wirtualne impresje

proces7

O chłopcu, który chciał zostać blogerem

z 37 komentarzami

Ludzie w sieci opowiadają o tym co robią. Koloryzując to stosownie, ubarwiając. Taka opisana kolorowo prawda o naszym życiu, może faktycznie tę naszą egzystencję poprawić. Bo jakimż jest świat? Takim jak go widzimy, czujemy, czy takim jakim jest de facto? No i nieuniknione pytanie: jaki jest stan faktyczny naszego świata.
Nieliczni spośród tych co mnie czytają, zauważyli, że nie piszę o tym jak się czuję, co jadłem na kolację, czym się zajmuję. Krótko mówiąc: niewiele piszę o sobie.
Może powinno się pisać o tym, kim chciałoby się być? Kiedy byłem mały chciałem być marynarzem, potem górnikiem, ale mi przeszło. Kiedy już dorosłem, chciałem wyłożyć jakiś bank, ale wtedy jeszcze nie wiedziałem, że chciałbym to zrobić, kiedy już wiedziałem, nie wiedziałem jak. Kiedy nauczyłem się jak to można ewentualnie zrobić, Barings już leżał, sprzedany do ING za jednego funta szterlinga:

Straciłem kupę czasu na kupowaniu i sprzedawaniu pieniędzy. I na reszcie, która jest milczeniem.
Dla człowieka, który nie umie wydawać forsy, takiego jak ja, mija się to z celem. Zarabianie cyferek opanowałem do perfekcji. I wcale mi do tego nie były potrzebne szkoły. Miałem prosty system. I skuteczny. Oczywiście nie niezawodny. Najbardziej skuteczne w inwestowaniu byłyby kobiety, zwykłe kury domowe. Tylko, że one nie zajmują się takimi duperelami jak gra. Jak hazard. Czy najzwyklejsze inwestowanie.
One wiedzą najlepiej jaki gatunek piwa kupić mężowi, które supermarkety mają najlepsze ceny, jakie odkurzacze i telewizory są fajne. I które banki najbardziej dymają klientów. Analitycy tego nie wiedzą, bo nie mają czasu na zakupy, na pogadanie z prostymi ludźmi. Zajęci są czytaniem raportów i analiz innych analityków, dlatego sami inwestują źle, a ich porady są gówno warte. Chodzi też o coś innego, oni nadto komplikują sprawy, a tu jest potrzebne proste myślenie.
Na przykład takie.
Zarabiam swoje pierwsze wielkie pieniądze, jestem ogłupiony, pewny siebie, tracę węch. Jadę pijany taksówką i taksówkarz mnie zagaduje o akcje, zaczyna opowiadać, które na pewno warto kupić. I wtedy, u nawalonego pojawia się banalna myśl: no zaraz, ale jak taksówkarz, który ma zajmować się wożeniem ludzi zaczyna kupować akcje, to komu on je sprzeda? Trzeba spadać. Tak w 1994 roku, jako młody wilk polskiego rynku kapitałowego uratowałem swoją dupę.
W 1999 miałem sąsiada informatyka, który przychodził do mnie z przekrwionymi oczami zrobić mi coś przy komputerze. Był przemęczony, pisał strasznie dużo programów dla jakiejś amerykańskiej firmy, a pieniędzy dostawał niewiele, obiecywano mu dużo, ale on był pasjonatem. Robiłby to za darmo. Jeśli znacie rasowych programistów, to wiecie. Musiałem go opić, żeby odstąpił od komputera. Wtedy zainteresowały mnie akcje IT. Nie było to jakieś wielkie zainteresowanie, ale najzwyczajniej je kupiłem. W ogóle nie wiedziałem czym się te kupione przeze mnie firmy zajmują. I jakie mają perspektywy, wskaźniki. Gdybym to wiedział – nie kupiłbym ich. Wówczas było nieco kłopotu, bo miałem system +20/-20. 20% strat – sprzedaję, 20% zysku, też sprzedaję. Zyski były tak potężne, że pootwierałem długie pozycje i udałem się na długi urlop na Kanary. Zimą tam jest fajnie. W styczniu i lutym trochę pada. Ale grudzień jest super.
Kiedy wróciłem, przy flaszce sąsiad informatyk opowiadał mi, że on pewnych rzeczy nie rozumie. Firma amerykańska, dla której pracował, zaczęła mu strasznie dużo płacić i kazała latać pierwszą klasą samolotami. On był skromnym facetem i wkurzało go takie marnotrawstwo. Nie musiał nocować w hotelach za 500 dolarów. Wolał, za 100, a żeby mu dali tę resztę, te 400. Dziwił się, że właściciele firmy kupują zamek w Niemczech, w którym nigdy nie zamieszkają i porsche, którym się do dupy jeździ, złote zegarki szwajcarskich firm za kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Które w razie bidy będzie można zastawić w lombardzie za kilka tysięcy. Bo przecież przez wiele lat żyli w biedzie, a żeby nawet utrzymać firmę, jeden z właścicieli zaciągnął się do wojska.
To był banalny sygnał sprzedaży.
Wiem, że to trochę zawiłe, dlatego niechętnie o tym piszę, ale poprzednia notka mnie do tego sprowokowała.
Powiem prościej: gdyby Gates zaczął dziś sprzedawać akcje Microsoftu na NYSE to naturalnym jest, że spowodowałby załamanie ich kursu. Z banalnego powodu, nastąpiłby wzrost ich podaży. Do tego doszedłby najważniejszy, psychologiczny aspekt: skoro taki wyjadacz pozbywa się udziałów w swojej firmie, to coś na rzeczy musi być.
Ten gość od Gadu Gadu – Fołtyn, też wypluł wszystko co miał i chce się zajmować polityką czy diabli wiedzą czym. Kiedy dobrzy informatycy zaczną zajmować się budownictwem, a gospodynie domowe pisaniem programów, będzie to sygnał dla inwestorów. Ewidentny.

A tak naprawdę, to chciałbym być barmanem w jakimś miejscu, gdzie sezon trwa parę miesięcy, a resztę czasu zajmuje się wyczekiwaniem turystów, pijąc z miejscowymi espresso czy stołowe wino niezbyt wysokiej jakości. No i oczywiście można tam całkiem spokojnie pisać blogaska i opowiadać mniej lub bardziej zmyślone historie. W sumie te blogi to fajna rzecz. Tak sobie teraz pomyślałem. Może ja zawsze chciałem być blogerem, tylko nie wiedziałem tego, kim naprawdę chcę być?

proces7

Written by procesVII

lipiec 17, 2008 @ 5:49 pm

Odpowiedzi: 37

Subscribe to comments with RSS.

  1. Wzruszające.

    Moon

    lipiec 17, 2008 at 6:48 pm

  2. Dziecięce lata 2 na blogach. ;)

    kawa3603

    lipiec 17, 2008 at 8:14 pm

  3. Miałaś jechać, Kawciu? Nie wyjeżdżasz? Ta pinda Moon musi mi tu śmiecić. Boże, jakaż ona jest głupia. Straszna z niej spamerka.

    procesVII

    lipiec 17, 2008 at 8:17 pm

  4. Jeszcze dziś wieczór Ci poasystuję. Cieszysz się ? :D

    kawa3603

    lipiec 17, 2008 at 8:46 pm

  5. …a ja zem chcial tylko przed starą ukryć moj pamietnik, bo mi przetrzepywala komputer. Tam mi nie zajrzy, w moje intymnosci. Ale ja zem nie wiedział, ze to wszyscy zobaczą, potem juz było za późno-dowiedzieli sie wszyscy. Ale tyle blogów jest i mam nadzieję, że nie napotka skargi na siebie.Jędza jedna.

    storczyk

    lipiec 17, 2008 at 10:23 pm

  6. wiesz… chyba to zrobię. niezły pomysł…

    Jędz@

    lipiec 18, 2008 at 4:05 am

  7. “Młody wilk polskiego rynku kapitałowego”…jestem pod wrażeniem, podobnie jak czytająć w młodości Lema ,gdzie moja wyobraźnia przenosiła mnie wraz z Pilotem Pirxem w nieznane światy.
    Drobny cwaniak grający na giełdzie jest podobny do wygłodniałego kundelka który łapczywie pożera jakiś ochłap rzucony ze stołu wielkiego biznesu. Jednak nie wie ,e juz zaczyna się jego eksodus do bankructwa.
    Proces jesteś za nerwowy i mało konsekwentny na ten biznes . Zarówny ten kapitałowy jak i blogowy. Jesteś wzorcem przyszłego bankruta.

    Mikosz

    lipiec 18, 2008 at 7:18 am

  8. Na czym polega “interes blogowy”, Mikosz?
    Giełda rządzi się innymi prawami, jest jak jezioro, nie jak wiejskie podwórko. Są tam płotki, leszcze i szczupaki. Albo rekiny, jeśli zestawimy ją z szerszymi wodami.
    Za stary jestem na bankructwo. Dziś żałuję, ze nigdy mi się to nie przydarzyło. Ale to takie marzenia o przeszłości, bo dziś wiem, czego bym nie zrobił, gdybym w przeszłości został bankrutem.
    Widziałem w swoim życiu wielu takich, którzy przegrali wszystko. A “dużo” jest pojęciem względnym. Dla Buffeta są to miliardy, dla leszcza zaledwie dziesiątki tysięcy. Istotą rzeczy jest by grać o wszystko.

    procesVII

    lipiec 18, 2008 at 9:01 am

  9. jak to rzekł swego czasu Antoś Mello : W życiu nie ma takiej chwili, abyśmy nie mieli wszystkiego, co potrzebne, aby czuć się szczęśliwymi. Pomyśl o tym przez minutę (…). Jeśli jesteś nieszczęśliwy, to dlatego, że cały czas myślisz raczej o tym, czego nie masz, zamiast koncentrować się na tym, co masz w danej chwili. …

    a mniej filozoficznie… ja to mogłabym być barmanką gdzieś w kraju gdzie statystycznie na jedną kobiete przypada dziesięciu mężczyzn /faja/ taki folklor !

    koya123

    lipiec 18, 2008 at 12:50 pm

  10. dobre

    hlb

    lipiec 18, 2008 at 10:07 pm

  11. Ja chciałem być pilotem myśliwca, ale jestem za wysoki. Więc zarabiam na Procesach tego świata…

    Black Ops

    lipiec 18, 2008 at 10:52 pm

  12. Black jak wysoki ?…tak pytam…;)

    koya123

    lipiec 18, 2008 at 11:43 pm

  13. 190, czyli niezbyt. Ale wystarczająco.

    …przynajmniej ja nie narzekam.
    Dobrze, że nie spytałaś, ile zarabiam, bo wtedy musiałbym opieprzyć Procesa.

    Black Ops

    lipiec 18, 2008 at 11:55 pm

  14. akuratnie pobory mnie nie interesują ;) … cyfra nie do sprawdzenia a i procesa mi szkoda z tym opieprzaniem ;)

    wzrost całkiem całkiem Ci powiem :)

    koya123

    lipiec 18, 2008 at 11:59 pm

  15. :)

    Moon

    lipiec 19, 2008 at 12:03 am

  16. Dziękuję, małżonka nie narzeka. Przynajmniej nie przy mnie, cholera wie, jak jest naprawdę.

    Black Ops

    lipiec 19, 2008 at 12:21 am

  17. przesz by grzeszyła narzekając..;) zresztą przy polowcu się nie narzeka… kulturalne połowice psioczą za strefą rażenia …wzrokiem połowca :D

    koya123

    lipiec 19, 2008 at 12:24 am

  18. …właśnie się w klubie z koleżankami bawi, przynajmniej teoretycznie. Czyli dokładnie, jak powyżej pod koniec zdania :D

    Wybacz Proces, już się wycofuję z tej prywaty.

    Black Ops

    lipiec 19, 2008 at 12:27 am

  19. Black ależ…proces śpi i ucieszony przez sen że mu dobytku pilnujemy..;)

    koya123

    lipiec 19, 2008 at 12:30 am

  20. Tak? A potem dowiem się, że offtop i generalnie…

    Zresztą, właśnie mi się oberwało za komentowanie na blogu Proca, i za niewyrażanie “dżentelmeńskich” postaw, od samego Megaautorytetu sieci. I nie, nie od Tima Bernsa-Lee. On może Megaautorytetowi buty pastować…

    Black Ops

    lipiec 19, 2008 at 12:35 am

  21. Black się nic nie obawiaj…choćby megaautorytet to ustoję, napiszę więcej… skopiemy mu tyłek nad ranem jak bedzie fikał..;) …teraz dorownalam Twojej pseudo dżentelmeńskiej niepostawie i nie zachowalam się jak damie przystalo… znaczy takie późne rokokoko zaprezentowalam :D

    koya123

    lipiec 19, 2008 at 12:39 am

  22. Ja się nie obawiam, mi się piwo kończy…

    Nigdy nie stwierdzę, że przejrzałem Procesową grę. Wystarczy mi świadomość, że to gra. I jako taka daje mi interesujące spojrzenie na blogosferę, czy nawet – internet. Nie, nie odkrywa przede mną Ameryki. Wiem, że sieci nie można ufać. Wiem też, że zgodnie z teorią Procesa – spora dawka sieciowych historii jest prawdziwa. Nie wszystkie, ale część. Sprawdziłem, empirycznie. Ale przypominać sobie zawsze warto.

    Patrzę na kisielowe zapasy Proca i HLB i zastanawia mnie, co byłoby, gdyby tych dwóch cyników postawić przed sobą twarzą w twarz.

    Pewnie poszliby na browar.

    Black Ops

    lipiec 19, 2008 at 12:49 am

  23. .

    Moon

    lipiec 19, 2008 at 12:55 am

  24. Black ja dopijam drinka… zatem..zdrówko ;)

    o grach blogowych się nie wypowiadam a to z racji weekendu i jeszcze z racji że pora nie ta i jeszcze dodając promile do tego wyjdzie, że się za czupryny weźmiemy ja ja jakoś polubilam swoje włosy ;) … Black ale wiesz, jeśli lubisz pogadać, zawsze mozesz zajrzeć do nas na Poltera ;) …to blog do pogaduch przy piwie czy tam kto co ma ;)

    koya123

    lipiec 19, 2008 at 12:59 am

  25. Za czupryny? Kobietę uderzyłem w życiu dwa razy. Raz w samoobronie, z małej litery. I raz, jak bardzo prosiła, żebym wytłumaczył, dlaczego długie włosy u faceta są kontrsensowne w starciu ulicznym…

    (..,tak, przykro mi do tej pory. Ale bardzo nie krwawiła…)

    Black Ops

    lipiec 19, 2008 at 1:06 am

  26. A TY tchórzu dalej mnie blokujesz… Kundel wioskowy

    Moon

    lipiec 19, 2008 at 1:08 am

  27. wiesz.. ja aż tak dalece posuniętych ‘za czupryny’ na myśli nie miałam … ot takie zaczepne pociągnięcia się za co bardziej wystające kosmyki… fiolet to ja i owszem czemu nie, ale nie pod oczami a w kolorze włosów ;)

    koya123

    lipiec 19, 2008 at 1:11 am

  28. Próba Spamu

    Moon

    lipiec 19, 2008 at 3:05 am

  29. Próba spamu.

    Moon

    lipiec 19, 2008 at 4:30 am

  30. ..

    Moon

    lipiec 19, 2008 at 4:32 am

  31. “Zresztą, właśnie mi się oberwało za komentowanie na blogu Proca, i za niewyrażanie “dżentelmeńskich” postaw, od samego Megaautorytetu sieci.”

    Black Ops, a jakieś bliższe szczegóły w temacie? Jakiś link choćby?

    Pstro, jeśli chodzi o inteligentną wypowiedź w jakimś temacie, to dla Ciebie pora nigdy nie jest stosowna. Oczywiście potraktuj to jako blogowy flirt, a nie zaczepkę.

    Moon, śmiecisz mi na blogu. Wyjąłem Twoje komentarze ze spamu, ale tak być nie może. Jeśli nadal będziesz tak spamować, przestanę je wyjmować.
    Znajdź sobie inny blog, wyżej notowany dla reklamy Twoich lotnych myśli i wyrafinowanego smaku. To nie jest miejsce dla Ciebie.

    procesVII

    lipiec 19, 2008 at 8:16 am

  32. Proces, nie wspierajmy patologii. Zresztą, jako domyślny juhas, powinieneś się… domyśleć.

    Jest prawie 10 rano, kobieta mi śpi, a ja napoczynam proces wydawania tygodnika. I to mnie przeraża. Że ty mi w sobotni poranek odpisujesz, a ja w zasadzie w pracy. Żeby napędzać rynek.

    Ech.

    Black Ops

    lipiec 19, 2008 at 9:39 am

  33. Proces Ty i blogowy flirt, co Ty możesz na ten temat wiedzieć /faja/

    koya123

    lipiec 19, 2008 at 10:46 am

  34. Sporo wiem, skończyłem Wirtualny Kurs Uwodzenia w Różnych Wariantach (WKURW).

    procesVII

    lipiec 19, 2008 at 10:48 am

  35. i po tym kursie jesteś Wirtualny Kogut Uwodzący Różne Warzywa w skrócie WKURW ?

    koya123

    lipiec 19, 2008 at 10:54 am

  36. A mnie się wydaje ta historia całkiem przekonująca i nader interesująca, podobają mi się te wpisy lipcowe Procy, może jestem naiwniakiem, ale wolę je (te blogosferyczne wersy) od niejednej powieści, dobrze się to czyta!

    lechus

    lipiec 24, 2008 at 5:34 pm

  37. Nie przesadzaj Lechus, to tylko gra. Gra i nic więcej.

    procesVII

    lipiec 24, 2008 at 6:25 pm


Napisz odpowiedź