wirtualne impresje

proces7

Teleecha Turnieju Blogowego

z 13 komentarzami

Miałem napisać, jeszcze przed konkursem Onet.pl taki mały poradnik: jak pozyskać esemesy na swój blog w Konkursie na Blog Roku 2008. Ale nie napisałem i zrobiłem błąd. Dla tej gry potrzebna jest stosowna taktyka, bo jednak zawsze to złotówka netto.
Nie to co w konkursie Wiadomości24, tam można głosować mailem. Ile masz maili – tyle masz głosów. A poczta jest w wielu serwisach darmowa. Więc wystarczy wyprodukować stosowną ilość kont pocztowych i oddać na siebie głosy. Wyklikać sobie odpowiednią, premiowaną pozycję.
Jeśli ktoś z Was wierzy, że można było dostać więcej niż kilkanaście SMS i zakwalifikować się do ocenianej grupy blogów w konkursie Onetu bez dodatkowych “machlojek” – jest głąbem. Ktoś kto ma paru znajomych czytelników, komentatorów, a nigdy, nawet przypadkiem, błądząc po sieci, nie wstrzeliliście się w jego blog, nie dostanie więcej niż parę esemesów. Nie wierzcie w cudowność i wyjątkowość blogów, które nagle się objawiły, bo ludzie je kochają i podziwiają. Głosy trzeba sobie wyrąbać siekierą. Ale ciągle się waham czy opowiadać o tym jak to zrobić.

Sądzę, że tego typu konkursy, właśnie przez niemożność przechytrzenia sprytnych Internautów, będą tracić na randze i wartości. Pomijam już decyzje jurorów, którzy mają tak nikczemne pojęcie o blogoprzestrzeni, że równie dobrze, jako “autorytety”, mogliby ustalać kursy wzajemne walut albo sędziować mecze footballu amerykańskiego.

W ubiegłym roku w turnieju blogowym startowało 15 tysięcy blogów, w tym już tylko 9 tysięcy. Spadek o 40%. Pieniądze pozyskane z SMS to 43 400 PLN, wobec 58 255 PLN pozyskanych w ubiegłym roku (według źródeł Onetu). Więc w tej pozycji również można było zaobserwować spadek o ponad jedną trzecią. Spadek ten byłby jeszcze większy, gdyby nie walka między blogami traktującymi o polityce. Przypominam, że w ubiegłym roku tej walki nie było, bo blog Korwina Mikke zdeklasował konkurencję na samym początku. Do tego jeszcze paru frajerów organizowało głosy w ostatnim etapie, błędnie sądząc, że jakaś pozycja na peryferyjnej tabelce może wpłynąć na ich blogowy ranking. Sam w drugim etapie pozyskałem trzy razy mniej głosów niż w pierwszym (w pierwszym bodajże 155). Tu już mogliście zaobserwować moje ręczne sterowanie wpływającymi esemesami.
W 2008 roku Onet organizował po raz pierwszy konkurs otwarty dla wszystkich platform, stąd w tym roku należałoby się spodziewać wzrostu zainteresowania. Bo przecież ludzie wyczytali o nagrodach, galach i wielkiej popularności zwycięzców. W sieci krąży cała masa historii o tym jak konkursy Onetu zmieniły ludzkie losy, jak blogopisanie przyczyniło się do sławy i pieniędzy blogopisaczy. Spełniło sny i marzenia. A jednak zainteresowanie imprezą spada.
Obstawiam, że taki trend spadkowy utwierdzi przyszłoroczny konkurs, bo blogoprzestrzeń nie jest demokratyczna w pełnym i realnym wymiarze, woli anarchię, trwanie w tym bezkrólewiu i ciężko godzi się na podporządkowanie regułom. Na szczęście! Niemniej, konsensusy, które rodzi są niebywale trwałe. Choć zrodzone w trudzie. Ona też nie szanuje autorytetów, o czym przekonali się znani ludzie mediów, którzy ponieśli sromotne porażki w swoich próbach targnięcia się na reguły rządzące tą formą dyskusji.
Dziennikarze Wyborczej polegli w starciu z amatorami, jacyś nieznani, nędzni epigoni, wspaniałego niegdyś dziennikarstwa z Czerskiej, blogują jeszcze na Bloksie. Za pokonanego został uznany Bartek Chaciński (nie przeze mnie Bartłomieju), który podjął próbę dyskredytacji Kominka na łamach Przekroju. Pośród polityków ostali tylko ci, którzy głosu żadnego nie mają, a premierowi Kazimierzowi M. i posłowi Januszowi P. blogowanie przyniosło straty.
Owszem, były premier jest znany, każdy polityk będzie miał chwilowo popularny blog, ale to nie ma nic wspólnego z blogopisaniem. Te blogi są  poza blogoprzestrzenią. I są symptomem porażki dziennikarza czy polityka. Sygnałem na to, że są out and down. Janusz Korwin Mikke, gdyby zdecydował się na bycie pielęgniarką, zostałby najsławniejszą pielęgniarką w Polsce. Jako fordanser “tańca z gwiazdami” też miałby pudelkowe branie. I wysoki ranking w wyszukiwarkach. Problem w tym, że większość polityków nie umie pisać. Gdyby umieli, byli kreatywni, nie siedzieliby w Sejmie.
Wniosek jest taki, że blogoprzestworza są niezwykle trudnym i nieprzewidywalnym rynkiem. I niewiele tu dają jakieś arbitralne interwencje. Mam nadzieję, że ten sen o wolności nie skończy się prędko. Choć to sen bardzo tymczasowy, doraźny i nieostateczny.

proces7

Written by procesVII

luty 19, 2009 @ 6:18 pm

Odpowiedzi: 13

Subscribe to comments with RSS.

  1. “Mam nadzieję, że ten sen o wolności nie skończy się prędko. Choć to sen bardzo tymczasowy, doraźny i nieostateczny.”

    :)

    kawa3603

    luty 19, 2009 at 8:00 pm

  2. :)

    Co to kurwa za komentarz? To nie czat czy komunikator do śmiecenia. Albo masz coś do powiedzenia, albo nie piszesz nic. Nie lubię tych durnych emotikonek.

    procesVII

    luty 19, 2009 at 8:12 pm

  3. A co to “kurwa” za moderowanie komentatorów?
    Ty myślisz, że gdzie Ty jesteś?
    Nie napisałeś mi co mam tu napisać, na priv, to i nic nie napisałam.

    kawa3603

    luty 19, 2009 at 8:37 pm

  4. Nie podobał mi się konkurs w tym roku.Nie podobało mi się jury.Nie podobały mi się kulki, informujące o ilości oddanych głosów.W końcu, atmosfera wokół, też mi się nie podobała.Mnie ten wyścig czkawką się nie odbija, ale widzę, że zaburzenia gastryczne u wielu uczestników są normą…

    maskana

    luty 19, 2009 at 8:38 pm

  5. Może tego po mnie nie widać, ale ja widzę to radośnie. Bo ja lubię gry i te zmagania. Przy czym jurorzy są zbędni, jeśli chodzi o mnie, stanowią niepotrzebny balast dla tej zabawy. Rozumiem też, że dla takiej Kapituły jest to forma pewnej promocji. Owszem, jury jest przydatne, ale takie, które czuwałoby nad prawidłowością gry czy tam losowań. Dla mnie przegrana oznacza porażkę w turnieju, nie zaś dewaluację mojej literackiej czy profesjonalnej działalności. Bo takich ambicji nie posiadam.

    procesVII

    luty 19, 2009 at 8:56 pm

  6. Tak z ciekawości, ile sms-sów był potrzebne,żeby przedostać się do dalszej rundy?
    Przepraszam z góry za zaśmiecanie forum

    PJerry

    luty 19, 2009 at 9:12 pm

  7. Zależy w jakiej kategorii. W “Absurdalnych i offowych” na przykład, wystarczyło 90 sztuk. W “Literackich”, “Profesjonalnych” i “Kulturze” niewiele więcej, a czasem i nawet mniej.
    Podobnie było w ubiegłym roku, dlatego nawet na blogu nikogo nie prosiłem o SMS. Stać mnie na tę setkę czy dwie, niewiele to droższe niż wieczór w knajpie. A już zdecydowanie tańsze niż wizyta w agencji towarzyskiej.

    procesVII

    luty 19, 2009 at 9:23 pm

  8. Ciekawe. Mam wrażenie, że 100 zebrał bym chyba bez problemów. Z drugiej strony byłyby to fajny test lojalnościowy dla rodziny i znajomych :-)

    Pjerry

    luty 20, 2009 at 8:38 am

  9. Wrażenie to co innego, a faktyczny stan esemesów na Twoim koncie, to inna sprawa. Zwróć uwagę na fakt, że znajomi, rodzina, którzy – na szczęście – nie mają nic wspólnego z blogopisaniem, widzą to jak jakiś fragment gazety, listu, tekstu z zeszytu. Owszem, wiesz o co chodzi, ale nie więcej niż o koledze wędkarzu, który złowił właśnie szczupaka w wakacje, czy o innym filateliście, któremu się zdawało, że wstrząsnął światem swoim nowym, unikalnym w kolekcjach, eksponatem z Madagaskaru.
    Siądź z kartką papieru i policz, przyjmij wersję pesymistyczną, bo taka najczęściej się sprawdza. Chyba, że będziesz upierdliwy. Ale wtedy musi Ci bardzo zależeć. W zeszłym roku tak mi zależało. W tym roku nie nabierałem ludzi na jakiś entuzjazm, bo wiedziałem, że nie mogę nic wygrać. Pewnych rzeczy się nie dopisuje. Gdyby to wiedzieli od początku, w ogóle bym się nie zakwalifikował.

    procesVII

    luty 20, 2009 at 10:42 am

  10. A mi się w ogóle takie konkursy nie podobają. Z założenia kończą się taką hecą – mniejszą albo większą.

    emerencjanna

    luty 20, 2009 at 9:17 pm

  11. Zauważono, że sportowcy, którzy wspięli się na najwyższe szczeble kariery, pod presją psychiczną utrzymania osiągniętej pozycji często tę pozycję tracili, mimo swej bardzo dobrej fizycznej formy. Podobnie jest i z blogopisaniem. Umiejętność wyrażania siebie w sposób, który jest ciekawy dla innych, jest rzeczą cenną. Oby chęć zaimponowania czytelnikom nie przysłoniła wewnętrznego „ja” autora bloga.

    georgeeliot

    luty 21, 2009 at 1:46 am

  12. Nie rywalizuję, choćby z czystego lenistwa. O konkursie napisałam, ale pod zupełnie innym kątem. Jury samo się promuje(jak w różnych telewizyjnych konkursach, nie jest ważne kto śpiewa czy tańczy, ważne, kto ocenia i jak się sprzeda). Może akurat w konkursie Onetu mniej, bo Mann i Sznuk reklamy nie potrzebują.
    Bawi mnie niechlujstwo Onetu, dzięki któremu przy “kulkowych” blogach widnieją dziwaczne liczby, a kiedy kliknęłam w zdjęcie Michalkiewicza, znalazłam się tutaj.
    Nie znam się na blogach, nie buduję teorii, ale z moich obserwacji wynika, że najpopularniejsze są te o skandalach i nieszczęściach. Może dlatego, że większość czytelników to kobiety, a one czytają takie rzeczy z dwóch przeciwnych powodów: żeby popatrzyć, jak boryka się z losem ktoś, kto ma równie źle(albo nieco gorzej) jak one i po to, żeby poczuć, jak im dobrze, bo takich problemów nie mają.
    Zresztą – co ja wiem o kobietach? Próbuję zwabić je w moją niszę, a komentują mnie zwykle mężczyźni.

    defendo

    luty 21, 2009 at 1:52 pm

  13. Chodzi o samą rywalizację, ale idzie też o wynikające z niej “profity”. Przy czym słowo “profit” napisałem w cudzysłowie, bo te zyski są niezrozumiałe dla wielu. Zawsze gram o coś, najdrobniejszą, najbzdurniejszą rzecz, ale musi to być nagroda. Drobna rzecz, która cieszy.

    Z założenia kończą się taką hecą – mniejszą albo większą.

    No i właśnie o tę hecę, jak to sympatycznie ujęłaś, najbardziej chodzi.

    procesVII

    luty 21, 2009 at 4:00 pm


Dodaj komentarz