wirtualne impresje

proces7

Przysięgnij na Biblię

z 50 uwagami

Moja prywatna wojna z Kościołem Katolickim zaczęła się wiele lat temu. Na początku szkoły podstawowej postanowiłem zostać ministrantem. Szczerze mówiąc, nie było to jakieś szczególne powołanie czy misja, bardziej chodziło mi o upominki, które dostawali moi starsi koledzy, którzy byli ministrantami. Aparaty fotograficzne, rowery i inne cenne przedmioty. Dostawali je za wysługę, czyli jakieś tam bieganie z księżmi po kolędzie, służenie do mszy, nalewanie wina czy czytanie Biblii w kościele.
Na pomysł ten wpadłem, bowiem miałem starszego kumpla na wsi, który miał chody na zakrystii. Mogłem z nim chodzić na wieżę kościelną i rozbujać dzwony. Oczywiście często robiliśmy psikusy i podzwoniliśmy sobie, a potem uciekliśmy. On jako człowiek z tego kościelnego układu, nie musiał kraść jabłek z sadu proboszcza, bo brał je legalnie. Kradliśmy czasem wino, ale wtedy mi nie smakowało. Ależ byłem głupi!
Przyznam, że jak teraz czytam o tych różnych przekrętach w Kościele, o tej epidemii pedofilii, homoseksualizmu wśród księży. O ich tajnym współpracowaniu, fanatyzmie i tych całych moherach i układach, to myślę sobie: jakże ja byłem mało czujny, że się wtedy nie połapałem. Być może byłem też nieatrakcyjnym chłopcem, bowiem nikt mnie nie molestował.
Wracając do mojej przygody z ministranturą, skończyła się ona po dwóch zajęciach specjalnego kursu przygotowawczego. Dlaczego? Przyczyną mojej ateistycznej drogi stał się poniedziałkowy program telewizyjny z epoki PRL “Zwierzyniec”. Był on nadawany bodajże w poniedziałki, jakoś w okolicach czwartej czy piątej po południu. Czyli w tym samym czasie, co kursy ministranckie.
Nie byłem jakimś wielkim miłośnikiem zwierząt, ani tych łaciatych, pręgowanych, ani tych co skaczą bądź fruwają, ale pies Huckleberry i jego “My Darling Clementine” wygrały mnie w tej walce światopoglądowej. Pomyśleć, że nie uczyniły to żadne komunistyczne programy, organizacje, a amerykańska komercja. Nie zostałem ministrantem, potem żałowałem trochę.
Myślę, ze to był mój pierwszy krok w chmurach, zwycięstwo światła i nauki nad zabobonem.

W wieku gdzieś lat trzynastu, w czasie dojrzewania, doszedłem do wniosku, że Boga nie ma. Czytałem wtedy dużo książek, a w moim dzieciństwie nie było blogów, więc dyskusje o książkach prowadzone były przy użyciu mowy. W książce nie dało się dopisać komentarza, bo pani w bibliotece mogła za to zabanować. Z domowymi zasobami literatury było bardziej liberalnie, ale po napisaniu kilku komentarzy, znudziło mi się, bo nikt na nie nie odpowiadał.
Z dyskusjami było podobnie jak z komentarzami na tym blogu, moi adwersarze nie czytali tych samych książek, ale chodziliśmy na te same filmy do kina, stąd dyskusję można było oprzeć o jakiś film.
Moja walka z kościołem i jego doktryną nie trwała długo, bo wtedy, już jako chłopak zrozumiałem, że moi rówieśnicy nie przeczytają nigdy tych książek i nie zostaną uświadomieni. Zresztą oni nie byli jakimiś strasznymi moherami znowu, w domu mówili, że idą na niedzielną mszę, a szli do parku albo zagrać w piłkę. Paru było takich co nie mogli chodzić na religię i do kościoła, bo ich rodzice byli ateistami. Ateizm ten ich był silny, bowiem wiązał się z wykonywanym zawodem: byli milicjantami, funkcjonariuszami PZPR, służby bezpieczeństwa albo innymi światłymi ludźmi.
Mój nie był taki szczery, ale nikt nie przymuszał mnie do chodzenia do kościoła czy na nauki religii. W czasie moich dziecięcych lat nie było religii w szkole, była gdzieś w obok kościoła w salach należących do parafii. Zadawałem księżom katechetom niewygodne pytania, przychodziłem na lekcje religii z Biblią i czytałem ją ostentacyjnie, jakbym chciał powiedzieć: ksiądz gada głupoty i wiele rzeczy nie zgadza się z tym co mówi Biblia. Strasznie się cieszyłem jak udało mi się złapać tego prelegenta na niekonsekwencji. Jego i boskiej.
No, ale sami wiecie, jak to jest, skończyło się to dla mnie źle, bo nie dopuścił mnie do bierzmowania, a ono było potrzebne do ślubu w kościele. No bo jak ślub, to tylko w kościele, nie?
Pierwszą wpadkę to w ogóle ksiądz zaliczył, kiedy w zimie zawołałem go do kościoła i pokazałem, że woda święcona zamieniła się w lód. Niby święcona a zamarzła, to jak to jest? Wykręcił się obłudnie i powiedział: a co, w złoto się miała zamienić?

No więc nawojowałem się, nabuntowałem, stąd kiedy widzę dzisiejsze oburzenia na katolików, to przywołują mi one to moje durne dzieciństwo i chmurną młodość. Przyznam szczerze, że nie spotkałem się w swym życiu z chrześcijańskimi czy kościelnymi przekrętami, układami. Nie spotkałem na swej drodze księży pedofilów, esbeków, fanatyków religijnych. Nie znam żadnego katolickiego terrorysty, który podkładałby bomby czy uprowadzał samoloty. Ogólnie jakoś nie czuję nigdzie tego wszechobecnego zabobonu i ciemnogrodu. Widzę go na blogach i na niektórych portalach, ale w tej sieci to sami wiecie, różne rzeczy ludzie wypisują. Całkiem możliwe jest to, że skoro chrześcijanie wymyślili sobie Boga z całą tą biurokracją i strukturami, to ateiści próbują czynić to samo, czyli stworzyć jakieś grupy szturmowe, które reprezentowałyby ich partyjne interesy. A jak wiadomo, ateizm, jak i chrześcijaństwo, musi mieć swą bazę i nadbudowę. Głośno i gromko wypowiedziane uzasadnienie.

Kiedyś znajomy peerelowski biznesmen – czyli prywaciarz – otworzył przy mnie swoją dyplomatkę, było tam sporo gotówki, trochę papierów i Biblia. Zapytałem go po co mu ta książka, skoro on nigdy nic w życiu nie czytał. Bo przecież miał tylko parę klas podstawówki. Powiedział mi:
- Wiesz, ja robię interesy, a niektórzy są niesłowni, nie oddadzą kasy, nie zapłacą. Mam tę Biblię po to, żeby inni na nią mogli przysiąc. Choć sam nie wierzę,  ona mi pomaga w interesach.
Zanim schował ją z powrotem do teczki, ucałował.

proces7

Written by procesVII

Grudzień 5, 2008 @ 8:07 am

Odpowiedzi: 50

Subscribe to comments with RSS.

  1. Mogłem z nim chodzić na wieżę kościelną i rozbujać dzwony.

    Czy to jest jeakieś regionalne określenie na wasz wspólny onanizm?

    hlb

    Grudzień 5, 2008 at 10:04 am

  2. No fakt, zabrzmiało to pornograficznie. Tak jakbym mu jaja huśtał, nie?
    Może ja faktycznie byłem molestowany? Pamiętam, że w tej wieży był straszny huk, uszy normalnie pękały.

    procesVII

    Grudzień 5, 2008 at 10:15 am

  3. Żaden z moich kumpli nie był ministrantem, choć zdarzało mi się bujać dzwony… przy bramie cmentarnej. Aż wierzyć się nie chce, że taka chuliganka ze mnie była;)

    Marianna

    Grudzień 5, 2008 at 10:57 am

  4. a w Krakowie to każdy może pomacać dzwona Zygmunta ;)

    sofijkaa

    Grudzień 5, 2008 at 11:32 am

  5. “zdarzało mi się bujać dzwony… przy bramie cmentarnej.”

    Ależ Marianno! Taka perwersja? Owszem, całowałem się z dziewczynami w różnych bramach, ale w cmentarnych to jakoś nie pamiętam.

    procesVII

    Grudzień 5, 2008 at 12:21 pm

  6. :)

    Marianna

    Grudzień 5, 2008 at 1:58 pm

  7. ani jednego merytorycznego komentarza, bryndza. moze ja zaczne:

    calowanie przedmiotow trzymanych w torbie jest niehigieniczne…

    hlb

    Grudzień 5, 2008 at 2:07 pm

  8. W tym przypadku – niehigieniczne dla tego Światowego Bestselleru.

    ja tu tylko sprzątam

    Grudzień 5, 2008 at 2:33 pm

  9. Dokładnie nie pamiętam ile miałam lat , ale tak coś między 13 -15, gdy podjęłam bunt wobec narzuconego mi przez Babcię posłuszeństwa religijnego. Oświadczyłam iż jestem deistką i że deizm jest mi najbliższy sercu. Bacia usłyszała ateistka i prawie dostała apopleksji , wcale nie było lepiej kiedy wyjaśniłam że nie ateistką a deistką i że deistami było wielu sławnych i mądrych ludzi. Przechodziłam wiele buntów, teraz sama nie wiem jak to ze mną jest…liczę że Bóg jesli jest mądrościa niskończoną sam jakoś sobie to okresli;)

    justysbytomianka

    Grudzień 5, 2008 at 2:53 pm

  10. Pamiętacie stary, ale jary kawał. Siostra zakonna na religii pyta sie dzieci kim chciałaby zostać jak dorosną. Dzieciaki przekrzykują się , nauczycielką , lekarzem , policjantem itd. tylko Krysia milczy , więc siostra z usmiechem Anioła pyta sie
    - Krysiu a Ty kim chcesz byc jak dorosniesz
    - prostytutką odpowiada grzecznie Krysia
    Siostra zakonna łapie sie za serce pada zemdlona , robi sie ogólne zamieszanie , w końcu siostra odzyskuje przytomność i ponownie pyta , z nadzieja w głosie, Krysię kim chcę zostać?
    - prostytutką odpowiada Krysia
    na co siostra bierze głęboki oddech i z ulga mowi
    - ojjj jak dobrze , bo usłyszałam protestantką…

    justysbytomianka

    Grudzień 5, 2008 at 2:59 pm

  11. No pamiętam Justyś, kiedy Cię poznałem, twierdziłaś, że Twój małżonek jest syfilitykiem. Trochę mnie tym zaskoczyłaś, więc zapytałem co takiego robi. Stwierdziłaś, że kolekcjonuje znaczki.

    Do tej notki zainspirowały mnie wypowiedzi wojujących ateistów – fanatyków. A konkretniej takiej jednej wojowniczki, która na stare lata, zamiast się do kółka różańcowego zapisać, jak wszystkie jej rówieśniczki, to podjęła walkę z Kościołem, klerykalizmem i innymi takimi zabobonami.

    procesVII

    Grudzień 5, 2008 at 3:06 pm

  12. a ja mysle ze po prostu zerznales ten ateizm ode mnie z wczorajszej notki. jedna blogantka, co pisze proza lema i wierszem rilkego tak tez robi – ale po tobie sie nie spodziewalem.

    hlb

    Grudzień 5, 2008 at 3:11 pm

  13. “a ja mysle ze po prostu zerznales ten ateizm ode mnie”

    Zerżnę wszystko co się rusza i na drzewo nie ucieka, nawet Ciebie, Hlb, ale błagam, nie wywołuj wilka z lasu. Wiesz, że ten wilk monitoruje.

    procesVII

    Grudzień 5, 2008 at 3:18 pm

  14. slyszalem, ze na niektorych blogach pisza o tobie ze jestes grzybem i trzeba cie posolic. nawet nie potrafie sie z tym nie zgodzic….

    hlb

    Grudzień 5, 2008 at 3:23 pm

  15. Odmawianie różańca to taka mantra.Powtarzanie jej pozwala się zrelaksować,skupić i uspokoić.Kółko różancowe nie jest niezbędne;)))

    Marianna

    Grudzień 5, 2008 at 3:51 pm

  16. Mówią: “jak trwoga to do Boga”
    Do kogo ateiści się zwracają w razie “trwogi”?

    oprócz tego, że piszą blogi?;)

    sofijkaa

    Grudzień 5, 2008 at 4:05 pm

  17. Miałam może 5-6 lat i poszłam z babacią do kocioła, dała mi pieniądze, żebym mogła wrzucić na tacę, no i widzę, że idzie już ksiądz z koszykiem, byłam taka podekscytowana, że mam mu ten pieniążek wrzucić, że jak zbliżył się do mnie, podsunął koszyk, to ja, z tego przejęcia zamiast wrzucić mu pieniążka do tego koszyka, to wyplułam mu dropsa.

    alkacja79

    Grudzień 5, 2008 at 4:14 pm

  18. “tego przejęcia zamiast wrzucić mu pieniążka do tego koszyka, to wyplułam mu dropsa.”

    Kiedyś mi pisałaś, że połykasz, a nie wypluwasz. No, musiałaś być bardzo przejęta.
    Ale pieniążek został, nie?
    Poza tym, to wiesz Ala: turlaj dropsa.

    procesVII

    Grudzień 5, 2008 at 4:26 pm

  19. Sofijkaa napisala: “Do kogo ateiści się zwracają w razie “trwogi”?”

    Ateisci sa wowczas nie zwracaja sie do nikogo konkretnego. I przekonani sa, ze ty takze nie zwracasz sie do nikogo konkretnego kiedy ogarnie cie trwoga, po prostu sobie cos wyobrazasz co cie uspokaja:)

    hlb

    Grudzień 5, 2008 at 4:49 pm

  20. Mówią: “jak trwoga to do Boga”

    Znana mi większość ateistów “nawracała się” przed śmiercią. O ile zdążyła. Pamiętam za komuny często rodzina urządzała dwa pogrzeby, jeden fundowany przez państwo, ale musiał być świecki, a potem drugi, mniej oficjalny, bez orkiestry i delegacji władz, ale z księdzem. Takie pogrzeby były dostępne dla nieboszczyków z peerelowskich służb, lokajów władzy ludowej.
    Ja bym to potraktował jako dywersyfikację portfela inwestycyjnego. Cóż szkodzi kupić nieco akcji firmy, która zupełnie nigdy nie rokowała?

    procesVII

    Grudzień 5, 2008 at 4:52 pm

  21. Inna rzecz, gdybym ja był Bogiem, to nie miałoby to znaczenia dla mnie przy sądzie ostatecznym, czy ktoś we mnie wierzył, czy też nie.
    Zakładając, że istnieje Bóg, taki jak w wyobrażeniu chrześcijan (katolików), to nie sądzę by był skorumpowany. I można było go przekupić modlitwą czy innymi bajerami.

    procesVII

    Grudzień 5, 2008 at 5:02 pm

  22. Ale jak to mówił Franz Kafka, sąd ostateczny jest tylko w naszym wyobrażeniu czasu. W gruncie rzeczy jest on doraźny.

    procesVII

    Grudzień 5, 2008 at 5:03 pm

  23. hlb

    Ciebie by trzeba porządnie nasolić, odłożyć na kilka godzin i zobaczyć, w co się przepoczwarzysz…

    P.S.
    Niczego od Ciebie nie zerżnęłam. Bynajmniej.

    Moon

    Grudzień 5, 2008 at 6:30 pm

  24. “Być może byłem też nieatrakcyjnym chłopcem, bowiem nikt mnie nie molestował.”

    Kokiet. Czy pełen żalu?

    monadelavoie

    Grudzień 5, 2008 at 6:40 pm

  25. “Strasznie się cieszyłem jak udało mi się złapać tego prelegenta na niekonsekwencji.”
    Pewni ludzie jednak się nie zmieniają. Niepewni już prędzej.

    monadelavoie

    Grudzień 5, 2008 at 6:43 pm

  26. Mnie nie wyganiano do kościoła na siłę, rodzice nie mieli kościelnego ślubu niemal do mojej pełnoletności. Pamiętam, że nie chciano mnie dopuścić do I Komunii św. z tego powodu. Właśnie dlatego pewnie chodziłam do kościoła, nie na spotkania, nie dla szukania dziury w całym, nie obchodziły mnie słabe strony księdza, bo wiedziałam, że one są. Wcale nie trzeba było tego wykazywać. Chodziłam często gdy inni nie chodzili, po prostu aby się pomodlić. Nie obchodzi mnie jak bardzo jest przegniły Kościół katolicki, dowiedziałam się o tym zanim ogłaszano to w tv. Dla mnie istotną była wiara, jest ona do dziś we mnie. Jedni wierzą w pustkę i w nicość, inni w Boga. Ja nikogo nie przekonuję do wiary i nie życzę sobie, aby ktoś robił to w drugą stronę. Niedociągnięcia w Piśmie Świętym dostrzegam, biorę na to poprawkę, że to spisywali ludzie i każdy coś przekręcił też uwzględniam. Dla mnie nie ma znaczenia kto do jakiej wiary należy, ponieważ uznaję fakt istnienia jednego Boga, a jeśli jest jeden to nie ważne jak go ludzie ubrali. Rodzaj przyjętej przez nas wiary jest zależny od miejsca, w którym się urodziliśmy…

    kawa3603

    Grudzień 5, 2008 at 8:34 pm

  27. No a w dzwony pewnie chętnie bym podzwoniła, ale w mieście wejście na dzwonnicę z reguły jest zamknięte. :D

    kawa3603

    Grudzień 5, 2008 at 8:42 pm

  28. Chyba nikt z siedzących tutaj nie był tak indoktrynowany jak ja. Indoktrynowany nie przez byle kogo a przez Państwo.

    Lekcje religii – uwielbiałem je, kochałem doprowadzać kolejnych katechetów, katechetki, księży do granicy załamania nerwowego.

    W liceum wiele czasu z tego poświęcanego na naukę – spędziłem przy encyklikach, fragmentach Corpus Iuris Canonici, Piśmie Świętym. Szukając wpadek i totalnej głupoty – która płynęła przede wszystkim z encyklik – polecam – lektura nudna jak flaki z olejem, nie da się prawie przez nią przebrnąć, ale kwiatuszki można znaleźć urocze. (Z wyłączeniem Leona XIII, Pawła VI, JP2)

    W nienawiści do tego przedmiotu i do tych ludzi poznawałem swojego wroga, szukałem jego słabych punktów. To była świetna zabawa.

    Później nadszedł kryzys, świat się załamał itd… Jka trwoga to do Boga, starałem się znaleźć cokolwiek w kościele i w Kościele. Nie znalazłem nic. Ostatecznie zakończyłem przygodę z Katolicyzmem – wygnaniem z konfesjonału w trakcie rozmowy z księdzem o moich wrażeniach po przeczytaniu książki Szandora Laveya. – spowiednik musiał mieć gorszy dzień.

    Jednak jestem realistą i wiem, że musi istnieć jakieś poza, świat na zewnątrz naszej jaskini – Czy ktoś chce nazwać to Ideą, Bogiem, Oceanem,… etc.
    Gdzieś tam istnieją ideały każdego elementu naszej rzeczywistości – do których cały czas dążymy.

    ja tu tylko sprzątam

    Grudzień 5, 2008 at 11:11 pm

  29. mała dygresja na początek:

    http://mojeliceum.files.wordpress.com/2008/01/malgorzata-foremniak-bez-majtek.jpg

    jeżeli link przeszedł, wybaczcie, nie mogłam się powstrzymać.. .

    przaśna zoska

    Grudzień 5, 2008 at 11:14 pm

  30. “Kokiet. Czy pełen żalu?”

    Tajemnica Brokeback Mountain.

    procesVII

    Grudzień 5, 2008 at 11:22 pm

  31. Proc
    …Zakładając, że istnieje Bóg, taki jak w wyobrażeniu chrześcijan (katolików), to nie sądzę by był skorumpowany. I można było go przekupić modlitwą czy innymi bajerami.
    odp

    W rzeczy samej. Szukałem takich słów. A tu jak znalazł:)

    bmwisex

    Grudzień 5, 2008 at 11:23 pm

  32. “Jednak jestem realistą i wiem, że musi istnieć jakieś poza, świat na zewnątrz naszej jaskini”

    Weź sobie to przeczytaj i pomyśl, jeśli masz narzędzia ku temu.
    Piszę grzecznie, naprawdę się staram: spierdalaj mi z tym spamem.

    procesVII

    Grudzień 5, 2008 at 11:24 pm

  33. a wracając do tematu.. .

    mój ksiądz proboszcz był wyjątkowy.. . wybudował awangardowy kościół w czasach trwania komuny, przez 40 lat poza sutanną, chodził roboczo w jednym swetrze , siostrzenicę nazwał kurwą gdy zaszła w nieplanowaną ciąże kilka lat przed osiemnastką.. . łatał linijką za nieposłuszeństwo na katechezie.

    byłam dobrym dzieckiem. pasowało mi to, nie miałam wątpliwości, pytań.. dziś zastanawiam się dlaczego do tego doszło? wolałam czytać bajki braci grimm , potem winetou, potem trylogię, w wolnym czasie zatracałam się w lekturze , życie na etapie mojego dzieciństwa nie zmusiło mnie do zadawania pytań: dlaczego.. .
    dzisiaj żałuję, bo dzisiaj zapytałabym swojego proboszcza dlaczego kościół jest przeciwny antykoncepcji, wyraża ustami swoich biskupów potępiające zdania na temat par które pragną leczyć bezpłodność metoda in vitro, dlaczego ktoś tak destrukcyjny jak ojciec rydzyk wpływa swoim burżuazyjnym zachowaniem pod sztandarem kościoła katolickiego na umysły setek tysięcy ludzi,

    z drugiej jednak strony myślę.. . może dobrze, że pewnych pytań nie zadałam.. . bo gdybym uzyskała odpowiedź wówczas, krzyczałabym dzisiaj tak jak ty, proces, a a wówczas skrzywdziłabym ludzi , których szanuję i podziwiam za to kim są i co robią , skrzywdziłabym ich tym co myslę, bo nie potrafiliby tego zrozumieć.. .

    dzisiaj wyznaję zasadę, ze milczenie bywa złotem. milczenie jest złotem . bo kocham ludzi którzy wierzą w kościół .. czymkolwiek ta instytucja by nie była.. .

    przaśna zoska

    Grudzień 5, 2008 at 11:32 pm

  34. Procesie wybacz, że nawiązałem, nieco prostacko do Realizmu w filozofii i Jaskini Platońskiej.

    ja tu tylko sprzątam

    Grudzień 5, 2008 at 11:47 pm

  35. “krzyczałabym dzisiaj tak jak ty”

    Pisałem szeptem.

    Kościół ma prawie dwa tysiące lat. Jeśli traktować go z perspektywy firmy, to będzie można go ocenić po jego ewentualnym bankructwie. Obstawiam, że żadne z nas tego nie dożyje.

    procesVII

    Grudzień 5, 2008 at 11:48 pm

  36. Kościół ma prawie dwa tysiące lat. Jeśli traktować go z perspektywy firmy, to będzie można go ocenić po jego ewentualnym bankructwie. Obstawiam, że żadne z nas tego nie dożyje.

    czyli jak zwykle nie zrozumiałam.
    trzymajmy się więc faktów. .. byłeś ministrantem. rozkładałeś księżny na łopatki. Biblia to dla ciebie element marketingowy u ludzi zbijających kasę.

    jednak z ta firma miałeś kontakt, co ważne, we wczesnym dzieciństwie, emocje które się wówczas na Ciebie odcisnęły możesz nosić do dziś, wg niektórych nawiedzonym psychologów..

    i nie umiesz jej ocenić?

    przaśna zoska

    Grudzień 5, 2008 at 11:58 pm

  37. esio raz

    Kościół ma prawie dwa tysiące lat. Jeśli traktować go z perspektywy firmy, to będzie można go ocenić po jego ewentualnym bankructwie. Obstawiam, że żadne z nas tego nie dożyje.

    czyli jak zwykle nie zrozumiałam.
    trzymajmy się więc faktów. .. byłeś ministrantem. rozkładałeś księżny na łopatki. Biblia to dla ciebie element marketingowy u ludzi zbijających kasę.

    jednak z ta firma miałeś kontakt, co ważne, we wczesnym dzieciństwie, emocje które się wówczas na Ciebie odcisnęły możesz nosić do dziś, wg niektórych nawiedzonym psychologów..

    i nie umiesz jej ocenić?

    przaśna zoska

    Grudzień 6, 2008 at 12:00 am

  38. Zimna zośka
    Nie byłem ministrantem. Chciałem nim być. A co najgorsze, nie mam talentów dydaktycznych by powtarzać to co już napisałem.
    Nie sądzę, że rozkładałem księży na łopatki, może chwilami wydawało mi się, że coś tam wygrałem.
    Nie podoba mi się takie generowanie faktów z moich wypowiedzi.

    “Biblia to dla ciebie element marketingowy”

    Nie czytasz co piszę. Obejrzyj film “Papierowy księżyc” Bogdanovicha. Tam jest o biblijnym marketingu.

    procesVII

    Grudzień 6, 2008 at 12:08 am

  39. eee.. nie używaj imienia Zimnej Zośki, nadaremno, Proc.
    Dziękuję ;)

    sofijkaa

    Grudzień 6, 2008 at 12:19 am

  40. Pasterze, owce…
    “Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych.” (Mt 22,1-14).

    Spowiedź to dobry miernik jak dla spowiednika pod kątem powołania, tak i tych, co się spowiadają pod kątem wiary.

    georgeeliot

    Grudzień 6, 2008 at 8:49 am

  41. Nikt nie jest ideałem… ;)

    Georges Croegaert “The Winning Hand”, 1880
    http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/4/49/%27The_Winning_Hand%27%2C_painting_by_Georges_Croegaert.jpg

    georgeeliot

    Grudzień 6, 2008 at 8:54 am

  42. Kto to jest Foremniak?

    monadelavoie

    Grudzień 6, 2008 at 11:52 am

  43. @przaśna zośka

    Co do Foremniak to gorsze, że wyszła jak “ćpunka” na tym zdjęciu.

    Zdjęcie nieautoryzowane. Może być zmontowane.

    Moon

    Grudzień 6, 2008 at 6:39 pm

  44. Nie wiem czy istnieje coś takiego jak powołanie, George. Sądzę, że dziś ludzie, którzy w nie wierzą, widzą to w kontekście pejoratywnym. Powołany, nawiedzony, zaślepiony i takie tam.
    No a może to są jakieś dziecięce marzenia, które determinują nasze dorosłe całe życie? Nie udało mi się zostać ministrantem, teraz prawię kazania na blogu.

    procesVII

    Grudzień 6, 2008 at 6:42 pm

  45. Teraz widzę, że jesteś z tego samego pokolenia bo moja droga była podobna. Ja z kolei najpierw przestałem uczęszczać a potem dorobiłem sobie do tego ideologię :-)

    PJerry

    Grudzień 6, 2008 at 8:54 pm

  46. “Nie udało mi się zostać ministrantem”

    A wyobraźmy odwrotną sytuację- mały chłopiec zostaje ministrantem, dostaje upominki i prezenty jako nagrodę. Jarzmo dobrowolnie podjętej gorzkiej powinności i tak przyćmiewa radość posiadania, a czasami i obrzydza.

    “teraz prawię kazania na blogu”

    Kazania, które nie wprawiają w stan senności, ale aktywują myśli słuchaczy, nie są złe.

    georgeeliot

    Grudzień 6, 2008 at 9:16 pm

  47. No widzisz Pjerry jak to przypadek decyduje o naszym całym przyszłym życiu?
    Gdyby nie te drobiazgi, może na następnym konklawe wspólnie wybieralibyśmy nowego papieża.
    Z mojej licealnej klasy jeden jest biskupem, inny proboszczem w hiszpańskim miasteczku.
    No, ale ja chodziłem do tej samej szkoły co Papa, Karol Wojtyła. Pewnie to siła tradycji.

    procesVII

    Grudzień 6, 2008 at 9:17 pm

  48. George Eliot komplemenciara. Pisz mi, co mam Ci załatwić. Czego ode mnie oczekujesz. Śmiało.

    procesVII

    Grudzień 6, 2008 at 9:19 pm

  49. “Czego ode mnie oczekujesz. Śmiało.”

    Słowa na niedzielę ;)

    georgeeliot

    Grudzień 6, 2008 at 10:44 pm

  50. Ja tam jestem człowiek wierzący nieuczęszczający. Do dziś pamiętam dysputy na spotkaniach Ruchu Oazowego. Prehistoryczne, ale bardzo żywe forum dyskusyjne:)

    bmwisex

    Grudzień 7, 2008 at 12:47 am


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.