Śmierć Trolla
Kiedy Proces “Siódmy Cyc” Troll ocknął się w celi, słysząc znajomy zgrzyt w zamku, myślał, że to zwykły rutynowy spacer. Poczuł ucisk na ramieniu, stanowczy, ale pozbawiony złośliwości.
Pomocnicy szeryfa sprowadzili go schodami w dół. Przez ułamek sekundy, nim ciężkie, dębowe drzwi cytadeli zamieniły chłodną i łagodną przestrzeń oczekiwania na gnuśne, duszne i wilgotne powietrze poranka, miał pod powiekami sen. Ten sprzed lat, błękitno – niebiańskie piersi pierwszej, porannej dziewczyny, jej karminowe usta, wolne w ostatnim i niepodległym sezonie truskawkowym.
Teraz kiedy się budził, stanął przed szeryfem, który nawet na niego nie patrzył. Szeryf Hersylion “Krótki” Ols miał przymknięte powieki, ale widział przez nie, w odległości jakichś pięćdziesięciu stóp, żółte, syndykatowo – bliperowe epolety swoich pomocników. Był oswojony z takimi sytuacjami. Wcale nie myślał o Siódmym Trollu, umysłem był w ramionach nowej fryzjereczki z miasteczka, Mery “Bloxjob” Śmietankowej. Wyprzedzał myślą te kilkaset sekund po egzekucji i był z nią w chłodnym, klimatyzowanym pokoiku ze szklaneczką zimnego piwa dłoni.
Proces do końca nie pojmował powagi sytuacji, jeszcze myślał, że nagle stanie się coś nieoczekiwanego, coś co wyrwie go z tych żelaznych kleszczy. Że wypowie jakieś magiczne słowa, które kupował na rozmaitych straganach i prowincjonalnych jarmarkach. Słowa, które odwrócą bieg historii i przeznaczenia. Przez mgłę spoglądał na twarze w porannym żarze nieba, który je rozjaśniał i mdlił, czyniąc bladymi. Mógł przez ten moment pomyśleć, że te same blade, nieruchome maski powitają go zaraz w piekielnych otchłaniach. Ale nie pomyślał. Drżącymi wargami szukał bezmyślnych zlepków słów, które nie oznaczały nic. Słów, których w żadnym razie nie da się sprzedać. I nastąpiło to teraz właśnie w tym momencie, kilkadziesiąt sekund przed tym, nim kat upewni wszystkich o wyczerpaniu podaży słów z jego ust.
Lęk i ból głowy stępiły się, a pomocnicy szeryfa odsunęli się z obrzydzeniem kiedy Siódmemu puściły zwieracze. Nim nogi zaczęły mu wiotczeć jakby w febrze, przysunął się do niego pastor “Smerf” Lonstar. Z jego ust poczuł tylko zapach porannych rzygowin lęku, ale nie usłyszał słowa. Sennie odmówił modlitwę, gdy Siódmy Cyc osuwał się na gorącą ziemię. Jakby wolniej zanurzał się w niej przez tę nieznośną wilgoć.
Kat, John “Strawberry” de Iskanna, wziął go mocnymi, żylastymi łapami wojennego pijaka, podniósł do pionu za ramiona i założył na zemdlonego okrągły stryczek w rutynowych ruchach egzekutora, jakby nie czuł fetoru i ciężkiej przejmującej wilgoci, jako i przeznaczenia wielkiej rzeki.
Śmierć spamera, z tomu Fakty i fikcje czatowe [by proces] (fragment opowiadania).
proces7
Proces i jak się podobało w pierdlu ?
I pytanie czy to na pewno “śmierć” czy tylko chwilowa hibernacja ?:>
Sierśiuch
październik 6, 2008 at 9:20 pm
zapomniales napisac o mnie, mnie wiecej cos takiego mogles:
samotny jezdziec stal na wzgorzu obserwujac tragiczny ale i komiczny koniec procesa. kiedy cialo wisielca przestalo podskakiwac na sznurze, jezdziec splunal i odjechal w dal. ostatecznie, nie pierwszy raz w zyciu ogladal koniec jakiegos nieszczesnika, kotremu przez chwile wydawalo sie ze jest krolem prerii…
ps, moze juz czas przestac byc anonimowa szuja. mozesz do mie, procesie, mowic po imieniu: jesse james. hahahahaha
hlb
październik 6, 2008 at 10:01 pm
TU LEŻY
PROCES SIÓDMY
KRÓL
GĘSI, KACZEK I KUR
KROGULEC
POGROMCA KWOK
ĆWOK
…nie miałem pojęcia, że moje epitafium dla procesa, tak szybko się przyda!
lonst
październik 6, 2008 at 10:10 pm
No co Ty Lonstar, mój grób nie będzie notowany w żadnych rankingach, Blogfrogach, a może i nawet Googlach. Siwa z Olsem o to zadbają. Wkopią wszystko głęboko.
procesVII
październik 6, 2008 at 10:15 pm
Przypuszczam, że w CDN jakaś kura zarzuci na głowę skazańca białe giezło i ten, jak bywa w kryzysowych momentach, wkopie się w miękkie cyce.
sprawa7
październik 6, 2008 at 11:19 pm
Mela, to nie serial. Zbudź się!
procesVII
październik 6, 2008 at 11:41 pm
Proces uniósł głowe , skierował swe zamglone niewidzące oczy w stronę wiszącego krycyfiksu.
Pan ociekał krwią i wisiał bezwładnie na krzyżu. Grymas bólu na twarzy Jezusa zmienił się na
szyderczy usmieszek. Ty już masz to poza sobą – pomyślał zdziwiony proces,jakby odkrył tajemnicę śmierci.
Szeryf Ols szepcząc ciche przekleństwa i złożeczenia, wprawnym ruchem załozył pętle powrozu na szyję
procesa i ściągnął powoli stryczek.Ols namaszał Go plugawymi, zwiędłymi słowami które miały utrudnić
przejscie na tamtą stronę.Kat sciągnął śnieżnobiałe rękawiczki i wrzucił zgodnie z procedurą
do kubła . Zbiżył swe usta do ucha skazanego – do piekła! Sukinsynu! Po czym odwrócił się do lustra weneckiego za którym stała prokurator Siwa i skinął głową.
Prokurator Siwa zagryzła dolną wargę .Egzekucja procesa miała być dla niej świętem, jeszcze niedawno
podczas nieprzespanej nocy obmyśliwała upokorzenie jego śmierci. Teraz patrzyła jak zahipnotyzowana
w twarz procesa ,który świdrował ją szklistymi ,wpółtrupimi oczami . Przybliżyła się do szyby lustra. Z koszmarnej mimiki warg procesa odczytywała – Si-wa ty zwię-dła su-ko! Wró-cę po cie-bie!
Siwa drżała ,zimne kropelki potu ,zaczęły spływać po twarzy i plecach – Kończcie to!! wykrzyknęła i szybkim krokiem wyszła z gabinetu katowni.
Szeryf Ols – nacinął przycisk – otworzyły się drzwi , zupełnie jak do windy. Dwóch wysokich facetów z kamiennymi twarzami
wprowadziło procesa na zapadnie szubienicy, mały drewniany kwadracik który był nomen omen ostatnim stabilnym gruntem w jego życiu. Zapadnia zaskrzypiała i zakołysała się pod cieżarem procesa.Chciał przełknąć ślinę , lecz suchość w gardle sprawiła mu ból. Dotąd niesłyszalny sekundnik zegara ,rytmicznie trzaskał w zanikający czas. Głośno , coraz głośniej az do fizycznego bólu. Zatrzymał się na ułamek sekundy. .. to wystarczyło by pękły nieznośne okowy napięcia…
Sielankowy obrazy senny ,jak potok nektaru wypływał na zieloną łąkę pełną kwiatków . Świat wokół rozjaśniał i roztaczył swe najpiękniejsze uroki.Ciepłe słoneczko właśnie obudziło skowronka który wzbił się wysoko i rozpoczął swoje czarodziejskie trele, paź królowej, książe motyli delikatnie usiadł na źdźble trawy i rozpostarł swe anielskie skrzydła. Wszystko pachniało wiosną ,jaśminem, lawendą…Przez tą cząstkę czasu proces doznawał uniesień tak niebotycznych i magicznych płynąć przez swe wirtualne życie , ze z trudem dostrzegł na skraju lasu , obleśnego karła , trzęsącego się, z lepkimi łapkami i obleśnie wystawionym językiem z którego spływała ciągnąca się ślina…
Sen zgasł wraz z trzaskiem łamanego kręgosłupa…
Szeryf Ols z nieukrywaną satysfakcją dobrze wykonanej roboty , wyszedł za brame wiezienną. Na granitowej ścieżce leżał martwy skowronek. Szeryf Ols kopnął martwego ptaka . Ścierwo!! zaklął pod nosem…dziś jest taki piękny dzień.
Mikosz
październik 7, 2008 at 9:09 am
Niby na pozór drugoplanowe szczegóły potrafią spotęgować nastrój i nadać opowiadaniu głębi:
“…jakby nie czuł fetoru i ciężkiej przejmującej wilgoci, jako i przeznaczenia wielkiej rzeki.” (Proces)
i to:
“…Na granitowej ścieżce leżał martwy skowronek. Szeryf Ols kopnął martwego ptaka . Ścierwo!! zaklął pod nosem…” (Mikosz)
georgeeliot
październik 7, 2008 at 2:35 pm
Ujęła mnie Twoja historia…
poltergeist666
październik 7, 2008 at 4:16 pm
Obudził się z wrzaskiem, a krzyk jego, zwielokrotniony kaskadą więziennych sklepień, owionął najdalsze zakamarki budynku. Więzienie, pełne gotyckich, kamiennych łuków – zadrżało. Wydawać by się mogło, że oto jakaś monstrualna bestia budzi się do życia. Kamienne, gotyckie korytarze na te kilka sekund stały się arteriami żywej bestii pragnącej obwieścić światu swoją obecność. Ale krzyk procesa trwał zbyt krótko by móc zamienić ponure gmaszysko w apokaliptyczne monstrum. Urwał się tak gwałtownie, jak się zaczął. Targnięty nagłym spazmem proces zachłysnął się i upadł bez czucia na twardą pryczę.
Nagłe chluśnięcie wiadrem zimnej wody w twarz, przywróciło mu świadomość. Z trudem łapał oddech próbując przy tym odgarnąć z twarzy długie kosmyki włosów. Pracowicie trefiona fryzura mająca ukryć jego gwałtownie postępującą łysinę została zrujnowana. Zaczął wycierać twarz, co zajęło mu trochę czasu, gdyż jego koszula była całkowicie przemoczona. Po chwili dostrzegł w celi grupkę pięciu osób, przygladąjacych mu się z pogardą na twarzach. Siwa, Mery, de Iskanna, Ols. Nie znał tylko ostatniej z nich. Była to tłusta, nieapetyczna kobieta wciśnięta w garsonkę. Zobaczył przypięty identyfikator “E. Giwi – konsultant społeczny d/s egzekucji”.
- Egzekucja! Prawie zapomniałem o własnej egzekucji! – pomyślał i mimowolnie parsknał śmiechem.
- Zbieraj się, proces. Wychodzisz – z nieskrywanym szyderstwem odezwała się Siwa.
- I to na wolność – dodał beznamiętnie Ols.
- Poeci się, kurwa, znaleźli – pomyślał proces – ale mają rację. Śmierć jest wyzwoleniem.
Wstał i usiłował przyjąć pozę pełną godności. Miał świadomość, że o jego ostanich chwilach będą pisali książki. Że już za zycia stał się legendą i do ostatniego tchnienia, musi tę legendę pieczołowicie budować.
- Nie popisuj się, baranie – powiedziała Siwa. – Wychodzisz na wolność, nie potrzebujemy męczenników. Oni – zrobiła ruch głowa w kierunku zakratowanego okna – też nie potrzebują męczenników. Żyj, frajerze, ze świadomością bycia niepotrzebnym.
- Ja niepotrzebny? – wydął wargi. – Przed więzieniem tłumy czekają na moją egzekucję. A jeśli wyjdę żywy przez bramę, oszaleją z radości.
- Tak, tak, procuś – Ols poklepał go jowialnie w ramię. – Delegacje zagraniczne też czekają… Wynoś się już, bo nie możemy na ciebie patrzeć. Wszystkie drzwi na drodze do wyjścia sa otwarte.
Proces z triumfującym uśmieszkiem ruszył w kierunku drzwi. Zatrzymał się jednak natychmiast i powoli odwrócił.
– Oddajcie mi mój depozyt. Zwróćcie mi Cyca!
– To załatwimy później, proces – odezwała się Siwa. – Na razie możemy ci tylko oddać ciuchy, forsę i dokumenty. Nad Cycem muszą jeszcze popracowac nasi prawnicy. Będziesz miał jeszcze jedna sprawę i pewnie go odzyskasz na zawsze. A teraz już idź.
Proces wyprostował się dumnie i obdarzył całą piatkę szerokim uśmiechem błyskając przy tym złotym zębem – pamiątką z wycieczki do Odessy. Ubranie, pieniądze i dokumenty czekały na niego przy wyjściu. Przebrał się, przylizał włosy i pewnym krokiem opuścił ponure gmaszysko przy Czerskiej.
Na ulicy powitała go cisza. Nie było tłumów, na które liczył. Nie było przyjaciół, ani rodziny. Był całkowicie sam.
- Może rzeczywiście nie jestem nikomu potrzebny? A może po prostu bali się demonstracji i tłumów pod więzieniem i celowo wszystkich źle poinformowali o terminie mojej niedoszłej egzekucji? Heh… mam to w dupie… Zaraz i tak to wszystko opisze na blogu.
Nonszalancko włożył rece w kieszeń i namacał odzyskane przed chwilą dokumenty.
- Cholera, nie sprawdziłem, czy są rzeczywiście moje.
Zerknął w sfatygowany auswajs i głośno odczytał dane osobowe:
- Józef K.
Usmiechnął się pod nosem.
- Wszystko w jak najlepszym porzadku… Ech, życie jest piękne…
lonstar
październik 7, 2008 at 4:48 pm
A to się chłopaki rozpisały.
poltergeist666
październik 7, 2008 at 5:29 pm
Ta notka winna nosić tytuł: fantazje więzienne trzech wieszczów. /faja/
poltergeist666
październik 7, 2008 at 5:36 pm
wirtualna egzekucja Procesa ma wiele wersji … to jak zabawa w głuchy telefon jakby… /faja/
koya123
październik 7, 2008 at 6:53 pm
Pięknie, ale ja jestem lepszy. Nie, ja to zrobię lepiej… Ufff, muszę to rozłożyć na trzy dni. ;)
winnata
październik 7, 2008 at 9:01 pm
Ależ kawo – nikt tu w niczym nigdy nie był nie jest i nie będzie lepszy od procesa.
A jeżeli nawet ktoś nieopatrznie tak pomyśli, to przecież są tu tacy, których głównym celem wirualnej egzystencji jest wyprowadzanie takich nieszczęśników z błędu.
lonstar
październik 7, 2008 at 9:12 pm
Są tacy? A to czegoś nie doczytałam. :P ;)
winnata
październik 7, 2008 at 9:18 pm
Bywają, ale rzadko. Na szczęście:)
lonstar
październik 7, 2008 at 9:22 pm
No super. Tu przynajmniej te komentarze zostaną (taką mam nadzieję), a na Cycu skasowali całą naszą twórczość, wszystkie moje i Wasze tysiąc i jeden myśli ulotnych i wartościowych literacko.
procesVII
październik 7, 2008 at 10:03 pm
proces – wstawiaj sobie obrazek z bloggera gdzie chcesz.
lonst
październik 8, 2008 at 6:38 am
Czasami odebrać komuś przeszłość, tożsamość jest równoznaczne z odebraniem życia. To nie mniej okrutna kara. Wystarczy przypomnieć represję stalinowskie inteligencji.
I takie przesłanie odczytałam w opowiadaniu Lonstara.
georgeeliot
październik 8, 2008 at 4:29 pm
Ciekawe i twórcze komentarze pod ciekawą notką- to plus jak dla autora blogu, tak i dla czytelników. :)
georgeeliot
październik 8, 2008 at 4:32 pm
Że powtórzę już wspomnianego Franza Kafkę:
“Kat ma zawsze złą reputację”.
procesVII
październik 8, 2008 at 4:35 pm
Fajnie się Was czyta, fajnie.
alkacja79
październik 8, 2008 at 6:12 pm