wirtualne impresje

proces7

Plateau

z 24 komentarzami

“I kiedy brałem jabłko z jej ręki, pocałowała mnie. Ale gdy tylko je ugryzłem, mój umysł się zmącił i nogi ugięły się pode mną; i słysząc łoskot mojego ciała padającego pomiędzy splątane gałęzie u jej stóp, ujrzałem blade martwe twarze zmarłych, witających mnie w otchłani.”

rossetti_works_1911

Dante Gabriel Rossetti, “The Orchard-Pit” [The Works, 1911]

Tak jakbyś chciał zatrzymać pocisk, który pędzi w sam środek twojego czoła, przechował w sobie na wieczność ten niepokój wyczekiwania na uwerturę. Zimne szyny i przystawione do nich ucho, w oczekiwaniu na nadjeżdżający pociąg. Może usłyszałbyś nawet jak rośnie trawa. We fragmencie czytanego tekstu zatrzymał czas, aż do momentu twoich narodzin, a oddech byłby ten sam, kiedy dostałeś pierwszego klapsa i ku uciesze miejscowego szpitalnego personelu, wydałeś dźwięk. W tym momencie zatrzymałoby się wszystko, w tym nieskończonym płaskowyżu umysłu. Wargi, pomiędzy filiżanką i temperaturą kawy, bryza stanęła w oku i zatrzymała w nim słoną łzę. Nieruchomo, w tym jednym momencie, który dostałbyś od twojego boga, ułożyłbyś sobie przestrzeń i czas, złożył mozaikę z wybranych przez ciebie zaostrzonych plamek.
Kiedy już dobierzesz, dostroisz tę kompozycję, zatrzymujesz się w tym momencie nad jej tekstem, pierwszym losowym i dokładasz ją do tego skończonego tym przesmykiem projektu. Teraz musisz zatrzymać wszystko i czekać jak wyborowy strzelec ze wstrzymanym oddechem, z okiem zespolonym z celem. To jest właśnie ta chwila jedności, to największe miłosne uniesienie. Uczucie przechodzące z Twojego palca, przez metal karabinu, wiązkę przestrzeni aż do punktu, który za chwilę być może unicestwisz.
Po przeżyciu lat, po dziesiątkach a może setkach widzianych w ten sposób kolejnościach wirtualnych, już wiesz, że ten moment jest najlepszy, przedtem jest beznamiętnie, nie ma niepokoju i determinacji ku poszukiwaniu. Nie ma gry, krupier nie rozdaje kart, stoisz przy barze kasyna ze szklanką martini z wódką i wspominasz ostatni raz, kiedy czekałeś na decyzję kuli ruletki. Nawet jeśli planujesz grę i wydaje ci się, że wiesz jak zagrasz, to w momencie, który nastąpi, ten jeden element zaburzy ci cały schemat i zaczniesz wszystko bezładnie od początku. Nowe ekstazy, z zaplanowanym już w tle gównem nicości.
A po? Potem jest nuda, zawód. Jesteś nasycony przełkniętym homarem, oddychasz winem i to uczucie nie jest przyjemne. Teraz tworzy się właśnie obietnica i obraz następnego razu.
Jedyne i prawdziwe jest milczenie i skupienie sprintera, który czeka na wystrzał startera, zatrzymany mięsień nad bieżnią, włos łaskoczący nieznośnie nos, właśnie teraz, bo potem już wszystko wiadomo, za chwilę już będzie po wszystkim. Ty w przestrzeni wirtualnej musisz zatrzymać ten moment, stanąć na granicy rozsądku i logiki, ale paradoksalnie jeszcze w emocjach i wszystkich niedorzecznościach fantazji. Na tej borderline niekontrolowanego morza i sztywnego, skalistego lądu. Zatrzymujesz balans by oszukać pieprzoną dynamikę z jej zasadami, ale też chcesz nie uciec, nie wycofać się. Nie zamykasz oczu i zatrzymujesz w nich wiatr wodorostów, szeroko, wdychasz ile wlezie, bo wydech to już koniec i wszystko trafi szlag.
Potem idziesz ulicą, z twarzą normalnego przechodnia i z wielkim pragnieniem opowiedzenia komuś o tej dziewczynie, którą poznałeś całkiem w innych czasach i korci cię i nawet boli, ale nie puszczasz pary z ust.

proces

Pulp Fiction by Quentin Tarantino

Written by procesVII

październik 4, 2007 @ 5:04 pm

Odpowiedzi: 24

Subscribe to comments with RSS.

  1. Pięknie to na pisałeś, Procesie. Zaczerpnęłam dwa razy świeżego powietrza czytając i przyjdę po następne oddechy. :)

    kawa3603

    październik 4, 2007 at 6:39 pm

  2. Rossetti TAK, ale Tarantino NIE. Jednak wolę obrazy Rossettiego niż pisanie.

    persenna

    październik 4, 2007 at 9:30 pm

  3. Zawsze mówiłam, że najlepszy jest czas oczekiwania. Tylko jak długo można trwać w biernych, ale coraz mocniej pulsujących marzeniach?
    Robi się malutki kroczek, dla sprawdzenia- jest bosko- robi się drugi, apetyt rośnie i lawina. I koniec. Niedosyt. Żal. Potem długo, długo nic i znów zaczyna się marzyć. Znamy to.;)

    sprawa7

    październik 4, 2007 at 11:30 pm

  4. Upubliczniasz swój odwłok mały człowieczku.

    chlodnymokiem

    październik 5, 2007 at 4:11 am

  5. wow…jestem pod wrazeniem – Twoje tlumaczenie Rosattiego jest nawet lepsze od oryginalu. Rzadko sie to zdarza…
    Dzieki za piosenke – juz dawno o niej zapomnialam :)

    karolinosz

    październik 5, 2007 at 9:35 am

  6. Persenno
    Ja też, ale ten fragment pasował mi do “konstrukcji” notki.

    Sprawo
    Marzyć albo leczyć rany marząc.

    Karolinosz
    Dante Gabriel Rossetti, Rosati to ktoś inny. Tłumaczenie nie jest moje, niestety nie znam autora.
    Jeśli tłumaczenia stałoby się lepsze od oryginału, choć wątpię by dało się to w jakikolwiek sposób ustalić, to samo stałoby się czymś oryginalnym i niepowtarzalnym.

    proces

    październik 5, 2007 at 8:26 pm

  7. ktoś coś powiedział i coś chciał…

    maruda

    październik 5, 2007 at 11:34 pm

  8. To jedna z Twoich lepszych notek, procu. Aż chce się do niej wracać:)

    ruda_strzyga

    październik 6, 2007 at 8:41 am

  9. Tego typu rany leczy się jak kaca, klinem, procesie.

    Katju, to ten pierwiastek kobiecej natury takie efekty daje.;) Mnie też się ogromnie podoba.:)

    sprawa7

    październik 6, 2007 at 1:32 pm

  10. Jestem z tych co to muszą zrozumieć i dlatego obejrzałam
    Pulp Fiction wielokrotnie, żeby pojąć czym się zachwyca mój syn
    i przyznaję, bez bicia, że nie wiem. Zanik zwojów mózgowych postępował w proporcji do kolejnych “oglądnięć”.
    Nie przepadam za ostrymi krawędziami, bo mnie niepokoją, wywołują lęk, ale gładkie formy są nudne, przewidywalne.
    Ty mnie w jakimś sensie przerażasz, ale lubię Cię czytać.
    To trochę tak, jak z horrorami, które oglądamy, choć wiemy, że będziemy się bać.
    Znakomita notka, Proces.

    Rezerwa

    październik 6, 2007 at 5:39 pm

  11. Mogę pisać takie, Ruda, ale na Blox, bo tu “obciach na sto chujów” [by Szarm].

    Sprawo, oczywiście wiem, że robisz sobie jaja, bo Ty w necie z a w s z e kłamiesz.

    Rezerwo, myślę, że dziś “Pulp Fiction” by mnie nie zachwycił, ale gdy widziałem go po raz pierwszy kilkanaście lat temu, zakochałem się w nim.

    proces

    październik 6, 2007 at 9:39 pm

  12. Dobra notka.
    Kiedyś do niej wrócę.
    A tymczasem strzykawa w cyc, procu;)

    Jaguś

    październik 6, 2007 at 11:27 pm

  13. Nie w cyc, tylko w serce. Trzeba najpierw zaznaczyć flamastrem punkt. Serce jest nad cyckiem, bardziej w środku. Bo pod piersią to kobieta w Twoim wieku ma wątrobę albo trzustkę. W zależności od rozmiaru.

    proces

    październik 7, 2007 at 10:37 am

  14. procu, możesz pisać nawet na serwetkach w knajpie i wysyłać mi gołębiem. To może będzie mniej obciachowe, no i koleżanki skręci z zazdrości;)

    ruda_strzyga

    październik 7, 2007 at 11:29 am

  15. Ruduś, a nie uważasz, że jak Proces jest zakochany, to właśnie takie fajnie notki tworzy?

    nadziejka

    październik 7, 2007 at 12:27 pm

  16. Nadziejko, apage! Nigdy nie widziałam zakochanego proca. Poobserwuję go, jeśli nadal będzie tak pisał, to się zacznę na poważnie martwić;)

    ruda_strzyga

    październik 7, 2007 at 3:33 pm

  17. To było inspirowane moim aktem trzecim, dziabongu.

    Cudo

    październik 7, 2007 at 7:30 pm

  18. Oj widze, ze literowek w komentarzach u Procesa raczej nie powinno sie zostawiac… a tego drugiego – czyli Rosatiego, nawet bardzo lubie. szkoda, ze tlumacznie nie Twoje, ale i tak piekne i rzeczywiscie samo w sobie moze byc artyzmem.
    Piekna ta notka, pachnie nostalgia w ten jesienny dzien…

    karolinosz

    październik 8, 2007 at 11:44 am

  19. Moje nawiązanie do Twojego nawiazania:

    Po przypływie uniesień na klifie w księżyc wyje łgarz.
    W orgazmu preludium wynurzeń pod wiatr opluwa twarz.

    I jest ten statek, co przemierza z dawna utarty szlak,
    I ta skarpa – z nią walczy ludzki, niezatapialny wrak,

    I miłość i żona porzucona pośród oka mgnień,
    I nicość i ona szumiejąca pośród wodnych skrzeń.

    I stoi ponury, rozdarty u nieba piekieł bram.
    I jest ta niezbadana przepaść, gdzie się zapędził sam.

    I jest ten moment, gdy dusza tonie wśród odmętów fal.
    I jest ta kipiel – w niej przyklęka – w ogień odchodzić żal.

    I zmawia pacierz i wlewa w siebie spoza światów moc.
    I jak w pokucie robi wydech wprost w najczarniejszą noc.

    I jest ta pamięć o dziewczynie, co powyrywała brzeg.
    I jest ta miłość, co nie zginie, tylko zakończy bieg.

    Cudo

    październik 10, 2007 at 4:14 pm

  20. Cudo Ci dogodził(o), procu:) Wie jak uwielbiasz poezję blogowo – forumową?;)

    ruda_strzyga

    październik 12, 2007 at 6:01 pm

  21. No faktycznie, straszne to jest, poezja zagościła na mym blogasku.

    proces

    październik 12, 2007 at 7:55 pm

  22. Marzenia i wytęsknione oczekiwania też można by było porównać do plateau. A te niespełnione- szczególnie, bo zawierają w sobie element trwałości tego cudownego stanu.
    Ten obraz mógłby posłużyć jako doskonały symbol…
    http://www.if-art.com/lpic/gklimt/gklimt21.jpg

    A te wersety- ilustracją wspomnień i oczekiwania.

    Sonnet ХХХ. Last Fire

    (…) Many of the days that Winter keeps in store,
    Sunless throughout, or whose brief sun-glimpses
    Scarce shed the heaped snow through the naked trees.
    This day at least was Summer’s paramour,
    Sun-coloured to the imperishable core
    With sweet well-being of love and full heart’s ease.
    Dante Gabriel Rossetti

    george_eliot

    październik 22, 2007 at 5:56 pm

  23. George Eliot, śliczny obraz, a ja mam muzyczne skojarzenie takie:

    proces

    październik 23, 2007 at 10:44 pm

  24. [...]                                           proces7 “Plateau” [...]


Napisz odpowiedź