wirtualne impresje

proces7

Terapia

z 119 komentarzami

Dla mnie blogopisanie było terapią, ale niestety, zakończyło się to fiaskiem. Choć długo mi się udawało.
Wolałem forum, tam było mi lepiej, ale się obraziłem na Gazetę, na Bloksa itd. Teraz nie wiem co dalej.

Written by procesVII

czerwiec 27, 2009 at 8:35 pm

Napisane w Terapie

Barwy walki

z 175 komentarzami

Tak sobie dumam: jeśli ja mam jakieś fajne myśli i historie do opowiedzenia, to szkoda mi, jakby żal się dzielić tym z innymi. Opowiem je bliskim, tym, do których coś czuję. Marnotrawstwo puszczać to w blogoprzestrzeń. Nawet jeśli są to nieciekawe i banalne opowieści.
Kiedyś na czatach pisałem, że jeśli chcesz kogoś usłyszeć, musisz mu coś o sobie opowiedzieć. Taka banalna prawda, truizm.
Z tych historii co opowiadam, to co ja mam? Sławę? Pieniądze?

Myślę, iż zrozumiałem to, że ja nie chcę przemawiać, chcę po prostu pogadać, a blog nie jest dobrą formą do pogawędki. Mimo iż napisałem tu pewnie kilkaset notatek, to jednak jestem zwierzęciem czatowo – forumowym, gdzie się dużo gada i tam ta pogawędka wcale nie musi być zdyscyplinowana.

Sądzę, że blogoprzestrzeń zacznie z wolna i ostrożna upadać. I pieprzyć ją, nie będę po niej płakał. Ludzie nie chcą gadać, a chcą przemawiać, tu leży podstawowy problem. Zostaną blogi specjalistyczne, traktujące o jakichś praktycznych tematach. Coś à la poradniki, czyli de facto takie nieosobiste opowieści. Będą się nawzajem linkować, powielać i komentować wzajemnie. Będą się lansować dziennikarze z upadających gazet. Takie wierzgnięcia kopytami przed zdechnięciem.
To oczywiste, że gdy blogopisacz – piszący pod pseudonimem – staje się popularny, coraz więcej ludzi próbuje ustalić jego tożsamość. Wystarczy spojrzeć na sprawę Kataryny i na jej bezpowrotnie utraconą anonimowość. Kiedyś ustalą tożsamość jakiegoś innego popularnego blogopisacza, choćby Janusza Korwina Mikke. W zasadzie takie obnażenie powinno uszlachetniać. Bo blogopisacz przestaje być anonimową szują, a staje się pełnoprawnym członkiem blogoprzestrzeni.

Kiedyś czytywałem regularnie parę lub czasopism oraz Rzeczpospolitą i Gazetę Wyborczą, więc znam trochę nazwisk, ale mój syn już nie czyta gazet wcale, więc on nie zna nazwisk, nie ogląda telewizji. Jemu to rybka czy gość pisze pod nazwiskiem czy pseudonimem.
Blogi staną się mniej osobiste, a bardziej zawodowe i uważam, że zawodowi dziennikarze czy felietoniści kręcą sobie sami na siebie bat. Bo ja zawsze inaczej traktuję opinie anonimowych blogopisaczy, inaczej zaś postrzegam zawodowców. Wymagania i oczekiwania wobec ostatnich mam większe, ale traktuję ich poważnie.

Dziennikarz Dziennika ujawnił dane osobowe blogopisaczki Kataryny. Ale, gdyby anonimowy blogopiszący to uczynił, przedstawił czyjeś dane osobowe, kogoś grającego na pseudonimie? Skasowaliby mu blog na wielu platformach. Zostałby szują i trollem. No gdybym ja przedstawił dane osobowe moich komentatorów? To przecież byłoby to wielkie chamstwo, a znam dane niektórych z Was. I na bank – po Waszej skardze – skasowaliby mi blog. Może dziennikarz tego pisma powinien również dostać bana na pisanie? Da się zabanować dziennikarza piszącego pod nazwiskiem? Zresztą ja mogę swobodnym leszczem podpisywać swoje teksty jako Manuela Gretkowska albo Jan Rem. Mogę tu założyć stosowne blogi, odpowiednie loginy w przeróżnych portalach. I co? I jajco! Ponoć Mietek Moczar nie napisał “Barw walki”, ktoś napisał je za niego, ale oficjalnie on pozostaje autorem książki. A może Palikotowi czy Marcinkiewiczowi piszą blogi: żony, matki i kochanki? Kto to wie?

proces7

Written by procesVII

maj 23, 2009 at 4:55 pm

Miranda warning

z 30 komentarzami

Kiedy “puszczali” “Przypadek” Kieślowskiego i “Przesłuchanie” z Krystyną Jandą (Boże jak można mieć na imię Kryśka!?) byłem gówniarzem. Oglądałem to w kinie Mikro w Krakowie. Nawet nie wiem jaka to ulica była. Zapomniałem. W innych kinach ich nie było, zakazane były.
W tym kinie śmierdziało, ale tam był pianista i grał, warto było tam bywać. Było duszno i cuchnęło potem i przedtem, a ja mam fobię zapachową, jak źle pachnie to uciekam. Jerzy Stuhr tam mieszkał, gdzieś blisko. Pamiętam, że mieszkał tak blisko, że nawet nie miał skarpet jak wchodził do pobliskiego baru po albo przed seansem. Ja nie piłem wówczas, jeszcze nie umiałem pić. Piłem dla szpanu ajerkoniak. Co za syf!
Janda była wielka, tak jak i Linda był wielki.

Ale ja chciałem napisać o wolności, jak zwykle zresztą. Wiecie co mi się podoba w Europie? Taka jedna, drobna rzecz: policjanci nie dotykają podejrzanych. Miliony razy byłem sprawdzany przez policję we wszystkich krajach Europy. Nawet po wypiciu pięciu piw alkomat wskazywał mi “zero”. Te małe różnice pomiędzy USA i Europą. Oni nie kumają, że w Europie jest lepiej, ale tylko o tę jedną rzecz. Policjanci nie dotykają podejrzanych, czy jak ich tam nazwać. Owszem, czasem jak się boją to strzelają i jest ostro, zdarzyło mi się. Ale wiecie? W latach 80 – tych milicja mogła wpierdolić takim gówniarzom jak ja i nikt nawet nie pierdnął. Ot po prostu: manewry.

I niech tak w Europie pozostanie. Niech policjanci nie dotykają ludzi, niech się boją, że im nie wolno. Wszystko inne mamy gorzej niż w USA, Wiecie, że w Illinois czy Teksasie policja może Was skasować za seks w samochodzie? Samochód idzie do “czyszczenia” i oni wiedzą lepiej, że laska z którą się pieprzycie w samochodzie jest dziwką. Oni wiedzą i decydują, nie ma tak, że to Wasza narzeczona, nie uwierzą.

W USA mają głównie automatyczne skrzynie biegów, to wiecie, no a nie ma nic fajniejszego jak seks francuski (europejski!) jak się zapierdziela autem, n’est – ce pas? I automat jest bene. No który facet nie lubi jechać ze dwieście i mieć usta na penisie? I ślady szminki na dodatek? Właśnie tam?

Obraziłem się na parę miejsc, to chyba jakiś rodzaj e – dumy, tak? Bloksa bojkotuję do końca maja. Ale to jedyne moje prawo i władza: prawo do ignorowania. Tyle mojego, a Wy róbcie co chcecie.

proces7

Written by procesVII

maj 12, 2009 at 3:58 pm

O Pólnocy, Południu i księgowości blogopisania

z 96 komentarzami

O tak! Zdecydowanie herbata Earl Grey to dobry pretekst dla porannej blogowej notki. Ona jakby oddaje ten stepowy, może nawet pustynny, klimat blogoprzestrzeni. Bo taka ta forma podróżowania słów jest. Notatki mieszają się ze sobą, komentarze wachlują gdzieś tam i tu albo tu i tam. Nawet nie wiem gdzie to jest “tu”, a gdzie “tam”. Niezwykłe i dzisiejsze frazy odchodzą w niebyt, zmieszane z wczorajszymi.

Ale, w międzyczasie, odkryłem pewną zajmującą rzecz. Prócz formy terapii jaką zdecydowanie jest dla mnie pisanie w sieci, mam potrzebę narracji, zapełniania krępującego milczenia logoreą. Ale jeśli znajduję sobie audytorium, choćby takie jednoosobowe, potrzeba ta zanika. Owa pasja narracji, tak dość szumnie przeze mnie nazywana, to nic innego jak potrzeba ględzenia, opowiadania swoich historii. Nie wiem, żeby przedłużyć ich byt czy jak? A przez to uciec przed starzeniem się i umieraniem?

Zapotrzebowanie na narrację jest, ale może być zaspokojone – jak już wcześniej wspomniałem – przez nawet jednoosobowe audytorium. Stąd dziś mniej mnie ten mój blog, na którym teraz właśnie piszę,  interesuje. Wiec nie widzę specjalnie sensu by otwierać blogaski bloksowe, choć mój bojkot tamtejszej platformy miał trwać do 4 maja. Ale swobodnym lobem mogę go sobie przedłużyć do końca maja. Maj to nie jest dobry miesiąc na śluby, miłość i blogopisanie.
Maje są dobre dla wolności, burz, kwiatów, deszczów i rozstrzeliwań:

Francisco_de_Goya_y_Lucientes

Fransisco Goya, El tres de mayo de 1808 en Madrid (Muzeum Prado w Madrycie)

Nie powiem Wam gdzie znalazłem to bezcenne audytorium, ale mam i już. Na pewno nie gdzieś w barze, bo u nas bary służą do picia a nie do gadania. Nazwałbym to w skrócie “modelem północnym”. W “południowym modelu” mniej się pije, więcej opowiada. Kiedyś o tym napiszę. Och, o ilu rzeczach obiecywałem napisać i nigdy słowa nie dotrzymałem! Ale wcale mi nie jest wstyd. Ludzie Północy to ludzie czynów, które to cenią bardziej niż słowa. Północ z domieszką Wschodu to picie w samotności i nierzadko na smutno. No bo przecież bycie z kimś nie oznacza, że nie jest się samotnym. Zawsze zazdrościłem Południowcom tego życia, tego osobliwego bycia ludźmi jednego dnia. Północ jest bogata w nagrodę za swą pracowitość i konsekwencję, Południe biedniejsze. Za karę, za to, że pracuje po to by żyć, a nie odwrotnie.

Oczywiście uogólniam i pewnie szukam na silę jakiejś symboliki, ale nawet jak mamy dobrobyt i puchną nasze portfele, to akcje na giełdach idą na Północ, w kryzysach i niedostatkach zaś suną na Południe.

Nie wiem jaki jest bilans mojego blogopisania, nie umiem tego podliczyć jak księgowy tych trzech lat z hakiem. Stracony czas to największa pozycja w kosztach. Ale nauczyłem się też paru rzeczy, wcale niekoniecznie dobrych i pożytecznych dla mnie. Mimo to wymienię parę pożytecznych: cierpliwość, dystans do siebie i – co najważniejsze – sztuka ignorowania. Widzę ilu ludzi wkurza się i martwi troskami życia codziennego, polityką, stąd czuję się jakby zwolniony. Oni martwią się za mnie. Tyle tej troski w sieci, że naprawdę czuję się bezpiecznie.

Co do dystansu do siebie, sądzę, że zawsze go miałem, ale nie było to mi uświadomione. Teraz jest on, ów dystans, bardziej dojrzały i świadomy.

Pewnie, że moje uspokojenie czy pozytywna terapia może płynąć z innych czynników, przecież przy tym pisaniu bloga postarzałem się o trzy lata, a w strzępach mojego realnego życia też wydarzyło się parę rzeczy. Tego nigdy do końca nie będę wiedział, ale czuję się świetnie, zupełnie jak taka jedna moja ciotka na tydzień przed śmiercią.

proces7

Written by procesVII

maj 8, 2009 at 8:51 am

Cyberseks

z 26 komentarzami

Kiedyś, dawno temu, oglądałem w niemieckiej telewizji program o pilotach myśliwców. Było tam kilka historii o latających chłopakach, ich życiu. Jednak te samoloty robiły nieco huku, chroniąc bezpieczeństwa Republiki Federalnej. Więc obywatele protestowali. Generalnie wywalczyli to, że samoloty te latały rzadziej nocą i na wyższych pułapach. Osiągnięto kompromis i punkt równowagi pomiędzy skutecznością obrony powietrznej kraju, a spokojem mieszkańców niemieckich miast.
Pointa była taka: I w końcu Niemcy mogą spać spokojnie.
Bardzo spodobała mi się ta dwuznaczność wniosku, a w zasadzie nawet dychotomia. Przy czym w zdaniu: Niemcy mogą spać spokojnie, o ile w języku polskim nie wiadomo czy chodzi o kraj, czy też o ludzi narodowości niemieckiej, o tyle w języku niemieckim jest to sprawa rozpoznawalna ( Deutschland, die Deutschen).
Takie było moje skojarzenie tyczące tytułu tej notatki. Jakieś marzenia o lataniu, wyobrażanie sobie nocnych lotów, uda rozwinięte niczym skrzydła B747, a ten “garb” w górnej części samolotu jest ukryty, niczym wszelkie mankamenty ciała widoczne dla realnego świata. Takie poddanie się fantazji i jakaś stymulacja odlotu. Bo chyba taka jest istota cyberseksu, żeby te wspólne preferencje i marzenia jakoś zsynchronizować. Ciężka dupa partnerki i wielki brzuch faceta chowają się automatycznie zaraz po starcie. Niczym podwozie. A te zaokrąglone silniki sztuk cztery, kiedy oczy są zamknięte szeroko, mogą być całkiem prawdziwe w fantazjach. To trudna sztuka iluzji i naprawdę trzeba mieć kupę wyobraźni. Szczególnie tyczy to kobiet, bo – jak wiadomo – u facetów odbywa się to bardziej mechanicznie. Nie potrzebują długiego pasa startowego. Praktycznie mogą zaraz polecieć i równie szybko lądują. Najczęściej z jednorazowym wytryskiem paliwa.

b747

Wielokrotnie się zastanawiałem czy takie erotyczne słowno, czasem słowno – wizualno – głosowe igraszki są kontaktem seksualnym w sensie pełnym. Jak to zidentyfikować? Ano, wystarczy sobie odpowiedzieć na pytanie: Czy cyberseks jest zdradą partnera? Bo jeśli tak jest, to oznacza, że jest to jednak jakaś forma relacji seksualnej. Z drugiej strony większość ludzi nie wierzy w cyberseks, degraduje go do nieistotnej roli, wyrażając się o nim z pogardą. Z tego wniosek, że ta większość nie powinna być zazdrosna o swoich partnerów – będących w mniejszości notabene – jeśli takowi zabawiają się w ten sposób w sieci. Jeśli opowieści blogowe nie mają obowiązku być prawdziwymi, to również te całe romanse, flirty i emocje nie muszą być rzeczywiste. To tak jakby mąż był zazdrosny o żonę, że masturbuje się pod prysznicem. Słowa sieciowych fagasów, ich obrazy, dźwięki są jedynie dodatkiem. Jak kafelki albo płyn do kąpieli.
Ba! Mogą wpływać pozytywnie na sam realny związek, urozmaicać go, inspirować. Tworzyć nowe perspektywy. Prowokować pomysły, słowa, pobudzać.
Dlatego ja unikam flirtów w sieci, bo wiem jakie znaczenie one mają dla kobiet. Pobajeruję taką, skomplementuję, czasem szepnę jakąś sprośność albo czułostkę, a ta pinda – taka rozgrzana i wilgotna – pobiegnie do męża, rzucając mi czułego całuska na dobranoc. Przyjdzie do niego z odwaloną grą wstępną, przez takiego frajera jak ja. I ja wtedy czuję się wydymany, a jak wiadomo, Pana Procesa mogą dymać tylko kobiety wybitne. Jedna na milion.

Owszem, może się zdarzyć, że takie latanie może uzależnić, może nawet niektórzy chcą odlecieć na zawsze. Ale ogólnie wszystkie te flirty, cyberseksy oceniłbym pozytywnie i poszukał płynących z nich inspiracji dla związków. No wiecie, coś w rodzaju studiowania sztuki kochania czy tam Kamasutry. Nie wspomnę o ludziach samotnych i możliwości – dzięki właśnie tym erotycznym grom sieciowym – iluzji pobycia z drugą osobą.
Rozmowy na czatach, komunikatorach, blogach często sprowadzają się do erotyki. Kobiety korumpują facetów iluzoryczną obietnicą seksu, mężczyźni zaś dają im za to atencję w postaci flirtu. Taka niepisana wymiana barterowa. I jest to uczciwe, obie strony się dowartościowują, a nierzadko działa ten cyberseks jak lampka wina przed. Oczywiście nie tyczy to alkoholików, dla których ta lampka może być zgubna, ani ludzi o wyjątkowo słabej głowie, bo oczywiście można przedawkować. Generalnie jednak wino jest dla ludzi i jego lampka dla poprawy strawności realnego partnera czy pobudzenia wspólnego krążenia nikomu nie zaszkodzi.
Można dyskutować o jakości wina czy o upodobaniu do alkoholi w ogóle. Są też kwestie jakości i smaku. Co kto lubi. A notka i tak miała być o samolotach. Ale jak wiadomo, prędzej czy później, każdy wywód sprowadza się do seksu. Jeśli się kiedyś zorientujecie, że Wasi partnerzy zaczynają gdzieś tam latać, możecie spać spokojnie. Jesteście bezpieczni.

proces7

Written by procesVII

maj 1, 2009 at 10:11 pm

Mistrzowie Cenzury

z 19 komentarzami

Byłbym całkiem zapomniał przedstawić wyniki sondy, którą zaproponowałem już ponad miesiąc temu na tym moim wirtualnym zadupiu.
Mnie one nie zaskoczyły, no może troszkę:

wyniki_sonda_wirtualna_pala

Zdecydowanym liderem został Ols, ale sami wiecie ile on wyrządził szkód blogoprzestrzeni. Bo wiem ten administrator należy do tak zwanych gorliwych, zarządzających platformą. Dzięki niemu, jego polityce promocyjnej i cenzorskiej,  ranking Bloksa wygląda jak wygląda i porządni, wartościowi ludzie czują obciach pisząc na gazetowej platformie. Owszem, piszą tam dziennikarze albo znani ludzie, ale za pieniądze. Blogowanie należy do obowiązków dziennikarzy Gazety Wyborczej. Poza tym muszą się jakoś promować w tych kiepskich dla medialnego papieru czasach.
W skrócie wygląda to tak: Agora ładuje pieniądze w Blox.pl, a oni je – niczym rządowe dotacje – marnotrawią. Wiadomo, że jeśli wskazuje mu się słabe punkty i błędy, to banuje niesfornych demonstrantów. Ma tam szereg dupolizów, którzy owszem, spoufalają się z Żandarmerią Bloksową.

Co do Siwej, to największa porażka forum Gazety, pod jej rządami, pewnego pięknego dnia, padnie to wszystko w diabły. Bo jakże policjant może być w społeczności najważniejszy? Czasy Dzikiego Zachodu minęły, szeryf nie jest centralną postacią miasteczka. Jest mściwa, ktoś kto raz ją – albo jej kota – urazi, ma przewalone, będzie skrupulatnie kasować jego każdy list. Ona, podobnie jak Ols, uważa się za tępiciela trolli, że za pomocą systematycznego i upierdliwego kasowania zniechęci kogoś do pisania. Zniechęci, ale tam. U niej. Bo ona uważa, ze forum to jej dom i jest tam u siebie, a jak komuś nie podoba się Siwa i jej kot, niech spada.
Pominę już układy i układziki, które są tam widoczne jak na dłoni. Wspieranie koleżków, układzików i promowanie własnego towarzystwa wzajemnej adoracji. Co de facto prowadzi do skubania Agory. Ale cóż… Nie moje małpy, nie mój cyrk.

“Plonk” Orliński ma swój blog, wolno mu banować i kasować. To jego sposób na dyskusję. Problem w tym, że ludzie często trafiają do niego z linków umieszczonych w Gazeta.pl, również jedynki, którymi naszpikowany jest cały portal. To może zrażać i wystawiać złe świadectwo wszystkim dziennikarzom Gazety Wyborczej. Ma tam owszem u siebie paru lanserów, którzy zmieniają od czasu do czasu loginy.
Weźmy sytuacje: Ktoś wchodzi z linka z jedynki, zostawia komentarz na WO, a w odpowiedzi zostaje nazwany: korwinistą, czytelnikiem Psychiatryka, trollem. A delikwent być może jest pierwszy raz w ogóle na jakimkolwiek blogu. I myśli sobie tak ten zabanowany w środku dyskusji: Racja Wyborczej leży w znacznej mierze w cenzurze. Wniosek: GW łże. Gdyby pisał blogasek pod pseudonimem i nie łasił się na wysoki ranking czy popularność płynącą z tego, że już jest znany oraz z faktu, że Gazeta nachalnie go promuje, sprawa wyglądałaby inaczej. Tylko czy wtedy zmieściłby się w top1000?

Giwi czyli Eela to jedna wielka pomyłka, administratorka forum “Kraj”. Podlizywała się, właziła w tyłki administracji, dali jej uprawnienia. I dyskutują sobie tam o Żydach, bo – jak wszyscy wiemy – Izrael to centralny punkt Świata, a mniejszość żydowska w Polsce to nasz najistotniejszy problem. Synagogi są budowane nad Wisłą szybciej niż hipermarkety.
Giwi zawsze biegała po forach, blogach, by chronić dobrego imienia administracji Gazety. Dostała za to władzę oraz otrzymywała częste promocje jej blogaska na jedynce. Można ją łatwo przekupić gadżetami, na które jest łasa jak kotek Siwej na głaskanie szorstkich i brutalnych łapsk cenzora.

Evita_duarte i forum “Feminizm” to kilka osób zmieniających loginy i wykopujących wszystkich, którzy nie kręcą się w tej ich pseudofeministycznej katarynce. Obciach dla prawdziwych, polskich feministek.

Najmniej banuje Kominek. Jego czytelnicy – na całe szczęście – tu nie docierają. Oglądaczy i klikaczy ma sporo, promowała go Gazeta, ma sporo gołych bab, jest wulgarny, więc przyciąga, ale głównie wyszukiwarki. Ma tam paru bojowników, którzy go wklinują w kafejkach, w przeróżnych komputerach, stąd ma masę wejść. I wszystkim się zdaje, że to jakiś fenomen. Mam kilka kont na Onecie, wszędzie był kominkowy spam w stylu: zobacz jaki ten gość kontrowersyjny i wulgarny i link do niego. Kominek to sztandar Bloksa, jego hymn wraz z gównianymi prawdami dla nastolatków. A pomyśleć, że na Bloksie nabijają się z Onetu, że to platforma dla słodkich nastolatek i kur domowych.
Na Bloksie ranking jest konserwatywny, nie tak jak tu – na WordPressie – dynamiczny. Poza tym, tu poleciałby z top100 za rozebrane fotki. I zostałby sklasyfikowany “dla dorosłych”. Tam jest cenny, więc pozwalają mu na wiele więcej niż innym.

Wirtualne pały nie spodobały się tamtejszym administratorom, poleciały serie donosów, nawet WordPress zablokował mi konto. Ale dzięki temu dowiedziałem się sporo o donoszeniu, o schematach w platformach blogowych. I zrozumiałem, że to oni mają problem, nie ja. Skoro ja i grupa moich znajomych, ludzi na niezgorszym, może nawet przeciętnym, poziomie intelektualnym, nie ma ochoty tam pisać i czuje żenadę, to raczej oni powinni coś zmienić, nie ja. Choć najpewniej oni żyją w poczuciu, że pozbyli się trolli, a teraz w spokoju i harmonii mogą wygrzewać się przy kominku i naśmiewać z fotek wykradzionych z Naszej Klasy. I wymieniać się kurtuazyjnie linkami, zupełnie jak na jakimś rodzinnym spotkaniu u cioci na imieninach.

proces7

Written by procesVII

kwiecień 28, 2009 at 9:10 pm

Motywy Blogopisania

z 20 komentarzami

Pogawędka, chęć narracji, iluzja, że z kimś tak naprawdę rozmawiam, były powodami założenia przeze mnie pierwszego bloga. Doświadczenie istnienia  tej potrzeby płynęło z mej wcześniejszej obecności na czatach i forach. Tam niejako wyczerpały się moje możliwości albo solidnie mi zasugerowano, że jednak nie o wszystkim mogę pogadać.
Moi najbliżsi znajomi wiedzą dokładnie dlaczego piszę w sieci. Dlatego ta cała intymność płynąca z anonimowości jest taka ważna dla mnie. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

kwiecień 26, 2009 at 6:25 pm

Dzisiaj jest środa

z 37 komentarzami

W ostatnich dniach stało się dla mnie jasne, że moje pokolenie zostało wymienione. Wcale nie czuję bólu, że dawne czasy minęły. Czasem tylko mam te niedorzeczne i całkiem nielogiczne pragnienia, żeby komuś opowiedzieć o starych czasach. Ale nikt nie chce słuchać. Tak jakby nastąpił koniec sztafety. Mam w ręku pałeczkę, której nie mam komu przekazać.
Kiedy pierwszy raz kochałem się z kobietą mojego życia, było świeżo po wojnie o Falklandy, zwanych przez Argentyńczyków Malwinami, i słuchaliśmy z płyty winylowej “Final Cut”. Kogo dziś obchodzą małe wyspy? Potem tuzin lat dorastałem, zanim zrozumiałem, że chcę, żeby ona urodziła mi dziecko.
Kiedy byłem małym chłopcem, którym nigdy nie przestałem być, mistrzem świata w piłce była Argentyna, czytałem Cortázara, Borgesa itd. Chciałem wyjechać do Buenos. Nigdy nie wyjechałem. Myślę, że Buenos Aires to takie miasto, o którym lepiej marzyć. Odwiedzenie go, byłoby cholernym rozczarowaniem. Rozczarowało mnie wiele miast, więc mi się zdaje, ze coś na ten temat wiem. Dziś mógłbym tam polecieć, dziś mógłbym polecieć w każde miejsce na Ziemi. Ale straciłbym marzenia.
Potem prawie wszystko w piłce zaczęli wygrywać Niemcy. Nauczyłem się ich języka, czytałem ich książki, gazety, oglądałem ich filmy. Polubiłem ich, ich język i drobnomieszczańskość, i architekturę miast. Chyba ich trochę rozumiałem. Wcześniej nie zwracałem na nich uwagi, bo marzyłem o Południowej Ameryce i uwielbiałem rosyjską literaturę, nienawidząc przy tym ZSRR.
Ale w latach osiemdziesiątych, chyba największym marzeniem chłopaków w moim wieku było Juesej, bo symbolizowało wolność i pieniądze.
Kiedy mój syn skończył 13 lat, wziąłem go na corridę, nie rozumiałem Żydów, choć dużo ich czytałem, ale można powiedzieć, że to był taki bar micwa dla niego, choć było to gdzieś w Andaluzji albo La Manchy. Kiedy skończy 18 lat, wezmę do burdelu. Jestem za przedłużeniem dzieciństwa, jankeskie 21 lat jest mądrzejsze od naszych osiemnastek. Ale, kiedy będzie w tym wieku, już będzie uważał mnie za totalnego głąba. W wieku 40 lat, będzie chciał ze mną pogadać, ale mnie już pewnie wtedy nie będzie. Albo będę tak stary, że nie będę wiedział jaki jest dzień tygodnia. Dziś jest środa. Trzeci albo czwarty dzień tygodnia. Nigdy tego nie wiedziałem.

Por Aola
proces7

Written by procesVII

kwiecień 22, 2009 at 2:05 pm

Zemsta

z 39 komentarzami

Nie umiem się mścić. Nie dlatego, że jestem dobrym człowiekiem, a płynie to z mego egocentryzmu. Szkoda mi czasu pewnie. Nigdy nie umiałem być zawzięty. Z rywalami grałem: przegrywałem albo wygrywałem. Słabszych korumpowałem. Notabene jestem debeściakiem w sztuce korupcji. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

kwiecień 17, 2009 at 8:55 pm

Marius Septus z Apulli

z 19 komentarzami

Po dwunastu latach służby w armii, Marius Septus postanowił zrezygnować z dalszego pobytu w Judei i zakończyć kontrakt. Dowódca centurii nie czynił specjalnych trudności i tak pozytywnie rozpatrzone podanie przesłał do kwatermistrzostwa.
Kwestor legionowy kiedy podpisywał dokument nie miał bladego pojęcia kim jest Septus. Zupełnie nie kojarzył go z tym drobnym zamieszaniem, by nie rzec – skandalikiem w armii, związanym z kradzieżą z grobu zwłok pewnego skazańca. Jego kolegów z centurii bardziej interesowała sprawa niespłaconych długów, bowiem Septus lubił się napić, nie miał szczęścia w grze w kości, ale miał za to słabość do szczupłych i gładkich jeruzalemskich kurewek. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

kwiecień 11, 2009 at 9:02 pm

Konfidenci Blogoprzestrzeni

z 30 komentarzami

Zainspirował mnie pewien tekst Slimka, który on może uznać za niezbyt istotny w swej blogowej twórczości. Chodzi o to co w tytule: donosić czy nie donosić? Jeśli widzimy blog, który w jakiś tam sposób może łamać regulamin i zasady, to czy powinniśmy złożyć stosowny donos? Do odpowiednich władz? Czytaj resztę wpisu »

Scenki z sieciowych seriali

z 50 komentarzami

Miałem dziesiątki, może nawet setki przeróżnych wirtualnych romansów i naprawdę, tylko nieliczne kończyły się jakimś spotkaniem. Na palcach jednej ręki przedwojennego drwala można takie przypadki wyliczyć.
W zasadzie to na czaty kobiety przychodzą tylko flirtować, rzadziej szukają jakiegoś przygodnego seksu czy uczucia. Te sprawy są dla mnie jakby nadal wirtualne, bo nawet, gdy dochodziło między taką kobietą a mną do jakichś intymności, zawsze mówiły mi, z łzami w oczach: proces, jesteś cudowny. Nawet jak wyznawały mi miłość, to mówiły: proces, kocham cię. Żadna nie używała mojego imienia, które przecież mam całkiem fajne. Czytaj resztę wpisu »

Terapie Trolla

z 25 komentarzami

Ludzie pytają mnie co z tymi blogami na Blox.pl. Chodzi im o: Terapie i Co, o Qui penis aquam turbat mało kto pyta, raczej tylko bliscy znajomi. W takich wypadkach można odnieść wrażenie, że się interesują, ale myślę, iż takie zainteresowanie kończy się wraz z otwarciem blogów. Wiem to z doświadczenia. Przywracanie do życia trupów to nie jest najlepsza strategia. Czytaj resztę wpisu »

Written by procesVII

kwiecień 2, 2009 at 8:14 pm

Siemaneczko Świrki!

z 39 komentarzami

No i jestem, wróciłem na łono blogosfery. Wiem, że wielu z Was było zaniepokojonych. Tu, z tego miejsca chciałbym podziękować wszystkim moim wirtualnym kumpelom i kumplom. To było fajne uczucie mieć Was w wirtualnym pobliżu. Choć sami wiecie, jak to jest z tym pobliżem, trudno tu mówić o jakimś pobliżu w ogóle. Czytaj resztę wpisu »

Wirtualne pały

z 114 komentarzami

Pamiętam, a było to kilka lat temu, kiedy jeszcze istniała Konfraternia, Szarm organizował taki konkurs na Wirtualne Pały. Chodziło o ludzi na czacie O2.pl, którzy znaleźli swój najwyższy poziom kompetencji jako czatowi siepacze. Byli jakby do tego stworzeni, wyssali to z mlekiem matki, a czat dopiero ukazał te ich talenty i najwyższy poziom awansu w strukturach społecznych. Tacy urodzeni bananiarze.
W dziale Wirtualne Pały znajdowały się pseudonimy z czata, które uważały, że zło można zabanować, zlikwidować i nie będzie już potem nic, na czatach zasadzi się kwiaty i znajdziemy się w jakiejś wymarzonej, szczęśliwej krainie. Urokiem czatujących i miodem płynącej.

pala

Podczas moich wirtualnych podróży w portalu Gazeta.pl natknąłem się
na takich, których misją, obsesją, a nawet powołaniem, stało się banowanie. Bez możliwości cenzury byliby oni jakby niepełni i nieprawdziwi. Obawiam się, że w realnym życiu żadne z nich nie zarządzało tak potężnymi zasobami ludzkimi, kryjącymi się za pseudonimami, jak właśnie tu w sieci.
Nie chodzi tu też o nerwowe dziewuszki kasujące swoje blogaski, ani o innych takich, co to chcą mieć porządeczek w ogródeczku i rację na swoim blogu. Większość taka w sumie jest, komentarze tam są w szyku defiladowym, pełno w nich ciepła i wymiany uprzejmości. No i czyż taki blogopisacz może kłamać, netykietę złamać? Chyba nie.
No dobra, ad rem. Moje nominacje wyglądają tak:
Naczelny Żandarm Bloksa – Ols. Strażnik moralności, dobrego smaku i manier. Wsławił się egzekucją Cyca naszego ukochanego. Gdy dostrzegł swój błąd, próbował Cyca w rynsztok zgrabnie i sprytnie obrócić.
Szefowa grup szturmowych forum Gazety – Siwa. Znana z ze zniszczenia najpopularniejszego i najlepiej zorganizowanego forum Gazety Zawróceni w Czacie. Jednym kliknięciem przekreśliła kilkadziesiąt tysięcy listów, twórczość i pracę kilkudziesięciu ludzi kryjących się za setkami pseudonimów. Forum to wcześniej było nagradzane agorowymi gwiazdkami, było to coś, było wydarzenie. Jeden list, który ją obrażał, wystarczył jej na unicestwienie społeczności, budowanej dziesiątkami tysięcy listów i ponad dwuletnią pracą.
Trzeci niech będzie Kominek, od dawna chełpił się swą władzą i dla niego banowanie jest też formą moderowania, prowokowania dyskusji. No dobra, jego może umieszczam bardziej w celach reklamowych, kiedyś on mnie reklamował, zareklamuję go i ja.
Epigon Kominka Wojciech “Plonk” Orliński. Autor bloga WO (Ekskursje w dyskursie). On też upodobał sobie banowanie, które rubasznie zwie “plonkowaniem”. Podpatrzył u Kominka, pozazdrościł mu popularności i robi to samo. Uczynił z banowania ideologię. Tę najsłuszniejszą. Sam chełpi się faktem, że wyglądem przypomina Ernsta Röhma.
Dalej mamy Eelę, autorkę bloga o Warszawie, ale z blogowania jest mniej znana, mimo usilnych starań Żandarmerii Gazetowej, która jak może promuje jej blog.
Eela rozpoznawalna jest jako “Giwi Gorący Kubek”, oberpolicmajster forum “Kraj”. Gorący kubek, bowiem znana jest ze swego upodobania do gadżetów, więc wszelakie promocje Agory rozchodzą się w jej dłoniach niczym ciepłe bułeczki. I dla innych pod dachem forum i Bloksa nie starcza. Muszą wybierać inne niebo.
Na koniec wstawię Evitę Duarte, cenzorkę i szefową forum “Feminizm” w Gazeta.pl. Dziewczyny tamtejsze, używające bardzo chmurnych i szumnych pseudonimów, mają osobliwy sposób traktowania klientów. Najpierw wchodzi jakaś dyżurna jej koleżanka i nazywa nowego, potencjalnego dyskutanta “gównem” albo stwierdza, że to co on pisze to bzdury, bo “świnia latać się nie nauczy”. I delikwent, który – całkiem nieświadomie i niechcący – wszczął awanturę, dostaje bana.

Większość z tych nominowanych przeze mnie to wspólni znajomi, na pewno wirtualni. Stanowią oni jakoby przyczynek do budowy grup szturmowych bądź specjalnego aktywu, może i nawet przyszłego biura politycznego. Kiedy już w Gazecie nastanie nowe, a jutro pomaszerują dalej. Dopóki nie padnie na kolana ostatni troll.

Written by procesVII

marzec 22, 2009 at 12:41 pm