wirtualne impresje

proces7

Aferzystki i plagiat

z 36 uwagami

W jednej z poprzednich moich notek, zatytułowanej Obabakoak świadomie i z premedytacją splagiatowałem tytuł zbioru opowiadań Bernardo Atxagi. Czego zresztą nie kryłem i nawet – wedle mnie – poleciłem tę książkę. Stąd, jeśli ktoś zakupi egzemplarz książki baskijskiego pisarza, przyniosę mu korzyść. Potem za kilka godzin jedna baba z WordPressu oskarżyła drugą babę, też z tej platformy, o splagiatowanie jakiegoś wiersza. Jedna baba drugiej babie i niby nic się na stało, niech sobie z tymi grabiami w dupskach paradują i niech im trzeszczą, na zdrowie.
W skrócie chodziło o to, że jedna pani podpisuje jakieś utwory ze znanej literatury swoim pseudonimem. Właśnie: pseudonimem. A plagiat należy podpisać nazwiskiem i mnie się wydaje (tu splagiatuję naszego wielkiego trenera kadry narodowej, świętej pamięci Kazimierza Górskiego), że takie coś jednak plagiatem nie jest.
Nie, nie mam zamiaru bronić tu kopistów wszelakiej maści. Tylko zastanawia mnie szkodliwość społeczna takiego plagiatu. Wchodzę na blog, gdzie ktoś podpisuje wiersze noblistów swoim pseudonimem. Jak wiadomo taki blog będzie miał śladową ilość wizyt, więc wpływ z ewentualnych reklam żaden. Jeśli ktoś zna te wiersze, zorientuje się i pomyśli: och ty durna babo. Jeśli nie zna, to: albo w ogóle nie lubi wierszy i noblistów i nawet nie przeczyta albo się zachwyci poezją i poszuka źródła i tomik kupi. Przynosząc tym wymierną, materialną korzyść autorowi.
Kradzież intelektualna to trochę skomplikowana sprawa. Bo jeśli ja ukradnę komuś samochód, to ja mam auto, a okradziony nie ma. Natomiast jeśli ta liryczna dziewczyna ukradnie wiersz Josifa Brodskiego, to on go nie będzie miał, ale nie dlatego, że mu ukradła, ale dlatego, że nie żyje. Ta własność intelektualna to dość abstrakcyjne pojęcie. Bo przeróżne znane serwisy przytaczają całe książki różnych autorów, podając, owszem źródło i autora, ale narażając go w ten sposób na materialne straty. Bo jeśli ktoś ściągnie sobie z sieci Nigdy w życiu Grocholi, to pozbawi Panią Katarzynę tych kilkudziesięciu groszy, które autorka mogłaby pozyskać za sprzedany egzemplarz książki, ale jeśli jakaś jej wielbicielka wstawi całą tę powieść na blogu i podpisze ją swoim pseudonimem, wyszukiwarki, obsługa serwisu blogowego potraktują to jako spam. A czytał tego nikt nie będzie. Bo: jeśli już czytał, to po co ma drugi raz to czytać? A jeśli nie czytał, to uzna że to spamerka i ucieknie z bloga czym prędzej.
I jakoś intuicyjnie czuję, że – nawet jeśli ktoś przypisze sobie w sieci autorstwo jakiegoś dzieła – nie jest to jakaś szkoda dla autora. Zainteresowani wiedzą, kto jest autorem, a niezainteresowani mają w dupie. Mówiąc krótko: czyn durny, acz nie jest to kradzież. Głupota, jak oddać się na pustyni za garść piachu.
Inna rzecz, gdy ktoś zamieści atrakcyjne obrazy, skopiowane z gazet, jak to robi Gazeta na swoim Plotku czy inne Pudelki, które wstawiają kopie stron Playboya, CKM czy Faktu. Bo to odbija się zapewne na sprzedaży tych pism. Portale: Gazeta czy O2.pl czerpią z tego tytułu korzyści materialne, więc tu widać: Fakt czy Super Express mają mniej, a oni więcej. Bo ja nagą Justynę Steczkowską sobie pooglądam w Pudelku i SE nie kupię. Po co mam kupować Playboya by zobaczyć nagą Dodę, skoro mam to samo w Plotku?
Zresztą w sieci słowa: plagiat, kradzież mają zupełnie inny wymiar. W szczególności jeśli chodzi o kopiowanie i kradzież technologii. Facet kopiuje ICQ i staje się sławnym i bogatym twórcą Gadu – Gadu. Inny kopiuje Digga, nazywa go Wykopem i staje się wybitnym sieciowym producentem. Ktoś kopiuje Twittera, sprzedaje go do Gadu – Gadu i staje się moralnym autorytetem w sieci. Świętą krową, której nie można tknąć, bo jak tkniesz, zniszczą Twój pseudonim w wielu miejscach w sieci.
Kradną serwisy plotkarskie, agregatory blogowe jak Blogfrog, kopiują całe Wasze notki, umieszczając je na własnych serwerach. W sieci kradnie się wspomniane przeze mnie wyżej technologie i rozwiązania sieciowe, czerpiąc z tego tytułu – często niemałe – korzyści materialne. A blogowiczka z tym jej wierszykiem? Cóż ona z tego ma? Może za dziesięć lat wklikiwania tych wierszyków wpłynęłoby na jej konto pięć dolarów z jakiejś reklamy. Być może.
Blogopiszący, jeśli nie ma pieniędzy ze swego pisania, nie będzie zupełnie zainteresowany kradzieżą. Bo po co? Cóż to za radocha chwalić się wierszami Rilkego? Równie dobrze mogę się pochwalić mapą Afryki, która od tego chwalenia nie stanie się moją prywatną kolonią.
Pewne rzeczy czuje się intuicyjnie, a blogerzy podpatrują wielkich graczy internetowego rynku i myślą: skoro Gazeta czy O2.pl robią skany czasopism i wstawiają je u siebie, to ja też mogę. Skoro wyjmują fotografie z Naszej Klasy i publikują? Nieważne, że biorą od pasera. Kradziony samochód nie przestaje być kradzionym, jeśli kupię go w legalnym salonie. To ja, jako blogopiszący też mogę kraść, przecież oni znają prawo, mają swoich prawników i są firmami, które odpowiadają majątkiem, mogą być pozwane do sądu za takie sprawy. Pojęcie kradzieży relatywizuje się i rozmiękcza. Ewentualnie sens ma kradzież w odwrotnym kierunku, z blogosfery do pisma, książki. Bo takie plagium może się opłacać.

Sam obstawiam, że blogowicz chce mieć swój własny, niepowtarzalny blog w swoim dążeniu do oryginalności. Bo tu – w blogosferze – każdy jest unikalny, wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. I będzie chciał pisać swoje myśli, jak najwięcej własnych, bo po to jest blog, żeby innych swoją, własną, prywatną myślą zarażać i indoktrynować.
To jest trochę tak jak z handlem narkotykami,  bossowie tego biznesu, będą wielce oburzeni, gdy zalegalizuje się ten proceder. Zwykłe drobne ćpuny – jakimi są blogowicze – ucieszą się, że w końcu coś zostało wyjaśnione. A dopóki prawo nie jest tu jasne i klarowne i – nade wszystko – zrozumiałe dla ogółu, to korzystają zeń ci, którzy robią na tym pieniądze. Przecież jeśli ktoś będzie miał mały antykwariat z książkami, a interes mu upadnie, to nikt nad nim płakał nie będzie. Pójdzie pod most. Gdy upadną bankierzy i ich wielkie posiadłości, i bentleye zostaną zagrożone, od razu rząd wyjmie miliardy na pomoc.
Każdy normalny człowiek jest zainteresowany jasnym, a przy tym jak najbardziej liberalnym prawem w blogosferze, tak jak większość woli jasny i prosty system podatkowy. Skomplikowane przepisy są na rękę tym, którzy zarabiają dużo albo są blisko żłoba wypełnionego krwawicą podatników, by mogli uciekać od podatków.
Normalnemu człowiekowi nie opłaca się ukraść 100 złotych, no chyba, że bardzo potrzebuje. 100 złotych każdy widział, więc potępi taką kradzież, oburzy się. Zaś setek milionów mało kto sobie jest w stanie wyobrazić, więc je kradną, w świetle prawa. Codziennie rządy różnych krajów okradają swoich obywateli na miliardy. No ale kto widział miliard dolarów? Stąd takie kradzieże akceptujemy, a nierzadko popieramy.

Blog, żeby w ogóle jakoś zaczął się liczyć pośród czytelników, musi mieć oryginalny styl i formę, musi mieć duszę, której nie da się wszczepić cytatami. To powieść, którą autor tworzy z czytelnikiem albo – jak aktor – współgra z widzem. I pasja narracji jest motywem przewodnim, a jeśli ktoś o czym akurat piszę już wcześniej napisał, to trudno. Jeśli powieliłem gdzieś czyjeś słowa, to z pewnością nieświadomie i tak robi kapitalna część blogów. To zresztą jest cholernie przyjemne, jeśli trafi się w sieci na kogoś, kto odpowie cytatem z tej samej książki, filmu, który sprowokuję. Nie podając źródła rzecz jasna. Lubię spotykać ludzi, którzy chodzili na te same filmy do kina, czytali podobne rzeczy, a często nie pamiętamy autorów. Krótki cytat, bez podania źródła jest też swoistym testem, czy chce mi się z kimś gadać. Na forach, w dyskusjach politycznych czasem ciężko odróżnić jednych od drugich, bo piszą to samo i tak samo. W tysiącach miejsc w sieci pojawia się ten sam tekst i trudno dojść, kto jest autorem newsa. Oni niech się martwią, niech się procesują i stresują. Ja za dziesięć lat napiszę to co pomyślałem dziesięć lat temu. Mam czas. Wcale się nie obawiam, że ktoś mnie uprzedzi. Myśli muszą dojrzeć, wyklarować się, a może inni w tym czasie je uszlachetnią?

proces7

Written by procesVII

Grudzień 16, 2008 @ 4:48 pm

Odpowiedzi: 36

Subscribe to comments with RSS.

  1. Bardzo chciałbym się wypowiedzieć w tej notce, ale wiecie, rozumiecie – ja tylko tuba, zdanie, obrazek i komentarzy jak nasrał. A miejce to, startuje na miano niszowego? Tak tylko pytam, nieuświadomiony. Jeśli tak, radziłbym ten komentarz usunąć. Powiem Ci, Procesie, że ja tu przychodzę odpocząć, nie wysilać się na intelekyualny bełkot, jak niektórzy Twoi komentatorzy, którzy trzęsą gaciami i szperają w umyśle, czy w innych miejscach pozaorganicznych, by coś ich zdaniem mądrego tu wystukać. Kurwa, jacy ludzie chcieliby być postrzegani mądrzejszymi, niż są w rzeczywistości. Gdyby tak było w istocie, nie pierdoliliby idiotyzmów w komentarzach pod notkami na wybranych blogach, nazywając to swoim subiektywnym zdaniem na dany temat. Ok, czują się lepsi, gdy tutaj mądrze napiszą? Tyle przynajmniej zrobisz dla nicków. Bez związku z notką? I co z tego, czy przeszkodzi Ci to w zdobyciu literackiej nagrody nobla blogowego?

    poltergeist666

    Grudzień 16, 2008 at 6:26 pm

  2. A w kwestii plagiatów, pozwolę sobie powtórzyć, że wszystko już kiedyś ktoś opisał, nie ma się o co strzępić. Nie będą na blogujących opierać nauki w szkole. Nie będą cytować, zginiemy, gdy przestaną nas czytać, albo gdy przestaniemy pisać.

    poltergeist666

    Grudzień 16, 2008 at 6:29 pm

  3. Ustalmy może, że intelektualny bełkot nie wymaga wysiłku. Nie odpoczywam na blogach, męczę się umysłowo, intelektualnie. Ale to przyjemne. No wiesz, jak intensywnie popływasz to się fajnie czujesz, potem lepiej wszystko smakuje. Inna rzecz, że rutyna, pewna gra pod publiczkę, nie jest dobrą sprawą. Świadomość tego, że muszę się coraz mniej wysilać, a i tak wzbudzę emocje: zachwyt, złość, nienawiść, pogardę, poczucie wyższości u innych, działa destrukcyjnie.
    Nie oznacza to, że traktuję blogopisanie jako jakąś drogę do kariery, jest to moje hobby, jakim dla innych jest gra w brydża czy zbieranie znaczków. Chcę dobrze grać, chcę wygrywać, mieć fajną kolekcję filatelistyczną, ale nie będę startował w międzynarodowych zawodach.
    Dla mnie to interesująca i relatywnie nowa rzecz, bo z wykształcenia absolutnie nie jestem humanistą. Wręcz przeciwnie.

    procesVII

    Grudzień 16, 2008 at 6:42 pm

  4. No nie wiem, nie wiem, prace doktorskie o blogosferze już piszą, Pokerze.

    procesVII

    Grudzień 16, 2008 at 6:44 pm

  5. Prace doktorskie, piszą o wszystkim, Procesie.
    Każdy ma swój sposób na blogosferę.

    poltergeist666

    Grudzień 16, 2008 at 6:47 pm

  6. A skąd bierze się bełkot? Z chęci bycia postrzeganym jako intelektualista.

    poltergeist666

    Grudzień 16, 2008 at 6:54 pm

  7. Wolałbym być postrzegany jako alfons niż intelektualista. Poważnie. Ten bełkot to tak sam z siebie mi wychodzi, niezgodnie z mymi intencjami.
    Myślę, że bardziej jestem sutenerem niż inteligentem.

    procesVII

    Grudzień 16, 2008 at 7:04 pm

  8. Pisałem o komentujących. Twój blog, Twoje miejsce, tu wolno Ci wszystko.

    poltergeist666

    Grudzień 16, 2008 at 7:05 pm

  9. “Cóż to za radocha chwalić się wierszami Rilke’go?”

    Ja to wszystko widzę, Proces…

    Moon

    Grudzień 16, 2008 at 8:59 pm

  10. Wspomniałeś mimochodem o kilku wątkach związanych z naruszaniem prawa własności intelektualnej w internecie, a każdy z nich zasługuje na conajmniej jednego bloga.
    Net to czarna dziura autorskoprawnych problemów.

    zielona_wrona

    Grudzień 16, 2008 at 9:29 pm

  11. Wrona, ja nie wspominałem mimochodem, a z premedytacją. Niektórzy, tak jak wspomniani na przykład twórcy serwisów, pouczają innych o prawach, przyrównując je do realnego świata.
    W realnym świecie za kradzież technologii czekałyby ich kary. Surowe restrykcje. Jeśli net traktować jako totalną wolną amerykankę, to konsekwentnie, dla wszystkich, a nie wybiórczo.
    Jeśli są pieniądze w pobliżu, jest niebezpieczeństwo. Do antykwariatów nikt się nie będzie włamywał, do banków – tak.

    procesVII

    Grudzień 16, 2008 at 9:42 pm

  12. Uważam, że jeśli nie jest się autorem tekstu czy zdjęcia, powinno się napisać kto jest autorem, przynajmniej zaznaczyć cytat, bo dopuszczam, że autora ktoś może nie pamiętać, przy zdjęciu zaś zaznaczyć choćby fakt ściągnięcia tego z netu. Tak powinno się robić i to jest kradzież jeśli postępujemy inaczej. Podpisujemy się pseudonimem, czyli przywłaszczamy sobie coś do czego nie mamy prawa i ktoś może to zakwestionować, przynajmniej możemy narazić się na śmieszność.

    kawa3603

    Grudzień 16, 2008 at 9:47 pm

  13. Kawa, ja nie twierdzę, że to nie jest złe. Ale nie postrzegam tego jako coś szkodliwego, jako przestępstwo.
    Zobacz tu, portal, któremu przyglądają się blogopisacze i jest napisane, że źródłem fotografii jest “Internet”:
    http://www.alert24.pl/alert24/1,84880,5846555,_Zobaczycie_samobojstwo_na_ekranie__Tego_chcecie_.html
    Wiesz, to jakby zacytować Dostojewskiego i napisać: “źródło Biblioteka Jagiellońska”.
    Jeśli Gazeta stosuje takie standardy to blogowicze widzą i robią to samo.
    Albo tu, masz fotkę Glanca, zamieszczoną przez Magdę Hartman, która jako źródło podaje “Kominka”:
    http://proces.wordpress.com/2008/11/14/kompleks-kominka

    procesVII

    Grudzień 16, 2008 at 9:55 pm

  14. Wszystko jest kwestią, czy dochodzenie roszczeń z tytułu naruszeń praw autorskich jest dla właściciela praw opłacalne czy nie. A w znakomitej większości nie jest i na tym z głównej mierze opiera się zasada działania złodziei w necie. To pomaleńku się zmienia ale jeszcze trzeba będzie conajmniej jednego pokolenia, by uświadomić takiemu, że kradnąc wiersz blogera mógłby równie dobrze ukraść mu zegarek.
    Na marginesie, nie znam genezy powstania np. Gadu-Gadu ale wzorowanie się na ICQ wcale nie musiało być plagiatem. Byłoby nim wówczas, gdyby twórca mówiąc w uproszczeniu, zerżnął kody źródłowe tego programu, co wydaje mi się mało prawdopodobne. Pomysł nie jest chroniony prawnie, tak samo jak idee i zasady, algorytmy matematyczne (chyba że opatentowane). Twórca GG mógł jedynie czerpać inspiracje itepe, itede… o tym by można długo i namiętnie.

    zielona_wrona

    Grudzień 16, 2008 at 10:07 pm

  15. by uświadomić takiemu, że kradnąc wiersz blogera mógłby równie dobrze ukraść mu zegarek.

    No ale jeśli ukradnie zegarek, to okradziony go nie będzie miał, tylko złodziej. Ukradziony wiersz będzie miał i właściciel, i złodziej.

    nie znam genezy powstania np. Gadu-Gadu ale wzorowanie się na ICQ wcale nie musiało być plagiatem.

    A wnikliwe wzorowanie się na Czechowie będzie plagiatem czy nie?
    Wzorowanie się na muzyce Pink Floyd, tak, że będzie ona brzmieć tak samo jak oryginał to plagiat? Bo Gadu – Gadu brzmi zupełnie tak samo jak ICQ.
    Nie wszystko z realnego świata można przenieść do wirtualnej przestrzeni. Gdyby można było stosować pełne analogie, chodziłbym do wirtualnych agencji towarzyskich, zapewne darmowych.

    procesVII

    Grudzień 16, 2008 at 10:19 pm

  16. “No ale jeśli ukradnie zegarek, to okradziony go nie będzie miał, tylko złodziej. Ukradziony wiersz będzie miał i właściciel, i złodziej.”
    My też możemy mieć ten wiersz. Wystarczy poślinić ołówek kopiowy, nagryzmolić w brulionie i schować do szuflady. Nie problem w posiadaniu, choć to także może być problematyczne, ale w wykorzystywaniu do określonych celów. Na przykład wykorzystaniu w piosence (vide ostatnio nagłośniony casus Wiśniewskiego).

    A wnikliwe wzorowanie się na Czechowie będzie plagiatem czy nie?
    A utwory Czechowa wciąż są chronione prawami autorskimi?:) Poważnie: co to znaczy – wzorowanie, jakie to utwory? Jak zwykle jest to rzecz ocenna i indywidualnie powinna być rozpatrywana. Jeśli np. Masłowska udowodni pani Eulalii, że ta tworzy blog-powieść w odcinkach wykorzystując fabułę z jej książki to punkt dla Masłowskiej. Jeżeli stworzysz muzykę brzmiącą tak jak muzyka Pink Floydów to też będzie plagiat. W muzyce jest prościej bo zauważalne jest to “na ucho”. Z programem komputerowym może być gorzej, bo tam trzeba zajrzeć z bebechy, czyli kody źródłowe i ocenić, porównać z pierwowzorem. Interfejs to nie wszystko. A raczej nic w tym wypadku. Wyobrażam sobie stworzenie programów komputerowych o uderzająco podobnej funkcjonalności stanowiących dwa niezależne od siebie utwory.

    zielona_wrona

    Grudzień 16, 2008 at 10:39 pm

  17. No weźmy tego Wiśniewskiego, bo akurat piosenkarz z niego gówniany. Co byłoby dla niego gorsze:

    1) Ktoś skopiował jego płyty i sprzedaje je masowo i bierze za to pieniądze, ale płyta jest podpisana, opisana, ze producentem i autorem muzyki jest Wiśniewski.

    2) Ktoś w jakimś prowincjonalnym radyjku śpiewa piosenkę Wiśniewskiego i mówi, że jest autorem słów i muzyki (casus naszej nieszczęsnej plagiatorki).

    Kradzież jest rzeczą subiektywnie postrzeganą. Dla jednego, jeśli ukradną mu paręnaście milionów może to być mniejsza strata (subiektywnie odczuwana), niż dla drugiego, któremu ukradną trampki.

    Gdyby tę piosenkę zabójcy zaśpiewał uliczny, kaleki grajek, autor nie dostałby grosza odszkodowania. Co najwyżej po mordzie od współwięźniów.

    procesVII

    Grudzień 16, 2008 at 10:53 pm

  18. Procesie, jeśli napiszesz dla swej ukochanej wiersz, specjalnie dla niej i ktoś inny, jakiś Twój znajomy, zerżnie to z Twojego bloga i umieści na swoim, a ona przeczyta to najpierw u tego znajomego, a potem z dedykacją u Ciebie. Będziesz czuł się okradziony czy nie ? Będziesz czuł, że coś miałeś i zabrano Ci to, czy też tego nie odczujesz ?

    kawa3603

    Grudzień 16, 2008 at 10:55 pm

  19. I rozumiem, że jedynie nie postrzegasz kopiowania bez autorstwa jako czegoś szkodliwego, ale czy takim nie jest nie jesteś w stanie stwierdzić. Ty możesz jako piszący na luzie tego nie odczuć, zaś artystę może coś takiego zaboleć.

    kawa3603

    Grudzień 16, 2008 at 10:58 pm

  20. jakiś Twój znajomy, zerżnie to z Twojego bloga

    Czułbym się podle, jakby ją samą ktoś zerżnął. Czułbym się tak, jakby mi ukradziono pierścionek z brylantem, który jej miałem ofiarować.
    Popełniłbym samobójstwo, albo kupiłbym jakąś pacynkę i bym kurwę zajebał na oczach tysięcy Internautów!

    procesVII

    Grudzień 16, 2008 at 11:01 pm

  21. hahahahahahaha. Dzięki Proc, że mnie rozśmieszyłeś tą zajebywaną pacynką.

    poltergeist666

    Grudzień 16, 2008 at 11:06 pm

  22. Pokerze, Kawci dziękuj, ona jest moją inspiracją. Kiedyś kupię jej jakiś brylant, jest tego warta. Niech kura ma kamyczek i się puszy.

    Kawciu:*

    procesVII

    Grudzień 16, 2008 at 11:07 pm

  23. Ad 1) Kwestia zwykłej kalkulacji: kiedy kończy się akceptowana promocja Wiśniewskiego przez złodzieja, a kiedy zaczyna ujemny bilans.
    Przypomina mi się przy okazji ciche przyzwolenie MS na morze pirackich Windowsów.
    Ad 2) Znowu kwestia kasy. Nie sądzą, by Wiśniewskiego interesował przydrożny grajek o ile nie zarabia na tej piosence więcej niż 1/100 tego co on.

    Sama kradzież będzie wartością obiektywną. Milionerowi także nie powinno się kraść trampek, czymkolwiek te trampki dla niego są. Za to subiektywna będzie ocena przy wymierzaniu za nią kary – innej dla bankiera-kleptomana, innej dla kalekiego grajka, któremu zimno w nogi. Sęk, czy do ukarania sprawcy dochodzi ale to już zupełnie inna historia.

    zielona_wrona

    Grudzień 16, 2008 at 11:12 pm

  24. Boli mnie przepona od śmiechu, nikt tak nie potrafi wybijać argumentów z ręki jak Ty, Procesie. Napuszyłam się, że hej, nawet ta “kura” mi nie przeszkadza. ;)

    kawa3603

    Grudzień 16, 2008 at 11:12 pm

  25. Kawo, Twój komentarz skojarzył mi się z tym fragmentem z Misia : “A gdyby tutaj staruszka przechodziła do domu starców, a tego domu wczoraj by jeszcze nie było, a dzisiaj już by był. To wy byście staruszkę przejechali, tak? A to być może wasza matka!”.
    Cudna Kawciu jesteś, rozbawiłaś mnie.

    Rezerwa

    Grudzień 16, 2008 at 11:44 pm

  26. Kawa, to instytucja, a nawet w pewnym sensie “wartość artystyczna” i Ona powinna być chroniona prawami autorskimi, a cała reszta, to zbywalne pierdoły.

    Rezerwa

    Grudzień 17, 2008 at 12:04 am

  27. Sama kradzież będzie wartością obiektywną

    Od tego jest sąd, by wymierzać kary, biorąc pod uwagę okoliczności.
    W głębsze dyskusje, typu: że żebrak i milioner winien mieć takie same prawa przed sądem, a ten status materialny może mieć znaczenie tylko przy sprawach wynikających z niego bezpośrednio, się nie wdaję. Nie jestem prawnikiem. Dura lex sed lex. Sieć nie ma konstytucji i jednolitego prawa.
    Przykładowo: gdybym oglądał rozebrane fotografie siedemnastolatki z Florydy, mógłbym tam zostać oskarżony o pedofilię, w Polsce nie.

    procesVII

    Grudzień 17, 2008 at 12:24 am

  28. Rezerwo, Kawa to moje odkrycie, porównywalne z tym dwunastego października. Ja ją właśnie w tym dniu poznałem. Wtedy z okrętu “Proces7″ zobaczono pierwszy raz jej Cyce Zachodnie.

    procesVII

    Grudzień 17, 2008 at 12:28 am

  29. I jak tu wyrobić sobie opinię kiedy tak mało przesłanek? “jedna baba z WordPressu oskarżyła drugą babę, też z tej platformy, o splagiatowanie jakiegoś wiersza”. Finezyjne ogólniki… jakby nie można było nickami zapodawać.
    Przecież nie bedę komentować “bez rozeznania się w sytuacji”. /Na wszelki wypadek biorę w cudzysłów to sformułownie z poprzedniej notki, bo mnie o plagiat posądzą/
    No to w pajacyka klikne

    wodasuczaju

    Grudzień 17, 2008 at 9:13 pm

  30. Woda, baby były tylko pretekstem.
    Po przeczytaniu tego, co wstawił Cudo nic mi się nie rozjaśniło. Komentarze z linkami wrzucane są, w większości do kosza. Teraz dopiero odkopałem.
    Chodzi mi o to, że plagiat (kradzież, plagium) można nazwać kradzieżą, jeśli okradziony poniósł stratę, a złodziej zyskał. W opisanym przeze mnie przykładzie nie widzę korzyści u plagiatora, ani straty u autora. Jest to głupota, ale w żadnym razie nie przestępstwo czy coś wielce nagannego. Oczywiście w mojej ocenie.

    procesVII

    Grudzień 18, 2008 at 1:49 am

  31. Ja tam w śmieciach grzebał nie będę zwłaszcza za nieznanymi linkami.
    Wykorzystałem ten pretekst, bo znalazłem go na początku długaśnej notki. Zresztą jak czytam komentarze tracę zapał żeby się bardziej angażować.
    No weżmy np. takiego Poltera… zamiast tak jak inni sumienni komentatorzy w pocie klawiszy podnosić poziom intelektualny tego bloga, ten tu przychodzi sobie odpocząć(!) Dobrze że nie dopisał: po nocnej zmianie na stróżówce. Wpadnie taki, zrzuci waciak, przepocone onuce, przygładzi włosy pomadą i leci kontemplować na te swoje ambajki

    wodasuczaju

    Grudzień 18, 2008 at 8:28 pm

  32. “Wpadnie taki, zrzuci waciak, przepocone onuce, przygładzi włosy pomadą i leci kontemplować na te swoje ambajki”

    Oj, to o mnie Wodasuczaj napisał. Niech prawda zagrzmi- pracuję jako dojarka. I mogę pochwalić się, że udoje mam najwyższe na naszej farmie.

    georgeeliot

    Grudzień 18, 2008 at 9:16 pm

  33. A teraz chce zebrać z mleka całą śmietankę i wszystkie zasługi sobie przypisać. No nic skromności nie ma w sobie ta Eliotka

    wodasuczaju

    Grudzień 18, 2008 at 9:36 pm

  34. Wszelkie prawdopodobieństwo do osób i opisanych sytuacji, było zupełnie przypadkowe i niezamierzone. Pisząc o Dodzie netu nie miałam nikogo konkretnego na myśli , jak również nikogo z nazwy czy nicku nie wymieniłam. Osoby, które odebrały to osobiście , następnie w skutek tego dostały setnego “wkurwu” zrobiły to pod wpływem wlasnej interpretacji za co nie mam zamiaru ani przepraszac , ani miec poczucie winy:)
    Wesołych Świąt .

    justysbytomianka

    Grudzień 18, 2008 at 11:35 pm


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.