wirtualne impresje

proces7

Szpagaty, bluszcze i wirtualne koalicje

z 20 uwagami

W kategoriach czata, wirtualnych komentarzy nie istnieje pojęcie przyjaźni, odwagi, miłości, a nade wszystko sprawiedliwości. Kiedy piszę tę notkę, uśmiecham się widząc znów kolejny paradoks. Bo stwierdzenie, że owe pojęcia nie istnieją w świecie wirtualnych gier, opiera się na logice zewnętrznej, realnej. Z perspektywy pozawirtualnej to sprawa ewidentna. Kto bywa na forach i czatach wie doskonale, że padają tam deklaracje o sympatii, przyjaźni czy miłości. Płyną szerokim potokiem słów zarówno komplementy jak i obelgi i znaczą one naprawdę niewiele. Słowa wirtualne w kontekście realnym mają wielokrotnie niższą moc, często ich energia bywa zupełnie obojętna dla czytającego. Sprawa komplikuje się, gdy wchodzimy w magiczną sferę sieci i zaczynamy poruszać się w obrębie jej algorytmów.
Nieraz grywałem w różnych wirtualnych zespołach, często w ogóle organizowałem taką grę. Zdaję sobie z tego sprawę, że niemożliwym jest pogodzenie roli: komandosa czatowego, błazna i zarazem lidera. I dziś nie jest mi wcale przykro gdy czytam, że zatraciłem klasę albo zawiodłem czyjeś zaufanie, bo grałem nie fair. Przy czym słyszę to post factum, kiedy drużyna wygrała, dzięki mojej być może wątpliwej co do uczciwości bramki. Ludzie chętnie przypisują sobie sukcesy innych, ale kiedy okaże się że bramka zdobyta była ręką w meczu piłki nożnej, to próbują jakoś pogodzić dwa fakty: zasłużonego zwycięstwa i przyznania się do winy poprzez napiętnowanie nieuczciwego napastnika. Mamy do czynienia potem z szeregiem przekłamań, bowiem łatwo wpadamy w coś takiego jak pułapka myślenia retrospektywnego. Wyławiamy tylko te fakty, które zdecydowanie popierają naszą tezę o przeszłości, odrzucamy silniejsze i wyrazistsze argumenty, jeśli po prostu się nie sprawdziły i nie zdeterminowały obecnego status quo.
Dość trudne jest określenie w sieci co jest dobre, a co złe, co jest uczciwe co nie. Sam pseudonim jest już przecież maską. Nieważne czy to maski gangstera czy też kobiety na weneckim balu. Pisanie całej prawdy, całkiem uczciwe na czacie albo forum, mogłoby być dla nas wręcz zabójcze.
Ostatnio w sieci spotkałem się z zarzutem, że kogoś zawiodłem, albowiem nie zachowałem się tak, jak ktoś oczekiwał. Wyrządziłem tym samym komuś przykrość. A ten ktoś uważał, że mu się to nie należało, bo on ukrywał moje grzechy, których dopuściłem się w sieci. No i popierał mnie, kiedy nie miałem racji. Narażając się tym samym na publiczną chłostę innych. Otóż, ja nie chcę takiej obrony. Jeśli ktoś przyznaje mi rację, to dlatego, że się ze mną zgadza, nie dlatego, że jest mi coś winien bądź chce coś ode mnie uzyskać. Kiedy ktoś wspiera moje projekty związane z konstruowaniem wirtualnych zadupi, to ma w tym interes, jeśli takowego nie ma to niech spada. Nie proszę nikogo, by przychodził w miejsca w sieci, w których bywam i dyskutował ze mną. Jeśli nie masz ochoty, masz inne zdanie to nie komentuj, skrytykuj mnie, ujawnij moje winy i błędy. Mnie niepokoi tylko jeśli moi wrogowie zaczynają się ze mną zgadzać. Wtedy kombinuję, cóż takiego złego robię, że przynoszę im korzyść.
W swojej wirtualnej ścieżce miałem szereg takich bluszczów, które oplatały mnie ich sympatią i poparciem, absolutnie przeze mnie niechcianymi. Potem domagały się rewanżu i lojalności. Zupełnie jakbym poszedł po zapłatę do aktora, który dla mnie grał, ja lubiłem chodzić na jego sztuki, a pewnego dnia zażądałbym zwrotu kosztów poniesionych na bilety.

Istnieje też pewien gatunek sieciowych roślin ozdobnych, które chcą mieć ze wszystkimi dobre stosunki, brać sole z wielu gruntów i zdobić wiele miejsc jednocześnie. W naszym slangu czatowym nazywamy tych ludzi szpagaciarzami. szpagaciary.jpg Jest to pozycja na pierwszy rzut oka wygodna dla zainteresowanego, jednakże zwiększa owa zajmowana płaszczyzna ryzyko narażenia się którejś ze stron i nie pozwala zająć wyrazistego stanowiska w żadnej kwestii. Ja takim ludziom o wielu poglądach nie ufam i nie pozwalam im się nadto zbliżać do siebie. Nie odwracam się też nigdy do nich plecami.
W zasadzie w tych całych sieciowych koneksjach, koalicjach wyznaję pragmatyczną zasadę kooperacji, trochę cyniczną, nieco chłodną, ale pragmatyczną. Bonaparte nie miał nigdy złudzeń co do wierności jego ministra spraw zagranicznych Talleyranda, wiedział, że ten go zdradzi, gdy nadarzy się stosowna okazja, co nie przeszkadzało im przez długi czas doskonale kooperować i tworzyć wyśmienity i skuteczny polityczny tandem. Ponoć kiedyś Korsykanin nie wytrzymał i nazwał publicznie Talleyranda “łajnem w jedwabnych pończoszkach”. Umowa między tymi panami była jednakże jasna dla obu.
Każdy z nas lubi postacie wyraziste, o pewnych określonych, stabilnych i trwałych poglądach. Nade wszystko lubię wirtualnych graczy, którzy robią spektakle z pasją i zaangażowaniem, bez obaw, że urażą którąś ze stron, nawet gdyby ich opinie były bardzo krytyczne w stosunku do mnie i nieprzychylne zarazem. Samo pojęcie uczciwej gry fair w sieci to kwestia umowy. Problem w tym, że owa umowa, nie tylko, że nie jest spisana, a istnieje gdzieś w naszej wyobraźni tylko, może być przez nas różnie interpretowana i próby egzekwowania jej są tylko mrzonką. Przede wszystkim lubię i cenię graczy, którzy grają do końca, bez względu na rezultat. Nieistotne czy grają po mojej stronie czy przeciw mnie.
Myślę też, że wielu ludzi myli takie pojęcia jak: “oczekiwania”, a “wymagania” wobec kogoś. Oczekiwania są zawsze związane z niepewnością i brakiem możliwości reklamacji, jeśli ktoś realizuje grę nie tak, jak sobie to zaplanowaliśmy.
Szereg błędów i przekłamań pojawia się niewątpliwie z powodu ułomności komunikacyjnej Internetu. Interpretacja większości dyskusji determinowana jest chwilą, naszym realnym nastrojem w danym momencie czy naszymi skojarzeniami płynącymi z urywków tekstów. Na pewno też tym, jakie nastawienie mamy do danego pseudonimu. Kiedy czytam innych staram się patrzeć wielopłaszczyznowo na tyczące mnie komentarze, ale przecież to też jest ograniczone i nie mogę przewidzieć każdego wariantu i wziąć pod uwagę wszystkich możliwości.

proces

Written by procesVII

Kwiecień 21, 2007 @ 7:34 pm

Napisane w Wirtualne Paradoksy

Odpowiedzi: 20

Subscribe to comments with RSS.

  1. Nie lubię długich notek, ponieważ zatracam wątek i gubi mi się myśl przewodnia. Nie mogę się z Tobą zgodzić, Procesie, co do tego, że w wirtualu nie ma tych wszystkich cech, które wymieniłeś. Postrzegamy siebie jako nicki, jednak zasiadając do komputera, nie stajemy się cyborgami, jesteśmy ludźmi. Wybieramy tylko różny sposób na zabawę. Niemożliwym wydaje mi się aż tak się zmienić pod wpływem ekranu monitora. Owszem, czasem widać nasze zmienne nastroje, ale nie pitol mi, że “moherowy berecik”, po cyberseksie, pójdzie się pomodlić do kościoła. Nie wiem akurat, czy dobry przykład wybrałem, dla pokazania metamorfozy, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy w tej chwili.

    Victor Farkas

    Kwiecień 21, 2007 at 9:09 pm

  2. To jest długa notka? Ja tak się streszczałem. Czyli de facto jesteś Misterem? Wierzysz w to, że jesteś skarbem, ciasteczkiem i misiem- pysiem? I że większość kobiet Cię pragnie, pożąda a nawet kocha? Bo tak piszą właśnie na czacie.
    A “moherowy berecik” jak najbardziej po cyberku pobiegnie do kościoła. Wyspowiadać się. Albo pochwalić przed proboszczem, sam nie wiem.
    Sądzę, że za tymi debilami, którzy telefonują do siebie, by dać mi bana, za tymi fioletami, którzy podbiegają do komputera z niedokończoną kupą w portkach by kliknąć czym prędzej w “permbana”, kryją się zwykli ludzie, z których czatowa “władza” uczyniła wirtualne bestie.

    proces

    Kwiecień 21, 2007 at 9:19 pm

  3. Kurwa, Proces, wszystko do dupy sprowadzasz! Nie jestem naiwny, ale nie wierzę też w to, że jestem cipą czatową, jeśli ktoś mi tak napisze. Nie biorę do siebie wszystkich wypisywanych bzdur, na temat mojego życia, które też różne osoby wypisują. Na słowo “Mister” mam czujnik, który wywołuje salwę śmiechu. I nie pitol, że nie wiesz, o czym napisałem w komentarzu wyżej. Grasz teraz, wciągasz mnie w dyskusję kopniakiem w kostkę. :P

    Victor Farkas

    Kwiecień 21, 2007 at 9:26 pm

  4. Nie można jednoznacznie napisać, że coś nie istnieje. Owszem nie istnieje w sensie ogólnym, bo tak jak w życiu należy przyjąć, że słowa nie mają pokrycia z odczuwaną rzeczywistością przez dane jednostki. To, że jesteśmy tutaj nickami nie oznacza, że przestajemy czuć , myśleć , postrzegać coś w taki lub inny sposób. Chyba trudno nam jest tutaj wykryć prawdziwość tego co czytamy. Wszystko opiera się na założeniach. Nie widzimy oczu, gestów, zachowań, które w normalnej sytuacji pozwalają nam rozumieć więcej. Jedna osoba pisze szczerze, tylko to co czuje, inna powiela pewne zachowania na każdą spotkaną osobę, która jej akurat “leży”. Czasem trafiamy na coś prawdziwego tylko nie wierzymy w prawdziwość tego co napotkaliśmy.

    Co do przyjaźni, szczególnie tych wirtualnych, chyba zdarzają się czasem. Jednak potrzeba bardzo wiele czasu, aby przekonać się na ile są one prawdziwe i czy obustronne. Nie rozumiem pozycji przyjacielskiej “daję więc wymagam” lub “zasługiwania na przyjaźń”. Dla mnie daję coś bo chcę dać i nie oczekuję identycznych zachowań lub rewanżów. Oczywiście miło się przekonać, że przyjaźń jest i to obustronna.

    Temat szpagatów jest też dość złożony dla mnie. Z jednej strony nie znoszę zachowań sztucznych i rozkroków. Z drugiej sama zatrzymuje się czasem gdzieś po środku widząc rację i tu, i tu. Ale to jest prawdziwe. Nie zawsze można zająć jednoznaczne stanowisko. Skoro nie czuje się danego stronnictwa oraz jego racji nie można usilnie przy nim obstawać. Nic nie jest zupełnie czarne lub białe.

    Podoba mi się ta notka, procesie. Ale na jej końcu miałam wrażenie jakbyś nagle urwał i czegoś nie dopowiedział. :)

    kawa3603

    Kwiecień 21, 2007 at 11:22 pm

  5. Zacznę od cytatu: „W kategoriach czata, wirtualnych komentarzy nie istnieje pojęcie przyjaźni, odwagi, miłości, a nade wszystko sprawiedliwości”. To CO istnieje, zapytam? Bo na pewno to COŚ, powiedźmy NNO (Niezidentyfikowany Netowy Obiekt), istnieje, jak i posiada w sobie napęd i magnes. Biorę lupę i próbuję przyjrzeć się z bliska. Najpierw przypomina mi mrowisko, potem kopiec przemienia się w dziwna konstrukcję, niczym wieża Babel. Proszę nie myśleć, że nawiązuje do upadku owej wierzy , raczej do tego, jak ta konstrukcja wygląda (a wygląda dosyć wymownie). Jest w ciągłej budowie.

    http://oshte.info/004/00104/06/1806/Maps/Img05/babilon.jpg

    Dlaczego ona wygląda tak chaotycznie? Może każdy z architektów miał swój własny projekt, może mieli różne koncepcję i mimo, że mówili w tym samym języku, to myśleli w całkiem innych? Każdy z nich chciał wybudować symbol własnych wartości lub i zaprzeczenie jakichkolwiek. Jednak mimo tych wszystkich nieporozumień konstrukcja wydaje się mieć (skubani architekci!) postawne fundamenty.
    Proces7 zaprzecza istnieniu pozytywnych uczuć na czacie, nawołując do zimnej kalkulacji, pozbawionej emocji. Jego podejście do czata przypomina chłodnie, przewożącą mięso. Nie osądzam nikogo- każdy dysponuje własnym zdaniem. Jakaż byłaby nuda, jeżeli myślelibyśmy podobnie!
    Ja osobiście wierzę, że ludzie posiadają w sobie więcej dobrego, niż złego. Nie jest możliwym pozostawić przed drzwiami czata naszą „dobrą” część, a zabrać do wirtualnej przestrzeni to, co mamy w sobie najgorsze. Psychologię człowieka nie idzie podzielić na szynkę, podgardle, karczek i td – to byłoby zbyt proste.
    A mówienie prawdy na czacie lub i w realu? Kiedy opowiadamy o sobie (czasami nawet samym sobie), to nasze prawdy, ujrzawszy światło dzienne, nabierają czasami całkiem innego znaczenia, które jest czasami szokujące, a czasami wręcz trudne przez nas do zaakceptowania. Chytrus Net lubi stwarzać sytuację, kiedy odkrywamy w sobie całkiem nowe i nieznane prawdy.
    Odnośnie zawodów i rozczarowań. To proste- nie oczekujmy niczego od innych, więc i rozczarowań będzie jak na lekarstwo. Warto i opłaca się oczekiwać od siebie, jak i wymagać. To tez wiele oszczędzi nam i innym przeróżnych zawodów.
    Nie każdy potrafi być bluszczem, nie każdy potrafi robić salto lub szpagat, być komandosem lub błaznem- każdy ma własne talenty i ich -anty i dlatego, mimo całej swojej niedoskonałości, wieżą NNO nadal stoi.
    To, co nas nie zabije, to wzmocni.

    prosto_mary

    Kwiecień 21, 2007 at 11:56 pm

  6. Podziwiam Procesie twoje wirtualne figury, koziołki, szpagaty i mostki, jakie wyczyniasz żeby wszystkim udowodnić swoje wirtualne racje. Lubię obserwować Twoje „za a nawet przeciw”, Twoje „nigdy w życiu” ze skrzyżowanymi paluszkami na pupie, choćby ze względu na kształt tej pupy :>

    a-linka

    Kwiecień 22, 2007 at 9:51 am

  7. Proc …Wirtualność i real, podzieliłeś to sobie na czarny i biały kolor i uważasz ,że tak właśnie jest?
    Realna przyjaźń i wirtualna nienawiść?
    czyli nie można mieć w wirtualu przyjaciela, bo to kompletny bezsens i utopia ;) ale wroga jak najbardziej można i kopać mu w zad ile sił;)
    Nikt z nikim nie umawia się co do rodzaju więzi:) to wymaga czasu , wymiany myśli, określenia i opinii i wielu wielu subtelności, które wpływają, że wchodzisz na czat dla ścisle określonych nicków i gdy tych nicków brakuje na liście, rzucasz kilka słów i wychodzisz.
    Nie mam zdania na temat, czy jest miłośc witualna?, czy jest przyjaźń wirtualna ?czy nienawiść?. Wiem co czuję dla niektórych nicków i okresliłabym to w kategorii sympatii lub antypatii.
    Moja sympatia opiera sie na podobnym spojrzeniu na świat, podobnym poczuciu humoru, podobnym odbiorze i ocenie wielu myśli, co nie znaczy ,że nie ma różnic. Antypatia, tez ja opieram ale tym razem na róznicach i kompletnym braku płaszczyzny porozumienia.
    Uważam ,że jesteś niekonsekwentny w swoich działaniach wirtualnych. Kreujesz sie na “samotnego , białego żagla”, ale z drugiej strony tworzysz pokoje , skupiasz wokól siebie ludzi , nawiązujesz z nimi układy sympatyczne, uzależniasz od siebie, by za chwile dać do zrozumienia ,ze masz to w nosie :)
    a ja wiem ,że to też jakaś kreacja, bo wystarczy krzyknąc Proc ratuj… i jesteś i ratujesz:)

    justysbytomianka

    Kwiecień 22, 2007 at 9:56 am

  8. Np cóż…mówiłam to już wiele razy i powtórzę; nie dzielę świat na realny i wirtualny. Chwile spędzone na czacie są częścią mojego życia, osoby tutaj spotkane nie są tylko nickami, ale realnymi ludźmi, rozmawiam z nimi tak samo, jakbyśmy stali przed sobą i patrzyli w oczy. Kiedy mówię, że kogoś lubię, to tak jest naprawdę, jeśli przesyłam ikonkę z cmokiem, to znaczy, że pocałowałabym tę osobę, gdyby akurat była ze mną. I to, co już było powiedziane przez innych ; nie da się zostawić siebie za drzwiami i stać się kimś innym na czacie…owszem, czasami możemy zagrać jakąś rolę, ale to samo czynimy przecież poza siecią .No i najważniejsze ; gdyby kiedyś syn nie założył mi tlenu, nie poznałabym Was :-) A poznanie to,to jest jedna z lepszych rzeczy, która mnie się przytrafiła :-)

    milarytka

    Kwiecień 22, 2007 at 1:56 pm

  9. Zostałeś przegłosowany. Nie! Nie masz racji! Dlatego się z Tobą zgodzić nijak nie możemy! ;)

    Victor Farkas

    Kwiecień 22, 2007 at 2:21 pm

  10. Hm… I co ja mam napisać?

    nadziejka

    Kwiecień 22, 2007 at 3:14 pm

  11. Zgadzam się z tym, że istnieją sympatie, a nawet przyjaźnie wirtualne. Istnieją też uczucia, jednak w tej syntetycznej przestrzeni, opartej tylko na słowach, brakuje gestów i nade wszystko czynów.
    Pomyślcie sami, kiedy jesteście w realnym świecie z ludźmi, których kochacie bądź z Waszymi przyjaciółmi, wcale nic nie musicie mówić, a wystarczy Wam bliskość. Siedzicie gdzieś razem z nimi i gapicie się na zachodzące słońce, gotujecie razem, spacerujecie. Słowa nie są konieczne, ani wystarczające. Z czatowymi ludźmi (pseudonimami) nie istnieją więzi niepielęgnowane słowami.

    proces

    Kwiecień 22, 2007 at 6:32 pm

  12. Boszsz, te nasze polskie podwójne przeczenia.

    Rezerwa

    Kwiecień 22, 2007 at 7:08 pm

  13. No i jeszcze ten problem z lub i albo, które tak często mylimy w naszych (nie)logicznych rozważaniach, Rezerwo.

    proces

    Kwiecień 22, 2007 at 7:52 pm

  14. I co tu jest prawdą, a co fałszem?
    Albo Ty masz rację, albo rację mają Twoi interlokutorzy.
    Można też tak, Ty masz rację lub Twoi interlokutorzy.
    Kto i kiedy ma rację?

    Rezerwa

    Kwiecień 22, 2007 at 8:44 pm

  15. Jeśli weźmiemy lub to wciąż wszystko jest możliwe.

    proces

    Kwiecień 22, 2007 at 8:57 pm

  16. Przeczytałam notkę oraz komentarze. Chyba zrozumiałam i stawiam na : “Ty masz rację lub Twoi interlokutorzy”.
    Albo napisałam ze zrozumieniem, albo jestem zmęczona.

    Rezerwa

    Kwiecień 22, 2007 at 9:00 pm

  17. Rezerwo wytnij “lub” oraz “albo”, wklej “i” ! ;)

    a-linka

    Kwiecień 23, 2007 at 8:52 am

  18. Masz rację A-linko, też jestem za prostym i zwięzłym formułowaniem myśli.

    Rezerwa

    Kwiecień 23, 2007 at 9:37 am

  19. Żeby poznać kto kim jest na czacie i jakie wartości sobą przedstawia , trzeba czasami długo pozostać w tym szpagacie . Nie jest to więc lizodupie ale normalna chęć poznania obu stron , wyrobienia sobie własnego poglądu na sprawę i przystąpienia do właściwej koalicji.
    Pozdrawiam.

    farbowana_lisica

    Kwiecień 24, 2007 at 8:23 pm

  20. Ale to nie jest mój problem. To sprawa tej osoby, która szuka na czacie jakichś “prawd”, Lisico.

    proces

    Kwiecień 24, 2007 at 9:32 pm


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.