MDCXII
Czyli ‘”Kroniki wielkiej smuty” (1612: Хроники смутного времени). Film Władimira Chotinienki.
Nie będę tu pisał o kontekstach historycznych, o pewnych emocjach, które ten film wywołał, przedstawię jedynie kilka moich spostrzeżeń czy też wrażeń powstałych po obejrzeniu obrazu.
Na początek wielkie uznanie dla Krzysztofa Zanussiego, który polecił Michała Żebrowskiego do roli w tym filmie. Żebrowski mógł wreszcie odbić sobie to, że kreowana przezeń postać Skrzetuskiego w “Ogniem i mieczem”, została przyćmiona przez niesamowitą kreację Aleksandra Domogarowa. Bo Żebrowski wcielający się w rolę polskiego hetmana jest niewątpliwie największym atutem tego filmu. Wraz z mitem i etosem polskiej, niepokonanej, pancernej husarii.
Jak pisałem, abstrahuję tu od prawd, faktów czy mitów historii, bo to film przygodowy, tak jak nasz “Potop” czy “Ogniem i mieczem”.
Specem od kinematografii nie jestem w żadnym wypadku, ale Zanussi zrobiłby ten film lepiej. Nie mówiąc już o Jerzym Hoffmanie, bo ten zrobiłby takie cacko, które zgarnęłoby wszelkie możliwe nagrody. No ale nie mogli do rosyjskiego, ponoć propagandowego filmu, angażować jedynie polską ekipę.
Bo taki ten film jest, lepszy od “Patrioty” czy “Braveheart” Mela Gibsona, ale gorszy od “Potopu” bądź “Ogniem i mieczem”.
Film niewątpliwie powinien być wykorzystany w edukacji naszej młodzieży, tak jak “Ogniem i mieczem” czy “Potop”. Mimo że wszystkie te filmy, włącznie z produkcjami Mela Gibsona przedstawiają tylko pewne przygody, są opowieściami o ludzkich namiętnościach, w kontekście ważnych wydarzeń historycznych. Fabuła i przygoda są tu istotniejsze od faktu, ale taki obraz jest łatwo przyswajalny. I czy chcemy czy nie, w owym czasie byliśmy tam najeźdźcami, czasy były krwawe, więc i mordowaliśmy. Jednak w “1612″ Lach jest silny, inteligentny i mocny. Zorganizowany, z karnym i niepokonanym wojskiem. Ten kontekst w całym filmie pozostaje niewyjaśniony, bo tego wyjaśnić się nie da, z dzisiejszego: logicznego, politycznego czy strategicznego znaczenia. Dlaczego polski wódz przemierza olbrzymie terytoria? Po co, niczym Cezar ze swymi legionami tam idzie?
Reżyser też pamięta, że nasze, ówczesne wojska pancerne swobodnie operowały na Kremlu, niemieckim siłom pancernym w latach 1941, 1942 się to nie udało.
Gdzieś czytałem słowa krytyki, które potępiały naszego wybitnego aktora – Michała Żebrowskiego, że zagrał w filmie. Były też słowa krytyki, że film nie przedstawia Polaków i w świetle dla nas korzystnym. Mel Gibson też nie pokazywał Anglików w pozytywnym świetle w swoich produkcjach, o których wspominałem: “Braveheart” czy “Patriota”.
Kto nie widział filmu, niech sobie wyobrazi postać Bohuna wykreowaną najpierw przez Sienkiewicza, potem Hoffmana z Domogarowem i odpowie sobie na pytanie, co oznacza dla niego słowo “Kozak”. I który facet był fajniejszy: Skrzetuski czy Bohun? To ostatnie pytanie kieruję raczej do kobiet.
Kiedy przeciętny rosyjski oglądacz seriali i pochłaniacz brukowych mediów pomyśli o polskim szlachcicu, żołnierzu z początków XVII wieku, przed oczyma stanie mu Żebrowski w swej doskonałej kreacji.
Amerykanie w swoich dawnych, wojennych produkcjach popełniali ten błąd, kichę, którą my powieliliśmy w “Czterech pancernych”. Mianowicie: wróg był tam przedstawiany jako brzydki, głupi i ogólnie głąbowaty. No to jak można przegrywać z takim? Trzeba być jeszcze głupszym, prawda?
Chotinienko pokazuje polski oręż i Polaka w ogóle z respektem. Chciwego, żądnego władzy, krwawego najeźdźcy, ale przecież Szwedzi, którzy w Potopie napadli na Polskę też byli żądni krwi i pieniędzy. Nawet klasztorowi na Jasnej Górze nie chcieli przepuścić.
Jak wspominałem, historia – taka dokumentalna, prawdziwa – pojawia się w tego typu filmach jedynie w tle, jest pretekstem do opowiadania, które ma widza wzruszyć, poruszyć, ująć za serce. Opowiedzieć o miłości, przemijaniu, sensie egzystencji, naszych ułomnościach i szlachetnościach.
Przybliżoną prawdę znajdziemy w dokumentach, kronikach, podręcznikach, opracowaniach. W miejscach, których nikomu się nie chce czytać. Co oznacza, że ludzie nie mają ochoty znać prawdy, wolą tę wykreowaną rzeczywistość. Gdzie Kleopatra jest piękna jak Liz Taylor, Rzymianie mówią po angielsku, z teksańskim akcentem, a kreowani przez nich żołnierze zachowują się jak policjanci w serialach albo komandosi z filmów wojennych.
Ja lubię tego typu filmy, ale wiem, iż dla innych może być nudny, przydługi, niezrozumiały. Jednak warto i trzeba obejrzeć. Pokazać dzieciom w szkołach, by wiedziały, gdzie leży podłoże i historia konfliktu rosyjsko – polskiego. Tych wzajemnych niedomówień i mitów. Bo przecież nie tylko w 17 września, Katyniu i latach PRL -u.
Jeśli nie skumacie, to niesamowita kreacja Żebrowskiego i piękne widoki z polską skrzydlatą – jak anioły – kawalerią wynagrodzą Wam stracony czas.
proces7
Nie lubię tych trailerów, wcale nie lubię tego słowa. Notka w ogóle miała iść na mój blog w Blox, ale sami wiecie, zamkną blog i nie mam nawet kopii, a przecież trochę się napisałem, n’est-ce pas?
Mam zamiar napisać o moich wrażeniach po obejrzeniu paru filmów jak: “Brokeback Moutain”, “To nie jest kraj dla starych ludzi” czy “Między słowami” i paru innych, bo te filmy relatywnie niedawno obejrzałem (w ciągu ostatniego półrocza). Jak wspomniałem, zwykle te rzeczy pisywałem na Blogu Roku 2007 w kategorii Kultura. Ale administracja Bloksa, odbezpiecza panele, kiedy słyszy słowo “kultura” na moich blogach. Stąd przenoszę tu moje filmowe, playboyowate i innego typu impresje.
Mnie jako Polakowi pochlebia, że Rosjanie akurat ze zwycięstwa nad polską armią zrobili sobie święto. Mieli pare innych wojen, pare innych zwycięstw, ale święto rosyjskiego oręża jest dniem triumfu nad Polakami. Krzepiące.
Rosjanie nienawidzą nas głownie dlatego, że jedyny okres, kiedy Rosja była w Europie, to czas, kiedy na Kremlu rządzili Polacy. Dla Rosjan to straszna trauma po dziś dzień.
A film nie powala.
Troche alegorii, trochę uniwersalizmu, trochę moralitetu. Driakiew na sponiewieraną, rosyjską duszę.
Lonstar
wrzesień 20, 2008 at 11:43 pm
Nie przesadzaj Lonstar, na Wawelu, a i potem w Warszawie też rządzili różni królowie. Z odległych krain.
W tamtych czasach, kiedy nie ukształtował się nacjonalizm, służono panu, nie ojczyźnie (cokolwiek miałoby to oznaczać).
Poza tym ja mam straszny głód obejrzenia produkcji nieamerykańskiej. Stąd więcej wybaczam reżyserom i aktorom spoza L.A.
Nie byłem rusofilem czy rusofobem, tak mi się zdaje. Jeśli już to bardziej “filem”. Ale po obejrzeniu tego filmu ciut wzrosła moja sympatia do Rosjan.
procesVII
wrzesień 21, 2008 at 12:10 am
Polska była zawsze w Europie. Rosja wtedy, gdy na Kremlu rządzili Polacy. To, co wyprawiał Piotr Wielki czy Katarzyna II nie było z pewnością pchnięciem Rosji w ramiona Europy, choć tak to się usiłuje przedstawiać.
Moja sympatia jest niepodzielnie po stronie aktorów i reżyserów amerykańskich sitcomów. to najlepsze tego typu produkcje na świecie. W tej dziedzinie ani my, ani Rosjanie, nigdy im nie dorównamy.
Lonstar
wrzesień 21, 2008 at 12:27 am
No, jeszcze Anglicy sa nieźli w sitcomach. “One foot in the grave” to absolutny hicior wszechczasów.
Lonstar
wrzesień 21, 2008 at 12:32 am
Jasne, że pamiętam doskonałą grę aktorską A. Domogarova. Dzięki niemu ten “zły charakter” zyskał u mnie sympatię i uznanie:D Dobry aktor nie jest jednynie odtwórcą roli [postaci], którą gra, on ją na nowo tworzy. Ja jestem zdecydowaną zwolenniczką kina europejskiego, żadne inne mnie tak nie wzrusza, choć musze przyznać, że niektóre amerykańskie produkcje zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Jednak często drażni mnie pewna już prawidłowość w amerykańcach, mianowicie: nieważne co się dzieje, skończyć się może tylko dobrze. Z kienem europejskim jest znacznie lepiej, bo jest znacznie trudniej, nigdy nie wiem, czego się spodziewać, i podoba mi się ta jego ospałość i akcja “wartka” niczym spokojny sen. Ale tutaj nie trzeba tempa, to kino żyje życiem jednostki, skupia się na niej, pozwala dobrze poznać bohatera, wprowadza nas w jego wnętrze, pozwala poznać emocje i skomplikowaną naturę. Niewiele ma wspólnego ze schematami, czy poprawnością polityczno- społeczno- kulturową. Wcale nie trzeba efektów specjalnych, nawet doborowej obsady, by film zapadł głęboko w pamięć. Czasami wystarczy tylko umiejętnie opowiedzieć o człowieku. Ale zgodzę się z Lonstarem, że w sitcomach Amerykanie przodują, nam do nich jeszcze bardzo daleko. No i Angole też są nieźli. Filmu 1612 jeszcze nie widziałam.
Ala
wrzesień 21, 2008 at 8:31 pm
Nie jestem znawcą sitcomów.
Tak się zastanawiam czy Rosji opłaca się w ogóle być w Europie, która powoli stanie się skansenem dla bogatych turystów z Azji.
Myślę, że mamy po prostu niedosyt europejskiego kina, Ala. Takiego zupełnie poza standardami Hollywood, które mi na przykład się znudziły.
Z chęcią obejrzałbym jakiś polski, dobry film. I owszem, robi się takie, ale stanowczo za rzadko. Szansa tkwi w w produkcjach amatorskich, bardzo niskobudżetowych, bo technika pozwala dziś na tanie robienie filmów i jeśli nie zatrudni się gwiazd i nie wyda wielkich pieniędzy na promocję to nie są to wielkie inwestycje. Z tym, że w tym wypadku, stajemy przed wyborem i przerzucaniem stert śmieci, by odnaleźć te promile perełek.
procesVII
wrzesień 21, 2008 at 9:05 pm
Po prostu w Stanach w sitcomach grają świetni aktorzy, którzy sa zarazem komikami. Z kolei u nas w sitcomach grają tzw. “aktorzy komediowi”. Przeważnie to porażka. Co więcej – u nas nie ma dobrych i zabawnych scenariuszy.
Ja myslę, że pierwszym warunkiem powstania dobrego filmu, jest po prostu dobra i ciekawa historia. U nas naprawdę rzadko ktoś takie historie pisze. Jak nie ma dobrej historii, to film mnie po prostu nie wciągnie, nie zainteresuje.
Jesteś znawcą win, cygar i kobiet, procesie. W razie gdyby ktoś cię zaczepiał w kwestii sitcomów, możesz mnie spuścić z łańcucha:)))
lonst
wrzesień 21, 2008 at 9:34 pm
A swoją drogą uważam, że ci, którzy zarzucają Żebrowskiemu “zdradę ojczyzny”, powinni się leczyć na głowę.
lonst
wrzesień 21, 2008 at 9:36 pm
Właśnie z kinem amerykańskim to jest tak, że mamy go w nadmiarze. Kiedyś było tak z kinem serwowanym jedynie przez Związek Radziecki. Był moment, gdy na rosyjskie filmy nie mogłam już patrzeć. Teraz obejrzałabym czasem coś. Kino europejskie jest inne, ale właśnie w większości trudne. Gdyby serwowano nam mieszankę tych wszystkich kin, na porządku dziennym co by wygrywało ? Oczywiście kino amerykańskie, tak myślę. Bo ileż filmów można obejrzeć trudnych, w tym naszym trudnym życiu, nawet jak się je lubi? ;)
winnata
wrzesień 21, 2008 at 9:39 pm
Jest cała masa solidnych, dobrych filmów europejskich, które nie sa arcydziełami, a które naprawde warto obejrzeć. Człowiek nie musi się obkładać recenzjami i chodzić tylko i wyłącznie na arcydzieła. Czasem w polskiej telewizji czy na kanałach filmowych trafiają się naprawdę bardzo świetne filmy, którym brakło jakiejś “iskry bożej” by stały się kamieniami milowymi w historii kina.
lonst
wrzesień 21, 2008 at 9:48 pm
Może nie tyle “trudne”, co nie jesteśmy przystosowani do ich oglądania. One są “standardowe” tak jak Windows.
No weźmy ten “1612″, kto tam zrozumie te wszystkie niuanse historyczne? Bo tam fabuła jest dość niejasna, tak do końca nie jest powiedziane czy na przykład Ksenia jest dobra czy zła. Czy najemnik hiszpański, pod którego potem podszywa się bohater tej historii, jest dobry czy zły?
Myślę, że dla samych Rosjan te konteksty historyczne są wielce niezrozumiałe.
procesVII
wrzesień 21, 2008 at 10:01 pm
Przecież 1612 to bajka, a nie wiernie oddana prawda historyczna.
lonst
wrzesień 21, 2008 at 10:04 pm
Jednak historii uczymy się głównie na bajkach.
procesVII
wrzesień 21, 2008 at 10:11 pm
Ja nie wiem, czy europejskie kino można nazwać trudnym. Z wyjątkiem Lyncha i Von Triera nie znam reżyserów, którzy tworzyliby naprawdę ciężkie kino. Von Triera nie lubię, nie czaję go po prostu. Ogladałam Królestwo, nie spodobało mi się, i ten film zrobiony jak sztuka teatralna, z Nicole Kidman, już nie pamiętam tytułu, też mi nie przypadł do gustu, nie skończyłam go nawet, ale pewnie kiedyś do niego jeszcze wrócę. Lynch też nie jest łatwym scanarzystą i reżyserem, jest mroczny, jak misteczko Tewin Peaks, ale dla mnie już bardziej zrozumiały.
Ala
wrzesień 21, 2008 at 10:17 pm
Bajki uczą nas wielu rzeczy, ale nie powinny nas uczyć historii.
Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby ludzie wyrabiali sobie pogląd na drugą wojnę światową z perspektywy bajki o czterech pancernych. A tak się niestety dzieje. Ludzie do aktorki Kotulanki mówią na ulicy “pani doktorowo”, a Stockingera proszą o poradę lekarską. nie rozumieją, że to tylko aktorzy grający role. Jestem pewien, że wiele osób nigdy nie sięgnie po jakiekolwiek opracowanie historyczne po obejrzeniu “1612″. Przyjmą, że to, co widzieli na filmie, to wierny zapis rzeczywistości.
Są bajki dla dzieci i dla dorosłych, ale zaczynam odnosić wrażenie, że dzieci lepiej rozumieja granicę między fikcją a rzeczywistością.
lonst
wrzesień 21, 2008 at 10:20 pm
W żaden sposób nie znajduję zadowolenia z kinowych fabulacji historycznych lub
filmowych adaptacji książkowych.Na film historyczny patrzę dwutorowo – to co jest na ekranie o to co w mych wyobrażeniach. Neguję wszechobecny schematyzm partriotyzmu i toposów żołnierskich. Śmieszy mnie notoryczne wystawianie w szranki dobra i zła , krzywdy i zemsty , piękna i brzydoty w tych filmach.
Nie chce mi się analizować dlaczego po raz kolejny przegraliśmy lub wygraliśmy potyczkę która urosła do rangi cudu. Mam w dupie budowniczych zawoalowanych poprawności historycznych i to nie tylko dla własnego nonkonformizmu, ale dla zwykłej przyzwoitości
PS. Raz zdarzyło mi się obejrzeć w kinie jeden film 26 razy – ale wtedy nie miałem
lokum na własność, a Ziuta w ostatnim rzędzie spełniała me najskrytsze marzenia i wprowadzała w cudowny świat X muzy.;)
Mikosz
wrzesień 22, 2008 at 1:25 pm
“Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby ludzie wyrabiali sobie pogląd na drugą wojnę światową z perspektywy bajki o czterech pancernych.”
Ależ zapewniam Cię, że sobie wyrabiali pogląd. Sam sobie wyrabiałem przez jakiś czas. Póki coś zaczęło mi się nie zgadzać.
Jako dziecko nie mogłem zrozumieć tego, że skoro Sowieci mieli tak wspaniałych ludzi, czołgi, organizację, skoro mieli takie poparcie i tyle racji i szlachetności, to dlaczego musieli przepędzać Niemców aż spod Moskwy do Berlina.
Przy czym Niemcy byli o wiele mniej inteligentni i ogólnie gorzej się prali.
Mikosz, a ja lubię te baśnie o szlachetnych rycerzach, o wielkich wodzach z dalekich krain.
procesVII
wrzesień 22, 2008 at 10:22 pm
Proces, Ty kutasie!
/jestem bohaterem, czy nie jestem?/
poltergeist666
wrzesień 22, 2008 at 10:35 pm
E tu, Brute?
procesVII
wrzesień 22, 2008 at 10:46 pm
O co chodzi z Justysią? Bo mi sugerują, że się źle zachowałem.
poltergeist666
wrzesień 22, 2008 at 11:01 pm
A o to musisz zapytać Justysię. Wiesz, ja nie wiem co Ty jej złego zrobiłeś, więc się nie wypowiem. Może na czacie ją obraziłeś? Ale wtedy dostałbyś bana od Huntera albo od Wiedźmy. Bo to są jej koledzy.
Ale na pocieszenie powiem Ci, że mnie wielokrotnie sugerowano, że źle się zachowałem. Nie musisz być idealny, kiedyś musi być ten pierwszy raz.
Rozumiem to, że chcesz być idealny, miły dla wszystkich, uwielbiany i podziwiany, Pokerze. Ale uwierz mi, te stare cipska tworzą wciąż nowe układy, koalicje, bardzo trudno jest wszystkim równocześnie dogodzić.
Zachowuj się po prostu przyzwoicie, mów wszystkim swoim komentatorkom i znajomym z czata komplementy, nie pisz tego co myślisz, po prostu bądź elastyczny i wykaż do kurwy nędzy empatię i odrobinę dżentelmeńskiego szyku.
I przede wszystkim nie zachowuj się źle, bo będą sugerować i będziesz miał przejebane.
procesVII
wrzesień 22, 2008 at 11:13 pm
Mam przejebane bez Twoich rad, Procesie. Ty masz w ..glębokim poszanowaniu, to napierdalają na mnie. No ktoś musi się w końcu przejąć gadaniem wszystkich.
poltergeist666
wrzesień 22, 2008 at 11:18 pm
Mnie nikt nie napieprza albowiem jestem uczciwym i przyzwoitym człowiekiem. Wszyscy Ci gadają, że się źle zachowujesz? Otóż, ja Ci powiadam, że zachowujesz się dobrze. To już nie wszyscy napierdalają, tak?
Polecam komentarz Lonstara, z notki poniżej, ten:
lonstar said, on wrzesień 22nd, 2008 at 10:47 przed południem (Edytuj)
Hehehe, jak tylko mam inne zdanie niż proces czy kawa, to ciągną się do mnie pielgrzymki odrzuconych lub niedoszłych rozżalonych kochanek procesa. Bardzo mnie wspierają na privach i opowiadają, jaki to proces jest be, i że powinniśmy się trzymać razem przeciw niemu.
A jak tylko zgadzam się w czymś z procesem, to te kurze, jednozwojowe móżdżki natychmiast przeorientowują swoje gdakanie i uważają mnie za przybudówkę procesa.
Bawi mnie to, bo to miło obserwować prostsze formy życia miotające się w takiej zerojedynkowej matni.
procesVII
wrzesień 22, 2008 at 11:24 pm
Niewybredne komentarze dotyczace kreacji imc Zebrowskiego , ukazaly sie w “Naszym dzienniku”. Propisowska propaganda probowala wiele faktow i mitow uwiarygodnic. Uwazam, ze nie nalezy sie przejmowac tym histo(e)rycznym plebsem. Pozdrawiam
tilow3
wrzesień 23, 2008 at 6:31 pm
Wiesz Ala, myślę że Ty znasz się na kinie dużo lepiej niż ja i więcej filmów obejrzałaś /podejrzewam/. Ja jednak, jeśli zdarza mi się oglądać coś produkcji europejskiej to trafiam najczęściej na filmy z tych trudnych albo przynajmniej o zawiłej psychologicznej fabule. Mają też swój humor niektóre, owszem.
Poker, jesteś naprawdę fajnym facetem, nie słodzisz za bardzo, łatwo się z Tobą dogadać i jesteś zupełnie normalny i nawet ta Twoja niezależność mi się w sumie podoba /choć nie wiem na ile w tym jest prawdy/. Najlepiej jednak chyba pytać u źródła?
W każdym razie ja też nie należę do “wszystkich”. ;)
winnata
wrzesień 23, 2008 at 9:43 pm
No fakt, te idiotyczne zarzuty w kierunku Żebrowskiego padły od jakiegoś propisowskiego elementu.
Kawciu, jeśli nie kumasz jakiegoś filmu, nie znaczy to, że jest on “trudny” albo “psychologiczny”.
procesVII
wrzesień 23, 2008 at 11:15 pm
wiesz co procesie, chyba jednak wole kiedy piszesz o tym, ze piszesz. tak samo jak wole kiedy szanowni twoi komentatorzy komentuja, iz komentuja.
co za zwymiotowany klub filmowy tym razem sie tu objawil????
hlb
wrzesień 24, 2008 at 12:03 am
Taka potrzeba rynkowa jest, Hlb. Moi znajomi po prostu kochają kino. I nie ukrywam, ze znają się na nim. Znakomita większość z nich.
Poczytaj, popatrz co piszą, możesz się sporo nauczyć.
procesVII
wrzesień 24, 2008 at 8:37 am
No wlasnie poczytalem, Procesie. I zlapalem sie za glowe. Nie napisze ci, co sobie pomyslalem o tym wszystkik, bo nie moge, rece mam zajete. Jeszcze trzymammsie za glowe…
hlb
wrzesień 24, 2008 at 9:42 am
Hmmm… Widać, że mam zaleglości jeśli chodzi o kino :) natomiast jeśli chodzi o Trylogię Sienkiewicza to jestem jej olbrzymim fanem. Każdą część przeczytałem chyba po kilkanaście/kilkadziesiąt razy :) i moze dlatego to co zrobiono z “Ogniem i mieczem” woła o pomstę do nieba… Fakt było tam kilka dobrych efektów pirotechnicznych i takie tam inne fajerwerki ale fabularnie zniszczono wspaniałe dzieło. Trylogia to bardzo “niełaskawe” i trudne dzieło do ekranizacji bo żeby przekazać nawet najważniejsze jej części film musiałby trwać parę godzin dłużej :)
Niestety ekranizacja “Ogniem i mieczem” została zrobiona moim zdaniem na odwal się, a szkoda bo wystarczyło troszkę więcej zaangażowania podczas pisania scenariusza, a mogła by być z tego naprawdę Superprodukcja… Może kiepski przyklad ale z Wiedźminem zrobiono doslownie to samo :(
szczudlik
wrzesień 24, 2008 at 12:54 pm
Nie musi oznaczać, ale też niekoniecznie oznacza, że takim nie jest. ;)
winnata
wrzesień 24, 2008 at 7:18 pm
Jak dotąd nikt nie napisał wprost, że film jest fatalny. A niestety jest.
lonstar
wrzesień 24, 2008 at 11:01 pm
lonstar, ja napisalem. ze film jest fatalny, notka slaba a komentatorzy zamiast myslec podlizuja sie autorowi. wszyscy milczaco sie zgodzili, no moze z wyjatkiem autora, hehehe…
hlb
wrzesień 24, 2008 at 11:25 pm
Film jest dobry, a komu się nie podoba ten kiep.
Nie wiem czy wiecie, ale Moon przenosi się na Blox.pl, bo opanowaliście czołówkę WordPressu:
http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=8&w=84409041&wv.x=2&a=85104964
procesVII
wrzesień 24, 2008 at 11:38 pm
A Hoffman zrobił “Trylogię” świetnie. Co nie znaczy możesz spróbować zrobić ją lepiej, Szczudlik.
procesVII
wrzesień 24, 2008 at 11:41 pm
Film jest kiepski.
Kompletnie mnie nie interesuje, do kogo przeniesie się Moon.
Jestem całkowicie niewrażliwy na plagi egipskie spadające na nieznanych mi ludzi. Pan zesłał na nas Moon i Pan ją od nas zabrał.
Wycierpieliśmy swoje.
lonstar
wrzesień 24, 2008 at 11:54 pm
Proces a ja slyszalem, ze moon przenosi sie do ciebie i bedziecie sobie wieczorami spiewac dumke na dwa glosy grzejac nogi w mikrofalowce.
ona nie dosc, ze lubi takie filmy, jak ty i tych samych aktorow, to jeszcze pojwia sie wszdzie tam gdzie ty. jak wyscie sie spotkali tam na tym forum?
hlb
wrzesień 25, 2008 at 12:28 am
Nie znasz się Lonstar, kurwa! To jest mój blog i będę banował tych, których film nie zachwyca! Jak może nie zachwycać, skoro jest dobry?
O ile dobrze pamiętam, to Moon pojawiła się tu za Tobą i w Tobie jest zakochana, Hlb.
Mógłbym jej nawet napisać, że jej nie pukniesz, ale ona mi nie uwierzy. Gdybym jej napisał, że się nią nie interesujesz jako kobietą, ona zrozumiałaby to tak, że szalejesz z nią. Sam wiesz.
procesVII
wrzesień 25, 2008 at 6:45 am
Znalazłam w Internecie ciekawą recenzję, w sumie obiektywną. Oto fragment:
“Nie wydaje się więc słuszne wypominanie Rosjanom przeinaczanie historii z czasu “Wielkiej Smuty”. Wystarczy przypomnieć sobie, że na Sienkiewicza, też spadały gromy za to, że przeinaczał fakty. “1612″ nie jest filmem dokumentalnym, a obok określenia historyczny, należałoby dodać fantastyczny, przygodowy.
Mimo wielu wad filmu, nie odradzam wycieczki do kina. Warto spojrzeć na historię z drugiej strony. Obejrzenie tego filmu uświadamia, że zazwyczaj widzimy historię jednostronnie, subiektywnie. “1612″ pozwala również nabrać dystansu do polskiego patrzenia na rzeczywistość.”
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/1612_polacy_w_roli_najezdzcy_75223.html
georgeeliot
wrzesień 25, 2008 at 7:21 am
George, tak do tekstu, do którego podałaś link.
Z tą ekspozycją budżetu też bym nie przesadzał. Bo ja napiszę tak: “Ogniem i mieczem” kosztował 24 mln złotych, to dziś nominalnie więcej niż 10 mln dolarów.
Nie dajcie się nabierać na te finansowe manipulacje. Wolałbym mieć 24 mln złotych 10 lat temu, niż dziś 10 mln USD.
Przykładowo budżet “Patrioty” Mela Gibsona wynosił 110 mln USD, też 9 lat temu. 10 mln na film w realiach finansowych i budżetowych Rosji, to są grosze.
procesVII
wrzesień 25, 2008 at 7:49 am
Georg, przecież o tym, czy film jest dobry, nie decyduje jego zgodność z prawda historyczną. Ten film jest kiepski. Po prostu.
Królowa Bona umarła, a nie jest “troszeczkę nieżywa”.
Lonstar
wrzesień 25, 2008 at 5:30 pm
Ale już troszeczkę piękna i jedną nóżkę mogła mieć ładniejszą, prawda. Lonstar? Ta królowa nasza? Ten jej Zygmunt zawsze też nie był taki stary niejako, nieprawdaż?
W zasadzie to w wyobrażeniu Polaków ta Bona to taka bardziej “śląska” jest niż “włoska”.
procesVII
wrzesień 25, 2008 at 5:49 pm
A z jej syna to był niezły zelnik…
Lonstar
wrzesień 25, 2008 at 6:05 pm