wirtualne impresje

proces7

Pokazać twarz w sieci

z 36 komentarzami

Niektórzy ludzie w sieci podpisują się nazwiskiem i imieniem. Inni przedstawiają swe fotografie, opowiadając przy tym mniej lub bardziej prawdziwe historie z ich życia. Potem, jako że ich “pseudonimy” są spersonifikowane, chcą specjalnej ochrony, administracyjnej, a czasem nawet prawnej.
Sam traktuję nazwisko w sieci jako fikcyjny pseudonim, bo cóż mi mówią dane jakiegoś blogera? Może podawać do woli swoje nazwisko, adres, numer telefonu a nawet prezentować fotki z pierwszej komunii na blogu. Traktuję to jako fikcję, bo dane te nie są w żaden sposób zweryfikowane. A gdyby nawet były, są mi całkowicie zbędne.
Mam nieodparte skojarzenie z takim hipotetycznym, acz prawdopodobnym realnym zdarzeniem:
Wchodzę do wielkiej restauracji i mówię, oznajmiam na głos, by wszyscy usłyszeli: nazywam się Edek Golasiński, urodziłem się na Śląsku, a moja żona jest czarnoskórą Żydówką, feministką. No i kibicuje zespołowi Benfica Psia Wólka. Moja matka jest blondynką, a ojciec muzułmaninem.
Od tej pory jeśli ktoś opowie dowcip o Ślązakach, obrazi mnie i podam go do sądu. To samo spotka go, kiedy będzie drwił z Żydów albo feministek. Pociągnę go do odpowiedzialności karnej przed sądem, jeśli opowie dowcip o blondynkach bądź poruszy temat zła islamu.
No i oczywiście Benfica Psia Wólka jest zespołem najlepszym, kto uważa inaczej, jest głąbem.
Reguła jest dość prosta, w wirtualną przestrzeń dajemy tyle, ile sami zdecydujemy. Jeśli ktoś chce być sławnym z nazwiska i obwiesza nim portale, fora i blogi, to jego rzecz. I nie może być inaczej, szczególniej traktowany niż ktoś, kto używa pseudonimu. Bo niby dlaczego? Każdy może wygenerować jakieś fikcyjne dane osobowe i wymagać od innych diabli wiedzą czego.
Rozumiem ludzi znanych z mediów, polityki. Często mogłoby się zdarzyć, że na blog czy forum takiego nikt by nie zajrzał. Któż czytałby blog Ludwika Dorna, JKM czy publicystów z Polityki bądź Gazety Wyborczej, jeśli ci nie dostaliby stosownej promocji. Mieliby po kilka wizyt dziennie, z Google Rumunia. Więc jest to ich handicap, iż wykorzystują w sieci fakt swej realnej popularności. Wildstein czy Lis mogliby otworzyć tu blogi pod pseudonimami, nie przyznawać się kim są i opowiadać o swym życiu, wstawiać fotografie kwiatów, pisać polityczne rozważania albo wiersze bez obnażania prawdy o swej tożsamości. A pies z kulawą nogą nie zajrzałby na ich blogaski.
Jeśli rozdam swój adres bloga realnym znajomym, zawsze ktoś może przyjść i przy okazji jakiegoś komentarza poprosić mnie o zwrot pożyczonych pieniędzy czy wypomnieć mi, że uwiodłem mu żonę. I takim wypowiedziom komentatorów można dać wiarę w takim samym stopniu, jak opowiedzianej przez autora swej historii.
Pewnie, że będzie tak, iż ci, którzy się odsłonili, opowiedzieli o swoim życiu, są narażeni na wypominanie im tego przez adwersarzy. Oni będą chcieć by tamci również pokazali twarz. Ale niby dlaczego? Dlaczego mają się poddać dyktatowi, który chcą zastosować ci, którzy są nieanonimowi?

Kiedyś na czatach ktoś zdradził numer telefonu mojej kumpeli. Jakiś złośliwy, zapewne odepchnięty absztyfikant czatowy. Chcąc się zemścić zaczął biegać po czacie i publikować ten numer, rozsyłał go też w mailach. Reklama była intensywna, a kumpela bardzo znaną na czacie. Taką czatową Dodą była, można nawet rzec.
W rozmowie prywatnej była bardzo zawiedziona, zła i oburzona. Współczułem jej, planowałem nawet zemstę. Problem był jednak w tym, że ona była wściekła zupełnie z innego powodu niż myślałem. Nie chodziło jej o ujawnienie części jej danych, a o fakt, że po tym wszystkim nikt, dosłownie nikt do niej nie zadzwonił.
Weźcie podajcie na kilku forach, czatach, blogach swoje nazwisko, prawdziwe, adres i numer telefonu, zobaczycie, że nikt nie zadzwoni. Nikt nie napisze, nikt nie wykorzysta.
To chyba w tym wszystkim jest najsmutniejsze dla przedstawiających skrupulatnie swe dane w sieci. Ludzi gówno obchodzą: wasze dane, wasze prywatne, nudne i nędzne życie. Życie, które tu, w sieci tak naprawdę nikogo nie interesuje.

proces7

Written by procesVII

kwiecień 1, 2008 @ 6:39 pm

Napisane w Gry, Impresje Procesa

Odpowiedzi: 36

Subscribe to comments with RSS.

  1. nie zadzwoniła….?
    a może gorzej – nie dzwonią, a liczyłeś, że jednak…?

    pozdrawiam – lonstar:)

    lonstar

    kwiecień 1, 2008 at 8:01 pm

  2. Matko jedyna, dlaczego ja tu przychodzę?

    Kiedyś mieliśmy również burzliwą polemikę na ten temat. Chronienie prywatności za wszelką cenę ale…
    Czym różni się nick A od sąsiada B? Czy czasami nie jest tak, że kryją się ci, którzy stworzyli życie równoległe?
    Czym mogę zagrozić sobie obnażając się, przecież w domu, w pracy, na ulicy, w rodzinie znają moje dane i nic z tego nie wynika.
    Proces, świry są wszędzie.
    Równie dobrze może ktoś kogoś nagabywać w realu co tu. Po prostu są tacy co szukają sami kłopotów, przyciągają pewne zdarzenia. To wszystko zależy od tego w jakim środowisku się obracasz.
    Powiem nieskromnie, że mam szczęście do ludzi.

    cito1

    kwiecień 1, 2008 at 11:53 pm

  3. W ramach potrzeby kontaktu zawszę można liczyć na roboty spamowe, wystarczy zacząć podpisywać się imieniem i nazwiskiem zawartym w formacie z małpą.

    solar1s

    kwiecień 2, 2008 at 9:14 am

  4. Co do końcowych akapitów. Trafne spostrzeżenie gdzie można zauważyć drugie dno:) Ludzie są za głupi by to wykorzystać. Po co mam w opisie na GG/Jabberze/Skype mój adres bloga? Żeby ludzie sobie kliknęli i poczytali? A gdzie tam. Gadam z kumpelą przez GG i mówię(piszę): wejdź na mojego bloga i poczytaj. A ona: a daj adres:) W opisie mam-odpowiadam. Ona na to: ale wyślij bo tak łatwiej wejść. Myślę myślę i doszedłem do wniosku, że jest zbyt leniwa by zapamiętać/skopiować/przepisać adres i z lenistwa woli kliknąć w link na gg:) Automatyczne zamienianie adresu w link powoduje lenistwo:)

    kazik

    kwiecień 2, 2008 at 3:30 pm

  5. Dokładnie tak jest jak pisałem, nikt do mojej koleżanki nie zadzwonił. Lonstar. Może to nie tak, że oczekiwała na telefony, ale przekonała się, ze jednak nie ma tylu wielbicieli, jak to z wirtualnej strony mogłoby wyglądać.

    It must be love, Cito.

    Solar, nazwisko i imię w mailu czy opisie bloga są dla mnie wciąż nickami. O to mi właśnie chodzi.

    Kazik nie głupi, a nie mają takiej potrzeby. Po prostu.

    procesVII

    kwiecień 2, 2008 at 6:06 pm

  6. a ja dla Ciebie jestem nickiem czy Justyną?

    justyna

    kwiecień 2, 2008 at 7:49 pm

  7. Musisz inaczej postawić pytanie Justysiu. Oczywiście tylko w wypadku gdy chcesz znać odpowiedź.

    procesVII

    kwiecień 2, 2008 at 8:33 pm

  8. :) zawsze nurtowało mnie pytanie na ile okoliczności , a na ile nasza osobowość kształtuje kontakty w necie. Byłam świadkiem kiedy “wrogowie” stawali się przyjaciółmi i odwrotnie.
    W tzw. realu znajomości budujemy najczęściej przez lata, w określonych wspólnych zdarzeniach. Wirtualność pozbawia nas tego , a jednak są osoby o których nie myślę w kategorii nick, lecz traktuję je jako kogoś kogo lubię , wobec kogo czuję potrzebę bycia sobą ,bez gierek czy innych matactw. Tak jak w realu. I nie opuszcza mnie myśl co by było gdybym np. nie spotkała Ciebie w Konfrze/?

    justyna

    kwiecień 2, 2008 at 9:12 pm

  9. Czarna rozpacz.

    cito1

    kwiecień 3, 2008 at 11:09 am

  10. Cokolwiek w sieci na swój temat mówię jest to fikcja, nawet wtedy gdy mówię prawdę. Nie mam twarzy i nie ma twarzy nawet ten, co myśli, że ją pokazał.
    Pod jednym nickiem może być wiele twarzy, a pod wieloma jedna.

    Rezerwa

    kwiecień 3, 2008 at 11:56 am

  11. Komunikacja poprzez internet czy telefon jest bardzo “ułomna”. W większości przypadków, to ja sam decyduję, czy czyjaś wiadomość mi się spodoba lub nie, czy zobaczę w niej złość, gniew, radość czy smutek. Intencji, uczuć nadawcy nie da się przesłać SMS’em. Internet daje sporo możliwości, ale to samo mamy w życiu. Nikt nam nie broni wojować świata, a mimo to niewiele osób się tego podejmuje.

    Sleev

    kwiecień 3, 2008 at 12:40 pm

  12. Nie jest odkrywcze ,że blogi , fora , czaty wybieramy , piszemy , komentujemy dla siebie, dla własnej przyjemności,cokolwiek to znaczy i bez znaczenia z jakiego powodu. Jeśli nawet coś nas zaciekawi, co nas nie dotyczy bezpośrednio, to po głębszej analizie okaże się, że to coś nawiązywało do zdarzenia , historii itp. w której byliśmy głównymi bohaterami.
    Natomiast jeśli idzie o “udawactwo” kogoś kim nie jesteśmy …do pewnych granic i to głównie cielesnych udaje się :) czyli małej blondynce łatwo w necie “być” długonogą brunetką :) ale idiotce być intelektualistką? nie sądzę :) tu nawet gooogle nie pomogą ;)

    justyna

    kwiecień 3, 2008 at 1:05 pm

  13. Justysiu, dla mnie w sieci znaczenie ma wyłącznie tu zaprezentowana kreacja, a nie to jak się ubieramy w rzeczywistości, a to czy ktoś młody, czy stary, piękny, czy brzydki, jest nieistotne. Jeżeli głupiec będzie próbował przedstawiać się jako intelektualista, to będzie wyłącznie nim, czyli głupcem, który próbuje udawać intelaktualistę. Wydaje mi się, że próba odkrywania człowieka w sieci jest w ogóle niemożliwa, co nie znaczy, że nie możemy kogoś cenić, czy lubić. Lubimy określonych grających tu aktorów, bez znaczenia na ile się nam odkrywają na scenie blogów, czy forów. W każdym razie ja tak podchodzę i podziwiam wyłącznie odgrywane role.

    Rezerwa

    kwiecień 3, 2008 at 2:01 pm

  14. Rezerwo :) generalnie tak i podobnie odbieram netowe kontakty …ale ;) jest coś takiego jak “pokrewieństwo dusz”, polegające na tym ,że np. dowcipy Twoje mnie rozbawiają zawsze , a Misi 45 nie co najwyżej irytują ;) sofcia czy Mijuszek mogą napisać coś z czym sie kompletnie nie będę identyfikować i zgadzać , ale nadal to będą sofcia i Mijuszek osoby które wirtualnie uwielbiam. Reasumując wygląd jest mi obojętny pod każdym względem, nawet nie lubię dostawać zdjęć , bo tak jak napisałaś wygląd w necie nie ma znaczenia, natomiast to ( byc może infantylnie przeze mnie określone) “pokrewieństwo dusz ” odczuwam jako czynnik decydujący czy mam ochotę obcować czy nie:)

    justyna

    kwiecień 3, 2008 at 3:36 pm

  15. Never, jamais! Nikomu tego nie zrobię, wystarczy, że kilka razy wykoleiłem IC, pokazując prawdziwe oblicze! /faja/.

    poltergeist666

    kwiecień 3, 2008 at 3:50 pm

  16. Pseudonim jest naszą rolą w sieci, tak jak imię i nazwisko, które tu w sieci, traktuję jak nick. Bo cóż to zmienia jeśli powiem Wam, że nazywam się Edmund Nieużyty? Gówno zmienia. Mogę założyć tu blog i podpisywać się jako Jerzy Urban, co nie będzie oznaczać, że jestem byłym rzecznikiem prasowym rządu z czasów PRL.
    Właśnie dlatego, że gramy, możemy oczekiwać, że inni też grają i udają, że nas lubią czy nienawidzą.
    Aktor, który gra Hamleta wcale nie umiera, nie nienawidzi też ojczyma. Aktorka, która gra Ofelię nie tonie w strumieniu na premierze. Na drugi dzień wieczorem znowu zagra.
    Żeby tak całkiem nie zrelatywizować powiem, niejako na pociechę, że z niektórymi fajnie się gra i czasami zapomina się, że to scena.

    procesVII

    kwiecień 3, 2008 at 4:38 pm

  17. Każda sztuka, oprócz potrzebnych antraktów ma tylko kilka aktów. Nawet w najznamienitszej klasyce, prędzej czy póżniej zawsze jest koniec opada kurtyna.
    Nie da się grać bez końca, nawet gdy graczom przynosi to satysfakcję, prędzej czy póxniej chcą zmiany stołu, partnerów lub samej gry.
    O wiele lepsza jest ab ovo prawda, bo ta jest constans.

    Bardzo w stylu przypominasz mi nie piszącego już przyjaciela. Na pewno nie czystością tekstu, bo piszesz jak maszynka – perfekcyjnie, ale doborem słów, przekazem, treścią… i trollingiem.

    Napisałeś:

    - “Od tej pory jeśli ktoś opowie dowcip o Ślązakach, obrazi mnie i podam go do sądu. To samo spotka go, kiedy będzie drwił z Żydów albo feministek.”

    No, nie wiem :)

    cito1

    kwiecień 3, 2008 at 10:39 pm

  18. Jestem bardzo zmęczona

    cito1

    kwiecień 3, 2008 at 10:40 pm

  19. … ale nie na tyle, by poprosić, żebyś odszczekał.
    Nie zapomnę jak długo żyć będę, słów, że na 1 łapa jest po znajomości.
    Nie wiem czy doczytałeś w łapie na czole, pisałam tam, że była pierwszy raz a staż ciut dłuższy od tego tu.
    Trzy dni pod rzad miałam jakby dyżur na eko i wczorajszy, uważam, że doskonały wpis o ginkgo nie dość, że nie zawisł na gł. to w dodatku ma jeden, jedyny o ironio – mój komentarz.
    O czym to świadczy.
    Może net to rzeczywiście wielka scena, gdzie masa pląsających w swych kostiumach komediantów, którzy przyszli na bal maskowy, sprawy doczesne zostawiając za drzwiami.
    Bawić się. Motto – luzik.
    Popatrz, nikt z nas tu obecnych nie jest chyba mnichem, a jednak niektórzy muszą non stop to podkreślać, że nie są. Jakby z każdym usłyszanym, przez się wypowiedzianym słowem sami siebie przekonują, że tak jest w istocie.
    Spójrz na gł. strone i poczytaj tytuły: kto z kim, za ile, nago, sex, ciuchy, moda, bryki, fury, kasa, bleee… fajnie, ale w nadmiarze i stale to sążnisty rzyg.
    Może dlatego warto na chwilę zapomnieć o tej całej otoczce, bez której nie potrafimy już żyć i przypomnieć sobie, że na tle natury, świata jesteśmy nadzy, słabi, bezbronni, jesteśmy nikim.
    Mamy mózgi ale zbyt pewne siebie, dlatego nie potrafimy z nich odpowiednio korzystać. Bo, by skorzystać z mózgu trzeba byłoby sobie przypomnieć jak się czesze ręką źdźbło trawy…
    Tytułem wyjaśnienia – liczba wejść świadczy, że spora rzesza jednak marzy o pszonkizmie, niestety anonimowo, zza firanki.
    ps.
    Uczę się na nowym komp pisać, dopuszczalne plugawienie stronki? :)

    cito1

    kwiecień 3, 2008 at 11:17 pm

  20. Cito, ja wygrałem konkurs Blog Roku, wygenerowałem dla Agory setki tysięcy wejść z innych portali, bo ludzie zerkali. Przyszli do mnie z Onetu, z Interii, z Wirtualnej Polski. Z blogiem wszedłem na tydzień bodajże na ósmą pozycję w top100, a na drugą w top18. Te wejścia z Onetu poszły na konto Agory przecież. Ani o tym nie bąknęli. Gdzieś na jakimś blogu złożyli gratulacje, w miejscu, gdzie nikt nie zagląda. Złożyła je jakaś Mery, którą pierwszy raz czytałem.
    A Ty masz pretensje, że nie dali Cię na główną? Mnie nie dali i nigdy nie dadzą. Bo ja odkrywam ich drobne matactwa i kolesiostwo blogerskie.
    Generalnie mam złe zdanie o blogach umieszczanych na głównej, choć wiem, że nie zawsze mam rację.
    Widzisz, tu na WordPressie nie ma syndykatów, nie ma polecania w portalu i jest jak jest.
    Gros komentatorów przychodzi skomentować notki powieszone na głównej li tylko po to by wygenerować sobie wejścia na swoje blogi. Częstokroć jednak są w błędzie.

    Sam nie wiem dlaczego jestem jeszcze w Blox.pl. Uważam, że potraktowali mnie jak debila podczas konkursu Blog Roku, bo w ostatni dzień głosowania dali na główną blog Quentina, który był moim głównym rywalem. Na czas konkursu eliminowali też wszelkie informacje o nim, a dawali na główną swoich kolesiów.
    No i zamknęli mi świetnie prosperujące, największe prywatne forum towarzyskie. Po dwóch latach mojego zapierdalania. Ot tak sobie. Bez konsultacji ze mną.

    procesVII

    kwiecień 4, 2008 at 12:13 am

  21. Oj…
    Proces nie mam pretensji za gł., to był prztyk w Twój haczykowaty nos za słowa, że łapa jest po znajomości.
    Chciałam pokazać, że nikt nie ma na to wpływu co jest zamieszczane.
    To przekrój tego co ludzie piszą – raz jest to, raz jest tamto.
    Nigdy tak jakbyśmy sobie życzyli, bo nie da się zadowolić wszystkich, zawsze będą tacy, którzy poczują się skrzywdzeni.
    Jeżeli ode mnie, by zależało, wolałabym dinozaura, aczkolwiek Łapom precz to też niezły wybór.
    Wiesz, za dużo jesz kiełbasy i jest w Tobie zbyt wiele toksyn, stąd masz tę deprechę pokonkursową.
    Popatrz, wygrałeś mimo tego o czym piszesz i git.
    Łapa była w tej samej kategorii, przeszła do III tury, ostatecznie miała chyba 12 miejsce. Ale z sieci dostała tylko chyba 3 sms, reszta rodzinka, praca, znajomi – garsteczka, mniej niż 30.
    I fajnie. Laptopa sobie sama kupiłam.
    Jak widziałam ilości waszych sms, to łapałam się za głowę. Wtedy jeszcze myślałam, że piszesz naprawdę tylko o pieprzeniu.
    Wyluzuj, bo ze swoim pisaniem nie powinieneś mieć żadnych kompleksów ani kwasów.
    Patrz, portal gazeta.pl wygenerował ci nową czytelniczkę, staraj się czasami dostrzegać jakieś pozytywy.

    cito1

    kwiecień 4, 2008 at 8:41 am

  22. Z tym aktorstwem i grą tutaj w sieci jest dokładnie tak samo jak i w życiu codziennym. Nic nie jest inaczej. Z jednymi przebywając jesteśmy naturalni i bardziej sobą, w obecności innych przybieramy maskę dla nas najwygodniejszą. Prawda o nas samych wychodzi tutaj bardziej i intensywniej niż nawet gdzieś indziej. To bzdura, że realnie jesteśmy inni, po prostu nie wszystko ukazujemy, nie na wszystko sobie pozwalamy. Myślę, że im bardziej nauczyliśmy się i przesiąkliśmy grą w życiu codziennym, tym więcej odgrywamy tutaj kreacji, więcej pacynek używamy udając kogoś innego. W jednym się z Tobą zgodzę, to nie ma znaczenia czy użyjemy tu prawdziwego nazwiska czy loginu, bo to niczego nie zmienia. Obca w poglądach osoba dalej taką osobą /nickiem/ pozostanie. Jej zdjęcie też niczego nie zmieni. Nie ma żadnego znaczenia czy poznajemy kogoś tutaj czy realnie. Przy bliższym poznaniu ściąga się wiele masek. Masek, które realnie też musimy ściągać aby odkryć co pod nimi się mieści.
    Napiszę tak, jeśli chcesz dowiedzieć się o sobie, weź swoje wszystkie nicki-kreacje i przyjrzyj się im. To właśnie TY.

    winnata

    kwiecień 4, 2008 at 9:34 am

  23. Wszystko fajnie i wygodnie i bezpiecznie. Maska rządzi, maska radzi, maska nigdy cię nie zdradzi.

    alkacja79

    kwiecień 4, 2008 at 11:27 am

  24. [...] Siodmego dreczy podejrzenie, ze ludzie kiedy wchodza do sieci, to nie sa tam soba, tylko nie-soba. Ze moze nawet fantazjuja na [...]

  25. Ale pieprzycie…
    To ja linka wstawię, w sumie po to tu przyszłam…
    http://toteramy.wordpress.com/2008/04/04/blogowe-histerie-czyli-o-tym-czym-sie-rozni-ip-od-iq/

    charmee

    kwiecień 4, 2008 at 2:53 pm

  26. Cito, tak przekrój, tylko w tym przekroju nie było miejsca na konkurs Blog Roku. Natomiast na inne rzeczy jest zawsze miejsce.
    Bo powiedz mi Cito, niby dlaczego ja mam ściągać czytelników z Onetu do Gazety, a ściągnąłem już ich kilkaset tysięcy, żeby admini promowali dla nich Twój blog?

    Kawciu, słowo “pacynka” ma inny wymiar na blogach niż na jakichś forumowych zadupiach, gdzie pisze parę osób na krzyż.

    Ala Ty nie możesz więcej coś od siebie napisać? Na przykład o tym jak to za małą maseczką może kryć się całkiem wielkie dupsko?

    procesVII

    kwiecień 4, 2008 at 5:47 pm

  27. Proces, ale po co, kiedy Ty uskuteczniasz kampanię anty Ala.

    alkacja79

    kwiecień 4, 2008 at 6:10 pm

  28. Ja? Ala? Przecież Cię uwielbiam.

    procesVII

    kwiecień 4, 2008 at 6:15 pm

  29. Wszyscy, jak jeden mąż, uwielbiamy Alę. /faja/

    poltergeist666

    kwiecień 4, 2008 at 6:22 pm

  30. No i ten jeden mąż to właśnie będzie mąż dla Ali, bo ona szuka męża.

    procesVII

    kwiecień 4, 2008 at 6:26 pm

  31. Sądzisz, że będzie to jeden z nas, Procesie? Nadmieniam, że Ty jesteś żeniaty. :P

    poltergeist666

    kwiecień 4, 2008 at 6:27 pm

  32. Nie chodziło mi Procesie o ustalanie “wymiaru” jaki mają pacynki w różnych miejscach. One zawsze mówią /jak każda kreacja/ coś o osobie, która ją tworzy. Składasz się z tylu części ile ich sobie wykreowałeś. Dopiero zebrane razem kreacje dają obraz, odbicie każdego z nas. To rozdzielanie realu od wirtuala i twierdzenie, że to nie jest cząstka prawdziwa, bo stworzona w necie, nie jest właściwe. Z czasem, przy bliższym poznaniu i tak wychodzi jaki kto jest naprawdę i czym była kreacja, którą ktoś tworzył. Nie zawsze najważniejsze jest zachowanie i otoczka danego działania, ważne jest jakie były pobudki stworzenia tego czegoś. Czasem takie samo zachowanie, a oparte na innych pobudkach powstania kreacji u dwóch różnych osób, mówi zupełnie co innego o nich samych. Dlatego tak trudno stwierdzić nam na ile kreacje są prawdziwe, a właściwie na ile sugestie tej osoby o niej są prawdziwe. Jeśli znamy tylko 1 lub 2 kreacje a 10 nie znamy jednej osoby, a drugiej znamy 2, ale jedyne istniejące, to którą z tych osób poznałeś lepiej? A może znasz je w jednakowym stopniu? Zapewniam Cię, że ta druga dała poznać się Ci niemal w całości. Najgorsze jest to, że nie wiesz ile kto ma tych części…

    winnata

    kwiecień 4, 2008 at 8:00 pm

  33. LONSTAR>> nie zadzwoniła….?

    PROCES7>> Dokładnie tak jest jak pisałem, nikt do mojej koleżanki nie zadzwonił. Lonstar. Może to nie tak, że oczekiwała na telefony, ale przekonała się, ze jednak nie ma tylu wielbicieli, jak to z wirtualnej strony mogłoby wyglądać.

    Sarcasm, just one many of my talents, Proces7.
    Z Twojego tekstu wniosłem, że to KTOŚ NIE ZADZWONIŁ DO CIEBIE CHOĆ ZOSTAWIŁEŚ NUMER. Ot, drobne szyderstwo i tyle…
    Nie wiem tylko, czy nie zadzwniła jakaś “ona”, czy jacyś “oni”, na telefon od których liczyłeś.

    lonstar_lonstar

    kwiecień 5, 2008 at 8:19 am

  34. Kawciu, rozdzielanie wirtualnego świata od realu, jest warunkiem koniecznym, by zachować zdrowe zmysły.

    Nie mam złudzeń, że do mnie również nikt by nie zadzwonił. Zresztą nie omieszkałem zrobić stosownego testu i rozesłałem po czacie mój numer telefonu.

    procesVII

    kwiecień 5, 2008 at 8:09 pm

  35. [...] raz powtarzam, powoli: nie sugrowalem, Procesie, ze Twoja notka byla o Azraelu. Moim zdaniem Twoja notka byla o [...]


Napisz odpowiedź