Nie zabijaj
W literaturze czy filmie jest sporo – mówiąc oględnie – motywów samobójczych. Jako chłopak, jeszcze w podstawówce czytałem Martina Edena Jacka Londona i muszę przyznać, że w tym etapie mojego życia, u progu dojrzewania, książka mną mocno wstrząsnęła.
Siedziałem smutny i przygnębiony w domu, może parę dni, może tygodni, podczas gdy moi koledzy kopali piłkę, biegali nad rzekę łowić ryby.
Potem były pewnie Die Leiden des jungen Werthers (Cierpienia młodego Wertera) J.W. Goethego. O ile pamiętam była to lektura obowiązkowa.
Takich motywów pojawiają się w znanej mi literaturze dziesiątki, setki.
W Angielskim pacjencie Michalea Ondaatje też mamy motyw samobójstwa cierpiącego bohatera książki. Niemniej odbiera sobie życie nie on sam, a opiekująca się nim pielęgniarka, podaje mu śmiertelną dawkę morfiny. Przy czym tu polecam raczej film, książkę przeczytałem, ale dla mnie jest niestrawna. Gdyby nie bezsenna noc, podczas której przebrnąłem przez nią w całości, jeszcze przed obejrzeniem filmu, pewnie wcale bym się z nią nie zapoznał.
W ostatnim przypadku możemy mówić o eutanazji, którą wykonuje kanadyjska siostra Hana na prośbę László Almásy’ego. Przy czym ten pozostaje do końca świadom i światły na umyśle.
Każdy z nas zapewne zetknął się z samobójstwem, tak jak ze śmiercią innego rodzaju. Choć śmierć przecież jest jedna, różne mogą być umierania.
Nawiążę do drugiego mojego przykładu – Wertera, bowiem socjolog David Philips z San Diego wykazał korelację pomiędzy dokonaniem aktu samobójstwa przez znaną, sławną osobę, a ilością samobójstw ogółem. Korelacja ta – według niego – jest dodatnia. I nazwał istnienie owej korelacji efektem Wertera właśnie. Ponoć po opublikowaniu książki Goethego w 1774 roku doszło do masowej fali samobójstw, a w niektórych krajach zakazano nawet publikacji tego dzieła największego przedstawiciela okresu pre – romantyzmu Sturm und Drang (Burzy i naporu).
W mej poprzedniej notce, Lonstar zarzucił mi kłamstwo, jakobym świadomie wprowadzał moich Czytelników w błąd. Oświadczam, że nie miałem takich intencji. Przy czym, jeśli ktoś uwierzył Lonstarowi, moja deklaracja zamyka się dla niego w paradoksie kłamcy.
Nie wiem czy istnieją krasnoludki, jeśli Lonstar nie jest kłamcą, zapewne istnieją. Jeśli ktoś nie wierzy w krasnoludki, uzna wówczas świadomie wprowadzającego w błąd czytelników Lonstara za kłamcę. No a co się dzieje, jeśli kłamca nazywa kogoś kłamcą?
Czy w ogóle można mówić brzuchem? Jeśli nie, brzuchomówcy nie istnieją. I tu też zaczyna się cała sprawa, bo widzowie, którzy widzą mówiącą lalkę, zostają okłamani przez gościa, który to inscenizuje.
W poprzedniej notce celowo nie powoływałem się na żadne źródła, nie podawałem linków, bo nie analizowałem sprawy. Moja wiedza opierała się na artykule z Gazety.pl, a dopiero po fakcie zauważyłem, że ów portal powołuje się na blogowicza Kominka. Mam taką manierę, że niezwykle rzadko klikam w linki zawarte w czytanym tekście. O ile blog nie należy do kogoś znajomego, ale w takim wypadku, robię tylko “klikalną uprzejmość”.
Nie chcę tu rozważać kwestii moich odczuć na temat wiarygodności, ale jeśli – moim zdaniem – prawdomówny portal powołuje się na źródła leżące u prawdopodobnych kłamców, jego informację można poddać w wątpliwość. Dalej, mogę się zastanowić czy opierając się na wiedzy z Gazety.pl mam prawo wysnuwać wnioski.
Lonstar podawał mi szereg linków źródłowych, jednak opieranie na nich wiedzy, jak i na samej wypowiedzi brzuchomówcy, nie wiem czy nie skłamię. Przecież brzuchomówca Glanc może kłamać, odgrywać swoją rolę, wszak jest w pewnym sensie aktorem i sam twierdzi (wedle Gazety.pl), że umie wprowadzić w błąd psychologów.
Można założyć, że wszystko co napisano na ten temat jest fałszem, stąd kontynuując ten temat napiszę prawdę albo fałsz. Prawda jest jedna i jedyna, natomiast fałsz ma nieskończoną liczbę wersji. Bowiem takie prawa rządzą logiką, a jak do tej pory nikt nie obalił teorii rządzących logiką. Choć i owszem, media usiłują to uczynić.
Z fałszu może wynikać wszystko, zarówno prawda jak i nieprawda.
Wyobraźmy sobie, że znana w mediach osoba popełni samobójstwo i media nagłośnią tę sprawę, to jeśli drastycznie wzrośnie liczba samobójstw, możemy mówić o sprawdzeniu się teorii efektu Wertera. Jeśli zaś samobójstwo będzie sfingowane? Jeśli media podadzą informację nieprawdziwą? Jedne świadomie, inne nieświadomie, to czy jeśli w takim przypadku nastąpi fala masowych samobójstw możemy mieć do czynienia z efektem Wertera w logicznym sensie?
Tak! Możemy mieć, bo z fałszu może wynikać cokolwiek.
Teraz pozostaje kwestia jak odróżnić prawdę od fałszu. Najwygodniej założyć, że “fakty” kreowane przez różnego typu media internetowe, portale, blogi są fikcją. I przyjąć dla siebie jakieś jedno, dwa ‘pewne’ źródła informacji. I założyć, że te podają prawdę i tylko prawdę. Wiem, że można gorzko się rozczarować taką wiarą. Przykładowo ja wierzę bezgranicznie informacjom na temat cen surowców, kursów wzajemnych walut, prezentowanych w Onet.pl, Gazeta.pl czy Google Finance, do tej pory się nie zawiodłem, choć niewykluczonym jest, że są one w zmowie z moim biurem maklerskim i kiedy przyjdę po gotówkę, okaże się, że jej wcale tam nie ma. Choć widnieje na wyciągach, a makler ma uśmiechnięte oblicze.
Co do mojego świadomego kłamstwa, to gdybym podawał informacje – jak to uczyniła w tym wypadku Gazeta.pl – za Pomponikiem, Płotkiem, Pudelkiem, Kominkiem, Pardonem, byłbym świadomym kłamcą. Bowiem, w mej ocenie, serwisy te często kłamią. Natomiast samą Gazetę.pl pierwszy raz złapałem na kłamstwie. No, przepraszam, wychwycił to Lonstar.
Paradoks leży też w tym, że taka anonimowa szuja jak ja zawsze kłamie. A jak wiadomo implikacją kłamstwa jest prawda albo fałsz.
Kolejna rzecz: czy ja mam obowiązek przed publikacją sprawdzać w wyszukiwarce, która reaguje na słowo kurwa – Blipem? Czy ktoś coś wcześniej i kiedy na dany temat napisał? Czy ja by wspomnieć o “sprawie pewnego artysty brzuchomówcy”, muszę wcześniej przetrząsać sieć? Może i muszę, ale zaryzykuję i nie zrobię tego.
Efekt Wertera najprawdopodobniej istnieje, bo po obejrzeniu filmu, który polecił mi Lonstar, przygnębiłem się, zamknąłem w sobie i od tej pory jeszcze nie wypowiedziałem żywego słowa do ludzi snujących się wokół mnie. Jest mi smutno i nie chce mi się żyć, niebo jest szare, a słońce wschodzi smutne.
Postanowiłem zostać brzuchomówcą. Zacznę już teraz, od tego momentu, wciskając klawisz “Enter” brzuchem. W ten sposób przemówię dziś do Was, moja szanowna gawiedzi.
proces7
To jest suplement do poprzedniej mojej notatki, którą zatytułowałem “Samobójca”.
Uzupełnienie z 10 listopada godzina 13:13:
Czy dziennikarka Gazety Dorota Żuberek może podpierać się w swych informacjach blogiem Kominka? I czy powinna pisać o samobójstwie lalki w Wiadomościach Gazety? Jeśli chodziło o samobójstwo lalki, a informację znalazła na jakimś fikuśnym blogasku, to może powinna ją zamieścić na Plotku, najbardziej dochodowym serwisie Gazety. Oczkiem w głowie Agory S.A.
Chyba, że pani Dorota Żuberek jest redaktorem Internetu, a to już inna bajka.
Powoływanie się na słowa innych, czasem daje efekt zabawy w “głuchy telefon”. Gdzie przykładowe “Ala ma kota”, brzmi: “ale ma kaca”. Przekłamań przekazów nie da się uniknąć.
poltergeist666
Listopad 9, 2008 at 9:16 pm
Glac zagroził swoim samobójstwem nie wprost, jako że brzuchomówca i jego lalka to poniekąd jedność.
Moon
Listopad 9, 2008 at 9:50 pm
Zrozumienie drugiej osoby oraz tego co ona chciała przekazać nie jest rzeczą prostą. Czasem dana osoba nie potrafi przekazać jednoznacznie tego co chciała napisać, każdy z nas łapie się czasem na złym sformułowaniu problemu albo nie dość precyzyjnym, gdzie można być zrozumianym dwuznacznie. Ktoś oglądając jakiś przekaz może nie dostrzec też w nim czegoś co dojrzy inna osoba, a sam autor mógł o tym pomyśleć, ale niekoniecznie.
kawa3603
Listopad 9, 2008 at 10:05 pm
http://tnij.com/MxXv
Lon Star
Listopad 9, 2008 at 10:20 pm
Powiem szczerze, że ja go nie znam, nie oglądam TVN wcale. Tych programów też nie znam, trafiłem w Gazecie na tekst i przeczytałem. Pomyślałem i napisałem swoją notkę,
O super link Lonstar, wrzucę też do Ciebie na Krasnoludową. Świetny tekst, niech więcej osób przeczyta.
procesVII
Listopad 10, 2008 at 7:47 am
Procesie, ufundowałes ze swoich pieniedzy laptop nidowidzacym dzieciom, jak obiecywałes pół roku temu? Pewnie tak, ale to jakoś musiałem przeoczyć. Dzieciaki na pewno się ucieszyły:)
Lon Star
Listopad 10, 2008 at 11:59 am
Proces powołał się na miarodajne żródło: Gazeta.pl, więc nie widział potrzeby sprawdzania wiarygodności informacji. Tam pracują kompetentni, odpowiedzialni ludzie, autorytety którym Proces bezgranicznie ufa.
Jeśli jeden admin Agory otrzymuje info od zaufanej koleżanki, że jakis blog narusza regulamin to zamyka go bez zbędnego wnikania w szczególy kto czyjego cyca tam powiesił. Właściciel bloga, człek spolegliwy, przyjął decyzje ze zrozumieniem.
Oj przydałoby się trochę tej pokory pewnemu komentatorowi, który bezceromonialnie wytyka Procesowi przekłamania
wodasuczaju
Listopad 10, 2008 at 12:33 pm
Ale w tym miarodajnym źródle nigdzie nie jest napisane, że to Glanc zamierza popełnić samobójstwo ;)
W tekscie Gazety, Glanc nic takiego nie mówi.
Mnie nie interesuje, czy Glanc się zabije, czy nie. Mnie interesuje to, że on nigdzie nie twierdzi, że ma zamiar się zabić. nikt jak dotad nie prztoczył mi fragmentu, w którym ten brzuchomówca mówi: “Zabiję się”, “popełnię samobójstwo”.
lonstar
Listopad 10, 2008 at 12:42 pm
To mój błąd. Bo jeśli Gazeta czerpie informacje blogów i powołuje się na Kominka, a Kominek czerpie ze źródła w jego dupie, to Gazeta gówna nie uszlachetni, choćby nie wiem jak chciała.
Nie jest to też wielki problem dla mnie, nie potrzebuję renomy czy wiarygodności tak jak potrzebuje jej Gazeta.
procesVII
Listopad 10, 2008 at 12:43 pm
Własnie odwiedziłem serwis stworzony przez Izabelę Daukszę znam.to
Czy wiesz, że łamią prawo? A konkretnie ustawę z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.
Jest tam mnóstwo produktów, które lansują w serwisie agencje reklamowe, a czytelnicy serwisu są wprowadzani w błąd, że polecają te produkty zwykli użytkownicy.
Wiesz, że jest to przestępstwo ścigane z urzędu? Muszę zacząć drążyć ten temat, bo wizja pasztetowej, której zdejmuja odciski palców, jest zbyt kusząca, żebym się tym nie zajął :)
Lon Star
Listopad 10, 2008 at 1:16 pm
I wreszcie nadejszła ta wiekopomna chwila:
Proces- “To mój błąd”
Lonstar… wołaj Kawę;)
wodasuczaju
Listopad 10, 2008 at 1:34 pm
Spokojnie Woda, płyń dalej. /faja/
Ja wszystko widzę, mam 24h monitoring założony na blogach Procesa i polterze.
winnata
Listopad 10, 2008 at 1:41 pm
Wodasuczaju, ale pamiętaj, jeśli poczujesz się lepsza od procesa, nie oznacza to nic ponad to, że tak się poczułaś. Nie będzie to oznaczać, że jesteś bezwzględnie lepsza.
Ale skoro sprawia Ci przyjemność umniejszanie mi, to proszę bardzo. Im mizerniejsze będziesz mieć tło, tym ostrzej wypadniesz.
procesVII
Listopad 10, 2008 at 1:47 pm