Siódmy Frajer
Sobota to parszywy dzień blogowy. Mało notek, sporadyczne komentarze i chyba najniższe frekwencje w blogosferze. Nie wiem co mówią w tej kwestii statystyki, ja to wyczuwam, odczuwam i tak dzieje się w moich okolicach.
Kiedyś myślałem, że sprzężenie trzech form, formuł narracyjnych: blogów, czatów i forów, to dobre rozwiązanie, to dobry pomysł na życie internetowe. Kiedyś tak myślałem, owszem. Dziś muszę zweryfikować moje poglądy. Na forum i czacie się najzwyczajniej wypisuję, wyczerpuję potencjał dnia. Wywalam dzienną dawkę pomysłów. W skrócie, bez uporządkowania. Byle jak. To taka expresso love w potrzebie chwili, to żarcie w przydrożnym barze szybkiej obsługi. Efekty zaspokojenia, ukojenia, nasycenia pozostają, ale nie ma tego celebrowania, nie ma oczekiwania i poczucie sytości powoduje nieprzyjemny ucisk w żołądku, może nawet zgagę. Choć przyznam, że mało znam ludzi o tak wielkim apetycie na narrację w sieci jak ja sam.
Każdy chciałby by jego słowa były jakoś podkreślone, by istniały lepiej niż litery innych. Jedni próbują się wyróżnić formą, na przykład dość prosto- na czacie- poprzez określony rytm wypowiedzi, czcionkę. Jednak w miejscach, gdzie wypowiedzi są równoprawne, tak jak na czatach czy forach, można mieć poczucie, że nasz głos jest słaby, że jest zgubiony i znika. Mój najważniejszy, najistotniejszy głos tylko lekko przyprawia potężny kocioł zupy dnia, taniej i byle jakiej.
Pozostaje kwestia równowagi pomiędzy lojalnością wobec sieciowych znajomych, a dobrem własnym, wolnością i drogą do rozwoju. Niewiele jest pseudonimów, za którymi prawdopodobnie są ludzie, z którymi umiem i chcę tracić czas. Bo powiedzmy sobie szczerze, ta cała otoka forum i czata, pewne ostro narzucane spojrzenie na kwestie liberalizmu i wolności w sieci, ma na celu jedno, pozyskanie i docelowo- kontakt z ludźmi myślącymi podobnie albo mającymi silne i przekonujące argumenty przeciw.
To trudne zajęcie, podzielić czas internetowy, którego mam sporo, wiele więcej niż inni, pomiędzy tych co jestem z nimi blisko, a tych, których myśli chciałbym zaczerpnąć, a których muszę jeszcze poszukać.
Bo z jednej strony chciałoby się pogadać ze starymi znajomymi, ale z nimi bywa tak, że ani ja od nich już nic więcej w kontakcie wirtualnym pozyskać nie umiem, ani też sam nie potrafię im nic z siebie dać.
Weźmy takie forum, gdzie powtarzanie gagi, sztuczki, riposty i puenty, stają się schematyczne do bólu. Taka egzystencja na forum, w dyskusji to manufaktura, rzemiosło, nie pobudzająca w żadnym razie, nie wnosząca niczego nowego, odkrywczego czy zaskakującego. Z drugiej zaś strony, ludzie potrzebują sygnałów uznania, sympatii czy choćby najprostszego dania znaku życia. Jedni wirtualnego życia, inni zaś poprzez sieć- realnego.
O ile w życiu realnym, Dylemat Więźnia w klasycznej postaci, może być rozwiązany w wypadku istnienia- tak jak w świecie przestępczym- kodeksu honorowego, to w sieci absolutnie takiej możliwości nie mamy. Kodeks honorowy każe obydwu podejrzanym z Dylematu Więźnia milczeć, bowiem koszty honorowe, w wypadku wsypania wspólnika, są wyższe, niż oczekiwana nagroda (zmniejszenie kary) w wypadku współpracy z policją. Kodeks honorowy zatem determinuje optymalny wybór obu przestępców. To zresztą wiemy, stąd płynęła siła, a za tym idące trudności organów państwa w zwalczaniu przestępczości zorganizowanej.
Dziś nocą zrobiłem prosty eksperyment: poprosiłem ludzi w moim pokoju czatowym, by weszli z bloga- który otworzyłem dla jednej z czatowych znajomych- na mój blog w Blox. Oczywiście nikt nie wszedł na sugerowanego linka, mimo iż prośbę ponawiałem. Celowo nie zwracałem się personalnie, do konkretnej osoby, powiedziałem to do wszystkich, kilku czy kilkunastu loginów, za którymi podejrzewam, kryło się kilka osób. Trudno mi ocenić, jak poszczególnym uczestnikom gry zależało na kooperacji, ale napisałem końcu: jeśli w ciągu kwadransa nie klikniecie w stronę 100 razy, nie zaobserwuję tylu wejść moich bloxowych statystykach, to zlikwiduję ten blog, który dla was wymyśliłem (Blog Pstro). Przy czym blog ów traktowałem, jako element scalający społeczność w pewnym stopniu, jako pretekst wyjściowy do dyskusji. Kliknęli 18 razy, w tym 16 kliknięć pochodziło od Kawy. Zatem za moją chęć do kooperacji, za pomysł bloga, za czat, który tworzę, otrzymałem gratyfikację w postaci dwóch kliknięć. Oczywiście blog zamknąłem, nie zlikwidowałem go, oddam im treści czy nazwę, co tam zechcą, nieistotne. Wynik doświadczenia mnie nie zaskoczył, bo jeśli w firmie powiesz: zróbcie to proszę, zwracając się do grupy, nikt tego nie zrobi. Należy zwrócić się personalnie do konkretnej osoby, wtedy mamy kogo rozliczyć.
Grupa skupiona wokół czata czy forum nie działa jak grupa ludzi, związanych więzami, działa jak anonimowy tłum. Wiecie dobrze, że często zdarza się, że ktoś w centrum dużego miasta zasłabnie i mimo tego, że setki, może tysiące ludzi przechodzą obok, nikt nie udziela pomocy. Nie, nie oznacza to, że jesteśmy źli. Gdy spotkamy człowieka potrzebującego w lesie, górach, pomocy mu udzielimy, bo on jakby swą prośbę o przysługę, skieruje do nas personalnie. Nie będzie nikogo w pobliżu, kto mógłby nas wyręczyć.
Powyższe rozważania skłaniają do tego, by traktować grupę skupioną wokół miejsc wirtualnych nie jako dobrych znajomych, sieciowych przyjaciół, a raczej jak anonimowy tłum. Nawet jeśli składa się z kilku znanych nam osób. Stąd możemy mieć pewność, że współpracując z grupą, jako potężna mniejszość zapłacimy abonament czy składkę członkowską. Stąd wynika efekt wyczerpywania się zasobów narracyjnych forów i czatów, kurczenie się społeczności do TWA i zamykanie się na nowinki, nowości czy po prosu świeże powietrze.
Szczególnego sensu nabiera tu moja teza, że w sieci to my dla nas jesteśmy najważniejsi. Jeśli będziemy coś robić- w naszym subiektywnym przekonaniu- dla innych, poświęcając się, pozostaniemy zawiedzeni. Mój, jak pewnie wielu z Was, paradoks będzie polegał na tym, że mimo znajomości mechanizmu, będziecie czuć się źle po takim zawodzie, czasem może i nawet oszukani. Rozumiem ten paradoks, znam optymalne strategie, teoretycznie, bo to jest banalne: moja optymalna strategia, jeśli kooperujemy, jest również twoją optymalną, bo współpracujemy w celu uzyskania najlepszego wyniku. Niestety, czasem, pewnie rzadziej niż inni, działam emocjonalnie.
Doświadczenie uczy też, że nie warto pisać forum czy budować czata dla jakichś tam- nieokreślonych- nicków. Warto pisać i budować dla konkretnego audytorium, choćby miało być jednoosobowe.
proces7
Z Twojej teorii można wysnuć wniosek, że jedynie opłac się prowadzić blog bo w nim reakcje są bardzie zwrotne, a mówiąc do tłumu mówisz do każdego z osobna. Może tak i jest, ale prawda jest taka, że to wszystko co robimy by zaistnieć w necie robimy przede wszystkim dla siebie. Po prostu się spełniamy w ten sposób. Nawet robiąc coś dla innych robimy dla siebie. :))
harry122
grudzień 8, 2007 at 12:10 pm
Forum..
Outsider czuje się lepszy na tle skostniałej konstytucji określonego TWA
Określone TWA czuje się lepsze i rośnie (w swoim mniemaniu) w siłę na tle Outsidera
Prowokator czuje się lepszy na tle określonego TWA, patrząc z dystansu odgrywanej roli Outsidera
Prowokator, będący jednocześnie częścią TWA, czuje się lepszy na tle “niekumatych” Kooperantów – jednocześnie jest za, przeciw, nie zabiera głosu wobec Outsidera, którego gra
Więc jesteśmy tam po to, żeby sobie przypudrować ego?
Jednak sumarycznie wychodzi z tej całej makeup’owni ZERO. Tracimy czas, bo chcemy, czy może uzależnieni od dusznej woni pudru nie widzimy, jak czas robi co chce – śmiejąc się nam w blade nosy?
p_k_79
grudzień 8, 2007 at 2:38 pm
Ten,kto zna życie,choćby małe co nieco…wie,że mało jest ludzi,którzy chcieliby tworzyć dla jednostki,także i Ty Proces
nie pisz,że wolisz pisać dla jednego odbiorcy,bo nikt Ci w to nie uwierzy…,a podejmując się napisania na jakikolwiek temat…wierzysz,że będzie on przeczytany i skomentowany….ale niestety…nie zawsze tak jest…Pozdrawiam…
Elżbieta
grudzień 8, 2007 at 3:33 pm
Dawno się tak nie podłożyłam pod razy, ale.. widać, mam ochotę (?) :)
Nie bywam na czacie, więc Cię tam nie widuję. Twoje Blogi czytam czasem. Mogę jedynie o Forum.. Będzie tak kochana przez Ciebie analiza:) Lubię Twoje prowokacje. Te dla mnie – ciekawsze, pisane przez inne Nicki, nie przez Procesa. Lubię patrzeć, jak budujesz wysublimowaną treść “pod Publiczność” danego Teatru. Lubię pić kawę, czując łaskoczący mnie uśmiech na Twojej twarzy, gdy reakcja jest zgodna z Twoimi przewidywaniami. Ale chyba najbardziej podoba mi się to, że Osoba – nie Nick – która to robi, jest ponadprzeciętnie altruistyczna. Tak dalece odbiega od tego pojęcia rozumianego obiegowo (czyli sprowadzającego sie do innego rodzaju egoizmu, bazującego na ludzkiej wdzięczności, umizgach, dobrym samopoczuciu “altruisty na pokaz”), że potrzeba sporego dystansu Obserwatora, by to dostrzegać. Dajesz Ludziom dobry nastrój. Czują się lepsi, uczciwi, wyjątkowi, moralni, rycerscy.. tylko dzięki tłu, które Im zapewniasz. I mogłaby to być jedynie zabawa, gdybyś się nie przyznawał do tego, jak Proces. Pokazujesz, że Nick nie równa się Osoba. Nie wykorzystujesz doskonle opanowanej umiejętności zmiany stylu, skoro kurtyna kończy przedstawienie i wiadomo, Kto grał – jedynie z niej korzystasz. Masz chyba największy dystans do Wirtuala, jaki widziałam kiedykolwiek. Teoretycznie, po takich prowokacjach, Inni powinni się zacząć uczyć takiego dystansu, ale.. chyba wolą popsioczyć i po raz kolejny pokazać, że jesteś.. Altruistą. Znów czują się lepsi, bo to Ty się Nimi zabawiłeś.. Nie rozumieją, ze Nick zabawił się Nickami, stworzona Postać – odgrywanymi przez Nich Postaciami, a Człowiek coś pokazuje.. coś, co niby jest oczywiste, a jednak w praktyce się sypie (> hasło “to tylko net”).
Nick Proces..
Bezkompromisowy, naginający do myślenia, refleksu i elastyczności każdym środkiem wyrazu, każdą “złamaną zasadą”. Niesmaczy Przyjaciół, obraża Wrogów.. Znów Wszyscy mogą czuć się lepsi:) Nie zdając sobie sprawy z tego, ze własnie tracą panowanie nad sobą – zarzucają to Procesowi.. A On patrzy i.. łaskocze mnie uśmiechem:)
Jaki jest Człowiek piszący, jako kolejne Nicki? Nie mam bladego pojęcia. Nikt nie ma zapewne. W ramach fantazji.. Jest inteligentny i wrażliwy i.. wkurwia Go, ze Ludzie, to takie kiepy, co ciągle czują się Nickami.. sami sobie odbierają człowieczeństwo, na rzecz marnej kreacji w Wirtulandii.. może taki po części? A może nawet nie w promilu taki? Przeciez nawet, jeśli Ktoś zgadnie, to.. Nick może skłamać, Nauczycielu, prawda?;) Jedno jest pewne.. lawiruje bez potknięć w przyjmowaniu dowolnego pktu widzenia i patrzenia – może być “w”, za chwilę “obok”, a jeszcze później “ponad” – by uzyskać pełnię perspektywy..
Całkiem niedawno gdzieś pisałam tę oczywistość, której Człowiek z całych sił zaprzecza wszędzie, gdzie się znajdzie.. Ludzie zapominają, ze dobry Lekarz to ten, który nas olewa lub lży, gdy zdrowiejemy – nie ten, który nas przytula i trzyma za rękę, gdy umieramy.. Nasze umiłowanie źle pojmowanego Piękna każe nam być ślepym na fakt, ze to Piękno jest kłamstwem, które nas oddala od celu na drodze do Prawdy. To Prawda jest piękna. Chociaż nie brzmi, jak Sonata Księżycowa..
Raz sobie dzisiaj pozwoliłam na nie-tylko-czytanie.. mam nadzieję, ze wybaczysz;) Choć Nick może sobie pojeździć do woli :D
p_k_79
grudzień 9, 2007 at 1:03 am
Aha..
Na Twoje wkurwienie też kocham patrzeć.. czysta, nieskrępowana namiętność.. Aż chciałoby się poczuć, jak zaciskasz dłoń, znacząc ciało sińcami, by zapamiętało tożsamość palców na dłużej..
Znikam ;DDDDDDDD (>im więcej “;)”, tym większa idiotka.. tak jakoś to było, hę?;) )
p_k_79
grudzień 9, 2007 at 1:30 am
pisałam ci kiedyś abyś skupił się na tym w czym jesteś najlepszy.
kiedyś dojrzejesz do tego i będziesz już wtedy wiedział.
ja ci zasugeruję zaraz, ale nie tu;)
un taxi la nuit
grudzień 9, 2007 at 3:45 am
socjologia więzi wirtualnych?
sensitiva
grudzień 9, 2007 at 8:55 am
Harry
Tak, blog jest najlepszą formą dla egoisty. Przy czym ten blog trzeba sobie jakoś wypromować. Czat lub forum są niekiepską reklamą.
A co do wejść, to Tobie akurat tłumaczyć nie muszę, wiesz, że właśnie one stanowią o pozycji rankingowej w Blox.
PK79
Też tak uważałem długo, że nagany działają bardziej mobilizująco niż pochwały. Ale pewien laureat Nobla Daniel Kahneman, twórca Teorii Perspektywy (wraz z Amosem Tverskim ją zbudował) prowadził interesujące badania wśród izraelskich pilotów. I doszedł do banalnego wniosku, że pochwały działają bardziej mobilizująco, niż nagany. Gdyby to były stricte badania psychologiczne, to bym nie uwierzył. Jednak ten Nobel był z ekonomii.
Jak Ty wiele wiesz o mnie czy tam o moim loginie, Pk.
Elżbieto, mylisz się, na tym blogu jest wiele tekstów kierowanych do jednej osoby. Jest wiele takich, które pisałem dla kogoś, kto nigdy tego nie przeczytał.
Taxi, odpowiem TAM.
proces
grudzień 9, 2007 at 10:13 pm
O Tobie nie wiem nic. O Twoim nicku/nickach.. powiedzmy, że staram się zorientować w tym, czego się boję. To nie kontrola, ale przynajmniej jej złudne poczucie.
p_k_79
grudzień 9, 2007 at 11:38 pm
Wszystkie takie problemy znikają, gdy człowiek postanowi sobie, że pisze przede wszystkim dla SIEBIE.
nauma
grudzień 10, 2007 at 3:16 pm
Skoro twierdzisz,że piszesz dla jednej osoby,która,Ciebie nie czyta..dlaczego po prostu nie napiszesz do niej listu…:))
Elżbieta
grudzień 10, 2007 at 6:40 pm
Przywiązuję się do ludzi, miejsc i przedmiotów. Gdyby brakło przedmiotów, miejsc i takich “frajerów siódmych” – chyba odczuwałbym nieco pustki. Jeśli piszę coś sam, piszę od siebie, nie wiem, kto to czyta i czy w ogóle przeczyta. Krytyka jest dla mnie destrukcyjna, choć z czasem do wszystkiego można się przyzwyczaić i podchodzić mniej emocjonalnie.
poker, (jakby ktoś nie wiedział).
poltergeist666
grudzień 10, 2007 at 6:43 pm
Śmieszne, dorosły facet nakazuje dorosłym ludziom klikac na jakies linki> To chore, walka o statystyki, rankingi itp. Dobry blog, forum bronią się same. Badziewia nikt nie czyta. Spamowanie z linkami do bloga odnosi wrecz odwrotny skutek od zamierzonego. Proste to i oczywiste – dla myślących.
przyjaciel
grudzień 11, 2007 at 1:57 am