The Last Picture Show
Dużo słów o czacie na tym blogu. Taką miał genezę i o życiu wirtualnym miał opowiadać. Pewnie, że czat nie jest zjawiskiem, przestrzenią nad którą warto się bardziej zastanawiać niż nad uchylonym rąbkiem sukienki gwiazdy mediów z objawionym w obiektywie paparazziego kawałkiem jej cycka. Prawdopodobnie obserwowanie czata nie jest też zajęciem cudowniejszym niż pokazywanie byłego prezydenta pijanego na jakimś wykładzie. Być może ciekawsze jest czytanie wysokonakładowych pism, które na akrach reklamowych upraw wstawiają drobne teksty o kochanicach byłych polityków i samochodach innych ważnych ludzi, którzy tańczyli na lodzie i wstrząsnęli światem.
Wraz z zamknięciem rozdziału z życia procesa7, który nazwa się czat, kończy się też sens tego bloga. Mam w głowie kilka historii, parę impresji, które kiedyś chciałem opowiedzieć i może opowiem.
Ale chciałbym nadal pisać, o sobie, o moim pierwszym czerwonym samochodzie, który nazwałem “Liliana”, o takiej jednej dziewczynie z podstawówki, z którą przeżyłem swój pierwszy pocałunek, w tańcu, przy piosence Smokie- Living Next Door to Alice i o paru innych rzeczach. Myślę sobie, że ten blog nie jest stosownym miejscem na takie rzeczy. Niestosowne są zarówno miejsce, jak i czytelnicy. Nie pasuje tu też mój pseudonim, który jest mniej zabawny niż przedtem. Ponure i żałosne byłyby zwierzenia emerytowanego klauna czatowego, a do Heinricha Bölla mi kurewsko daleko.
Czuję, że powinienem moim znajomym też parę spraw wyjaśnić, zatem ten blog nie jest dokończony. Owszem, byłby niekończącą się historią, gdyby dla mnie trwał czat. Powinienem go jakoś zamknąć, a potem wyrzucić, jak zwykłem to czynić ze zbędnymi i niepotrzebnymi, czasem fajnymi rzeczami.
Z praktyki czatowej wiem, że znajomości zawarte na czatach wygasają. Czasem za czymś zatęsknimy, ale to złudzenie, bo fajne są marzenia o powrotach, zaś same powroty nie są już pasjonujące. Z czasem mniej mnie też będzie na forum, bo dla mnie te dwa mechanizmy były sprzężone. Nie związane w istocie swej tematyką, a ludźmi, którzy kryli się za pseudonimami.
Będzie też tu zerkać coraz mniej ludzi z czata, bowiem nie będę pisał o lokalnych skandalikach, nie będę miał powodów narzekać na głupców, którzy uzależnieni od czata, sami odcinają się od narkotyku. Bo czat Tlenu usycha i jednego dnia umrze. Pewnie jakiś czas będą się tam kręcić czatowe zombie, zagubione w labiryntach pustych pokojów, pozostając w iluzji trwałości wirtualnych więzi. Ostatni sjuperjuzerzy, operatorzy i administratorzy pokojów wybanują siebie nawzajem. Tych ostatnich skasują ich zbuntowane boty.
Nie lubię samotności jeźdźca blogowego, ale jak napisałem, wypróbuję tę formę i opowiem kilka prawdziwych historii z mojego życia. Wolałem grę zespołową, jaką był czat czy forum. Ale sezon rozgrywek ligi czatowej się zakończył dla mnie, bo wygasł mój kontrakt i nie stanę już na żadnej liście transferowej. Koniec kariery gracza, tak to można określić. Może kiedyś gdzieś na jakimś boisku zagram w oldbojach, ale na razie nie planuję wcale.
Moje czatowe gagi i knify są już dla mnie nudne, od dawna nie mam z nich żadnych inspiracji czy korzyści. To moje spojrzenie, bo jeśli ja nie widzę tam inspiracji, to nie znaczy, że inni nie mogą się tam wzruszać, dziwić, buntować, poznawać.
Zbyt dużo razy widziałem ten film, w którym sam grałem. I nie chcę już patrzeć, statystować nawet, w tej operze mydlanej jaką jest czat.
Za parę tygodni proces7 zgaśnie też w umysłach ludzi, którzy będą tam dalej grać i spoglądać. Stąd i umrą moje kontakty, które też wielce zażyłe nigdy nie były.
Czaty jakie poznałem kilka lat temu są inne, ludzie nie są już tak na nich intensywnie obecni, przeglądają przesyłane sobie pliki muzyczne, filmy, pielęgnują swe blogi. Minęły te czasy, kiedy spędzałem kilkadziesiąt minut dziennie na czacie, ale intensywnie, a rozmowa tam była jedynym kanałem informacyjnym. Dla wielu doszły teraz filmy, tuby z muzyką, kilka rozmów prywatnych, Google i przeglądanie sieci, podpisywanie na blogach. Większość ma swe telewizory, więc kino zostało zamknięte, bo nikt już tam nie chodził. Upadłe kino, które niebawem zostanie zapomniane.
proces7
To był świetny film, ale dziś myszką trąci, a Cybil Shepherd nie jest już taka piękna.
Rezerwa
Styczeń 6, 2008 at 12:51 pm
W 1971 roku C. S. była piękna ;) A za 37 lat ilu byłych czatujących będzie wspominać dzisiejsze czaty Tlenu? I czy wtedy nie będą trącać myszką?
Pozdrawiam Cię Procesie7 :)
Anonim
Styczeń 6, 2008 at 2:05 pm
Pamięć jest zawodna. Wspomnienia żyją jeżeli są pielęgnowane, a pielęgnujemy tylko te, które są warte tego. Kto dziś pamiętałby ten film, gdyby żadna jego kopia się nie zachowała? Cóż z tego, że był znakomity. Rzadko jesteśmy skłonni wierzyć w to, czego nie doświadczyliśmy. Nie wierzymy często relacjom naocznych świadków. Dlaczego ten film miałby być wyjątkiem?
Rezerwa
Styczeń 6, 2008 at 3:00 pm
Gdzie będzie można podejrzeć pierwszy całus rumieniącego się nastolatka? Zdradzisz to niestosownej czytelniczce?
p_k_79
Styczeń 6, 2008 at 3:24 pm
Kiedy czytam o tym kończącym się etapie czuję jakiś ciężar, smutek i niewysłowiony niepokój…
kawa3603
Styczeń 6, 2008 at 3:37 pm
Ech…za późno Cię poznałam.
alkacja.79
Styczeń 6, 2008 at 4:22 pm
proces i kto mi będzie przypominał na każdym kroku że jestem niedouczoną kurą domową ? <szloch w chusteczke własnoręcznie haftowaną …
pstrokata
Styczeń 6, 2008 at 5:20 pm
Czat to taka mydlana opera. Na początku ciekawa, potem widza wciąga fabula, a po kilku latach na sam już widok zaczynają wychodzić nosem bańki mydlane. Opuszczamy czat, ale nie opuszczamy przecież wirtualnej przestrzeni, w której jest tyle interesujących zakamarków.:)
george_eliot
Styczeń 6, 2008 at 9:47 pm
Rezerwo
Widziałem ten film 1 (słownie: jeden) raz, 20 lat temu. Obraz mam zachowany do dziś. Pamiętam zapach wanilii i cynamonu z kuchni, która była w domu, co już dziś go nie ma. Ten zapach jest we mnie, jak i obraz, który wtedy widziałem. Miałem wtedy trzy lata.
Gdybym umiał pisać jak Czechow albo Borges, zobaczylibyście ten widok i poczuli ten zapach.
Alkacjo
Tak, za późno, jakieś 10- 15 lat za późno. Listku alkacji nie miałeś racji;-).
proces
Styczeń 7, 2008 at 12:06 pm
Pk
Nie ma niestosownych czytelników, są tylko źle napisane notatki na blogach.
Kawo
Ostatni Etap?
Pstrokata
Jeśli tego nie zrozumiałaś, to wszystkie kroki są zbędne;).
George Eliot
A ja nie lubię seriali, takich które nigdy się nie kończą.
Anonimie
Jeśli będą tyle czatować, to nie przeżyją następnych 37 lat. Na pewno.
proces
Styczeń 7, 2008 at 12:10 pm
Uff, odpisałem wszystkim.
proces
Styczeń 7, 2008 at 12:11 pm
> Niestosowne są zarówno miejsce, jak i czytelnicy.
Proc, to nie moje słowotwórstwo.. Może to był znów skrót myślowy, który mi umknął?
Odpowiedziałeś Wszystkim, nie odpowiedziałeś na wszystko..
p_k_79
Styczeń 7, 2008 at 12:21 pm
“Widziałem ten film 1 (słownie: jeden) raz, 20 lat temu. Obraz mam zachowany do dziś”
Ty widziałeś, ale czy znajdą się tacy, co nie widzieli, a dadzą wiarę Twoim słowom i uznają film za arcydzieło? Czy będą oni w stanie ocenić film, czy wyłącznie jakość Twojej relacji?
Gdybyś pisał równie pięknie jak Czechow, czy Borges, to znakomity byłby po prostu Twój przekaz, choćby dotyczył filmu trzeciej kategorii.
Rezerwa
Styczeń 7, 2008 at 7:16 pm
Przepraszam, że tak bez związku, ale czy możesz zapoznać się z moim postem: Co si dzieje na WordPressie?. Dziękuje…
Ten komentarz możesz usunąć. Chodzi mi wyłącznie o informację…
Pozdrawiam!
Licealista
Styczeń 7, 2008 at 7:39 pm
Licealisto
Próbowałem się tam u Ciebie wpisać, ale chyba masz zablokowane komentarze. Wydaje mi się, że powinieneś zadać to pytanie administratorom WordPressu. Nie widziałem Twojego bloga wcześniej, teraz zerkam i na moje oko nie ma tam nic z pornografii. Ani też “dla dorosłych”. Ale ja nie jestem zbawcą w tej kwestii.
Chcąc zamieścić fotografie ze starego, sprzed 23 lat, Playboya i otworzyłem w tym celu blog na Blox, by opatrzyć go stosownym ostrzeżeniem. Choć myślę, że tu mogłoby to być. Sam jestem liberalny w tej kwestii.
Może jest jakiś kruczek w tym, że strony amerykańskie mają ostrzeżenie, w którym widnieje 21 lat? Oni doszli do wniosku, że skoro chodzisz do liceum, to w świetle prawa amerykańskiego nie jesteś pełnoletni? To moje przypuszczenie. Najlepiej sam napisz do nich maila i wyjaśnij sprawę.
A sprawdziłeś ustawienia języka? Może jesteś w rankingu w innym języku? Tu każdy język ma swoją kategorię rankingową.
proces
Styczeń 7, 2008 at 8:25 pm
Rezerwo, a czy Twoje dzieci będą w stanie ocenić- powiedzmy PRL- z Twoich relacji czy wyłącznie jakość tych relacji?
Opis kiepskiego filmu w pięknej formie to się nazywa reklama;)
proces
Styczeń 7, 2008 at 8:30 pm
Ech, Proces, jak ja mam z Tobą rozmawiać?
Historia, to nie dzieło sztuki i zakładam, że poza moimi relacjami będą jeszcze jakieś kroniki, choćby Wincentego Kadłubka-PRL-u, do których będą mogły zajrzeć i fakty skonfrontować.
Rezerwa
Styczeń 7, 2008 at 8:47 pm
Pk, a któż jest w stanie odpowiedzieć na wszystkie pytania?
Rezerwo, porównać relacje ze zdarzeń, a nie skonfrontować fakty. Fakty ustala się w sądzie;).
proces
Styczeń 7, 2008 at 10:09 pm
Poszedłem do Licealisty się wpisać by go poprzeć i nie dość, że kwadrans próbowałem wstawić tam komentarz, to go usunął.
proces
Styczeń 7, 2008 at 10:44 pm
Czy powinnam coś napisać i to bez skrótu myślowego? :) Gościłam tu i tam więc wypadałoby jednak coś wystukać.
No i zawsze robię to co chcę i na co mam ochotę, oprócz tarcia nogami na widok męźczyzny, ale mam dziś humor… trzeba będzie zacząć to robić.
No, nie o tym chciałam.
Trochę to szkoda tego czata, można tam było chociaż troszeczkę potańcować jak na tej naklejce z piwa Żywiec – tańcowany.
Cholera, a ja babcia i nie widziałam tego filmu?
Nie do przeżycia- jaki by nie był.
Pstrokata – nie wierzę “haftujesz” ? czy naprawdę szlochasz? ;) Zresztą, co mnie to obchodzi!
Rezerwa – dzieci zapamiętają, wiele z nas w genach pozostaje. Twoje będą miały dobrą pamięć i nie zapomną co się im opowiadało. Do tych kronik też i w przyszłości zajrzec będzie można, wcale w to nie wątpię.
Przestan Proc z tymi faktami, może i ustala je się w sądzie, ja w to nie wierzę. Chociaż bardzo się tam starają, jednak sprytniejszy i tam potrafi wyprowadzić ich w pole.
Na konie kino… nie wierzę, że przestana istnieć, będzie ich mniej, jednak dla prawdziwego konesera filmów, to różnica między obejrzeniem go w kinie a w domu to wielka różnica.
I co najwaźniejsze bywa w nich dużo młodzieży, a ja wśród nich, oczywiście nigdy nie sama.
Vanessa'
Styczeń 8, 2008 at 11:27 am
Mnie pytasz czy ostatni ? Ale Ty miałeś na myśli pewnie ten filmowy. ;)
kawa3603
Styczeń 8, 2008 at 2:48 pm
Cholera, nie mogę patrzeć, jak się męczysz. Ja wystąpię gdzieś gdzie walczą o prawa człowieka, żebym mógł bezkarnie dokonać na Tobie eutanazji. Nikt, NIKT nie może aż tak cierpieć przy umieraniu.
poltergeist666
Styczeń 8, 2008 at 9:14 pm
Różnica polega na pójściu “do kina” albo “na film” Takie moje zdanie.
Repolter sześćset sześćdziesiąt sześć, no przecież na tym polega koncepcja tego bloga. Zresztą całe życie to jakiś reportaż z umierania. Reportergeist666.
proces
Styczeń 8, 2008 at 9:21 pm
Proces, nie wiem kim jesteś, jedno co wiem lubie czytac te Twoje notki i to wcale nie używam wymownego spojrzenia, po prostu lubię i juz i nie są wyjątkiem, innych też lubię – z wyrazami szacunku.
Jednak wiedz ja jeżdzę do kina i to wyłącznie na wybrany film znajdujący się akurat tego dnia i o tej godzinie w repertuarze.
Zresztą takie hobby mają też i moi potomni – szkoda tylko, że nie lubią również muzyki poważnej tak jak ja.
Teraz to możesz sobie umierać, dosłownie umierać na wszystkich kontynentach świata, na wszystkich czatach, stronach www, jako nick, natomiast jako człowiekowi piszącemu pod tym nickiem, życzę radości z dobrego zdrowia, może gdzieś jeszcze trafię na Twoje internetowe “wypociny” to dla mnie jak “wypoczynek z wygodami gratis”
Vanessa'
Styczeń 9, 2008 at 10:10 am
to prawda, ze większośc czatowych znajomości wygasa.. ale są takie, ktore pozostają poza czatem. Wierz mi :)
sofijkaa
Styczeń 10, 2008 at 11:42 pm
[...] Paradiso”, który jest dla mnie następstwem i konsekwencją filmu Petera Bogdanovicha “Ostatni seans filmowy” z 1971 roku. I pewnie uważni widzowie dostrzegli, że akcja obu filmów znajduje się w tym samym [...]
Cinema Paradiso i prawda « wirtualne impresje
Wrzesień 19, 2009 at 10:25 pm