

  22. Taka głupia to ja już nie jestem, może głupia , ale taka to już nie.

    zadajesz mi pytania jak dziecku w piaskownicy.

    Aha.. frajerów od flirtowania to ja uwielbiam. Jednak tych z finezją i nigdy na wprost.

    sofijkaa

    maj 4, 2009 at 10:33 pm

  23. Moze nie na temat, ale mam dla was kwiatek.
    Pan Proces7 czesto uskarza sie na adminow-tyranow.
    Z Pania Moon zdarzyla mi sie fajniejsza przygoda.
    Otoz popelnilem wpis na jej blogu.
    Nie usunela go, nie.
    Nie zbanowala mnie.
    POPRAWILA!
    Byl tytul: Bzdurne linki Moon.
    Monn uznala ze jest brzydko.
    I zmienila na: Linki Moon.
    I od razu jest ladniej.
    Nie pisze moze zbyt wiele na blogach, ale czytam sporo.
    O takiej metodzie poprawiania Swiata (na blogach) jednak jeszcze nie slyszalem.

    Inspektor Lesny

    maj 8, 2009 at 10:10 am

  24. Już przywróciłam Pana oryginalny komentarz, Panie Inspektorze.

    Usuwam od jakiegoś czasu wulgarne i brzydkie słowa z komentarzy, końcu to śmietnik.

    Ale nikogo nie banuję, w przeciwieństwie do Procesa i innych.

    Moon

    maj 8, 2009 at 4:16 pm

  25. Wulgarnych nie bylo.
    Byla krytyka.
    A przywrocone jest, tak. Jeszcze by czego innego brakowalo…

    Inspektor Lesny

    maj 8, 2009 at 4:28 pm

  26. Ale było słowo brzydkie poniekąd… Już stąd znikam, bo zaraz Proces mnie staranuje.

    Moon

    maj 8, 2009 at 5:38 pm

  27. Bawiłam się w seks przez Internet przez 4 lata z tą samą osobą. Spotkaliśmy się nawet, było całkiem miło.
    Ostatnio zdenerwowana tym,że on się czuje taki bezkarny..znalazłam jego dziewczynę na n-k. Wysłałam parę linijek tego, co jej ukochany mi pisał i hm, ech, potem musiałam wszystko odkręcać, bo Kamilek zadzwonił, rozpłakał się i powiedział,że dopiero zrozumiał,że ją kocha. I wykasował numer do mnie, idiota.

    się dałam wydymać. uch. Nauczyłam się chociaż internetowo podniecać faceta. Jej. Wpiszę to sobie do CV.

    fene

    sierpień 20, 2009 at 10:13 pm

  28. Ciekawy wpis. Lekki i z pointą. Dodaję do poczekalni na http://bestpost. Każdy kto przeczyta na pewno nie straci czasu.

    pozdrawiam
    gargamel

    gargamel

    sierpień 23, 2009 at 12:58 am

  29. :D:D:D fene jestes zarabista:D ja tez kiedys raz przezylem internetowa milosc i juz sie wiecej w to nie bawie

    gry

    wrzesień 19, 2009 at 1:25 pm


Dodaj komentarz