Świąteczny Peep- Show

Blog to taki peep-show autora, nie widzi twarzy oglądających. Czasem zbłąkany komentujący pokaże kawałek jego oblicza. Zwykle przychodzę podejrzeć blogera. Szukam gdzieś między wierszami jego realnego, prawdziwego i niezakwefionego. Nierzadko dopasowuję mu sam jakąś rolę z mojej przeszłości, czasem przyszłości, rzadziej z teraźniejszości.
Święta są przestrzenią rodzinną, dla której nie tworzę masek i kreacji, stąd moi bliscy nie statystują nawet w mojej grze.
Do życzeń świątecznych rozsyłanych w wirtualnym mieście mam taki nieokreślony stosunek, nie to, że ambiwalentny, raczej: leniwy, nijaki, bezemocjonalny.
Życzenia, nawet dla bliskich, to takie coś, co należy odbębnić, niczym pańszczyznę. Obawiam się, że kogoś pominę, że powiem coś nie tak. Choć to złudne lęki, bowiem w tym natłoku i mnogości życzeń, można się spokojnie zadekować i nikt nie zauważy, nikt nie zapamięta, że się tych życzeń nie złożyło. To chyba takie coś, jak we wspomnianym przeze mnie peep- show, gdzie możemy czuć się skrępowani jako widzowie, gdyby ktoś na nas spojrzał. Choć przecież inny uczestnik imprezy jest w takim samym położeniu. Przyszliśmy razem popatrzeć na to samo.
Święta mają zupełnie inny cel, inny wymiar, a te całe życzenia, wirtualne procedury maili, przesyłanych obrazków, to tylko opakowanie, a raczej jego miraż. Takich prawdziwych relacji nie da się wkomponować, całkiem szczerze i uczciwie, w procedury wirtualnej pogawędki. Owszem, składa się życzenia, cała wirtualna branża medialna produkuje na tę okazję masę śmieci. I jakąkolwiek człowiek zajmie pozycję wobec rzeczy, to podąży za trendem. Tych, co tradycyjnie sprowadzają Święta Bożego Narodzenia do kiczu i tandety albo tych którzy ten zwyczaj kontestują. Można też nie zabierać głosu wcale, ale mam czas, krzątam się tu w pobliżu, więc:
Wszystkim moim czytelnikom, a najszczerzej tym, których wspierałem przy tworzeniu społeczności w wirtualnych zadupiach: na blogach, czacie, forum, tym z którymi miałem zaszczyt i przyjemność budować nasze wirtualne osady, im wszystkim, a niektórym szczególnie, życzę wszystkiego co najlepsze z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Wesołych Świąt
proces7
Wszystkiego najlepszego, Procesie. Życzę Ci spełnienia.
(brakuje mi Twoich “gagów”)
poker
poltergeist666
Grudzień 24, 2007 at 1:13 pm
Idę “odbębnić pańszczyznę” w rodzinnym gronie;)
Pięknych Świąt, Procesie.
cornelli
Grudzień 24, 2007 at 2:39 pm
Jedną z tych osób, które wspierałeś i cierpliwie prowadziłeś przez ten wirtualny świat byłam ja. Było ciekawie, wesoło, czasem smutno, jak to w życiu. Bardzo mile wspominam ten czas, kiedy było mi dane spędzić go razem z Tobą.
Dziękuję za wszystko, Procesie, jednocześnie życząc Ci zdrowych i spokojnych Świąt.
P.S. Miałeś rację – szkoda mojego życia na wirtual. W realu dzieje się naprawdę wiele ciekawych rzeczy.
Powodzenia.
nadziejka
Grudzień 24, 2007 at 2:47 pm
Zostawię tutaj i moją pieczątkę – Wszystkiego co najlepsze dla Ciebie :*.
Wiem, że jest wiele sytuacji kiedy składa się życzenia “bo trzeba”. Jednak nie zawsze tak jest, czasem są one prawdziwe i zupełnie niewymuszone. ;)
kawa3603
Grudzień 25, 2007 at 12:06 am
życzę wszystkiego najlepszego i zapraszam na mojego bloga:
http://niesamowitysyf.wordpress.com/
pozdrawiam, piotr :)
veyner
Grudzień 25, 2007 at 12:52 am
Pierwszego miejsca na TOP 18, proc.
Jakkolwiek ozięble ;)))))
harfitryta
Grudzień 25, 2007 at 11:48 am
Bez pańszczyzny:
Spokojnych i radosnych Świąt Procesie.
tercy
Grudzień 25, 2007 at 2:50 pm
Miło mi, że zajrzeliście:). Dzięki.
proces
Grudzień 27, 2007 at 10:28 am
Tak z głębi myśli:) spokojnych Procesie.
hanka
Grudzień 25, 2008 at 5:50 pm
W odpowiedzi na “miło, że zajrzeliście” niniejszym daję głos…
charmee00
Grudzień 25, 2008 at 9:36 pm
No, ale ja chciałem zauważyć, że to zeszłoroczna notatka. Nie wiem czy Wam to nie umknęło.
procesVII
Grudzień 26, 2008 at 5:35 pm
Nie umknęło , to tylko drobny falstart:))
hanka
Grudzień 26, 2008 at 10:05 pm
Czy znany francuski rzeźbiarz Aristide Maillol był targany wątpliwościami i czy męczyły go różnego rodzaju rozterki? Zapewne tak, bo kiedy poznał Dinę Verny, miał już ponad 70 lat, a ona tylko piętnaście. Stała się jego ulubioną modelką. I to ona posłużyła natchnieniem do powstania takich rzeźb, jak “Rzeka”, “Powietrze”, “Harmonia”, “Pomona”.
Nie wnikam, jakiego rodzaju stosunki łączyły tych ludzi. Być może tylko miłość platoniczna i duchowa więź, ale ta przyjaźń trwała 10 lat. Potem Maillol zginął w wypadku samochodowym, a po otwarciu testamentu okazało się, że cały swój majątek zapisał Dinie.
georgeeliot
Grudzień 27, 2008 at 10:52 am